Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Zbyt wolni, aby móc się ścigać – kiedy reguła 107% utrudniała życie

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, z jakiego powodu kierowcy mogą opuścić wyścig Formuły 1? Najczęściej jest to spowodowane poważnymi kontuzjami wykluczającymi start, bądź chorobą czy złym samopoczuciem. Zdarzało się również, że kierowcy odpuszczali dane Grand Prix, aby wystartować w innych zawodach. Jednak, czy wiedzieliście, że kierowca może nie zostać dopuszczony do startu w wyścigu, ponieważ… był zbyt wolny?

Andrea Montermini GP Australii 1996 reguła 107% f1
Fot. Forsti Corse / Andrea Montermini podczas kwalifikacji do GP Australii 1996, które zakończyły się fiaskiem

Czym jest reguła 107%?

Reguła 107% to prosta zasada zakładająca, że jeśli w kwalifikacjach dany kierowca wykręci czas gorszy, niż 107% najlepszego czasu sesji Q1 (kiedyś czasu pole position), nie powinien zostać dopuszczony do udziału w niedzielnym wyścigu. Sędziowie są jednak uprawnieni do robienia wyjątków od tej reguły i mogą dopuścić takiego zawodnika do startu. Reguła ta została wprowadzona do F1 w sezonie 1996 i początkowo była stosowana tylko do 2002 roku. Powróciła jednak do sportu po niemal dekadzie przerwy, w sezonie 2011, i jest używana do dziś. Chociaż w obecnych czasach sędziowie rzadko jej używają, w swojej historii Formuła 1 widziała już nie jeden przypadek, gdy kierowcy rzeczywiście nie dostawali zgody na start. Poniżej znajdziecie kilka najciekawszych przypadków.

Po raz ostatni zastosowana… 10 lat temu

Wielu fanów Formuły 1 mogło zapomnieć, bądź nawet nie wiedzieć o istnieniu tej reguły. Powodem takiego stanu rzeczy jest to, że obecnie jest ona używana bardzo rzadko. Kierowcy łamią ją z reguły podczas deszczowych kwalifikacji, bądź z powodu kolizji i awarii przed przejechaniem szybkiego okrążenia. W takich sytuacjach sędziowie przymykają na nią oko.

 

Ostatni raz, gdy znalazła ona swoje zastosowanie, miał miejsce prawie 10 lat temu, w 2012 roku. Wtedy to do pierwszego wyścigu sezonu, którym było Grand Prix Australii, nie mogli wystartować obaj kierowcy zespołu HRT. Pedro de la Rosa i Narain Karthikeyan wykręcili czasy gorsze od zwycięzcy Q1 kolejno o 7.313 i 7.461 sekundy.

Co ciekawe, tego samego kierowcy HRT dokonali dokładnie rok wcześniej, podczas Grand Prix Australii 2011. Wtedy było jeszcze gorzej – Vitantonio Liuzzi do najlepszego czasu stracił 7,682 sekundy, a Narain Karthikeyan – aż 8,997 sekundy. Na dodatek, był to pierwszy wyścig po przywróceniu reguły 107% do sportu. Tor Albert Park ewidentnie nie sprzyjał hiszpańskiemu zespołowi.

ZOBACZ TAKŻE
Najgorsze zespoły F1 w historii. Różne przepisy na porażkę?

Reguła 107% na ratunek

Chociaż wydawać by się mogło, że kierowcy woleliby unikać łamania tego przepisu jak ognia, tak dla jednego z zespołów okazał się on pomocną dłonią.

Sezon 2002 dla Arrowsa był dramatyczny. Beznadziejne były nie tylko wyniki, ale przede wszystkim sytuacja finansowa ekipy. Zespół zmagał się z ogromnymi i wciąż rosnącymi długami. W pewnym momencie zalegali swojemu dostawcy silników, marce Cosworth, ponad 4,5 miliona dolarów. Oprócz tego brytyjska ekipa musiała wypłacić odszkodowanie za przegraną sprawę sądową z Josem Verstappenem. Holender pozwał Arrowsa za zerwanie umowy niezgodnie z prawem. Od zespołu zaczęli także odchodzić sponsorzy. Arrows bankrutował.

Przed Grand Prix Francji na torze Magny-Cours znaleźli się w kropce. Z jednej strony, zespół zmagał się z rosnącym konfliktem ze swoimi inwestorami. Aktywny udział jego kierowców w wyścigach mógłby go jeszcze bardziej zaostrzyć. Z drugiej strony, za niestawienie się na kwalifikacjach i wyścigu groziły duże kary finansowe, na które Arrows nie mógł sobie pozwolić.

 

Doszło wtedy do kuriozalnej sytuacji. Kierowcy Arrowsa, Hans-Harald Frentzen i Enrique Bernoldi, wzięli udział w kwalifikacjach, ale… celowo uzyskali gorsze czasy, które nie pozwalały na zakwalifikowanie się do wyścigu. W ten sposób zespół ominął start w Grand Prix, a także uniknął kary finansowej. Była to pierwsza tego typu sytuacja w Formule 1 – i jak do tej pory ostatnia. Niestety, ostatecznie na nic się to zdało. Wraz z końcem sezonu 2002 zespół Arrows przestał istnieć i nigdy nie powrócił do Formuły 1.

ZOBACZ TAKŻE
GP Australii. Historia absurdalnych kwalifikacji eliminacyjnych z 2016 roku

Jeżdżąca katastrofa

Absolutny rekord braku spełnienia reguły 107% został ustanowiony podczas Grand Prix Australii w 1997 roku. Otwarcie sezonu na torze Albert Park w Melbourne miało być debiutem dla Loli jako samodzielnego zespołu. Brytyjczycy uzyskali wsparcie firmy MasterCard, którego planem było wystartowanie w sezonie 1998. Ostatecznie podjęto jednak decyzję, aby datę debiutu przyspieszyć o rok, czyli być gotowym już w 1997 r.

Lola 1997 zespoły f1 które nie wystartowały w GP

Fot. Twitter / Lola podczas treningów do GP Australii 1997

Lola MasterCards zjawił się w Melbourne z ogromnymi problemami. Ich samochód był budowany pospiesznie, bez użycia tunelu aerodynamicznego. Efekt końcowy zdecydowanie mijał się z oczekiwaniami zespołu. Bolid T97/30 był koszmarnie trudny w okiełznaniu i zarazem wolny. Tracił prędkość na prostych, miał też ogromne problemy z balansem i siłą docisku. Skutkiem tego była największa kompromitacja w historii Formuły 1.

Kierowcy Loli, Vincenzo Sospiri i Ricardo Rosset stracili do zdobywcy pole position, Jacquesa Villeneuve’a, kolejno 11,603 oraz 12,717 sekundy. Stanowiło to ponad 114% (!) czasu Kanadyjczyka. Jak się okazało, był to jedyny występ zespołu w F1. Po katastrofie w Australii, zespół ogłosił rezygnację z dalszego ścigania. Historię zespołu przybliżaliśmy wam już w jednym z artykułów na motohigh.pl.

ZOBACZ TAKŻE
Zespoły F1, które nie wystartowały w wyścigu. Oto 7 zmarnowanych szans

Rekordziści w byciu wolnym

Każdy kierowca trafiający do Formuły 1 pragnie zostać zapamiętany ze względu na liczbę swoich zwycięstw, podiów oraz mistrzowskich tytułów. Niestety, niektórzy z nich byli zmuszeni do jazdy maszynami, które nie gwarantowały nawet pewnego startu w wyścigu. W efekcie znani są oni z czegoś, z czego zapewne nie są zbyt dumni.

 

Najwięcej razy w swojej karierze regułę 107% łamali Włoch Andrea Montermini i Brazylijczyk Ricardo Rosset. Z tego powodu obaj nie dostawali zgody na start w wyścigu aż pięciokrotnie. Podium tej niechlubnej klasyfikacji zamyka inny Włoch, Luca Badoer, którego spotkało to 4 razy.

 

Zespołem, który najczęściej padał ofiarą omawianej reguły, jest Minardi. Kierowcy włoskiej ekipy nie kwalifikowali się do wyścigów siedmiokrotnie. Ostatecznie reguła 107% znalazła swoje zastosowanie w 28 przypadkach, a ukaranych zakazem startu w wyścigu zostało 13 różnych kierowców.

4.8/5 (liczba głosów: 5)
Reklama