Dotychczasowa kariera i droga do powrotu
Alexander Albon trafił do Formuły 1 w sezonie 2019. Choć początkowo miał się ścigać w Formule E, ostatecznie dostał szansę debiutu w zespole Toro Rosso. Taj spisywał się na tyle dobrze, że już po mniej jak pół roku ściągnięto go do głównej ekipy Red Bulla w miejsce Pierre’a Gasly’ego. Druga połówka 2019 roku również była przyzwoita, co poskutkowało przedłużeniem umowy na sezon 2020. Jednak ten zdecydowanie nie poszedł po jego myśli. Albon mocno odstawał od Verstappena, a w klasyfikacji kierowców zajął dopiero 7. miejsce. Na sezon 2021 Red Bull sięgnął po Sergio Pereza, a kierowca z Tajlandii pełnił rolę kierowcy rezerwowego i testowego. Z tej roli wywiązał się jednak wzorowo, przyczyniając się do ostatecznego sukcesu zespołu. Dodał do tego solidne wyniki w serii DTM, czym zwrócił uwagę zespołów F1. Ostatecznie, we wrześniu 2021 roku podpisał kontrakt z ekipą Williams.
Albono is back! 😍
First runs in the FW44 complete! 🙌 pic.twitter.com/UkymzYUJBO
— Williams Racing (@WilliamsRacing) February 16, 2022
Albon o swoim powrocie
Tajski kierowca w swoich wypowiedziach zdecydowanie podkreślał, jak ważny jest dla niego powrót do Formuły 1. Roczna przerwa od startów wywołała w nim ogromny głód ścigania. Albon wspominał także, że to właśnie na próbie powrotu do F1 skumulował większość swoich sił i jest bardzo szczęśliwy, że ostatecznie mu się to udało.
– Byłem niesamowicie zdeterminowany, aby powrócić do Formuły 1. Czuję, że zrobiłem wszystko co mogłem, że dałem z siebie wszystko, aby otrzymać ten fotel. Trudno w to uwierzyć, ale 2021 był zdecydowanie najbardziej pracowitym rokiem w mojej karierze. Głód ścigania jednak nie ustępował. Oczywiście, aby otrzymać fotel w Formule 1 potrzebna się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Sprowadza się to do wielu różnych rzeczy, jednak ja sam czuję, że dałem od siebie wszystko, aby móc tu wrócić – powiedział nowy kierowca Williamsa
Pozostałe plany
Oczywiście, Taj nie mógł zakładać, że na sto procent uda mu się uzyskać miejsce w Formule 1. Choć Albon cały czas zaznaczał, że jego głównym celem był powrót do królowej motosportu, miał on kilka „asów w rękawie”, na wypadek, gdyby jego plan się nie powiódł.
– Moim planem „A” od początku był powrót do Formuły 1 i podpisanie umowy z Williamsem, jednak miałem także plany „B” i „C”. Przyglądałem się sytuacji w serii IndyCar, rozmawiałem także z paroma zespołami w Formule E. Chociaż plan „A” był najbliższy mojemu sercu, z logicznego punktu widzenia musiałem myśleć nad innymi rozwiązaniami. Rynek w motorsporcie jest trudny, nigdy nie wiadomo, co się stanie. Dlatego warto mieć kilka dostępnych opcji – dodał 25-latek.
Albon o roli Red Bulla w powrocie
Jak się okazało, tajski kierowca nie musiał wprowadzać w życie żadnego ze swoich zapasowych planów. Jego powrót do Formuły 1 nie byłby jednak możliwy, gdyby nie pomoc ze strony byłych pracodawców, a także nowego szefa. Albon wspominał, że Christian Horner, dr Helmut Marko oraz Jost Capito odegrali bardzo dużą rolę w tym procesie.
– Na szczęście w połowie roku wszystko zaczęło wyglądać dobrze, a rozmowy rozpoczęły się. W tym miejscu należą się ogromne podziękowania dla Christiana [Hornera – przyp. red.] oraz dr [Helmuta – przyp. red.] Marko, a także dla Josta [Capito – przyp. red.] i wszystkich w Williamsie, dzięki którym się to udało – zakończył Taj.