Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Formuła 1

Milion problemów Haasa przed GP Australii. Winowajcą Mick Schumacher

Sezon 2022 rozpoczął się dla Haasa wyjątkowo dobrze. Niespodziewany powrót Kevina Magnussena sprawił, że do amerykańskiego przedstawiciela w stawce wróciła rzesza kibiców. Ponadto po raz pierwszy na ich koncie pojawił się dorobek punktowy. Sprawa może już jednak nie wygadać tak kolorowo w GP Australii. Wszystko za sprawą kosztownego wypadku Micka Schumachera w Dżuddzie.

Haas Schumacher Saudi Arabia
Fot. Haas F1 Team

Powrót na salony

Gdyby zapytać fanów Formuły 1, kto pomiędzy Haasem a Red Bullem zdobędzie więcej punktów w pierwszym wyścigu sezonu 2022, odpowiedź byłaby oczywista. Jak ogromnym zaskoczeniem było więc to, że ekipa Guenthera Steinera wywiozła z Bahrajnu o dziesięć „oczek” więcej. Konkretnie zrobił to Kevin Magnussen, który niespodziewanie znalazł drogę powrotną do Formuły 1. Duńczyk szybko potwierdził szokująco dobrą formę, jak na kogoś, kto nie miał w tym roku jeździć w F1, zdobywając kolejne punkty w wyścigu o GP Arabii Saudyjskiej.

ZOBACZ TAKŻE
Steiner o Magnussenie. "Gdyby nie miał przerwy, bylibyśmy na podium"

Niestety tak dobrze nie idzie jego partnerowi z zespołu. Mick Schumacher miał być numerem 1, ponieważ od początku był gotowy do jazdy w obecnej kampanii. Ponadto jeszcze niedawno bił na głowę Nikitę Mazepina, który stracił swój fotel przez agresję Rosji na terenie Ukrainy. Bardzo wiele osób zaskoczyło się tym, że Schumacher po prostu nie jest w stanie nadążyć za swoim nowym, zdecydowanie bardziej doświadczonym partnerem z zespołu. Po średnim występie w Bahrajnie, gdzie nie zdobył punktów, przyszło jeszcze większe rozczarowanie w Dżuddzie.

 

Mistrz F2 z 2020 roku przedwcześnie stracił szansę na dobry rezultat. W trakcie kwalifikacji jego bolid wybił się na tarce i poleciał w ścianę niebezpiecznego obiektu Jeddah Corniche. Przez kilka długich minut wszyscy obawiali się o zdrowie młodego Niemca. Na szczęście wyszedł on z tego zdarzenia cało i wrócił do padoku już następnego dnia. Niestety nie przyszło mu wystartować w  wyścigu, ponieważ jego bolid VF-22 zniszczył się w drobny mak.

ZOBACZ TAKŻE
Norris o pechowym zakręcie. "Nie można montować takich krawężników"

Kosztowny wypadek

Zespół nie był w stanie odbudować jego samochodu, dlatego właśnie zdecydowano, że 23-latek pojedzie dopiero w GP Australii. Przed mechanikami amerykańskiej ekipy stoi trudne wyzwanie zebrania wszystkiego w jedną całość. Jest to odbudowa niemal od zera, ponieważ zniszczenia wyglądały naprawdę pokaźnie. Dlatego też szybko zaczęto się zastanawiać, ile to może kosztować. W tej sprawie głos zabrał Guenther Steiner. 

Oczywiście musimy odpowiednio sprawdzić podwozie, ale szczerze mówiąc, wygląda na to, że nie jest tak źle. Również silnik, jak mi powiedziano w Ferrari, wydaje się w porządku. Akumulator tak samo. Ale cała reszta jest zepsuta! Myślę, że koszt jest dość wysoki, ponieważ całe zawieszenie, z wyjątkiem przedniego lewego, po prostu przepadło. Myślę, że wciąż coś tam jest, ale reszta to tylko pył węglowy. Nie wiem jak to się ma, co do ceny, ale oprócz skrzyni biegów zniknęła też cała karoseria. Nie ma nawet chłodnic. Powiedziałbym, że mówimy o kwocie rzędu pięciuset tysięcy do miliona dolarów – powiedział szef ekipy Haas.

Odwieczny problem Haasa

Większe zespoły machnęłyby pewnie ręką na taką kwotę. W przypadku Haasa sytuacja nie jest jednak tak kolorowa. Od dawna mówiło się o tym, że nawet po wprowadzeniu limitów budżetowych, operują oni kwotą o mniej więcej 20 milionów mniejszą. Sytuacja nie jest optymalna, bowiem trzy ostatnie lata zespół spędził na dole tabeli, co liczyło się z niskimi zarobkami z tytułu pozycji w klasyfikacji konstruktorów. Ponadto zespół zerwał kontrakt z rosyjskim sponsorem Uralkali, który w 2021 roku stanowił główny przychód. Steiner dodał więc, że ma nadzieję, iż kierowcy będą unikać podobnych incydentów w Australii i pozostałych rundach sezonu 2022.

Jest pewna kwota bazowa, którą odkłada się na bok. W zespole wyścigowym nigdy nie można się jednak trzymać swojego budżetu, tak jak robi się w normalnym biznesie komercyjnym. Podejmujemy bowiem spore ryzyko. Mamy oczywiście pewien idealny scenariusz. Ale jeśli mamy dwa lub trzy takie wypadki, to dość szybko taki scenariusz przestaje istnieć. To po prostu strata. Więc musimy zarządzać [tym, co mamy – przyp. red]. Oczywiście mam nadzieję, że nie będzie wielu kolejnych incydentów w naszym wykonaniu – stwierdził Włoch.

ZOBACZ TAKŻE
Steiner o limicie budżetowym: Liczę na współpracę przy jego zmniejszaniu

Dość sporą obawę budzi to, że nie był to pierwszy incydent w wykonaniu Micka Schumachera. W zeszłym roku wszyscy przymykali na niego oko ze względu na niechęć, jaka spotykała jego partnera z zespołu, Nikitę Mazepina. Teraz jednak widać, że Niemiec też ma czasami problem z utrzymaniem bolidu w ryzach. Przed nim więc wymagające GP Australii. Musi nie tylko zniwelować stratę do Kevina Magnussena, ale także dbać o ten samochód. Widać bowiem, że pierwszy raz od 2018 roku Haas rzuca wyzwanie zespołom środka stawki.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama