Czego szukasz?

Formuła 1

Lewis Hamilton – wielki junior McLarena | Droga do F1

Lewis Hamilton – szybki, bezkompromisowy, wyjątkowy – bez wątpienia był najbardziej wyczekiwanym debiutantem od lat, gdy już dotarł do F1. Im więcej sukcesów osiągał, im bliższy był marzenia, tym większe oczekiwania mediów i kibiców nosił na barkach. Na jego drodze pojawiło się wiele trudności, ale Brytyjczyk pokonał je wszystkie. Pora co nieco wam o tym wszystkim opowiedzieć.

Lewis Hamilton
Fot. Joe Pompliano / Twitter

Spośród wszystkich swoich rówieśników w kartingu, Lewis Hamilton z pewnością wyróżniał się najbardziej. Jego fenomen, wyrosły na gruncie wyjątkowego talentu, poświęcenia ojca i ciążących na nim stereotypów kulturowo-rasowych, przebijał przez wszelkie wyniki młodego adepta ze Stevenage. Hamilton, zapatrzony w Sennę, przeżył w dzieciństwie wszystko, czego można by oczekiwać od sportowca wysokiego kalibru.

A może nawet więcej? Historia najbardziej utytułowanego kierowcy w historii F1 to z pozoru podróż, jaką odbył każdy mistrz świata. Ciężka praca, walka z bezlitosnymi oczekiwaniami, drwiącymi głosami i wahaniami – te klisze już znamy, odbite w losach innych. Ale w losie późniejszego siedmiokrotnego mistrza świata kryje się też dorastanie w klasie średniej, chroniczny brak budżetu i wszędobylski rasizm. I to właśnie temu niebywałemu zwrotowi okoliczności zawdzięczamy dzisiejszy obraz rekordzisty wszech czasów.

Niezatapialny tandem

Hamilton od kołyski był predestynowany do wzbudzania skrajnych reakcji w świecie wyścigów. Urodzony w średniej wielkości miasteczku, 30 mil na północ od Londynu, wychował się w mieszanej rodzinie, dodatkowo zabarwionej niejednoznacznymi korzeniami etnicznym. Rodowód ojca, Anthony’ego, sięgał korzeni grenadyjskich, a rodzice przyszłego kierowcy rozstali się, gdy ten miał niecałe dwa lata.

Hamilton pozostał ze swą biologiczną matką, Carmen Larbalestier i dopiero w wieku 12 lat na stałe przeniósł się do ojca. Pasja do sportów motorowych wyszła na jaw znacznie wcześniej. Mając lat 5 otrzymał pierwszy samochodzik sterowany radiowo, a już rok później pokonywał dorosłych w zawodach klubowych.

Wszechobecna pokusa ścigania pociągała Hamiltona znacznie bardziej, aniżeli szkoła. Zaledwie 50 mil od domu majaczył tor Silverstone, a przepustką do wielkiego świata wyścigów stały się naturalnie zawody kartingowe. Rodzina Hamiltonów podjęła się ich, gdy Brytyjczyk miał osiem lat. Pierwszy gokart lata świetności miał już za sobą, ale i tak pochłonął prawie cały miesięczny budżet.

Nicolas Hamilton

Hamilton widział w entuzjastycznym młodszym bracie inspirację. – Wystarczy, że pomyślę o Nicu, by się zmotywować i przywołać uśmiech na twarz. Młodszy członek klanu, cierpiący na mózgowe porażenie dziecięce, również został kierowcą wyścigowym | Fot. Crash F1 / Twitter

Anthony Hamilton złożył obietnicę finansowania kariery syna tak długo, jak młody Lewis będzie na bieżąco z materiałem w szkole. Wiązało się to z koniecznością podjęcia trzech, a niekiedy nawet czterech etatów jednocześnie – przedsiębiorcy, sprzedawcy szyb, pomywacza, czy człowieka od wywieszania ogłoszeń dla agentów nieruchomości. Tymczasem Hamilton, poza wyzwaniami na gruncie ścigania, ścierał się ze zjawiskiem, które w dużym stopniu ukształtuje jego przyszłe lata – rasizmem. Już mając pięć lat, dla własnej samoobrony, zaczął uczęszczać na kursy karate.

Zadzwoń do mnie za 9 lat

Pełnię siebie, czasem ograniczaną w szkole, prezentował na torze, gdzie rychło zaczął dominować zmagania krajowego podwórka. W wieku lat 10 miał już na koncie zwycięstwa, tytuł i rekord dla najmłodszego w historii mistrza klasy kadetów. Za swe spektakularne sukcesy otrzymał wiele nagród – w tym zaproszenie na doroczną galę prestiżowego magazynu branżowego Autosport.

Hamilton ruszył na nią uzbrojony w przygotowaną przez ojca książeczką na autografy, które zamierzał pozbierać od największych autorytetów środowiska. Nie miał na sobie nawet własnego garnituru i butów, a jednak nie wahał się podchodzić do sław. Jedną z nich był ekscentryczny szef wielkiej ekipy, wskazany przez ojca zawodnika słowami, to jest Ron Dennis, szef McLarena, który buduje te samochody, które kochasz.

ZOBACZ TAKŻE
Akademia McLarena vs jej kierowcy. Co się z nimi dzieje?

Dla śmiałego 10-latka taka rekomendacja w zupełności wystarczyła. ­– Dzień dobry, jestem Lewis Hamilton i któregoś dnia chciałbym jeździć w waszych samochodach – rzekł Hamilton, po latach wyznając, że sam nie wie, co go wtedy opętało. – Poprosiłem o autograf i numer telefonu. Wpisał je do mojej książeczki i dopisał: <<Zadzwoń do mnie za dziewięć lat, coś wtedy wymyślimy>>. Uskrzydlony marzyciel zabrał się do wytężonej pracy.

Nim minęła 1/3 przewidzianego przez Dennisa czasu, Hamilton gromił konkurencję w kolejnych kategoriach. W 1995 roku triumfował w Super 1 National Championship, znanej serii powstałej w 1983 roku, na której wychowali się później również m.in. David Coulthard, Jenson Button czy Alexander Albon. Potem dołożył triumf w Kartmasters British GP i ponownie w Super 1, tyle że w kategorii Formula Yamaha.

Dennis przekonany

Więcej udowadniać nie musiał. Dennis uważnie śledził postępy ambitnego młodzieńca, decydując się wykonać telefon samodzielnie. Propozycja była prosta – wsparcie finansowe i techniczne w możliwej do przewidzenia przyszłości, pod gwarancją, iż Hamilton nadal będzie pracował równie ciężko w szkole, co na torze.

Hamilton i Dennis

Hamilton nie mógł uwierzyć w telefon od Dennisa. – Po prostu poszedłem na górę i zabrałem się za prace domowe. […] Miałem problem, żeby się skupić | Fot. Demetriou Neto

Oferta nie mogła spotkać się z odmową. Brytyjczyk stał się adeptem programu wsparcia młodych kierowców prowadzonego przez McLarena i Mercedes-Benz. Co intrygujące, nie zareagował standardowo. – Poszedłem do mojego pokoju na piętrze i zabrałem się za zadania domowe. To było niewiarygodne. Miałem problem, żeby się skupić.

Hamilton stał się z nagła gwiazdą formatu ogólnokrajowego – chłopakiem, z którym łączono olbrzymie nadzieje. Bukmacherzy szaleli, obstawiając stawki za jego kolejne zwycięstwa. Prasę rozpalały wzmianki o klauzuli w umowie z McLarenem, na mocy której miał w przyszłości zasiąść za kierownicą samochodu F1. Ceniony magazyn Autoweek umieścił go na nawet stronie tytułowej.

Na barki kierowcy spadły oczekiwania całej krajowej branży, ale Hamilton trzymał etykę pracy. Nieugięty i skupiony na celu, motywujący swoich mechaników, kierował się zasadą wypracowaną we wczesnych latach kartingu – muszę być szybszy. Korespondent gazety Russell Bulgin nie szczędził pochwał. – Nie jest rozwydrzony, przedwcześnie dojrzały, odpychający. W większości. Brzmi jak nieco staromodny kierowca wyścigowy.

Hamilton z pełnym programem

Pytany o klucz do sukcesu, Hamilton odpowiadał spokojnie. – Być konsekwentnym. […] Zawsze upewniać się, że przekazujesz mechanikowi – albo ojcu albo komukolwiek – wystarczającą ilość informacji o gokarcie, jeździsz szybko i przekraczasz linię mety pierwszy. W kwestii preferencji ustawień nie miał specyficznych wymagać. ­– Lubię, kiedy jest odpowiednio – wtedy mogę naciskać i naciskać bez zbyt dużej podsterowności lub nadsterowności. […] Znalezienie [balansu – przyp. red.] nie jest wcale łatwe. Jest dość trudne. Musisz pracować naprawdę ciężko, żeby doprowadzić gokart do takiego stanu.

 

Ów model pracy Hamilton mógł zaaplikować do poszerzonego portfolio startów – McLaren ruszył z pełną machiną wsparcia. Do roku 2001 Brytyjczyk przeszedł przez szereg serii kartingowych, nierzadko opuszczając kraj na rzecz zawodów choćby o Trofeo Andrea Margutti. Włoskiej sceny nie udało mu się podbić, ale już na szczeblu europejskim radził sobie znakomicie.

W 1999 roku został wicemistrzem Europy w klasie ICA-Junior (do wieku 15 lat), przegrywając jedynie z Reinhardem Koflerem, który wielkiej kariery w sportach motorowych ostatecznie nie zrobi. Na start nowego millenium dostawił do gabloty dwa kolejne trofea – Puchar Świata w Formule A i mistrzostwo Europy w tej samej kategorii. Wielkimi krokami zbliżał się do profesjonalnej kariery.

Przyjaciel Nico

W Formule A Hamilton spotkał się z Colinem Brownem, kapitalnym kierowcą kartingowym, uznawanym za najlepszego obok siebie przedstawiciela nowego pokolenia. Brown walczył zaciekle, ale musiał poddać się żelaznej woli Hamiltona. – Ja go wyprzedzałem, patrzyłem za siebie, a on się rewanżował. Myślałem: <<Nie mogę się pozbyć tego gościa, niezależnie od tego, co zrobię, zawsze wraca>>.

Brown miał szanse odebrać Hamiltonowi tytuł w trakcie finału na Motegi. Brytyjczyk przebił się z 52-go miejsca na trzecią pozycję przed decydującym wyścigiem. Na ostatnim okrążeniu utrzymywał jeszcze prowadzenie, ale Hamilton wcisnął się po wewnętrznej i zdobył koronę. – Był bardzo uczciwym kierowcą, żadnym piratem drogowym. Jeśli ktoś pomiatałby mną na torze, kopnąłbym go w tyłek, dał mu lekcje. Hamilton nigdy tego nie zrobił, nigdy nie był tak agresywny, żeby uderzyć kogoś na torze.

Dino Chiesa

Chiesa (po lewej) był kierownikiem CRG, producenta nadwozi do gokartów różnych klas | Fot. TKART

Brytyjczyk poznawał powyższe serie w gokarcie zespołu TeamMBM (sponsorowanego przez Mercedes-Benz i McLarena), poznając resztę śmietanki młodzieżowego towarzystwa wyścigowego. Szczególnie wyróżniał się na jej tle rówieśnik Brytyjczyka i jego zespołowy partner. Wykształcony, pochodzący z Monako średniego wzrostu blondyn o twarzy nadającej się do profesjonalnego modelingu. Nico Rosberg.

Zespół powstał de facto z inicjatywy jego ojca, Keke, który podczas zawodów w Niemczech przekonał Dino Chiesę, by na okres dwóch-trzech lat założyć osobną ekipę na użytek dwóch perspektywicznych juniorów. Włoch objął funkcję nie tylko menedżera stajni, ale też doradcy, co wiązało się z różnorakimi przeprawami.

Hamilton jako najmłodszy kierowca w F1?

Hamilton i Rosberg prędko stali się przyjaciółmi – zajmowali np. te same pokoje w hotelach. – Czasami je niszczyli. Zaczynało się od rzuconej poduszki, potem koca, potem cały materac leżał na ulicy. To była zabawa, ale ja zawsze płaciłem rachunki – śmiał się Chiesa. Za sielankową relację obu zawodników kryła się jednak wzrastająca chęć zwyciężania, objawiająca się nie tylko na torze.

– Ścigali się nawet w jedzeniu pizzy, zawsze jedząc dwie naraz – mówił niegdyś Robert Kubica, podówczas wielki kartingowy rywal wwspomnianej dwójki. Po latach Brytyjczyk wspominał, iż Nico był szybki, jednak nie tak szybki, jak Robert Kubica. W tamtych czasach to on był najlepszy. Rosberg tymczasem, by dorównać konkurentom, imał się wszelkich aktywności, wkładając w rywalizację jeszcze więcej pracy. – Na szybkim kółku, Lewis był zawsze nieco szybszy niż Nico – mówił Chiesa – […]. Ale Rosberg zawsze pracował ciężej, robił brudną robotę – zajmował się ustawieniami, pracował z mechanikami i inżynierami.

ZOBACZ TAKŻE
4108 dni między dubletami McLarena. Jak zespół upadł i odbudował się?

Wspólne parcia naprzód przerwano w sezonie 2001, gdy obaj powoli wkraczali do kategorii bolidów. Hamilton wybrał drogę brytyjską, a Rosberg pozostał na Starym Kontynencie, zacieśniając więzy z BMW. Przedtem czekała ich jednak wyjątkowa okazja pożegnalna. Na jednorazowy występ w kartingowych mistrzostwach świata powracał Michael Schumacher.

Zawody odbywały się na torze w Kerpen, rodzinnych stronach idola Brytyjczyka. Schumacher wiedział, że mierzy się z przyszłymi asami. – Oczywiście jestem świadom, że to są chłopacy, z którymi będę się ścigał – opowiadał. Hamilton nie miał wielu okazji, by walczyć z czempionem koło w koło; w kończącym weekend wyścigu Schumacher dojechał na podium, a Brytyjczyk finiszował siódmy.

Spostrzegawczy Niemiec domyślił się jednak, z kim ma do czynienia. – To kierowca wysokiej klasy, bardzo mocny, zaledwie 16-letni. Jeśli będzie dalej tak pracował, jestem pewien, że dotrze do F1. Hamilton miał już przygotowany kolejny krok. Oznaczony już jako Wschodząca Gwiazda Brytyjskiego Klubu Kierowców Wyścigowych wszedł do innego świata. Przesiadka przyniosła jednak małe kłopoty.

Starzy rywale i nowi pretendenci

Brytyjczyk udał się na test do stajni Manor Motorsport. – McLaren poprosił nas, byśmy zapewnili Lewisowi test w Formule Renault i powiedzieli, co o nim sądzimy – wspominał John Booth, wieloletni szef zespołu. – Zabraliśmy go na test główny na Mallory Park. Nigdy wcześniej nie prowadził samochodu, nawet drogowego. Rozbił nasze Renault po trzech kółkach! Chłopaki poskładali bolid i pojechał znowu, pojechał bardzo szybko. Nie speszyło go to [kraksa – przyp. red.] ani trochę.

Profesjonalną przygodę adept McLarena zaczął od występów w Winter Series, gdzie pojechał tylko cztery wyścigi, co wystarczyło na zdobycie siódmego miejsca w klasyfikacji kierowców. Z Manorem rozpoczął lata wielkich sukcesów, czasami wiążące się z absolutną dominacją. W sezonie 2003 Brytyjskiej Formuły Renault 2.0 kierowca zmiótł konkurencję, wygrywając 10 z 15 wyścigów, w jakich się pojawił.

ZOBACZ TAKŻE
Król jazdy na mokrym. Majstersztyk Hamiltona na Silverstone w 2008 roku

Ostatnie dwie rundy, pewny mistrzostwa, opuścił na rzecz Brytyjskiej Formuły 3. Debiut przebiegł pechowo – najpierw przebita opona, potem kraksa z partnerem z ekipy, która zakończyła się wizytą w szpitalu. Nieudany epizod nie zachwiał jednak reputacją Hamiltona, a z każdym kolejnym sukcesem, media mocniej pompowały balonik z majaczącą w tle F1.

Kierowca musiał dbać o tonowanie nastrojów (choć sam mówił, iż jazda w F1 to kwestia czasu). [Celem – przyp. red.] nie jest bycie najmłodszym w F1. […] jest nim zdobycie doświadczenia i pokazanie, na co mnie stać. Stać go było na wiele, choć nie wszystko przychodziło łatwo. W sezonie 2004 przyszedł bowiem czas na prawdziwie pełnoletnie ściganie – Formułę 3 Euro Series, Grand Prix Makau oraz Masters of Formula 3.

Hamilton najwyżej uplasował się w tej pierwszej serii, dzieląc kartingowych rywali. Rosberg ukończył rywalizację czwarty, a Kubica siódmy, triumf natomiast padł łupem Jamiego Greena. Dla Brytyjczyka był to ważny sygnał. Czołowa trójka kierowców korzystała z silników Mercedesa i czołowa trójka jeździła dla tej samej stajni – ASM Formule 3.

Hamilton vs Piquet Jr.

Brytyjczyk zastąpił liderów w kolejnym sezonie i dosłownie pożarł rywali. Tym razem wygrał 15 z 20 wyścigów, ustanowił szereg rekordów i 13 razy sięgnął po pole position. Na drodze do spełnienia dziecięcego marzenia pozostało już tylko GP2, zwłaszcza że Hamilton miał już styczność z bolidem F1. W roku 2004 odbył test dla McLarena razem ze wspomnianym Greenem oraz Alexem Lloydem. Jego inny przyszły rywal też miał taki za sobą, ale w barwach BAR-Hondy.

Nelson Piquet Jr. postawił Lewisowi Hamiltonowi wyzwanie podobne do tego, jakie Nico Rosbergowi rok wcześniej rzucił Heikki Kovalainen. Brazylijczyk rozpoczął sezon od zwycięstwa z pierwszego pola startowego przed rywalem z ART Grand Prix, ale choć kwalifikacje regularnie padały jego łupem, nie odnosił kolejnych triumfów. Hamilton nie miał z tym problemu. Pierwsze zwycięstwo odniósł na Nurburgringu, w rundzie piątej.

Hamilton i Premat

Partnerem Hamiltona w GP2 był jego niegdysiejszy pogromca, Alexandre Premat. Starszy Francuz łatwo dogadał się z Brytyjczykiem. – Nie mógł prowadzić [z braku licencji – przyp. red.], więc zwykłem podwozić go na wyścigi i lotniska. Razem jedliśmy kolacje, więc byliśmy zgranym duetem | Fot. Sports Gazette / Twitter

Jego supremacja była niewyobrażalna. Wygrał obie rundy, jadąc niekiedy o sekundę szybciej na okrążeniu od rywali, nie dając się zatrzymać nawet karze za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Bezkonkurencyjny był też w Monako i na Silverstone, gdzie manewrem w zakręcie Becketts (przy prędkości 240 km/h) wyminął Piqueta i Clivio Piccione.

Brazylijczyk przed przyjazdem na Hungaroring miał już 26 punktów straty i tytuł zdawał mu się uciekać. Na Węgrzech syn trzykrotnego czempiona po raz czwarty wygrał jednak kwalifikacje. Jego łupem padły oba wyścigi i w obu zdobył najszybsze okrążenia. Trzeci triumf z rzędu dołożył na Istanbul Parku, a sytuacja już niemal klarowna znów stała się napięta.

Hamilton i pogoń godna F1

Przewaga Brytyjczyka zmalała do sześciu „oczek”. Drugi turecki wyścig obaj wystartowali z czwartego rzędu, ale to Piquet ruszył lepiej. Hamilton próbował momentalnie odbić, ale zderzył się z Brazylijczykiem. Okrążenie później w pogoni za rywalem zbyt mocno najechał na krawężnik zakrętu nr 4 i obrócił się. Spadł na 19 miejsce. Zaczął się taniec.

Hamilton wyprzedzał konkurentów jak tyczki. Na czwartym kółku był 12-ty, na czternastym – piąty, dwie sekundy za Piquetem. Sprawdzały się przepowiednie o jego wybitnej zdolności wyprzedzania oraz słowa mechanika jeszcze z czasów kartingu. – Mieliśmy wyścigi, które szły źle, a jego osiągi były fenomenalne. Znajdował następny poziom. Brytyjczyk prędko przegonił Piqueta i zaczął bitwę z Timo Glockiem, do której Brazylijczyk to się włączał, to wypadał.

Niemiec mierzył się z krnąbrnym bolidem. – Moim problemem był fakt, że miałem źle ustawiony najwyższy bieg […] Mogłem wycisnąć mniejszą prędkość maksymalną i musiałem ostro walczyć z Piquetem. Potem pojawił się Lewis i biłem się z nimi oboma. Hamilton dysponował wyraźnie lepszym tempem – przed wyścigiem postawił wszystko na jedną kartę i nakazał swoich mechanikom ustawić skrzydła w swoim samochodzie tak, by generowany przez nie docisk był jak najmniejszy.

 

Po piruecie na początku znalazł granicę naciskania i Glock, choć robił, co mógł, jadąc z Hamiltonem koło w koło przez kilka zakrętów, musiał ulec. Brytyjczyk momentalnie podkręcił tempo, niebawem wchodząc w cień aerodynamiczny za Adamem Carrollem. Zawody skończył na drugiej pozycji. Tytuł przypieczętował natomiast dwa tygodnie później, gdy Giorgio Pantano zabrano na Monzy punkt za najszybsze okrążenie. Piquet nie miał już nawet matematycznych szans na czempionat.

Rodzina McLarena

Minęło kilka miesięcy i rozradowany Ron Dennis nie krył się przed kamerami. – Sprawdziliśmy całą stawkę i nawet gdy patrzyliśmy na kierowców innych niż czołowa trójka, nie było nikogo, kto naprawdę by lśnił – mówił Ron Dennis uzasadniając wybór Brytyjczyka na partnera Alonso w sezonie 2007. Hamilton prześcignął w walce o fotel dwóch kontrkandydatów – rutynowego kierowcę testowego stajni, Pedro de la Rosę oraz mistrza DTM i innego kierowcę programu McLarena, Gary’ego Paffetta.

Paradoksalnie, niewiele brakowało, a jego angaż w F1 stałby się niespełnionym proroctwem. W sezonie 2004 blisko Hamiltona był Williams, ale BMW nie zgodziło się na jego wspieranie i umowa upadła. Kierowca przedłużył kontrakt z McLarenem, choć jego ojciec poważnie pokłócił się z odpowiedzialnym za prowadzenie kariery Lewisa Hamiltona w programie Martinem Whitmarshem.

Anthony Hamilton sądził, iż Lewis powinien dołączyć do stawki GP2 już w roku 2005; Whitmarsh obstawał przy kolejnym roku w F3. Ważny gracz McLarena wedle spekulacji podarł kontrakt młodego zawodnika, ale ten zadzwonił do niego 1,5 miesiąca później i odnowił porozumienie.

McLaren F1 2007

Słynny żółty kolor kasków Hamiltona wynikał nie tylko z jego podziwu dla Ayrtona Senny. Ojciec kierowcy jeszcze w kartingu zarządził takie malowanie, by łatwiej rozpoznawać swego syna w gąszczu rywali | Fot. Zdravko / Twitter

O wejściu do F1 Hamilton wiedział już 30 września, ale McLaren czekał z oficjalnym ogłoszeniem. Kierownictwo nie chciało, by odejście Michaela Schumachera przyćmiło debiut niebywałego talentu – pierwszego żółtodzioba w McLarenie od czasów Michaela Andrettiego w 1993 roku. Hamilton od początku nie bał się walczyć o swe opus magnum – mistrzostwo świata.

Hamilton poznaje nowe realia

Drzwi stały otworem, ale cieniem na progu kładli się dwaj nowi konkurenci – Fernando Alonso oraz Kimi Raikkonen. Zwłaszcza Hiszpan nie zamierzał się biernie przyglądać. Obaj kierowcy otrzymali jednak równe wsparcie, które z czasem, jeśli wierzyć niektórym źródłom, zaczęło się przechylać na korzyść Hamiltona. Jeśli wierzyć innym, cały czas pozostawało takie samo. Niezależnie od wersji, Brytyjczyk dowiódł już w Australii, że Alonso nie może liczyć na łatwą przeprawę.

Ich wielka bitwa stanie się jednym z motywów przewodnich sezonu 2007, a Hamilton i jego ojciec (wciąż menedżer zawodnika) wyjdą z niej odmienieni. Poznawszy politykę rządzącą niekiedy F1, będzie jeszcze bardziej zdeterminowany osiągnąć upragniony cel w kolejnym sezonie. Mistrzostwo znajdzie się w jego rękach, ale po wielką dominację sięgnie po niecałej dekadzie. Doświadczenia z lat juniorskich przyłożyły do niej swoją cegiełkę.

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama