Koło ratunkowe po odejściu Suzuki
Jeszcze w kwietniu tego roku mówiło się, że zarówno Rins, jak i Mir mogą być pewni pozostania na Suzuki. Niestety wszystko się zmieniło, gdy w maju japoński producent ogłosił chęć odejścia z MotoGP. Nagle okazało się, że obydwaj zawodnicy będą musieli szukać miejsca gdzie indziej. W przypadku Joana Mira jego pozycja negocjacyjna z potencjalnymi pracodawcami wyglądała lepiej z racji tego, że Hiszpan posiada dwa tytuły mistrzowskie na koncie. Natomiast u Rinsa sytuacja prezentowała się nieco mniej atrakcyjnie. Ten zawodnik wielokrotnie w przeszłości prezentował swoją prędkość, ale jego problemem jest skłonność do wywrotek po uślizgu przodu. To jednak nie zaszkodziło mu w wywalczeniu sobie posady w zespole LCR Honda. Rins dołączy do tej ekipy zastępując Alexa Marqueza, który przesiądzie się na Ducati Gresini Racing. Najważniejsze jest jednak to, że oprócz motocykla RC213V, Rins dostanie także wsparcie fabryczne, którym obecnie „cieszą się” wszyscy zawodnicy.
– Jestem szczęśliwy z faktu, że dołączę do zespołu LCR Honda na najbliższe dwa lata. Zmiana motocykla to zawsze spore wyzwanie, ale jestem gotowy, aby dać z siebie wszystko. Zaufanie ze strony Lucio Checinellego oraz Hondy było kluczowe przy podejmowaniu decyzji. Pragnę im serdecznie podziękować za możliwość nawiązania współpracy – powiedział Alex Rins.
Co to oznacza dla rynku transferowego?
Jedyne, czego obecnie można być pewnym, to tego, że w takim układzie Joan Mir dołączy do Repsol Hondy za Pola Espargaro. Mistrz świata Moto2 obecnie prezentuje bardzo słabe wyniki na RC213V, które nie przekonują Alberto Puiga czy zarządu HRC. Wygląda na to, że młodszy z braci będzie musiał wrócić pod skrzydła KTM-a. Niestety nie będzie to zespół fabryczny, a ekipa Tech3, która teoretycznie dysponuje tym samym sprzętem i wsparciem co główny zespół. Tam jego partnerem miałby zostać Remy Garnder. Natomiast Raul Fernandez ma obecnie walczyć o fotel w RNF Aprilia. Jednak należy pamiętać, że kolejka do tego zespołu jest dość długa. Nie należy się dziwić, jeśli się okaże, że wspomniany Pol także walczy o posadę w RNF. Wprawdzie nie wiemy, jaki potencjał drzemie w tej ekipie z motocyklem RS-GP, ale w obliczu obecnej dyspozycji Tech3 warto podjąć ryzyko.
Warto jeszcze wrócić do ekipy LCR. Tam nadal do obsadzenia pozostało drugie miejsce, o które obecnie okupuje Taka Nakagami. Czy zdoła on utrzymać się w tej ekipie czy jednak przegra on z Ai Ogurą? Z jednej strony pod nieobecność Marka Marqueza, Nakagami dysponuje największym wyścigowym doświadczeniem na motocyklu Hondy. Jego praca na rzecz rozwoju tej maszyny w oparciu może być nawet cenniejsza, niż testy, jakie wykonuje Stefan Bradl. Z drugiej strony Japończyk nie błyszczy regularnością, a także dość często bierze udział w różnych kolizjach na torze. Te mogą zagrać na jego niekorzyść i zachęcić Idemitsu i LCR Hondę do zatrudnienia Ogury.
Pijąca kwestia
Wiemy już, że zarówno Enea Bastianini, jak i Jorge Martin zasiądą za rok na motocyklach Ducati w specyfikacji 2023. Jedynie nie wiemy który z nich wyląduje w ekipie fabrycznej. Jednak do tego wszystkiego w ostatnich tygodniach dołączył Francesco Bagnaia. Zwycięzca TT Assen w ostatnich tygodniach wpadł do rowu na Ibizie prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, co stanowi sporą rysę na jego wizerunku. Ducati na ten moment nie zdecydowało się na jakąkolwiek reakcję w tej sprawie. Możliwe, że poznamy ją za nieco ponad dwa tygodnie, przed GP Wielkiej Brytanii, albo wcale. Jeśli włoski producent postanowiłby zamieść sprawę pod dywan, to mogłaby to być kolejna rysa dla wizerunku całej serii, która przechodzi pewien kryzys odkąd ze stawki odszedł Valentino Rossi.
Dla porównania, gdy kilka lat temu były zawodnik MotoGP, ówczesny zawodnik Moto2, Hector Barbera został przyłapany na jeździe „na podwójnym gazie” to jego zespół natychmiastowo zerwał z nim umowę. Jednak tu należy pamiętać, że na to wpływ mógł mieć też kontrowersyjny wizerunek Hiszpana z lat wcześniejszych.