Joey Logano po raz drugi mistrzem
32-latek ze stanu Connecticut był niemal bezbłędny zarówno w sezonie zasadniczym, jak i fazie Play-Off. Kierowca Team Penske w przeszłości wielokrotnie pokazywał pazur, co często kończyło się kontrowersjami, a nawet bójkami. Jednak w tym sezonie za wyjątkiem wygranej w majowej rundzie w Dover, Logano nie wzbudzał szczególnie negatywnych uczuć. Jednak w tym wszystkim zdarzały się momenty, gdy jego dalsze losy w walce o mistrzostwo były niepewne. Chociażby w rundzie szesnastu oraz dwunastu pierwszy wyścig obydwu tych faz dał mu finisz kolejno na drugim i czwartym miejscu. Jednak w drugim i trzecim wyścigu obydwu tych etapów Play-Offów zdarzało mu się finiszować poza czołową dwudziestką. To w połączeniu z niezwykle zbitą stawką ery samochodów siódmej generacji oznaczało, że Logano mógł nie awansować do kolejnej części zmagań.
Niezwykle wyrównana stawka sezonu 2022 namieszała w NASCAR
Na jego szczęście sporo rywali miało większe problemy niż on. Dodatkowo okazało się, że połowę wyścigów „fazy mistrzowskiej” wygrywali kierowcy, którzy nie liczyli się w walce o mistrzostwo w NASCAR w sezonie 2022. To oznaczało, że przed ostatnim wyścigiem danego etapu Play-Offów mało kto miał już zapewniony awans. Jednak, gdy stawka zaczęła rosnąć, a liczba rywali w walce o tytuł zaczęła maleć to mistrz sprzed czterech lat zdołał wskoczyć na wyższe obroty. Tu warto wspomnieć o zwycięstwie w Las Vegas. Wówczas w Top 5 na mecie za nim zameldowało się trzech jego rywali z „fazy ośmiu”. Gdyby Chastain, Hamlin czy Briscoe zdołaliby wówczas pokonać Logano to ten mógłby być pod sporą presja wyniku w Martinsville.
Tak się jednak nie stało i podopieczny Rogera Penske z łatwością zapewnił sobie awans do mistrzowskiej czwórki. Trudno powiedzieć czy komfort psychiczny wynikający z zapewnienia sobie awansu do finału już w pierwszym wyścigu „rundy ośmiu” mógł mieć znaczenie. Jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że Joey Logano w Phoenix był praktycznie niedościgniony. Już na początku wyścigu było wiadomo, że trudno będzie mu wyrwać zwycięstwo. Chastiain, Elliott i Bell dwoili się i troili, ale w Phoenix nie byli oni w stanie nic zrobić. Tym samym to Joey Logano został mistrzem NASCAR Cup w sezonie 2022. Zawodnik z Middletown będzie w przyszłym roku najbardziej utytułowanym zawodnikiem ścigającym się na pełen etat obok Kyle’a Buscha. Zobaczymy, czy za rok zdoła on obronić tytuł jako pierwszy w erze systemu Play-Off.
Ross Chastain to nowy Dale Earnhardt Senior
„Arbuzowy chłopak” zdecydowanie skradł nagłówki w sezonie 2022 jeszcze przed rundą w Martinsville. Kierowca ze stanu Floryda to chyba największe odkrycie sezonu 2022. Jeszcze trzy lata temu walczył on o utrzymanie się w stawce w NASCAR Xfinity zmagając się z ograniczonym budżetem. Teraz w sezonie 2022 po roku doświadczeń w ekipie Chip Ganassi Racing, Ross Chastain pokazał pazur w kluczowych momentach. Tak jak wspominaliśmy w podsumowaniu sezonu zasadniczego 2022 w NASCAR, ważne wtedy były mocne finisze w Phoenix, Atlancie, Las Vegas oraz wygrana w Austin. To kontrowersyjne zwycięstwo, które było jednocześnie jego pierwszym w karierze dało nam do zrozumienia, że Chastain ma przed sobą mocny sezon. I tak też było!
Kolejne rundy przyniosły mu jeszcze więcej finiszy w czołowej piątce czy siódemce, a na torze Talladega wykorzystał zamieszanie na finiszu odnosząc drugie zwycięstwo w karierze. Później, na początku fazy Play-Off także pokazał równą formę, ale niestety nie udało mu się wygrać żadnego wyścigu. Wtedy też Chastain zrozumiał, że przy tak zbitej stawce będzie trzeba uciec się do niekonwencjonalnych rozwiązań. Tak też zrodził się legendarny finisz, jaki Ross Chastain zafundował nam w Martinsville pokonując ostatni zakręt odbijając się od ścian „agrafki”. W tym momencie praktycznie wszystkim odebrało mowy. Rywale podzielili się na tych, co pochwalili pomysłowość oraz na tych, co domagali się zakazania tego typu manewrów w przyszłości w trosce o poziom rywalizacji i bezpieczeństwo. Jednak świat już nie był tak podzielony. Dziennikarze specjalizujący się w NASCAR mówią, że Ross Chastain dał tym manewrem prawdopodobnie największy zastrzyk popularności serii odkąd w 1979 roku zaczęto transmitować wyścigi tej serii na żywo.
Nowa gwiazda już nawet nie na horyzoncie
Ostatecznie samego mistrzostwa zawodnikowi Trackhouse nie udało się zdobyć, choć był niedaleko za Logano, gdy opadła flaga w szachownicę w Phoenix. Jednak „arbuzowy chłopak” zdobył w 2022 roku mistrzostwo w tworzeniu szumu wokół NASCAR. Nie można wykluczyć, że w najbliższych latach zawodnik Trackhouse powalczy nie tylko o tytuły, ale i o miano najpopularniejszego kierowcy w stawce. Przebojowość oraz talent to dwie główne cechy, które łączą go z takim zawodnikiem, jak Dale Earnhardt Senior. Pozostaje tylko powiedzieć: uważajcie na niego!
Christopher Belll przejął pałeczkę w Joe Gibbs Racing?
27-latek ze stanu Oklahoma to kolejny młody gniewny, który wykonał wielki progres w tym sezonie. Rok temu odpadł on z walki o mistrzostwo już po „rundzie dwunastu”. Natomiast w tym sezonie walczył o tytuł do samej mety. Pierwsza połowa była nieco anonimowa w jego wykonaniu i trudno było przewidywać czy Bell zdoła awansować do Play-Offów. Jednak zwycięstwo w New Hampshire oraz Top3 w Austin i letnim wyścigu w Richmond zmazały te wątpliwości. Jeszcze lepiej zaprezentował się on w decydującej fazie sezonu. Już w „rundzie szesnastu” trzykrotnie kończył on zmagania w czołowej piątce.
Natomiast, gdy przyszło co do czego to w Charlotte i Martinsville doskonale unikał on odpadnięcia z walki wygrywając zawody. Nie przeszkodził mu w tym nawet Bubba Wallace, który taranując Larsona w Vegas, po części przyczynił się do wypadku Bella. Niewiele brakowało, aby ten incydent przekreślił szanse 27-latka na walkę o mistrzostwo. Na szczęście ten w kluczowym momencie pokazał, że Joe Gibbs Racing faktycznie może na niego liczyć.
Trzecie miejsce na koniec sezonu, na którym zmagania zakończył Bell ma jeszcze inne znaczenie. W tym roku był on najmocniejszym kierowcą JGR w stawce i jedynym reprezentantem tego zespołu w finale. Biorąc pod uwagę odejście Kyle’a Buscha z zespołu oraz zbliżające się emerytury Hamlina i Truexa Jr’a wygląda na to, że Bell może zostać nowym oczkiem w głowie. Chyba, że plany pokrzyżuje mu nowy, kontrowersyjny mistrz Xfinity Series i wnuk właściciela JGR, Ty Gibbs.
Chase Elliott znów pokazał równą jazdę
Mistrz z sezonu 2020 był w tym sezonie do bólu konsekwentny. Gdyby nie to, że w NASCAR system Play-Off premiuje wygrywanie wyścigów to Elliott zdobyłby mistrzostwo już w Homestead w Miami. Niestety na jego nieszczęście o wszystkim decyduje ostatni wyścig. Syn Billa Elliotta dwa lata temu wygrał w Phoenix startując z końca stawki w drodze po swój pierwszy tytuł w NASCAR. Niestety tym razem nie udało mu się powtórzyć tego osiągnięcia. Decydujący o wszystkim wyścig przyniósł mu kolizję z Chastainem. Ta sprawiła, że kierowca Hendrick Motorsports wylądował na mecie pod koniec trzeciej dziesiątki. System Play-Off znów pokazał swoje bezsensowne oblicze. W normalnej sytuacji kierowca ze stanu Georgia już dawno miałby tytuł w kieszeni. Niestety tym razem w decydującym momencie zabrakło szczęścia.
Denny Hamlin znów o krok lub dwa
Wszyscy wiemy jakie są dwie pewne rzeczy w życiu. Przekładając to na NASCAR można powiedzieć, że jedyną pewną rzeczą w tym sporcie jest to, że Denny Hamlin nigdy nie zostanie mistrzem. Trzykrotny zwycięzca wyścigu Daytona 500 trzymał równą formę w sezonie zasadniczym nawet jeśli pominiemy dwie wygrane. Natomiast w fazie Play-Off wszedł on na taki poziom, że tylko raz nie zmieścił się on w czołowej dziesiątce na mecie. Niestety tu również dała o sobie znać złota zasada obecnych realów NASCAR czyli „liczą się tylko zwycięstwa”. Jeśli do tego dodamy to, że na mecie w Martinsville rzutem na taśmę przegrał on czwarte miejsce na mecie w wyścigu oraz czwarte miejsce w finałowej czwórce to można odnieść wrażenie, że to było wielki upokorzenie dla kierowcy ze stanu Floryda. Hamlin ma za sobą bardzo mocną końcówkę, ale niestety wszystko pokrzyżowały obowiązujące reguły, a także jego największy tegoroczny rywal, a więc Ross Chastain.
Kyle Larson i William Byron zaskoczyli na różne sposoby
Trudno powiedzieć, co było w tym roku bardziej zaskakujące. To, że Kyle Larson przegrał obronę mistrzostwa sprzed roku już po fazie dwunastu czy to, że William Byron prawie dotarł do finału? Jeden i drugi sprawnie przeszli przez sezon zasadniczy, choć w przypadku Larsona nie obyło się bez kontaktów z Elliottem, które napsuły nieco krwi w Hendrick Motorsports. Jednak co do zasady to obydwaj wyglądali na mocnych jeszcze przed Play-Offami.
Ich solidna forma utrzymała się, gdy w walce o mistrzostwo zostało szesnastu kierowców. Niestety problemy pojawiły się w Talladedze oraz Charlotte. Wprawdzie obydwaj dość daleko ukończyli zmagania na tych torach. Jednak to Larson stracił w tym drugim wyścigu aż pięć okrążeń przez problemy techniczne z samochodem. To poskutkowało przedwczesnym odpadnięciem z walki o mistrzostwo. Jednak ta porażka nie podcięła skrzydeł zawodnikowi z Kalifornii, który wygrał potem w Homestead i omal nie powtórzył tego osiągnięcia w Martinsville.
Dla odmiany walczący wówczas o awans do finału Byron, zaliczył dwa finisze poza Top10 i jedno siódme miejsce. To przełożyło się na jego odpadnięcie z walki o tytuł po przedostatnim wyścigu sezonu. Jak widać, czasem nawet mocna forma i topowy sprzęt mogą nie wystarczyć, co pokazał pech Larsona. Z drugiej strony, Byron jak na dotychczas prezentowane wyniki w NASCAR, może faktycznie być dumny ze swojej postawy w tegorocznych mistrzostwach. Zobaczymy czy zdoła to powtórzyć za rok.
Ryan Blaney cały rok na włosku
Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że zawodnik ze stanu Ohio pomijając niepunktowany All Star race nie wygrał niczego w tym roku to jego walkę o mistrzostwo aż do przedostatniego wyścigu można uznać za mega osiągnięcie. Jeśli jednak spojrzymy na pech, jaki prześladował go w tym roku to możemy to porównać nawet do cudu. Zacznijmy od tego, że tylko cud sprawił, że Blaney w ogóle awansował do fazy Play-Off. Na to złożyła się pauza Kurta Buscha oraz zamieszanie w Daytonie 400. Wówczas deszcz częściowo wyeliminował kilku jego rywali walczących o miejsce w fazie mistrzowskiej.
Jednak jeszcze dziwniejszym zrządzeniem losu było to, że zawodnik Team Penske miał formę na odniesienie zwycięstwa w kilku wyścigach. Jednak za każdym razem coś stawało na drodze. Raz była to awaria, innym razem udział w karambolu na mecie, a jeszcze kiedy indziej odległa pozycja w kwalifikacjach. Blaney miał prawdopodobnie wszystko, co trzeba, aby wejść do finału poza szczęściem.
Daniel Suarez i Chase Briscoe dali się w tym roku (nie)zauważyć
Jeden i drugi w końcu odnieśli swoje pierwsze zwycięstwa w karierze w NASCAR w trakcie pierwszej części sezonu 2022. Jednak to dopiero awans do fazy Play-Off pokazał, jak groźni potrafią być Briscoe i Suarez. Ten pierwszy w zasadzie był skazywany na porażkę już w „rundzie szesnastu”. Tymczasem kierowca Stewart Haas awansował aż do przedostatniego etapu zmagań. Najzabawniejsze jest to, że mało kto zauważył jego obecność w walce o mistrzostwo, a przecież Briscoe pokonał w tym sezonie takie nazwiska, jak Busch, Harvick czy Larson. Sam sezon zasadniczy z wyłączeniem wygranej w Phoenix nie był najmocniejszy w jego wykonaniu. Jednak, gdy przyszło mu walczyć o najważniejsze trofeum to ten wykazał się skutecznością.
Podobnie było z Suarezem, bo pomijając wygraną w Sonoma to tylko czterokrotnie meldował się on jeszcze w czołowej piątce. Jego również skazywano na pożarcie, a w rzeczywistości tylko problemy techniczne w Charlotte udaremniły jego próbę awansu do „rundy ośmiu”. Meksykanin pokazał w tym roku, że faktycznie dokonał on postępu. Zaś jeśli dodamy do tego wicemistrzostwo Chastaina to możemy stwierdzić, że Trackhouse jest obecnie bardzo dobrze przygotowanym młodym zespołem.
Tyler Reddick zapracował na słowo uznania
Kalifornijczyk był w tym sezonie jednym z najgłośniejszych nazwisk, ale niekoniecznie z racji wyników na torze. Oczywiście nie chodzi tu o to, że te miałyby być złe. Wręcz przeciwnie! Reddick jak na kierowcę dysponującego sprzętem Richard Childress Racing i tak wykonał dobrą robotę. Dwa zwycięstwa w połączeniu z kilkoma drugimi miejscami, a to wszystko wypadło pod koniec fazy zasadniczej. Następnie zwycięstwo w Texas Motor Speedway oraz kilka innych solidnych finiszy to dobry dorobek. Niestety problem polegał na tym, że odpadł on z walki o mistrzostwo już w Bristolu. Na co złożyło się pechowe Southern 500 w Darlington oraz pech w Kansas. Gdyby nie to, możliwe, że walczyłby on o awans do „rundy ośmiu”, a nawet i do finału. Tego jednak się już nie dowiemy.
Większą uwagą cieszył się on poza torem w kontekście swojej umowy z RCR. Ta pierwotnie miała wygasnąć z końcem sezonu 2023. Jednak, gdy Reddick ogłosił przejście do 23XI Racing na 2024 rok to w zespole popsuła się atmosfera. Nie poprawiło jej takie ogłoszenie Kyle’a Buscha jako nowego kierowcę samochodu #8, którym ścigał się Reddick, który wówczas miałby przejść do innej maszyny. Tu jednak z pomocą w rozwiązaniu konfliktu przyszło zdrowie Kurta Buscha. Mistrz NASCAR z sezonu 2004 musiał ogłosić przedwczesne zakończenie kariery przez to, że nadal zmaga się ze skutkami wstrząśnienia mózgu, którego Busch doznał podczas rundy w Pocono. RCR porozumiało się z 23XI Racing w kwestii Reddicka, którego zwolniono z kontraktu już po tym sezonie. Dzięki temu kierowca z Kalifornii będzie mógł już w nadchodzącym sezonie dołączyć do Bubby Wallace’a. Eksperci zapowiadają, że to może być interesujący duet w przyszłym roku.
Kyle Busch, Kevin Harvick i Martin Truex Jr musieli się obejść smakiem
Niestety, ale trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego o występach tej trójki w tym sezonie. Martin Truex Jr może w zasadzie podać sobie rękę z Ryanem Blaneyem. Kierowca z New Jersey także nie wygrał w tym roku żadnego wyścigu, mimo że forma zdecydowanie na to pozwalała. Niestety w jego przypadku nie udało się nawet awansować do Play-Offów o czym zadecydował ostatni wyścig fazy zasadniczej. Mistrz z sezonu 2017 pod względem liczby punktów bez trudu kwalifikował się do awansu. Jednak tu na drodze też stanęły reguły dotyczące pierwszeństwa dla zwycięzców wyścigów. Jedyny plus jego tegorocznej kampanii jest taki, że pokazał on regularną formę. Za rok również będzie on móg powalczyć o zwycięstwa i mistrzostwo z JGR.
Niewiele dalej zaszli Kyle Busch i Kevin Harvick. Przy czym o ile w przypadku tego pierwszego było widać, że trzy ostatnie sezony w Joe Gibbs Racing stanowiły dla niego pasmo niepowodzeń, tak u „Harva” spodziewano się lepszej postawy. Mistrz z sezonu 2014 był niemalże tak równy, jak Blaney i Truex Jr w sezonie zasadniczym. Niestety, gdy ruszyła faza Play-Off to „The Closer” stracił zapas szczęścia. Pożar samochodu w Darlington oraz wypadek w Kansas automatycznie przekreśliły jego szanse na mistrzostwo. Wszystko, co kierowca Stewart Haas Racing wypracował pod koniec sezonu zasadniczego poszło dosłownie z dymem
Kogo jeszcze warto wyróżnić?
Wróćmy do zawodników, którzy nie dostali się do tegorocznych Play-Offów. Zdecydowanie Eric Jones zyskał na przejściu do ekipy Richarda Petty’ego, która teraz nazywa się Petty GMS. Były zawodnik JGR to kolejny kierowca, który pokazał, że zasługiwał na ewentualny udział w fazie Play-Off. Niestety tu wszystko pokrzyżował karambol na finiszu wiosennej rundy w Talladedze. Jednak co się nie odwlecze to nie uciecze. Jones wygrał tegoroczne Southern 500 dzięki czemu #43 wygrała po raz pierwszy od niemal dekady. Podobną formę oraz pecha miał w tym sezonie także Bubba Wallace, który zdominował zawody w Kansas. Jednak jego najgłośniejszym osiągnięciem wcale nie jest jesienny triumf z Kansas, a bójka z Larsonem podczas wyścigu w Las Vegas. NASCAR za to zdarzenie zawiesił Wallace’a na jeden wyścig w sezonie 2022.
Pracowity rok 2022 także dla samej organizacji NASCAR
Sezon 2022 w NASCAR Cup Series stanął pod znakiem niezwykle wyrównanej stawki i Rossa Chastaina. Trzeba jeszcze wspomnieć o najważniejszym aspekcie, jakim był samochód siódmej generacji. Ten z jednej strony zagwarantował nam świetne ściganie na dużych i średnich owalach, jednocześnie gwarantując wytrzymałość na kontakty ze ścianą. Jednocześnie rywalizacja na krótkich owalach znacząco się pogorszyła.
Jednak najgorsze jest to, że paradoksalnie nowy samochód nie jest najbezpieczniejszy. Sztywna konstrukcja tyłu w połączeniu ze specyficznym kształtem tylnego zderzaka przyczyniła się do kilku wstrząśnięć mózgu. Do kilka samochodów w wyniku awarii stanęło w tym roku w płomieniach, co w przeszłości bywało niezwykle rzadkim zjawiskiem. Doskonale przekonał się o tym Kevin Harvick w Darlington czy kierowcy obozu Toyoty w Bristolu. Słowem, samochód siódmej generacji zmienił ściganie w NASCAR w 2022 roku. Jednak jednocześnie wygląda on na niedopracowany pod kątem niezawodności oraz amortyzacji uderzeń, szczególnie tych z udziałem tylnej części samochodu. Władze sportu już opracowały pewne rozwiązania na te problemy. Jak wpłyną one na ściganie oraz bezpieczeństwo? O tym przekonamy się w przyszłym roku.