Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Prącie słonia i upierdliwy dupek, czyli mamy pierwsze fragmenty „Surviving to drive”. W jakim stylu napisana jest książka Günthera Steinera?

Już 26 kwietnia polska premiera książki „Surviving to drive”, która w Polsce ukazuje się nakładem Wydawnictwa SQN. Mamy dla Was pierwszy fragment książki, którą powinien przeczytać każdy fan Formuły 1!

surviving to drive fragmenty
Fot. SQN

Książkę znajdziecie tutaj: https://bit.ly/3lCwzYA

Günther Steiner to jedna z najważniejszych i najbardziej znanych postaci w świecie wyścigów samochodowych. Miliony osób na całym świecie poznały go dzięki jego popisowym występom w serialu dokumentalnym Netflixa Formuła 1: Jazda o życie.

W niniejszej książce szef zespołu Haas przedstawia czytelnikom kulisy działalności swojej ekipy w sezonie 2022 i pokazuje bez ogródek, jak to wszystko wygląda od kuchni. Przedstawiając swój unikalny punkt widzenia, Günther zabiera nas w ekscytującą, ekstremalną podróż po realiach wyścigów samochodowych na najwyższym poziomie.

Po raz pierwszy zespół F1 jeżdżący aktualnie w stawce pozwolił swojemu szefowi opowiedzieć pełną historię sezonu wyścigowego. Zatrudnianie i zwalnianie kierowców, bilansowanie ksiąg, przygotowania przedsezonowe, projektowanie, premiera i pierwsze testy samochodu, no i oczywiście same wyścigi… To bezkompromisowa i szczera historia, opowiedziana w stylu typowym dla Steinera: fascynująco i zabawnie. Takiego przewodnika po realiach zespołu Formuły 1 jeszcze nie było!

surviving to drive spis treści

Fot. SQN

Fragment:

„Odkąd powstał Haas, zawsze jako pierwsi prezentujemy nasz bolid. Jesteśmy najmniejszą ekipą, więc to dla nas szansa, by wszystkie oczy zwróciły się w naszym kierunku. Na początku zależało nam na rozgłosie, a potem zrobiła się z tego taka mała tradycja. Tak naprawdę media interesują się tylko prezentacjami największych zespołów, więc dla nas ważne było, żeby się jakoś wyróżnić. W zeszłym roku odeszliśmy od tego, ponieważ organizowaliśmy premierową prezentację samochodu, który w zasadzie był wszystkim dobrze znany. Po co wychodzić przed szereg, skoro pokazuje się coś starego? Wyszlibyśmy na debili. W tym roku jednak mamy nowy samochód, więc postanowiliśmy odzyskać palmę pierwszeństwa.

Premiera nowego samochodu F1 okazuje się dość złożonym procesem. Nie sprowadza się to do przygotowania cyfrowych grafik budowanego samochodu i rozesłania ich w formie informacji prasowej. Kiedyś faktycznie tak to wyglądało, teraz jednak jest inaczej. Dzisiaj wszystko musi zostać wcześniej zatwierdzone przez sztab najróżniejszych ludzi. Zarząd, sponsorzy, marketingowcy… trzeba najpierw posprawdzać i zrobić mnóstwo rzeczy, a przecież ktoś zawsze jest z czegoś niezadowolony, domaga się jakichś zmian albo ma pytania. Ogólnie jednak im szybciej się z tym uporamy, tym lepiej dla zespołu – po prostu jedno zmartwienie mniej.

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest pokazanie takich zdjęć, które zadowolą media i opinię publiczną, ale jednocześnie nie zdradzą zbyt wiele, jeśli chodzi o geometrię. Gdy się tego nie dopilnuje, można podarować jakieś informacje rywalom. Wydaje mi się, że nam udało się tego uniknąć. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Na ten moment mogę jeszcze zdać relację z tego, jak idzie budowa samochodu. Chłopaki od dłuższego czasu czekały na dostarczenie jakichś części (są opóźnienia), więc w przyszłym tygodniu będą zasuwać. Skoro premierę mamy już z głowy, mogę przynajmniej skupić się na pomaganiu moim ludziom w rozwiązywaniu problemów, które wyskakują w ostatniej chwili. To prawdopodobnie mój największy atut, jeśli chodzi o pracę w zespole F1, i bardzo lubię to robić. Jeżeli tylko brakujące części pojawią się zgodnie z bieżącymi deklaracjami dostawców, wszystko powinno być OK. Jeżeli nie… to cóż, powiedzmy, że narobię wtedy dużego gnoju!

ZOBACZ TAKŻE
"Surviving to drive". Książka Günthera Steinera w Polsce tuż po globalnej premierze!

Ostatnio codziennie mam kontakt z Ayao, Simonem i Stephenem Mahonem, globalnym menedżerem programowym w Haasie, odpowiedzialnym za planowanie i organizację pracy związanej z budową samochodu. Dwa najbliższe tygodnie będą kluczowe, a ja muszę dokładnie wiedzieć, na czym stoimy – zwłaszcza gdyby miał się pojawić jakiś problem. Jak już wspominałem, moją mocną stroną jest zapobieganie urastaniu małych problemów do rangi dużych. Zajmuję się tym od lat i wydaje mi się, że większość chłopaków w Haasie docenia fakt, że ich szef ma tego typu doświadczenie i trzyma rękę na pulsie. Nawet jeżeli komuś to nie odpowiada, to i tak nie ma w tej kwestii nic do gadania, więc musi, kurwa, z tym żyć! Poza tym składam raporty Gene’owi, więc naprawdę muszę o wszystkim wiedzieć – czy się to komuś podoba, czy nie.

Kolejnym z moich ważniejszych zadań jest pomoc zespołowi w przygotowaniach do weekendów wyścigowych. Lista rzeczy do zrobienia jest długa niczym kutas słonia, a z uwagi na wielkość naszego zespołu (jesteśmy istotnie mniejsi od większości rywali) oraz na to, że w ostatecznym rozrachunku to ja odpowiadam za budżet, muszę się bezpośrednio angażować w niemal każdy aspekt prac. Może niektórzy pomyślą, że mam obsesję na punkcie kontroli, ale gdy od samego początku jest się szefem takiego przedsięwzięcia, do tego jeszcze współodpowiedzialnym za jego powstanie, naprawdę trudno podchodzić do spraw inaczej. Nie zamieniam się w upierdliwego dupka tylko dlatego, że zawsze staram się otaczać dobrymi ludźmi. To oni dbają o to, bym na co dzień nie odchodził od zmysłów. Wiem, że nad wszystkim panują i że są kompetentni, a to pozwala mi dać im spokój i skupić się na czymś innym.

W zeszłym tygodniu pracę rozpoczął nowy dyrektor ds. marketingu. Normalnie zatrudnienie kogoś na tak wysokie stanowisko w tak zabieganym okresie wywołuje jakieś perturbacje, ale tym razem udało się ich uniknąć. Wcześniej w praktyce obowiązki dyrektora ds. marketingu pełniłem osobiście i przyznaję, że nie sprawiało mi to szczególnej frajdy. Robiłem to najlepiej, jak umiałem, tyle że nie czułem się z tym komfortowo. Dzisiaj ludzie zajmujący się marketingiem mają najróżniejsze kwalifikacje, a u mnie z kwalifikacjami raczej słabo – wszelakimi! Nowy dyrektor pracuje dopiero jakiś tydzień, a już są efekty. Nie zdążyłem go jeszcze nawet zapytać, czy posprzątał cały bajzel, który po mnie zastał, ale jestem pewien, że sam mi w końcu o tym opowie.”

\
Reklama