Pierwszy taki przypadek w historii
Oliver Bearman ma za sobą niezwykle udany weekend. Brytyjczyk był najlepszy we wszystkich sesjach w trakcie rywalizacji w Baku. Niemniej junior Ferrari wie, że można było zrobić kilka rzeczy lepiej.
– Z zewnątrz wygląda to na bezbłędny weekend, ale daleko mu do tego. Jestem naprawdę szczęśliwy, że zabiorę do domu prawie maksymalną liczbę punktów i rozpoczęliśmy pogoń w mistrzostwach. Nawet na przykładzie kwalifikacji. Cały czas skręcałem w prawo po uderzeniu w bandę, a to utrudniało mi życie – stwierdził Bearman na powyścigowej konferencji prasowej.
Włączenie się do walki o mistrzostwo?
W poprzednich wyścigach Bearman pokazywał tempo, lecz brak doświadczenia robił swoje. W Bahrajnie zbyt szybko zniszczył opony, a w Arabii Saudyjskiej walcząc o podium obrócił się. Teraz jednak wszystko zagrało i Brytyjczyk zdominował rywalizację.
– Tak, to moment, w którym zacząłem zdobywać punkty. Do tej pory miałem tylko 3 „oczka”, więc teraz zaczynamy dołączać do mistrzostw. Moim atutem jest fakt, że zmierzamy do Europy, gdzie tamtejsze tory miałem już okazję poznać. Mam nadzieję, że to też mi trochę pomoże – dodał.
Walka o prowadzenie
Był jednak jeden moment w wyścigu głównym, gdzie Bearman stracił prowadzenie. Theo Pourchaire w początkowej fazie zawodów wyprzedził go dzięki systemowi DRS. Jednak Brytyjczyk zdołał odzyskać prowadzenie już chwilę później.
– Tak więc byłem, nieco wolniejszy wtedy, zwłaszcza na wczesnych okrążeniach, kiedy ciśnienie w oponach było niskie. Na prostej miałem wielki opór i to mi bardzo mocno przeszkadzało. Nie widziałem, jak szybko Théo mnie łapie, ale wiedziałem, że będzie blisko i był naprawdę mocny na hamowaniu, zwłaszcza na początku wyścigu. Więc zdecydował się mnie wyprzedzić, a ja podążałem za nim przez okrążenie, a on naciskał znacznie bardziej niż ja na tym etapie wyścigu, więc trochę przyspieszyłem i odzyskałem prowadzenie. Stamtąd wiedziałem, co robić. Udało mi się uciec na tyle, aby nie mógł aktywować systemu DRS i pozostałem na czele do końca – zakończył.