Absolutnie legendarny obiekt
Położony w Toskanii tor Mugello o długości 5245 metrów dostarcza nie tylko wyzwania zawodnikom i zespołom, ale i wrażeń kibicom. Mamy tu nie tylko kilometrową prostą, na której motocykliści MotoGP osiągają 350 km/h. Poza nią znajdziemy tu też sporo szykan czy zmian kierunku, które doskonale wpasowują się w lokalny krajobraz. Do tego wszystkiego dochodzi wyzwanie związane ze zmianą poziomów wysokości między poszczególnymi zakrętami. To wszystko sprawia, że dobrze przygotowany zawodnik może zrobić tu sporą różnicę względem rywali. Na tym obiekcie ważna jest prędkość, co Ducati udowadniało tu w ostatnich latach. Jednak prosta jest tylko jedna, a zakrętów jest cała masa.
Jednym z kluczy do dobrego wyniku będzie także stabilność na hamowaniu, dobre prowadzenie motocykla w zakrętach, a także to, jak ten spisuje się przy zmianie kierunku z lewej do prawej i vice versa. Natomiast na mecie przyda się nie tylko prędkość, ale i bycie za rywalem na wyjściu na ostatnią prostą. Cień aerodynamiczny jest tu potężny i w każdej z kategorii na ostatnich okrążeniach zawodnicy będą obserwować to czy lepiej na ostatnich metrach bronić pozycji, czy może jednak odebrać ją rywalowi ciągnąc się za nim na wyjściu na ostatnią prostą.
Sezon dojrzewa niczym wino
Jeszcze nie tak dawno temu wydawało się nam po Portimao, że Pecco Bagnaia będzie nie do zatrzymania. Jego osiągi w Algarve pozbawiły nas złudzeń. Jednak potem przyszły takie rundy jak GP Argentyny czy GP Ameryk. Wtedy zrozumieliśmy, że rywalem Włocha może być on sam. To z kolei przyniosło nam nadzieję na to, że Marco Bezzecchi czy Brad Binder włączą się do walki. Jednak zaraz potem okazało się, że obrońca tytułu wrócił na fotel lidera, by znów stracić część przewagi po kolizji w Le Mans. Wygląda na to, że nasze rozczarowanie po GP Portugalii mogło być nieco przedwczesne. Jasne, zawodnik Ducati bywa niepokonany.
Jednak zdarzają mu się także wyścigi kończone poza torem po błędzie swoim lub rywala. Dlatego jeszcze należałoby się wstrzymać z przyznaniem Pecco tytułu za ten sezon. Z drugiej strony trudno jest uwierzyć w to, że ktoś mógłby go pokonać na przestrzeni sezonu. Jednak wygląda na to, że obrona korony może nie być znacząco łatwiejsza od jej pierwotnego wywalczenia rok temu. Wynik, jaki Pecco osiągnie w ten weekend na Mugello znów dostarczy nam odpowiedzi na temat jego tegorocznej dyspozycji. Do tej pory w barwach ekipy fabrycznej była wygrana oraz gleba w żwirze. Co los przyniesie tej soboty i niedzieli? Czas pokaże. Tegoroczny bój o tytuł wcale nie jest taki nudny. Jest chyba nawet ciekawszy, niż zakładaliśmy.
Rywale muszą dyszeć mocniej, by Pecco poczuł ich oddech na plecach
Presja znajduje się tu po obydwu stronach. Oczywiście Pecco musi dowozić regularnie wygrane i jednocześnie powinien on minimalizować wizyty w żwirze. Jednak jeśli Bagnaia się nie wywraca to najczęściej staje on na podium, lub wygrywa. To przypomina formę Marca Marqueza z takich sezonów, jak 2014 czy 2019. Nawet jeśli Marquez nie wygrywał to zawsze był on na podium. Podobnie jest z Pecco. Rywale mają o tyle trudniej, że za Włochem stawka jest na prawdę wyrównana. Zarówno Bezzecchi, jak i Binder, Miller, Marini czy Zarco z Martinem mogą regularnie bić się o podia. Problem polega na tym, że w tak zbitej grupie trudno jest zawsze być na jej czele, co utrudnia pogoń za Pecco w punktacji. Dlatego każdy z wymienionych pretendentów musi wykazać się najlepszym możliwym balansem między fantazją, a jazdą z kalkulatorem. Na razie najlepiej radzi sobie z tym zadaniem Marco Bezzecchi, który traci do lidera zaledwie jeden punkt.
W zeszłym roku skład czołówki wyglądał inaczej. Znajdowali się w niej Aleix Espargaro czy Fabio Quartararo. O ile zawodnika Yamahy tłumaczy fatalna forma motocykla M1, tak u Espargaro czy Vinalesa trudno o podobną wymówkę. Nie wiemy, co dokładnie dolega maszynie RS-GP poza balansem. Trudno w ogóle powiedzieć, gdzie Aprilia znajduje się w tym roku. O ile w sezonie 2022 była to maszyna walcząca o podia i wygrane, tak teraz sprawy się chyba skomplikowały. Innym wytłumaczeniem może być to, że producent z Noale niemal tak samo mocnym pakietem, co rok temu. Po prostu teraz na czele pojawiło się więcej konkurencyjnych zawodników na Ducati, co zakrzywiło obraz stawki. Tor Mugello dostarczy nam tu kolejnych odpowiedzi.
Mamy kilka powrotów
W Le Mans na GP Francji do stawki wrócił Marc Marquez. Hiszpan wprawdzie w niedzielę został z niczym po własnym błędzie. Jednak z pewnością zasiał on ziarno niepokoju pośród rywali swoim mocnym występem. Teraz jednak przyszła pora na tor, który statystycznie jest dla niego najgorszy w całym kalendarzu. Słowem, jeśli Hiszpan będzie tu walczył o czołową siódemkę to znaczy, że reszta sezonu może być ciekawa dla jego kibiców. Jednak to nie on będzie głównym bohaterem pośród powracających do stawki.
W tym aspekcie sporo uwagi przyciągnie Enea Bastianini. Włoch próbował wystartować w GP Hiszpanii po kontuzji odniesionej w Portugalii. Jednak wtedy skończyło się na treningach. Tym razem „Bestia” czuje się już znacznie lepiej i powinniśmy zobaczyć go także w wyścigach. Oczywiście o walce o tytuł z taką stratą nie ma już mowy. Jednak nie oznacza to, że mistrz świata Moto2 sprzed trzech lat nie może spróbować napsuć krwi Pecco w garażu. Ciekawie będzie móc obserwować różnicę w osiągach między nimi oraz to czy i jak Bastianini zyskuje prędkość w stosunku do partnera z Ducati. Z innych powrotów należy dodać jeszcze zespół RNF Aprilia. Zarówno Miguel Oliveira, jak i Raul Fernandez mieli kłopoty zdrowotne w tym sezonie i nie zobaczyliśmy ich przez to w Le Mans. Na szczęście miesiąc przerwy wystarczył do wykurowania się tej dwójki, która pojedzie na Mugello prywatnymi Apriliami.