Connect with us

Czego szukasz?

MotoGP

Bagnaia mógł to przegrać | Podsumowanie sezonu 2023 w MotoGP

W sezonie 2023 w MotoGP ostatecznie mistrzem świata został Pecco Bagnaia. Jednak nie był on jedynym aktorem tego spektaklu, bowiem oprócz walki o mistrzostwo mieliśmy też kilka interesujących wątków sportowych. Oto podumowanie sezonu 2023 MotoGP.

Bagnaia kontra Martin 2023
Fot. Pramac Racing

Jakimś cudem walka trwała do końca

Patrząc po tym, jaką dyspozycję pokazał Pecco Bagnaia w GP Portugalii oraz kilku kolejnych europejskich rundach, trudno uwierzyć w to, że nie obronił on mistrzostwa przed GP Walencji. Na początku tegorocznej kampanii trudno było wskazać zawodnika, który mógłby stawić czoła zawodnikowi Ducati. Jednak sam zeszłoroczny czempion zadbał o to, aby nie było zbyt nudno. Włoch przeplatał zwycięstwa ze sporadycznymi wywrotkami, szczególnie w niedzielę, które kosztowały go sporo punktów. Tu jednak trzeba wspomnieć, że nie każda z nich była wynikiem jego błędu. Jednak nadal sporo osób spodziewało się dominacji porównywalnej z Maxem Verstappenem z minionego sezonu w F1. 

To, oraz przebudzenie Jorge Martina w dalszej części mistrzostw, wywróciły nam sezon do góry nogami. I tak druga połowa stała się o wiele ciekawsza. Doszło nawet do zmiany na pozycji lidera w GP Indonezji. Inną sprawą, która była na językach kibiców przez cały rok były sprinty. Rok temu panowało przekonanie, że będzie to porażka na miarę F1. Jak się powiódł ten eksperyment? Na ten temat popełniliśmy niedawno temu felieton, do którego odnośnik znajduje się w linku poniżej. Przejdźmy teraz do omówienia poszczególnych zawodników i zespołów.

ZOBACZ TAKŻE
Czy sprinty MotoGP zdały egzamin? | Felieton

Pecco Bagnaia mógł to przegrać, Martinowi zabrakło niewiele

Gdy w GP Portugalii zobaczyliśmy, jak Włoch dowozi zwycięstwo w sprincie i wyścigu to wielu z nas spodziewało się bezwzględnej dominacji. Potem jednak przyszły GP Argentyny oraz GP Ameryk, których Bagnaia nie ukończył. Wtedy zrozumieliśmy, że jednak jego droga po drugie miestrzostwo świata klasy królewskiej nie będzie kolorowa. Fabryczny zawodnik Ducati pokazał, że jednocześnie może być poza zasięgiem. Tylko z drugiej strony nigdy nie wiemy, kiedy trzykrotny mistrz świata znów zamelduje się na deskach. Nadal jednak w pierwszej połowie sezonu brakowało nam protagonisty, który mógłby stanąć w kontrze do Bagnai. Początkowo dobrze radził sobie Marco Bezzecchi. Jednak Włoch w dłuższej perspektywie nie był w stanie dotrzymać kroku swojemu rodakowi. I na to złożył się nie tylko rozwój Ducati GP23, ale i kontuzje, które sprawiły, że „Bez” nie dysponował pełnią siły.

Sam Bagnaia natomiast w drugiej połowie sezonu musiał sporo się napocić. Przede wszystkim do głosu doszedł Jorge Martin, który zaczął wygrywać wręcz seriami. Hiszpan w penym momencie faktycznie „dogadał” się z masyną Ducati. Do tego sprawy nie ułatwił mu też wypadek z GP Katalonii. Wtedy szansa na obronę mistrzostwa świata rzeczywiście stanęła pod znakiem zapytania. Na szczęście w ostatnich kilku rundach podniósł swoją formę z powrotem i obronił tytuł w ostatniej rundzie. Trudno powiedzieć czy był on najlepszym zawodnikiem tego sezonu. Z jednej strony wywalczył w tym roku kolejny tytuł, ale jednocześnie przy jego formie i prędkości nie spodziewaliśmy się, że walka o tytuł potrwa do ostatniego wyścigu. Oczywiście dla dramaturgii sezonu to było bardzo pozytywne, ale równolegle myśleliśmy, że Włoch będzie bardziej regularny. Jednak koniec końców, należy oddać ceasrzowi, co cesarskie i przyznać mu tytuł najlepszego zawodnika sezonu 2023.

Binder skończył na czwartej pozycji w sezonie 2023

Fot. KTM Factory Racing

Jorge Martin był jedynym realnym oponentem Bagnai

Hiszpan w tym roku był niemalże równie dobry, co ostateczny mistrz świata. Gdy już jego forma zaczęła dorównywać Bagnai to „Martinator” był  nie do zatrzymania …aż do wywrotki w GP Indonezji. Przy czym nie uważamy, aby tamten upadek zatrząsnął jego pewnością siebie. Jednakże potem trudno było mu wygrać cokolwiek poza sprintami. Ostatecznie zabrakło niewiele do ostatecznego sukcesu. Na drodze stanęła tylko potencjalnie wadliwa opona w GP Kataru (na którą trafił też Bagnaia dzień wcześniej w sprincie) oraz gorąca głowa. Choć nie możemy zapominać też stracie punktowej z pierwszych wyścigów, która też miała wpływ na ostateczny rozrachunek. W końcu o mistrzostwo walczy się cały sezon.

Co ciekawe, po raz kolejny mieliśmy sytuację, w której młody zawodnik walczył po raz pierwszy o tytuł, którą potem przegrywał, między innymi przez gorącą głowę. Trzy lata temu w ostatecznym rozrachunku poległ Fabio Quartararo. Zaś dwa lata temu jego los podzielił Pecco Bagnaia. Obydwaj ci motocykliści rok po swojej porażce, podnosili się i zdobywali mistrzostwo świata. W tym roku przyszła kolej na Martina. Za rok zawodnik Pramac Racing będzie bogatszy o doświadczenia z tego roku. Tak więc obaczymy czy w 2024 roku uda mu się awansować o jedno miejsce wyżej!

Aprilia i KTM muszą się zebrać

Oczywiście spodziewaliśmy się tego, że Ducati będzie niezwykle mocną maszyną i pokonanie ośmiu Desmosedici może być trudne. Jednak nie spodziewaliśmy się aż takiej dominacji. Aprilia, KTM i Honda wygrały łącznie trzy wyścigi niedzielne. Nieco lepiej wyglądała sytuacja w sprintach. Nadal jednak trzeba przyznać, że byliśmy świadkami dominacji jednego producenta na miarę tego, co Max Verstappen i Red Bull zrobili w F1. Spodziewaliśmy się nieco lepszej formy ze strony motocykli RC16, a także RS-GP.

Tutaj trzeba dodać, że KTM zainwestował sporo zasobów w to, aby podnieść poziom swojej infrastruktury. Sprowadzono nawet aerodynamików ze wspomnianego Red Bull Racing! Nadal to wszystko dało to jedną wygraną w sprincie i pięć podiów w niedzielę. Ważne jednak jest to, że KTM w tym roku nie zasypywał swoich zawodników częściami w trakcie każdego treningu, tylko zdecydowano się na spowolnienie procesu rozwojowego na rzecz dokładniejszej optymalizacji poszczególnych pakietów, z których korzystali zawodnicy. Czy to się okaże być krokiem wstecz, który za rok da temu producentowi dwa kroki naprzód? Czas pokaże. Ten sezon nie był najgorszy. Jednak trzeba zwrócić uwagę na to, że zawodnicy na KTM-ach i Apriliach często nie potrafili dotrzymać kroku zawodnikom Ducati.

Jack Miller i Brad Binder pokazali pazur w Jerez

Fot. KTM Factory Racing

Brad Binder najlepszy z pozostałych

Zawodnik z RPA zaliczył kolejny mocny sezon pod względem prezentowanych osiągów. Choć nie możemy pominąć też tego, że całkiem często się on wywracał. Nadal jednak Binder wywalczył czwarte miejsce w klasyfikacji indywidualnej, pokonując między innymi Johanna Zarco. Jego najlepszymi momentami minionego sezonu było GP Hiszpanii, w którym Binder wygrał sprint, a potem prawie triumfował w samym Grand Prix. Do tego mistrz świata Moto3 triumfował też w sprincie w Argentynie. Poza tym oglądaliśmy go na podium jeszcze cztery razy w niedzielę. Innym mocnym weekendem tego zawodnika było też GP Austrii, w którym tylko on mógł nawiązać walkę z Pecco Bagnaią.

Z drugiej strony trzeba zauważyć to, że dość często oglądaliśmy go też na deskach w kwalifikacjach czy wyścigach, co nie jest rzeczą, do której Binder nas przyzwyczaił. To z pewnością kosztowało go kilka punktów. Do tego drugi raz z rzędu Binder zakończył sezon w MotoGP bez ani jednego zwycięstwa w wyścigu Grand Prix. Jednak biorąc pod uwagę to, że Ducati było tak trudne do pokonania to trudno jest mieć mu to za złe. Do tego wszystkiego południowoafrykańczyk upokorzył Jacka Millera.

Jack Miller musi się poprawić

Australijczyk po latach spędzonych na maszynach Ducati przesiadł się na motocykl marki KTM. I oczywiście nie można oczekiwać od niego zwycięstw i podiów już na początku. Jednak na porządku dziennym było to, że „Jackass” radzi sobie znacznie gorzej od swojego młodszego partnera zespołowego. I oczywiście wręcz należy podkreślić fakt, że Binder zna RC16 znacznie lepiej od Millera. Jednak ten nie jest już debiutantem. Co więcej, nie jest to też jego pierwsza przesiadka z jednego motocykla na drugi. Nie odbieram mu tego, że jest szybki, bo jest i nawet to pokazał kilka razy w minionym sezonie.

Niestety tych pokazów było zdecydowanie za mało. Dodatkoowo zbyt rzadko szły one w parze z regularnością w dowożeniu motocykla do mety. Miller w 2023 roku przyjął ogromny kubeł zimnej wody. I z jednej strony można zrozumieć niektóre gorsze rezultaty. W końcu stawka MotoGP jest niezwykle wyrównana i najmniejszy problem ze zgraniem z maszyną potrafi kosztować zawodnika punkty w danym wyścigu. Jednak Australijczyk musi mieć też w głowie to, że na jego miejsce zawsze znajdzie się młodszy zawodnik z rodziny KTM-a. W 2024 roku będzie nim debiutujący z zespole Gas Gas, Pedro Acosta.

Trudny rok za sobą mają też Aleix Espargaro i Maverick Vinales

Hiszpański duet na Aprilii nie czuł się najlepiej na tegorocznym motocyklu producenta z Noale. Jednak w ich przypadku trzeba przyznać, że żaden z nich się nie oszczędzał. Aleix pokonał swojego partnera zespołowego zaledwie dwoma punktami, co pokazało nam, jak blisko siebie jest ten duet. Do tego starszy z Hiszpanów wygrał dwa wyścigi, podczas gdy Vinales nie triumfował nawet w sprintach. Oczywiście obraz całej rywalizacji zakrzywiają nam ich wywrotki. Jednakże wciąż do końca sezonu nie wiedzieliśmy, kto z tej dwójki wyjdzie górą.

Pod kątem osiągów i wyników nie możemy mieć do tego duetu większych zastrzeżeń. Choć spodziewaliśmy się, że „Top Gun” okaże się lepszym z tej dwójki, tak jak miało to miejsce za czasów tego duetu w Suzuki. Natomiast spore zastrzeżenia mamy do niesportowego zachowania Aleixa Espargaro w treningach do GP Kataru. Uważamy, że to, czego się on wówczas dopuścił, powinno być surowiej ocenione przez sędziów. Ciekawe, jak będzie wyglądać dynamika w tej ekipie za rok, gdy do tego dojdzie kwestia negocjacji nowych kontraktów. Zobaczymy czy Espargaro z racji wieku dostanie jeszcze szansę ścigania się na maszynie fabrycznej.

Niektórzy zawodnicy Ducati potrzebowali przebudzenia

Nie ulega żadnym wątpliwościom to, że Ducati na przestrzeni całego sezonu było najlepszym motocyklem bez podziału na maszynę fabryczną i zeszłoroczną. GP22 nawet w dalszej części tegorocznych mistrzostw pozwalało wygrywać wyścigi i Alex Marquez i Fabio di Giannantonio są tego świetnymi przykładami. Ten duet ma za sobą ciekawy sezon. Obydwaj na różnych jego etapach demonstrowali to, jak dobrego sprzętu dosiadają. Jednak nie zawsze byli oni w stanie wykorzystać mocne strony GP22. Podobnie było też z Lucą Marinim. Ten sezon pokazał też, że pomimo dominacji Ducati, w MotoGP nadal ważny jest nie tylko sprzęt, ale i zawodnik, którego otacza zespół inżynierów i mechaników.

Trudno powiedzieć czy ta trójka zawiodła czy nie. Na pewno na przestrzeni tego sezonu nie dorównali oni Marco Bezzecchiemu. Jednak trzeba im oddać, że każdy z omawianej trójki stawał w tym roku na podium sprintu, lub wyścigu Grand Prix. Marquez i Marini dobrze radzili sobie na początku sezonu i na jego końcu. Natomiast di Giannantonio po niemrawym początku sezonu, świetnie wystrzelił w jego drugiej połowie. Mam nadzieję, że Włoch za rok dobrze wykorzysta szansę, jaką dostał od VR46 Racing Team.

Honda i Yamaha walczyły w 2023 o nie bycie na końcu stawki

Fot. Yamaha MotoGP

W Japonii zmieniały się motocykle, ale nie wyniki

To był fatalny rok dla zawodników Hondy i Yamahy. Obydwaj producenci polegli w wyścigu zbrojeń polegającym na rozwoju aerodynamiki oraz regulowanego zawieszenia. I najgorsze nie jest to, że w tych dwóch obozach nie wprowadzano zmian w motocyklach, bo to nieprawda. Problem polegał na tym, że te zmiany, które wprowadzano, nie przynosiły efektu. Tutaj można zadać sobie pytanie o to, dlaczego do tego doszło? Czy może chodzić o poziom radykalności? A może zabierają się za nie niewłaściwi ludzie lub też osoby, które potrzebują zmiany u steru?

W każdym razie na koniec sezonu 2023 Honda i Yamaha wchodzą w zimę z łącznie jedną wygraną Rinsa i kilkoma podiami Marca Marqueza i Fabio Quartararo. Ten pierwszy ma za sobą sezon naznaczony kontuzjami, z którego jednak może on wyjść z podniesioną głową. Jednak trudno powiedzieć czy jego decyzja o przejśćiu z Hondy do Yamahy za Morbidellego to nie będzie leczenie dżumy cholerą. Z jednej strony zamieni on jeden niekonkurencyjny motocykl na drugi. Z drugiej strony Rins już ścigał się na motocyklu z silnikiem R4. Być może taka zmiana pozwoli poczuć mu się niemal tak dobrze, jak na maszynie Suzuki.

Marquez kontra limity jego motocykla i zdrowia

Z podobnym skutkiem, ale z mniejszą ilością kontuzji ten sezon ukończyli Marc Marquez i Fabio Quartararo. Liderzy obydwu japońskich producentów po raz kolejny zaufali swoim pracodawcom wierząc, że praca wykonana zimą pomoże im w walce o zwycięstwa. Niestety obydwaj mocno się rozczarowali podczas testów na Sepang, a potem na Portiamo. W zasadzie i obydwaj mistrzowie świata mogliby przesiedzieć ten sezon w domu i wrócić za rok. Jednak to też nie jest tak, że to był dla nich stracony rok.

Myślę, że dla nich był to ten krok wstrcz, po którym za jakiś czas przyjdą dwa kroki naprzód. Pytanie tylko kiedy to nastąpi? Starszy z tej dwójki Marquez już od od czterech lat przeplata finisze poza czołówką z okazjonalnymi kontuzjami. Tutaj absolutnym rekordem było jego ukochane GP Niemiec, w gdzie zawodnik Hondy wywracał się po kilka razy w każdej sesji. Miejmy nadzieję, że dobry pierwszy test na prywatnym Ducati, który ośmiokrotny mistrz świata odbył po GP Walencji jest zapowiedzią renesansu formy, który nastąpi już za rok. MotoGP potrzebuje Marqueza w czołówce w walce o zwycięstwa.

Marc Marquez zakończył współpracę z Hondą rok wcześniej

Fot. Repsol Honda Team

Fabio Quartararo traci cierpliwość

Z kolei Quartararo to nadal młody zawodnik, ale nie oznacza to, że będzie czekał, aż Yamaha pójdzie po rozum do głowy. W ostatnim czasie w motocyklu M1 brakuje nie tylko mocy, ale i przyczepności tylnej opony, która na tym motocyklu jest niezwykle wrażliwa na zmianę temperatur. Od ponad roku czekamy na pojawienie się mitycznego silnika V4, który miałby pomóc Yamasze w walce z niektórymi problemami z ich maszyną. Jednak wygląda na to, że taka zmiana nigdy nie nastąpi i Quartararo i Rinsowi pozostaje wiara w talent inżynierów odpowiadających za aerodynamikę oraz ramy. Trzymajmy kciuki za nich, bo jeśli ich mistrz będzie musiał spędzić kolejny sezon na walce o ochapy to ten może już nie dać im szansy na sezon 2025. 

Wbrew pozorom, sporo działo sie w sezonie 2023. Jak widzicie, był wątek walki o mistrzostwo świata do ostatniego wyścigu. Mieliśmy sporo pojedynków zespołowych jak chociazby w Aprilii, a na torze nie zabrakło też kontrowersji. Do tego wszystkiego nawet sezon ogórkowy dostarczył nam emocji za sprawą Marca Marqueza i innych zawodników, którzy odczuli skutki jego ruchu. Do tego ze stawki wypadł nam jeden zespół, którego miejsce szybko wypełniła nowa ekipa. Choć do sezonu 2024 jeszcze daleko to nie wypatrujemy go jako powtórki z minionego sezonu 2023 jak w Formule 1.

\
Reklama