Connect with us

Czego szukasz?

MotoGP

Ten sezon MotoGP zaczął się ciekawie. I może być lepiej

Ten sezon MotoGP rozpoczął się znacznie lepiej względem poprzedniego i zdecydowanie dobrze naładował nas emocjami. Podsumujmy niektóre wątki i zobaczmy, jak mogą one rzutować na kolejne rundy Mistrzostw Świata.

Sezon 2024 MotoGP zaczął się o wiele lepiej względem poprzednich
Fot. Yamaha MotoGP

Pecco Bagnaia ma wyzwanie

Włoch jest w dobrej formie na początku sezonu i to nie ulega wątpliwości. Wygrana w GP Kataru sugerowała nam, że możemy znów spodziewać się dominacji zawodnika Ducati, jak przed rokiem. Otóż rzeczywistość okazała się zgoła inna. Znacznie lepiej w sezon wszedł Jorge Martin, który rok temu obudził się dopiero w jego połowie. Dodatkowo Enea Bastianini też stawia opór swojemu partnerowi zespołowemu. Tak więc „Pecco” ma rywali nawet w ramach swojego zespołu i producenta. Inne zagrożenie stanowi dla niego także Marc Marquez, z którym spotkał się na torze w GP Portugalii.

Jakby tego było mało to trzykrotny mistrz świata musi zwracać uwagę na Aprilię i KTM-a. Maverick Vinales zdecydowanie uporządkował głowę, a Aprilia poprawiła swój motocykl. Doskonałym efektem tego była jego dominacja w GP Ameryk. Jeszcze lepiej wyglądałaby sytuacja dla „Top Guna”, gdyby nie awaria w końcówce GP Portugalii. Natomiast sam Bagnaia i jego mechanicy muszą poprawić się pod kątem pracy z ogumieniem. Motocykl GP24 to świetna maszyna, ale jak każda inna maszyna, potrzebuje ona opon we właściwym oknie temperatur i z właściwymi ciśnieniami. Problemy Bagnai to dla nas świetna zapowiedź dalszej części sezonu. Oczywiście należy też zwrócić uwagę na to, że forma poszczególnych producentów i zawodników będzie się zmieniać. To oznacza, że każdy z zawodników może nagle zyskać prędkości, lub ją stracić.

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie oglądać MotoGP w 2024 roku w Polsce? [transmisja, stream, live]

Roczne motocykle Ducati już nie takie mocne

W poprzednich latach bywało tak, że pierwsze rundy nowego sezonu były bardzo dobre dla motocyklistów korzystających z rocznych maszyn ekip satelickich. Wynikało to z tego, że tacy zawodnicy otrzymywali gotową maszynę z najlepszym pakietem z końcówki poprzedniego sezonu, w którym korzystała ekipa fabryczna. Do tego „fabryka” przekazywała też swoje dane oraz informacje o ustawieniach, z jakich korzystali fabryczni zawodnicy. Jedyną rolą motocyklisty na takiej maszynie była tylko praca nad optymalizacją tych ustawień, aby jak najlepiej zgrać się z tą maszyną i oponami. I nic więcej.

Natomiast fabryczne zespoły na nowych motocyklach muszą się ich uczyć, zbierać dane i tworzyć bazy ustawień, nawet jeśli nowy motocykl nie zmienił się zbyt mocno względem poprzednika. Dodatkowo fabryczni zawodnicy muszą testować nowe ramy, części związane z aerodynamiką, wahaczem itp. W takiej sytuacji fabryczny zawodnik jest w gorszej sytuacji, bo ma mniej czasu na pracę nad ustawieniami dla siebie pod kątem wyścigu. I te czynności nie zmieniły się w tym roku. Natomiast efekt końcowy wygląda inaczej. Prywatne Ducati GP23 poza Marcem Marquezem prezentują się znacznie gorzej. Podobnie jest też w przypadku Aprilli. Jednak tu trzeba wziąć poprawkę na to, że Trackhouse to nowa ekipa. Dodatkowo trudno nam powiedzieć czy Raul Fernandez jest w stanie wydobyć podobne osiągi, co Miguel Oliveira. W każdym razie początek dla „zeszłorocznych” maszyn wygląda gorzej. Ciekawe, co może być tego przyczyną i jak z tym poradzi sobie Marc Marquez na tle rywali

Marquez radzi sobie coraz lepiej

Przesiadka Hiszpana z fabrycznej Hondy na roczny motocykl Ducati to jeden z największych transferów obecnej ery MotoGP. Ośmiokrotny mistrz świata zdecydował się na taki ruch w celu powrotu do walki o tytuły po tym, jak Honda złapała zadyszkę. Marquez był niezwykle zdesperowany, aby wrócić do wygrywania w celu ratowania swojej kariery. Oczywiście presja zarówno z jego strony w kierunku zespołu i vice versa jest spora. Pomimo tego, raczej nikt nie spodziewa się, aby zaczął on wygrywać od pierwszego wyścigu.

A jak możemy ocenić jego pierwsze wyścigi w nowym środowisku? Marc regularnie walczy o podium, a nawet o prowadzenie w wyścigach. W Portugalii i USA z różnych powodów nie ukończył on wyścigów, ale już teraz widać, że ten duet ma potencjał. Czy możemy spodziewać się jego powrotu na najwyższy stopień podium w najbliższych wyścigach? Tak, ale to będzie niezwykle trudne zadanie biorąc pod uwagę to, jak wyrównana jest stawka po pierwszych wyścigach. Tutaj presja na wywalczenie tego zwycięstwa jest o tyle większa, że zeszłoroczny motocykl GP23 z czasem będzie tracił osiągi względem tegorocznych maszyn.

Pedro Acosta jest tym, kogo potrzebuje MotoGP

Odkąd Valentino Rossi przeszedł na motocyklową emeryturę, Mistrzostwa Świata zmagają się z brakiem zawodnika, który mógłby być „twarzą serii”. To oraz rosnące ceny biletów czy dominacja Ducati doprowadziły do recesji pod kątem zainteresowania MotoGP. Jeśli chodzi o same ceny biletów to sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Zaś sama Dorna już dwa lata temu zabrała się do pracy i wprowadziła sprinty. I z perspektywy ponad roku od ich wprowadzenia można powiedzieć, że ta zmiana przyniosła sporo korzyści, ponieważ kibice zyskali dodatkową akcję na torze. Jednocześnie też trzeba przyznać, że nie na każdym torze są one potrzebne, ale na większości obiektów uatrakcyjniły one widowisko.

Przejdźmy jednak do samego Acosty. Sam Hiszpan aktualnie robi furorę wśród kibiców MotoGP oraz ogólnie motorsportu. Pamiętam, jaki rozgłos wzbudził Marc Marquez, gdy zaczynał swoje starty w klasie królewskiej. I obecnie można odnieść wrażenie, że doświadczamy bardzo podobnego zjawiska. Balonik Pedro Acosty był napompowany do niezwykłych rozmiarów już w Moto3. A w Moto2 urósł on jeszcze bardziej. Natomiast to, co mamy teraz, a w zasadzie od pół roku to absolutnie inny wymiar.

Ogromny balonik z ogromną presją

Tu trzeba oddać KTM-owi to, że austriacki zespół wykonuje świetną pracę jeśli chodzi o dbanie o jego psychikę. W sytuacji, w której debiutujesz w czołowej kategorii wyścigów motocyklowych i jeszcze przed pierwszym wskoczeniem na motocykl MotoGP zostajesz porównany do Marqueza, Rossiego czy Stonera, łatwo jest pogubić się psychicznie. Dlatego trzeba pochwalić tu nie tylko samego zawodnika, ale i jego otoczenie, które pracuje nad jego psychiką, a także zespół Tech3. Choć co do tego ostatniego to trudno nie odnieść wrażenia, że Acosta musiał dostać dodatkowe wsparcie od KTM-a pod kątem technicznym. Jednakże to są tylko moje domysły.

Aktualnie Hiszpan ma na koncie już dwa podia w wyścigach Grand Prix. Nadal może on poprawić rekord Marqueza dotyczący najmłodszego zwycięzcy Grand Prix. Czy uda mu się ta sztuka? Być może tak, ale jeśli nie to też świat się nie skończy. Widać, że jego rozwój idzie w świetnym kierunku i miejmy nadzieję, że ludzie sprawujący opiekę nad jego karierą utrzymają ten kierunek, a przede wszystkim spokój.

Jorge Martin, Pedro Acosta, Marc Marquez GP Ameryk 2024

Fot. Tech3 Racing (Twitter)

Rynek transferowy częściowo rozwiązany, ale jest jeszcze sporo pytań

Lata parzyste w przeszłości przynosiły nam sporo sensacji transferowych. I pomimo tego, że Bagnaia już przedłużył kontrakt z Ducati to nadal możemy spodziewać się zaskakujących ruchów. Teraz trudno powiedzieć, kto trzyma klucze do tegorocznego rynku. Najgorętszym miejscem w stawce jest obecnie to u boku Bagnai. Aktualnie okupuje je Enea Bastianini, który dwa lata temu walczył o nie z Martinem. Ten drugi po przegranej musiał zadowolić się identycznym motocyklem, ale w Pramacu. I tu zaczyna się zabawa. Hiszpan powiedział, że nie planuje zostać w zespole i celuje w miejsce w ekipie fabrycznej, ale nie sprecyzował, że chodzi o Ducati. Fabryka z Borgo Panigale pewnie jest jego celem numer jeden, ale Ducati będzie ciężko pogodzić obecność dwóch numerów jeden w zespole. Już teraz mają oni zagwozdkę przez coraz lepszą formę Bastianiniego. Dlatego warto zadać sobie pytanie o to czy robi im to różnicę, kto będzie partnerował Bagnai?

Pramac ucieknie do Yamahy?

Wróćmy do Pramaca. Dlaczego Martin nie chce zostać w zespole? Otóż jednym z powodów jest planowana przesiadka z Ducati na motocykle Yamahy. Raczej nikt nie jest obecnie na tyle niespełna rozumu, aby przesiadać się z Ducati na Yamahę. W razie spełnienia się takiego scenariusza, w śmiesznej sytuacji znalazłby się Franco Morbidelli. Natomiast sam Martin celujący w starty w ekipie fabrycznej może ciekawe opcje przed sobą. Od kilku miesięcy wiadomo, że Aleix Espargaro raczej zakończy karierę po tym sezonie. Gdyby taki scenariusz się spełnił to Martin byłby chyba najlepszym kandydatem do wypełnienia wakatu. Jakiś czas temu lukratywną ofertę odrzucił Fabio Quartararo. Teraz prawdopodobnie Aprilia zainteresuje się Martinem, który byłby świetnym kandydatem do zastąpienia starszego rodaka. Dodatkowym smaczkiem w takiej historii byłaby historia relacji tych dwóch panów. Otóż Aleix w przeszłości mocno zainwestował w karierę aktualnego lidera klasyfikacji generalnej i „Martinator” sporo zawdzięcza Espargaro. Jak to się mówi: Amerykanie kochają takie historie!

Gdyby Pramac faktycznie przeszedłby na Yamahy to ciekawe, co Ducati zrobi za rok z dodatkowymi motocyklami fabrycznymi. Obecnie Gresini i VR46 Racing Team korzystają z rocznych GP23 i niewykluczone, że obydwa te zespoły powalczyłyby o przejęcie fabrycznych maszyn, które obecnie dostaje Pramac. A może okaże się, że Ducati w ogóle zrezygnuje z takiej strategii i nie będzie dostarczać maszyn fabrycznych do ekipy prywatnej?

KTM i Aprilia dokonały postępu względem Ducati

Fot. KTM

KTM to osobny temat

Austriacki producent ma swoją modę na sukces. W ekipie fabrycznej aktualnie startują Jack Miller i Brad Binder. Ten drugi ma zapewnioną przyszłość z zespołem do 2026 roku. Natomiast Miller jest pod presją. Aktualnie Australijczyk ma za sobą drobne sukcesy w postaci pokonywania Brada. Jednak wobec obecności Acosty w strukturach tej marki, jego awans do ekipy fabrycznej wygląda już na przesądzony. W związku z tym Miller niemal na pewno będzie musiał szukać miejsca w innym zespole. Chyba, że uda się osiągnąć porozumienie w sprawie przesunięcia Australijczyka do Tech3. Biorąc pod uwagę jego wiek, Miller musi też liczyć się z brakiem zainteresowania ze strony innych ekip. Jednak pamiętajmy też, że niepewny swojego miejsca w MotoGP może być chociażby Raul Fernandez oraz inni zawodnicy. 

ZOBACZ TAKŻE
Jorge Martin oraz Lin Jarvis zapowiadają opuszczenie swoich zespołów MotoGP. Co ich czeka?

Honda i Yamaha korzystają z przywilejów, ale na efekty jeszcze trzeba poczekać

W tym roku Dorna wprowadziła nowe przepisy dotyczące koncesji dla producentów w MotoGP. Od teraz przydziela się je w oparciu o tabelkę, którą opisywaliśmy państwu zimą ubiegłego roku. Efektem tych zmian jest to, że Honda i Yamaha zyskały możliwość wprowadzania zmian w silnikach w trakcie sezonu. W momencie, w którym powstaje to podsumowanie, jesteśmy po zaledwie trzech rundach tegorocznej rywalizacji. Trudno powiedzieć po trzech wyścigach czy dokonał się jakiś postęp. Wiemy, że obydwaj ci producenci już mają przygotowane programy testowe, a także programy rozwojowe nastawione na rozwój silnika. Na razie nie widać różnicy względem poprzedniego sezonu. Jednakże warto będzie obserwować zmiany, jakie pojawią się w najbliższych tygodniach. Natomiast na ich efekty prawdopodobnie będzie trzeba czekać jeszcze dłużej. Warto nastawić się na to, że ocenie będziemy mogli ich poddać dopiero na koniec sezonu.

Joan Mir COTA 2024

Fot. Repsol Honda Team

Reklama