Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

Szaleństwa i sensacje | Podsumowanie E-Prix Sao Paulo

Jedenasty sezon rywalizacji w Formule E oficjalnie się rozpoczął – pasjonującym, nieprzewidywalnym, bezprecedensowym wyścigiem w Sao Paulo. Na dystansie 35 okrążeń, każde o długości niecałych 3 kilometrów, z gry wypadło kilku faworytów, doszło do kilkudziesięciu mijanek, a na podium ostatecznie wylądował debiutant w roli etatowego kierowcy. Pora na podsumowanie brazylijskiej inauguracji.

Jaguar TCS 2024
Fot. Formula E / X

Popis mistrza świata

Sobotnia czasówka, pierwszy moment weekendu, sama w sobie generowała już wydatne zainteresowanie. W zeszłym roku Pascal Wehrlein zdobył w Sao Paulo pole position o 0,002 sekundy przed Stoffelem Vandoorne’em; a że teraz Niemiec też wydawał się być w doskonałej formie, można było zadawać sobie pytanie, czy jeśli wejdzie do czołowej trójki klasyfikacji, zniesie brazylijską klątwę.

W żadnym z dwóch poprzednich tutejszych wyścigów na podium nie stał bowiem zawodnik, który startował z pierwszego rzędu. A Wehrlein pole position osiągnął po raz kolejny, wygrywając finałowy pojedynek z Oliverem Rowlandem o niecałą jedną dziesiątą sekundy. Jego czas 1:09:851, dzięki większej mocy bolidów Gen3 Evo i napędowi 4×4, był o niemal trzy sekundy szybszy niż zeszłoroczny najlepszy rezultat czasówki.

Pascal Wehrlein 2024

Pascal Wehrlein wywalczył w Brazylii swoje 7. pole position w karierze | Fot. Formula E / X

W pierwszym zakręcie prawie to skopałem. Pojechałem nieco szerzej i straciłem trochę czasu; reszta zakrętów poszła jednak dość dobrze, wyjąwszy pierwszy wiraż jestem zadowolony z tego okrążenia […]. Samochód jest nieco inny niż w zeszłym roku, opony też są zresztą w innej specyfikacji. Mnóstwo rzeczy się zmieniło, ale czujemy, że udało nam się wszystko opanować. Czekamy na wyścig. W poprzednich latach byliśmy tu bardzo mocni – mówił po wszystkim urzędujący czempion FE.

Za Wehrleinem i Rowlandem ustawili się Jake Dennis (przegrał półfinał z kierowcą Nissana o 1 tysięczną) oraz debiutujący w DS Penske Max Günther. Stawkę pierwszej ósemki uzupełnili António Félix da Costa, Norman Nato oraz Edoardo Mortara i Jean-Eric Vergne. Duże problemy napotkał Jaguar. Nick Cassidy zajął 5. miejsce w grupie A, a Mitch Evans w ogóle nie ustanowił żadnego czasu – doszło do awarii systemu hamulców w jego bolidzie i wicemistrz świata musiał zatrzymać się na torze.

E-Prix Sao Paulo. Przetasowania na samym starcie

Evans ruszał zatem z ostatniego pola startowego, a wyścig miał być wymagający. Sam Wehrlein spodziewał się peletonu w pierwszej jego fazie, a następstwie ostrej walki i kłopotów z oszczędzaniem energii w warunkach wysokiej temperatury. Oczekiwanie na zawody nieco się jednak przedłużyło. Problemy techniczne napotkał bowiem Robin Frijns i jego bolid trzeba było całkowicie wycofać z pól startowych.

Na nieszczęście dla Wehrleina, gdy procedura startowa już ruszyła, Niemiec dał się zaskoczyć Oliverowi Rowlandowi. Brytyjczyk objął prowadzenie w pierwszym zakręcie, a za plecami jego i Wehrleina Günther podobnym manewrem zaskoczył Jake’a Dennisa. Zawodnik Andretti raportował przy tym, że nowy nabytek Penske uszkodził mu przednie skrzydło.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna Formuły E 2024/2025. Sprawdź, jak wygląda

Więcej jednak niż w czołówce działo się w środku stawki, tam bowiem jak błyskawice przedzierali się Sam Bird oraz Evans. Pierwszy zyskał 5 pozycji, drugi – aż 7, a obaj korzystali na tym, iż prowadzący Rowland lekko spowolnił stawkę, chcąc oszczędzać energię. Jak się okazało, długo kontrolować tempa nie musiał. Już na drugim okrążeniu po raz pierwszy na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Przy jednym z zakrętów stały uszkodzone maszyny Jake’a Hughesa i Nico Müllera – niewinne ofiary chaosu z udziałem Sébastiena Buemiego i Davida Beckmanna. Doświadczony Szwajcar lekko wypchnął Hughesa, który stracił panowanie nad tylną osią, tymczasem Beckmann wysunął na zewnętrzną Müllera i tak dwaj kierowcy przypadkiem wpadli na siebie, łamiąc zawieszenia.

Rywalizację wznowiono na szóstym okrążeniu – i już wtedy pierwsi zawodnicy sięgnęli po tryby ataku. Sprawdziły się przedsezonowe oczekiwania: dodatkowa moc, połączona z napędem 4×4, stworzyła iście zabójczą kombinację. Nick Cassidy w ciągu dwóch okrążeń przeszedł z końca pierwszej dziesiątki na pierwsze miejsce, mijając rywali jak tyczki.

Nieustanna walka

Chwilę później jego manewry powtórzyli Stoffel Vandoorne, Taylor Barnard, Dan Ticktum czy Edoardo Mortara. Najgorzej pozycjonowani wydawali się być kierowcy Porsche, którzy – walcząc między sobą – dodatkową moc wykorzystali dopiero na 10. kółku. W tym samym czasie w górę stawki stopniowo piął się Evans. Lider Jaguara po 1/3 wyścigu był już na 7. lokacie.

Ale i ten stan rzeczy szybko stał się nieaktualny. Pośród mnogości pobieranych trybów ataku i kilkunastu zmian pozycji na okrążenie, Evans po chwili znalazł się miejscu czwartym. Wtedy właśnie gruchnęła wieść o przyznaniu kar przejazdu przez aleję serwisową Normanowi Nato, Barnardowi i Birdowi. Wszystkie trzy samochody napędzane są pakietami Nissana – potrójna kara nie była rzecz jasna przypadkiem.

Antonio Felix da Costa 2024

Fot. Formula E / X

Wynikała ona z nadużywania energii podczas ruszania z pól startowych. Problemy te spowodował błąd systemu kontrolnego, który za późno przenosił moc z przedniego napędu na tylni, doprowadzając do przekroczenia dozwolonych limitów wykorzystywanej mocy. – Przyjrzymy się temu problemowi w ciągu kolejnego tygodnia. Z jakiegoś powodu nie dostrzegliśmy tego kłopotu na żadnym etapie testów. Ciężko przełknąć tę frustrację, ale mówiąc szczerze, jesteśmy bardzo zadowoleni, że postępy w zakresie pakietu, jakie zakładaliśmy, faktycznie były widoczne na torze – mówił po zawodach szef Nissana, Tommaso Volpe.

ZOBACZ TAKŻE
U progu nowej ery. Jak sprawuje się Gen3 Evo?

Jedynym kierowcą Nissana, który kary uniknął był w owym momencie Rowland. Brytyjczyk wciąż plasował się w czołówce, rywalizując z kierowcami Porsche, Güntherem oraz zawodnikami Jaguara i Jake’em Dennisem. Po połowie zawodów to właśnie ta grupa nadawała ton ściganiu, choć kolejne tryby ataku doprowadziły do kolejnych przetasowań. Komentujący zawody były jeździec FE André Lotterer wskazywał, że nawet z dwuminutowym doładowaniem kierowcy są w stanie wyprzedzać po 10 rywali.

E-Prix Sao Paulo. Dramat Rowlanda

Minęło kilka kółek i na czoło stawki wrócił Rowland, a do pierwszej piątki zaczęli niespodziewanie pukać Zane Maloney oraz Nyck de Vries. Za chwilę drugi pakiet mocy wykorzystał Pascal Wehrlein i jego fioletowe Porsche poczęło przebijać się w górę prowadzącej dziesiątki. O skali przemian niech zaświadczy, że do szóstki na moment wszedł nawet Jean-Eric Vergne. Günther zaś spadł tymczasowo aż na 12. lokatę.

W okolicach 20. okrążenia znaczenia nabierało jednak zarządzanie energią, a w tym szczególnie mocni byli Rowland i Dennis. Pierwszy z Brytyjczyków wygospodarował sobie ponad 2,5 sekundy przewagi nad resztą stawki, ale już po kilku kółkach dogonił go i wyprzedził Wehrlein. Za Niemcem ustawił się jego zespołowy partner, Antonio Félix da Costa.

Lucas di Grassi 2024

Fot. Formula E / X

Dwaj zawodnicy przez moment toczyli między sobą bój o miejsce lidera. Portugalczyk domagał się od ekipy poleceń zespołowych, miał bowiem więcej sekund TE w zapasie. Wtem, dokładnie na 20. kółku pośrodku pobocza zakrętu nr 1 stanął Dennis. Bolid Brytyjczyka rozbłysnął czerwonym światłem ostrzegawczym, oznaczającym awarię elektryczną, grożącą porażeniem przy kontakcie z karoserią.

Widząc to, pokój sędziowski wywiesił czerwoną flagę, by porządkowi mieli czas na bezpieczne zdjęcie samochodu z toru. Pozycje kierowców przywrócono na bazie klasyfikacji z poprzedniego okrążenia – gdy przyszło do restartu na pierwsze pole podjechał da Costa, a za nim maszyny ustawili Rowland, Wehrlein, Günther oraz Mortara. W najlepszej sytuacji były jednak oba Jaguary i kierowcy McLarena. Oni to zachowali jeszcze ostatnie tryby ataku, a pomarańczowe bolidy dodatkowo zaoszczędziły sporo energii – wcześniej były zmuszone zawitać do pit-stopu.

Pandemonium na finiszu

Po wznowieniu zawodów prowadzenie objął Rowland – ale wisiał nad nim miecz Damoklesa w postaci kary identycznej do tej nałożonej na Nato, Barnarda i Birda. – Podczas pierwszego startu, ponieważ byłem wtedy w czubie i odpuściłem przyspieszenie dość szybko, nie doszedłem do prędkości przeniesienia napędu. Podczas restartu z kolei, kiedy to walczyłem z da Costą i odpuściłem później, miałem ten sam kłopot, co reszta bolidów [napędzanych pakietem Nissana – przyp. red.]. To powinno zostać zauważone – wtedy odpuściłbym szybciej i wszystko byłoby ok – opowiadał po zawodach lider Nissana.

ZOBACZ TAKŻE
Rozgrzewka przed maratonem | Relacja z testów Gen3 Evo

Na razie jednak weteran FE wciąż prowadził przed Güntherem, który świetnym atakiem w otwierającej okrążenie szykanie minął Wehrleina i da Costę. Cała czwórka próbowała uciec przed nadciągającymi Jaguarami. Cassidy rychło sięgnął po TE i z 4 minutami dodatkowej mocy rozpoczął niepowstrzymaną pogoń. Kilka chwil później, na 26. kółku, tę samą strategię wdrożył Evans.

Nowozelandczycy przechodzili przez stawkę jak przez masło – i przed okrążeniem 30. byli już na czele. Evans, korzystając z dłuższego działania TE, momentalnie poradził sobie z kolegą z ekipy. W tym czasie karę wreszcie otrzymał Rowland (mający wcześniej 3,5 sekundy przewagi nad rywalami). Na trzeciej pozycji znalazł się więc Günther, ofiarnie broniący się przed duetem Porsche.

I wówczas czerwona flaga pojawiła się po raz drugi. Günther, oszczędzając moc, spadł i za Wehrleina i za da Costę, a w całą ich walkę wmieszał się jeszcze Cassidy. Niemiec, próbując odzyskać pozycje, chciał objechać Portugalczyka i Nowozelandczyka po zewnętrznej wąskiej szykany nr 4-5-6. Wyjechał zatem szerzej i przyhamował później, ale też zaraz po zahamowaniu spróbował nakryć obu rywali. A to skończyło się odbiciem od da Costy i wjechaniem w mur.

E-Prix Sao Paulo: zwycięzcy i przegrani

Doszło do efektu domina, którego największą ofiara stał się Wehrlein – bolid Niemca wylądował do góry nogami, oparty o mur. To otworzyło drzwi McLarenom – Barnard i Bird przeskoczyli na 3. i 4. miejsce, a do końca rywalizacji pozostały jedynie 4 okrążenia, doliczone do oryginalnej liczby 31 z uwagi na częste wyjazdy SC. Günther spadł tymczasem na 14. pozycję, Cassidy był dopiero 15.

DS Penske Sao Paulo

Fot. Formula E / X

Żaden nie mógł zagrozić Evansowi, który końcówkę miał pod kontrolą. Nowozelandczyka nieustannie naciskał co prawda da Costa, a do tej dwójki próbował doskoczyć jeszcze Barnard – ataki obu nie przyniosły rezultatu. Zażarta walka trwała też o dalsze lokaty. W drugiej połowie pierwszej dziesiątki non-stop wyprzedzali się Ticktum, Nato, Mortara, Buemi i Vergne.

Najwyżej spośród nich wyścig skończył Mortara – ale najważniejszym bohaterem był rzecz jasna zwycięzca, Mitch Evans. Wicemistrz świata dokonał tego, co w grach motorsportowych określa się czasem jako last to first challenge – przejście z szarego końca na sam początek i odniesienie wiktorii. Drugi uplasował się da Costa, któremu przyznano punkt za najszybsze okrążenie. (W rzeczywistości najlepszy czas wykręcił Beckmann, ale młody Niemiec finiszował poza dziesiątką). Na trzecim miejscu stanął, sensacyjnie, Taylor Barnard.

McLaren osiągnął tym samym kapitalny wynik – a cały ich brazylijski weekend był przecież historią porażek. Problemy z pracą baterii, z wałem napędowym, systemem brake-by-wire, mierny wynik kwalifikacji. Z czerwonych flag i alternatywnej strategii odłożenia TE na końcówkę zrobili jednak doskonały użytek. Tak jak Mahindra – Mortara i de Vries zdobyli dla ekipy łącznie 18 punktów.

Mniej zadowoleni są z pewnością inżynierowie DS Penske. Günther świetnie wpasował się w stajnię, zdeklasował Vergne’a, ale cóż z tego, jeśli zajął 11. miejsce. Francuz podniósł z toru dwa oczka, niemniej tempo ekipy pozwalało myśleć co najmniej o czołowej piątce. Podobnie w wypadku Nissana, pogrążonego przez kary.

Dobry prognostyk

Jeszcze większe rozczarowanie ma prawo odczuwać Pascal Wehrlein. Niemiec śrubował wyjątkową jak na realia FE statystykę – aż do wyścigu w Sao Paulo miał na koncie serię 27 ukończonych zawodów z rzędu. W Brazylii passa dobiegła końca, choć w kontekście walki o tytuł nie ma to przecież większego znaczenia. Sezon potrwa do 27 lipca, przed nami kolejne 15 wyścigów.

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie oglądać Formułę E w Polsce w 2025 roku? [transmisja, stream, live]

To, co wiadomo już teraz, to fakt, iż zmodyfikowana konstrukcja bolidów doskonale współpracuje z trybami ataku. Kierowcy mogą wyprzedzać łatwo i szybko, ale nie cierpi na tym kwestia strategii wyścigowej – inteligentne rozgrywanie rywali nadal jest istotne. Sprawdził się też system napędu 4×4, choć u kilku ekip metoda jego wykorzystania wymaga dopracowania (za nadmiarowe zużycie mocy cierpiał też Zane Maloney). Pozostaje pytanie, czy w całym tym emocjonującym galimatiasie jest jeszcze miejsce na zapowiadane pit-stopy. Przekonamy się najprawdopodobniej w Arabii Saudyjskiej – ale przedtem, 11 stycznia, czeka nas Meksyk.

\
Reklama