Connect with us

Czego szukasz?

IMSA SportsCar

Porsche obroniło zwycięstwo w 24h Daytona. Pogrom w LMP2

Tegoroczne 24h Daytona to były jedne z najbardziej intensywnych zmagań w erze GTP. Do samego końca ważyły się losy wygranych w GTP czy GTD Pro. Nie zabrakło także kontrowersji.

Porsche pokonało BMW I Acurę na Daytonie
Fot. Porsche Motorsport

Porsche doskonale obroniło wygraną

Nigdy nie ma jednego momentu, który by zauważył na ostatecznym wyniku. Jednakże z pewnością Penske skorzystało na osiągach, jakie 963 oferowało w nocy. Sam wyścig #6 i #7 rozpoczęły spokojnie. Potem jednak im dalej w las, a w zasadzie w noc, tym sytuacja stawała się dla nich coraz lepsza. Przy niższych temperaturach Penske doskonale radziło sobie z oponami. Natomiast jedynie Acura mogła momentami im zagrozić, co uczyniła w okolicach półmetku rywalizacji.

Na nic jednak to by się zdało, gdyby po wschodzie słońca zespół nie zachował chłodnej głowy. Ta przydała się, gdy BMW wróciło do walki, bo załoga #24 faktycznie miała prędkość w tym wyścigu. Tu jednak wyszło doświadczenie Team Penske. Amerykański zespół doprowadził do ostatnich godzin dwa auta na czołowych pozycjach, co ułatwiło #6 i #7 walkę z innymi samochodami. W tym wyścigu można było powiedzieć, że BMW oraz Porsche były sobie równe. Różnica polegała na tym, że Penske wiedziało, jak postępować, gdy gra toczy się o najwyższą stawkę.

Dodatkowo sami kierowcy też potrafili współpracować pomiędzy sobą, nawet gdy walczyli pomiędzy sobą na torze. Tu doskonały przykład stanowi pojedynek o zwycięstwo pomiędzy Nasrem a Campbellem, z którego Brazylijczyk wyszedł zwycięsko.

Ostatecznie to Felipe Nasr wraz z Laurensem Vanthoorem i Nickiem Tandym wygrali tegoroczną edycję 24h Daytona z Porsche #7 Penske. Dzięki temu niemiecki producent obronił zwycięstwo, jakie „siódemka” wywalczyła przed rokiem. Natomiast Nick Tandy dopełnił wielki szlem zwycięstw w najważniejszych dwudziestocztergodzinnych imprezach.

ZOBACZ TAKŻE
Porsche wygrało 24h Daytona 2024. Inter Europol tuż za podium

Acura bliska zwycięstwa z „przywiązaną ręką”

Amerykański oddział Hondy przystępował do rywalizacji w postaci niewiadomej. I rzeczywiście popołudnie po starcie nie przebiegało po myśli Acury. Wprawdzie załoga #93 HRC okazjonalnie nawet prowadziła po dwóch godzinach. Jednakże po czwartej godzinie Alex Palou zatrzymał się na torze z usterką zawieszenia. Auto dowieziono do garaży i pomimo sporej straty czasowej, prototyp wrócił na tor, ale w tym momencie walczył on już tylko o „pietruszkę”.

Ważniejszą rolę odegrała #60 Meyer Shank Racing. W nocy Rosenqvist czy Blomqvist mieli dobre momenty, gdy ta załoga nawet liderowała przed półmetkiem rywalizacji. Później MSR wyraźnie zaczęła tracić względem Porsche i BMW, ale jeszcze przed finiszem udało się odzyskać tempo. W ostatniej godzinie Tom Blomqvist wykorzystał zamieszanie pomiędzy BMW, a duetem Porsche i przejął on drugie miejsce na ostatnich okrążeniach. Biorąc pod uwagę to, że Acura w praktyce walczyła jednym samochodem to druga lokata to nie jest powód do wstydu.

BMW, czyli najszybsi nie zawsze wygrywają

Marka z Bawarii doskonale zademonstrowała w tym wyścigu, jak można przegrać wyścig będąc najszybszym. Vanthoor doskonale ruszył z pole position i przez pierwsze dwie godziny nikt nie był w stanie mu zagrozić. Jednakże pierwsze problemy pojawiły się już po dwóch godzinach. Wtedy też Philip Eng dostał karę z złamanie procedury przy postoju w wykonaniu mechaników. To jednak nie przeszkodziło tej załodze, która skorzystała na neutralizacji, która pojawiła się niedługo potem i wróciła ona do czołówki.

Gorzej było nocą, gdy #24 i #25 nie mogły wprowadzić opon w optymalne temperatury. Wówczas nawet zmywały one stawkę, co uległo zmianie dopiero z nadejściem poranka. I faktycznie wtedy obydwa M Hybrid V8 zaczęły liczyć się w walce. #24 mogła spokojnie gonić liderów i w ostatnich trzech godzinach dogoniła ona liderującą #6 Porsche. Gdy na dwie godziny przed metą mieliśmy jeden z ostatnich restartów, wydawałoby się, że Vanthoor upora się z Campbellem, ale niestety zawodnik BMW zaliczył kolizję z jednym z wolniejszych aut przy dublowaniach.

Tylko niestety wówczas pojawił się problem, który dał znać o sobie po ostatnim wznowieniu. Mianowicie we wcześniejszej kolizji uszkodził się front, który można było, a nawet należało wymienić przy postojach podczas FCY. Niestety Team RLL tego nie uczynił w obawie o utratę pozycji na torze przed ostatnim wznowieniem. To mega się zemściło, gdy ten element zaczął się rozpadać po opadnięciu zielonej flagi. To oznaczało koniec ofensywy załogi, która miała pole position, najszybsze okrążenie i masę potencjału w osiągach.

ZOBACZ TAKŻE
Daytona 24: Kuriozalne pole position dla BMW. Odległa pozycja Inter Europolu w LMP2 | Analiza

Cadillac znów obejdzie się smakiem

Tercet amerykańskich aut nie miał złego początku. Wprawdzie obydwa auta WTR były nieco dalej od liderów, ale momentami pięły się ku górze. Najlepiej dysponowana była tu #31 Action Express. Zdarzyło jej się nawet prowadzić do restartu przed zmrokiem, ale Vesti szybko je stracił. Noc zapowiadała się dobrze dla tego auta do czasu awarii ogumienia w dziesiątej godzinie, co spowodowało rozbicie prototypu. Wprawdzie załoga zdołała wrócić na tor, ale już nie odegrała istotnej roli w walce. Nocą wypadła także #40 WTR po karambolu na jednym z restartów. Natomiast #10 poza szarżą Kobayashiego i obrotem BMW przez Albuqerque, nie odegrała ważniejszej roli.

Lamborghini jakby tu wcale nie było

Zaledwie godzina wystarczyła na to, aby 963 pożegnało się z torem Daytona. Tutaj znać o sobie dał system chłodzenia, bez którego silnik ich prototypu długo by nie popracował pod maską. W samym GTP z wyścigiem pożegnał się jeszcze Cadillac #40. Srebrne auto Wayne Taylor Racing ucierpiało w wyniku karambolu po restarcie w okolicach ósmej godziny. Ostatnim pechowcem była #5 Protona, która nie ujrzała mety po usterce zawieszenia.

Pogrom hybryd się nie zmaterializował

Przed startem sporo mówiło się o problemach z układem hybrydowym od firmy Bosch. Rzekomo BMW i Porsche miały zmagać się chociażby z bateriami, których wytrzymałość nie była pewna. I choć przepowiadano kataklizm w tym obszarze to ostatecznie żadne z aut nie stanęło z tego powodu na torze.

Tower przetrwał pogrom w LMP2

Mało kto spodziewał się, że po problemach z pierwszych godzin, Tower Motorsports zdoła to wyratować. Po drodze były obroty, zderzenie z #40, problemy z oświetleniem w nocy czy błędy Johna Farano. Tym razem najważniejsze było tylko trzymanie się na torze. Podczas gdy inne załogi padały jak muchy, #8 stabilnie szła naprzód swoim tempem. Dzięki temu Sebastien Bourdais, John Farano, Sebastian Alvarez i Job van Uitert wygrali w LMP2.

Innym autem, jakie trzeba wyróżnić, jest #04 Algarve Pro. Portugalski zespół pod brandem Crowdstrike miał niesamowicie mocne tempo nawet, gdy za kierownicą był George Kurtz. To auto było mocne i nawet prowadziło na koniec siódmej, dziesiątej czy szesnastej godziny. Niestety równie skutecznie ta załoga lapała kary, choćby za prędkość w alei serwisowej czy inne procedury w tejże. Nie pomogło też rozbicie auta w ostatnich sześciu godzinach, co pozbawiło ich szans na wygraną mimo dowiezienia auta do mety.

Inter Europol Competition i inni pechowcy

Wszystko zaczęło się od problemów #2 United Autosports. Po ośmiu godzinach nocny „dzwon” po kolizji z #40 zakończył się wycofaniem załogi. Natomiast po półmetku z awarią skrzyni biegów musiał wycofać się Inter Europol Competition. Szkoda polskiej załogi tym bardziej, że załoga prezentowała się lepiej na torze niż po treningach. Innym pechowcem z tej klasy było AF Corse, które w dwóch ostatnich godzinach pokonała awaria mechaniczna. Ten zespół również zmierzał po czołowy wynik.

Ford odczarował Mustanga w GTD Pro

Gdyby rok temu ktoś powiedział, że dwanaście miesięcy po fatalnym debiucie Mustang wygra w GTD Pro to mało kto by uwierzył. Od samego startu #64 i #65 prezentowały się kapitalnie. W nocy co prawda duet BMW Paul Miller Racing zyskiwał w chłodniejszych warunkach. Jednakże Fordy nie straciły wówczas tyle, aby nie mogły tego odrobić rankiem. I faktycznie ostatnie sześć godzin oznaczalo intensywne ściganie dla tych dwóch aut, które jeszcze przed wschodem słońca kręciły się w drugiej połowie stawki.

Ostatecznie okazało się, że #65 zdołała wrócić na czoło na ostatnie dwie godziny. Może w końcówce ta załoga była lekko poza zasięgiem, ale za to walka za nimi „oddała” widowisko, na które czekaliśmy. Najważniejsze jednak jest to, że Multimatic dowiódł, że Mustang jest w stanie wygrywać najważniejsze wyścigi. Dennis Olsen, Fred Vervisch i Christopher Mies mogą być z siebie dumni.

Tu trzeba też wspomnieć o #77 AO Racing. „Rexy” było bardzo mocną załogą przez prawie całą dobę i często prowadziło w wyścigu. W zasadzie do ostatniej godziny ich Porsche jechało bez zarzutu aż do momentu uszkodzenia zderzaka w ostatnich trzydziestu minutach.

BMW taranowały się nawzajem z Corvette

Za liderującym Fordem działo się więcej w ostatnich godzinach. Dla kontekstu trzeba wspomnieć, że #1 BMW i #4 Corvette walczyły o drugie miejsce. Jednak w obecnych czasach często do walki angażuje się bliźniacze załogi. Niestety tym razem nie przypominało to sportowej rywalizacji. Zaczęło się od tego, że Augusto Farfus w #48 utrudniał jazdę Corvette #4. I o ile miał prawo jechać swoją linią to było widać wyraźnie, że umyślnie zwolnił, aby pomóc bliźniaczej #1. Skończyło się to dla niego karą, ale jednocześnie Brazylijczyk przyczynił się do kolizji ze wspomnianą Corvette. Tommy Milner dał potem upust frustracji pokazując rywalowi środkowy palec.

Co ciekawe, w ostatniej godzinie sytuacja się odwróciła i to #1 walczyła o podium, ale tym razem z Corvette #3. Tym razem to niestety Nicky Varrone się nie popisał taranując #1 BMW w pierwszym zakręcie w ostatniej godzinie. Obydwa te zdarzenia to były dziecinne zachowania niegodne dwóch tak profesjonalinych kierowców!

AWA sensacyjnie triumfowała w GTD z Corvette

Przez większość zmagań rytm rywalizacji w tej kategorii nadawało Inception Racing Ferrari wraz z Porsche Wright Motorsports. Jednakże w GTD mieliśmy istny pogrom załóg. Na dwadzieścia dwa samochody dojechało ich zaledwie dziewięć. Takie Inception Racing przegrało z drążkiem kierowniczym. Natomiast z siedmiu Ferrari 296, tylko jedno dojechało do mety bez przygód i było to AF Corse. Mety po awarii sprzęgła nie ujrzał też Mustang Gradient Racing. Wobec tego zamieszania najlepiej poradziła sobie AWA Racing. Zespół, który rok temu zaliczył katastrofalny debiut w GTD z Corvette, tym razem dowiózł auto na pierwszej pozycji.

Co czeka nas po 24h Daytona?

Po takim maratonie zespołom należy się trochę odpoczynku. Dlatego następna runda odbędzie się 15 i 16 marca. Będzie to legendarne 12h Sebring, na którym Aston Martin zadebiutuje w klasie GTP. Tymczasem na koniec lutego w Katarze sezon 2025 zainauguruje World Endurance Championship.

Wyniki 24h Daytona 2025 w IMSA SportsCar Championship

Tower wygrał 24h Daytona w LMP2

Fot. Alkamel IMSA

Corvette najlepsza w GTD z AWA

Fot. Alkamel IMSA

\
Reklama