Eksperci wielokrotnie powtarzali, że prędzej czy później projekt zostanie anulowany. Teraz, gdy nadszedł rok 2025, okazało się, że mieli rację – z ambitnych planów nie zostało kompletnie nic.
Od pierwszych sygnałów ostrzegawczych do klęski
Pierwsze nieoficjalne sygnały o problemach z realizacją tej nierealistycznej strategii pojawiły się już w lutym ubiegłego roku, a oficjalne potwierdzenie nadeszło pod koniec lata.
Początkowo Koreańczycy, wciąż tkwiąc w swoim dogmatyzmie, przyznawali jedynie, że sama elektryfikacja to za mało i planowali wprowadzić hybrydy jako plaster na rany spowodowane ich krótkowzrocznym podejściem.
Teraz, kilka miesięcy później, gdy miał nastąpić ten rzekomo wielki przełom, sytuacja prezentuje się jeszcze bardziej żałośnie – z pierwotnych planów nie zostało absolutnie nic.
Nowa strategia i ukłon w stronę klientów
Mike Song, globalny szef marki Genesis, w rozmowie z portalem Car Sales potwierdził definitywne odejście od planu sprzedaży wyłącznie samochodów elektrycznych. Firma nie tylko wprowadzi do oferty hybrydy, ale również utrzyma w sprzedaży klasyczne silniki spalinowe.
Nagle ważni stali się ci sami klienci, którzy jeszcze kilka lat temu kompletnie nie liczyli się w elektrycznych wizjach marki. „Wszystko jest teraz na stole, to klient wybierze odpowiednie rozwiązanie dla swoich potrzeb” – stwierdził Song.
Genesis intensywnie pracuje nad nowymi generacjami swoich modeli, które będą dostępne ze wszystkimi możliwymi rodzajami napędów. To radykalna zmiana w porównaniu z wcześniejszymi, dogmatycznymi deklaracjami.
Brak odwagi do pełnego przyznania się do błędu
Choć Song wciąż zachowuje pewien optymizm wobec przyszłości, by nie stać się zbyt łatwym celem drwin, jego działania mówią same za siebie.
Szef Genesisa nie był jednak osobą, która wzięłaby w ręce wiadro z popiołem, wysypała je sobie na głowę i przyznała wprost, że w 2021 roku na zebraniu zarządu przesadzili z koreańskim alkoholem soju.
Zamiast tego użył klasycznych zaklęć o tym, że przyszłość i tak będzie elektryczna – tylko nie wiadomo kiedy. „Wciąż wierzymy, że pewnego dnia w przyszłości – nie wiemy kiedy – będziemy w stu procentach elektryczni” – powiedział, wyraźnie podkreślając słowa „nie wiemy kiedy”.
Wiara w elektryczną przyszłość motoryzacji towarzyszy tej branży właściwie od jej początków, ale rzeczywistość regularnie weryfikuje zbyt optymistyczne założenia producentów. Oto upada kolejny nierealistyczny plan, a pytanie brzmi – który będzie następny? Ile nauczek producenci wyciągną z tych spektakularnych niepowodzeń?