FE w Dżuddzie. Pojedynek niemiecko-brytyjski
Piątkowe zawody były pierwszymi w historii FE, kiedy w pierwszym rzędzie na polach startowych stanęło dwóch Niemców – przed Pascalem Wehrleinem ustawił się Maximilian Günther. I to Günther początkowo prowadził, budując sobie szybko ponad 2-sekundową przewagę nad resztą stawki. A tam działo się dużo – Mitch Evans po dwóch zderzeniach zniszczył sobie przednie skrzydło i musiał zjechać do boksu.
Jeszcze gorszy los spotkał Nico Müllera. Szwajcar dosłownie katapultował się ponad bolidem António Félixa da Costy i na tym rywalizację zakończył. Portugalczyk, mimo całkowicie zniszczonego tylnego skrzydła, jechał zaś dalej – i to dość skutecznie, walcząc o pozycje w pierwszej dziesiątce.
Uwagę przykuwała jednak walka na czele. Günther, oszczędzając moc, przepuścił Olivera Rowlanda; za ich plecami Jake Hughes walczył z Taylorem Barnardem oraz Nyckiem de Vriesem. Imponował zwłaszcza Holender, który odważnie atakował Barnarda i po 1/3 zawodów znajdował się na trzeciej pozycji. Wtedy właśnie zaczęła się druga faza wyścigu – faza trybów ataku i debiutujących w nowej formie pit-stopów.
Dodatkową moc z TE dobrze wykorzystywał m.in. Jake Dennis, który za jej pomocą przeskoczył z miejsca 10. na 4. Mimo tego było jasne, że walka o zwycięstwo rozegra się między piątką kierowców wymienionych w poprzednim akapicie. Wydawało się, że najwięcej stracił Günther – po pit-stopach Niemiec spadł przejściowo aż na miejsce ósme. Dysponował on jednak większą ilością mocy i szybko zaczął doganiać czołówkę.
Günther klasą sam dla siebie
Gdy wszyscy kierowcy zjechali do boksów, stawka się ułożyła – prowadził Rowland, za nim zmieniający się pozycjami Hughes, Barnard i de Vries, dalej w pierwszej dziesiątce Günther, Vergne, da Costa, a poza dziesiątką m.in. Bird, Beckmann czy Ticktum, którego ładowanie trwało znacznie dłużej niż powinno (zespół miał kłopoty z podłączeniem sprzętu). Wtedy właśnie, około 20. okrążenia, Günther rozpoczął marsz po nagrodę główną.
Niemiec miał kapitalne tempo. Na siedem kółek do mety minął de Vriesa, i choć jego strata do prowadzącego Rowlanda wynosiła ponad 4 sekundy, jechał szybciej od wszystkich rywali. Chwilę później wyczekał zarówno Barnarda, jak i Hughesa, mijając ich na prostych przed szykanami. Nagle przewaga Rowlanda stopniała do niecałych 2 sekund.
Brytyjczyk miał jeszcze aktywny tryb ataku, ale nawet z jego pomocą nie mógł zanadto oddalić się od Günthera. Gdy do mety zostały dwa kółka dwójkę liderów dzieliło 0,9 sekundy, a niebawem podczepił się pod nich jeszcze Barnard. W tym czasie Niemiec atakował Rowlanda dosłownie w każdym zakręcie i ten bronił się dzielnie, ale para skończyła mu się w momencie newralgicznym: przed ostatnią szykaną.
Nico Mueller went flying at the start of Round 3 👀#JeddahEPrix pic.twitter.com/rsNsclWWTy
— Formula E (@FIAFormulaE) February 16, 2025
Günther wyskoczył wówczas zza pleców kierowcy Nissana, objechał go korzystając z zapasowej mocy, wcisnął się w jego tor jazdy i Rowland nie mógł już nawet spróbować kontry. Wykorzystując moc pakietu do cna, Niemiec pokonał Brytyjczyka o 0,86 sekundy na mecie. Tuż za nimi uplasowali się Barnard, de Vries i Hughes. Fenomenalnie spisał się również Edoardo Mortara – Szwajcar startował z ostatniej pozycji, a finiszował 7.
Wyniki 1. E-Prix Dżuddy sezonu 2024/2025

Fot. FIA
FE w Dżuddzie. Ambitny Barnard
W drugiej rundzie w Dżuddzie powrócono już do klasycznego schematu wyścigowego, pozbawionego pit-stopów. W kwalifikacjach sensację sprawił Taylor Barnard, pokonując Rowlanda, i to młodszy z Brytyjczyków przewodził stawce po znakomitym starcie. Triumfator z piątki, Max Günther, uplasował się w czasówce na miejscu szóstym.
Ale długo walką o punkty się nie nacieszył. Po fatalnie ocenionym manewrze w łuku nr 4 wbił się w da Costę i wyeliminował z gry zarówno siebie, jak i Portugalczyka. Co gorsza dla DS Penske, Niemiec otrzymał także karę przesunięcia o pięć miejsc na starcie do kolejnego wyścigu w Miami. Zadanie obrony honoru ekipy Jaya Penske spadło na barki Jeana-Erica Vergne’a.
Francuz długo wywiązywał się z niego naprawdę przyzwoicie. Tym razem przez ponad połowę zawodów nie wykrystalizowała się grupa liderów i podążający jej tropem peleton. Kierowcy co rusz zamieniali się miejscami, a kiedykolwiek któryś z nich wykorzystywał TE, był w stanie przejść o co najmniej 7-8 pozycji do góry. Stąd przez moment w samej czołówce był Lucas di Grassi, a kilka okrążeń prowadził nawet Robin Frijns.
Na tej zasadzie do gry wkrótce weszli Pascal Wehrlein, Mitch Evans oraz Nick Cassidy. Najlepiej na walce w czołówce wyszedł ten ostatni, który permanentnie zadekował się w top 6. Wehrleinowi nie wystarczyło do tego mocy, a Evans pod sam koniec wyścigu musiał zawitać do boksów – prawdopodobnie ze względu na awarię techniczną.
Collision on lap one 😩
Maximilian Günther goes deep and makes contact with da Costa sending them both to the pits. #JeddahEPrix pic.twitter.com/bkONluQwxE
— Formula E (@FIAFormulaE) February 15, 2025
Tego rodzaju walka trwała przez kilkanaście kółek – a jedynym jej wspólnym mianownikiem był fakt, że w grze o podium wciąż pozostawali Rowland, Barnard i Hughes. Brytyjczyk z Nissana kilkukrotnie oddawał fotel lidera, siejąc zamęt pośród rywali i doskonale rozgrywając ich strategicznie. Rowland znakomicie oszczędzał energię i specjalnie wziął pierwszy TE tylko na dwie minuty.
Bezproblemowy triumf Rowlanda
Gdy obok nazwisk zawodników pojawiły się procenty posiadanej przez nich energii, Brytyjczyk był na czele. Równać się z nim mógł tylko Jake Dennis. Po koszmarnym pierwszym wyścigu Andretti postanowiło przytrzymać czempiona sprzed dwóch lat w dole stawki, a kiedy Dennisa spuszczono już ze smyczy, zaczął błyskawicznie piąć się w górę stawki.
The battle for P2 between Taylor Barnard and @JakeHughesRace 😮💨#JeddahEPrix pic.twitter.com/CazTfGWEJk
— Formula E (@FIAFormulaE) February 15, 2025
Podobnie, tyle że mniej spektakularnie, czynił Stoffel Vandoorne. Pozostający w cieniu swego zespołowego partnera, Belg dopiero w drugiej połowie zawodów zaczął pukać do bram pierwszej dziesiątki. W tym samym czasie di Grassi i Frijns wypadli już z gry o podium, Sam Bird dostał karę 5 sekund za niestosowanie się do instrukcji dyrektora wyścigu, a Barnard ponownie objął prowadzenie.
Na 10 kółek do mety Rowland wyprzedził kierowcę McLarena, wciąż trzymając swój ostatni TE w zapasie. O drugie miejsce z Barnardem ścigał się Cassidy, tymczasem Dennis toczył boje z Wehrleinem i swoim partnerem, Evansem. Sytuacja poczęła się krystalizować. W najlepszej pozycji był oczywiście lider Nissana, którego zaciekle gonili Barnard, Hughes oraz Vergne. Za ich plecami nacisk począł wywierać Dennis.
Brytyjczyk na 24. krążeniu minął Rowlanda i przejął pierwsze miejsce. Jadący za nimi Hughes sięgnął po swoje 6 minut TE i parł przed siebie, wywierając presję na Vergne’u. Zawodnik DS był najgorzej sytuowany, jako że poza TE brakowało mu też mocy względem swoich konkurentów. Dlatego już po chwili wskoczyli przed niego i Dennis, i Barnard.
Na 5 kółek do końca było już jasne, że wygra Rowland. Kierowca Nissana tylko powiększał przewagę, ale za jego plecami bitwa toczyła się w najlepsze. Barnard bronił się zaciekle przed Hughesem, który atakował go dosłownie wszędzie, ale na mecie musiał uznać wyższość młodszego kolegi. Z kolei Vergne długo trzymał za sobą Dennisa. Francuz skapitulował dopiero w przedostatniej szykanie i na mecie minęli go jeszcze Cassidy oraz Vandoorne.
Udany debiut pit-stopów
Gwóźdź programu pozostawił raczej pozytywne wrażenia – jeśli liczyć padok oraz opinie władz serii. Pojawiły się tylko dwa kłopoty techniczne. W maszynie Jake’a Dennisa mogło dojść do podobnego problemu z baterią, co w Jaramie podczas testów (ta sprawa jest jeszcze badana). U Dana Ticktuma natomiast doszło do resetu systemu zanim Brytyjczyk mógł otrzymać Pit Boost. Powód? Błędny kod RESS.
Więcej problemów przysporzyło ekipom i kierowcom dostosowanie się do niebywale frenetycznego tempa zawodów. Abstrahując od transmisyjnego misz-maszu, wyskakujących i znikających non-stop grafik, przekaz był dla przeciętnego kibica dość zrozumiały. W oczach inżynierów trudno było jednak ocenić, jak kształtować strategię. Zwłaszcza, że wbrew przewidywaniom, kierowcy wcale nie wjeżdżali paczkami do boksów.
– Z mojej perspektywy trudno było ocenić, jaka jest właściwa kolejność, i gdzie ostatecznie wylądujemy. Zajęło nam to chyba z 5 okrążeń po Pit Boostach, wtedy można było zobaczyć, gdzie skończymy – mówił Roger Griffiths, szef Andretti. Oliver Rowland dodawał, że nie miał pojęcia, co się dzieje. Znał tylko swój plan wyścigu i trzymał się go do końca. Był więc zaskoczony, że inne ekipy nie stosowały tego schematu.
Mowa o klasycznym zbudować małą przewagę, wziąć TE, wjechać do boksu, i patrzeć, co z tego wyjdzie, jak określił to sam kierowca. – To zajmie trochę czasu. Problem polega na tym, że są kierowcy, którzy chcą zjechać do boksu tak szybko jak to możliwe, aby zabezpieczyć się na wypadek samochodu bezpieczeństwa, i są tacy, którzy zostają na torze, wiedząc, że jeśli już, to raczej wywieszą żółte flagi, a wtedy opłaca się zostać – wyjaśniał jeszcze Rowland.
Wiadomo już, że FIA ma kilka uwag. Pablo Marino deklarował, iż przed E-Prix Miami odbędą się dyskusje z ekipami, prawdopodobnie pojawi się kilka niewielkich modyfikacji. Ogólne wrażenia regulatora ścigania są jednak zdecydowanie pozytywne. – Z punktu widzenia operacyjności wszystkie ekipy zrobiły fantastyczną robotę. Mam na myśli zarządzanie systemem i tworzenie strategii w zakresie jego wykorzystania […]. Musimy być zadowoleni z tego, jak to wyszło. Zespoły wiele się nauczyły i my, kontrola wyścigów, także. Nic złego się nie zdarzyło, mamy tylko nauczki, żeby dalej się poprawiać – tłumaczył Marino.
FE w Dżuddzie. Przestroga dla rywali
Oliver Rowland zdobył w Arabii Saudyjskiej 43 punkty – nie trzeba wyjaśniać, że to największy dorobek tego weekendu. Brytyjczyk przejął tedy prowadzenie w tabeli kierowców z dość wyraźną przewagą, sięgającą 17 oczek. Drugi jest…Taylor Barnard. Młody zawodnik McLarena stał na podium już w trzech rundach i jak dotąd, mówiąc kolokwialnie, nakrywa czapką weterana serii z drugiej strony garażu swej ekipy, czyli Sama Birda. Trzeci plasuje się António Félix da Costa, ale Portugalczyk nie będzie z przygody na Bliskim Wschodzie zadowolony. Zdobył w toku weekendu tylko dwa punkty.
W klasyfikacji ekip różnice są znacznie mniejsze. Pierwszy cztery stajnie dzieli pięć punktów. Nie jest przypadkiem, że dwie pierwsze z nich napędzane są pakietami Nissana. Japończycy, dość lekceważeni przed startem tegorocznej rywalizacji, przygotowali kapitalny zestaw napędowy, który działa nie tylko dla ich własnej stajni, ale też McLarena. Kroku na razie dotrzymuje im Porsche oraz Stellantis, ale obaj producenci muszą naprężyć muskuły. Oliver Rowland zdaje się być w życiowej formie. Zobaczymy, czy pokaże ją również za dwa miesiące w Miami.
Wyniki 2. E-Prix Dżuddy sezonu 2024/2025

Fot. FIA