Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

AMR25 wyjechał na tor. Aston Martin zaskoczył | Analiza

Nowy bolid Astona Martina wyjechał dzisiaj na tor w Sakhirze. Ekipa zorganizowała shakedown tuż przed oficjalnymi testami. W końcu zobaczyliśmy jak naprawdę wygląda nowy model. Zaszło w nim sporo zmian.

Fernando Alonso AMR25 tor Bahrajn
Fot. Aston Martin F1 / X

Aston tym razem odsłonił karty

Wczoraj Aston Martin opublikował wideo i zdjęcia nowego modelu na sezon 2025. Po wstępnych oględzinach okazało się, że udostępnione rendery miały zmylić przeciwników i media. Jak pisaliśmy wczoraj, więcej ukrywały niż wyjawiały. 

Jest to znana praktyka, zespoły nie raz “chwalą się” nowymi bolidami, które w rzeczywistości złożone są ze starszych specyfikacji. W efekcie mogliśmy tylko kierować się słowami Andy’ego Cowella, który obiecywał duże zmiany w projekcie oraz czekać, aż AMR25 wyjedzie na tor. 

Dzisiaj pierwszy za kierownicę wsiadł Lance Stroll, a po południu dwukrotny mistrz świata. Obaj przejechali łącznie 200 km w ramach dnia filmowego na torze w Sakhir.  

Czy więc rzeczywiście aerodynamika auta jest w większości nowa, jak obiecywali Fernando Alonso i szef zespołu? 

ZOBACZ TAKŻE
Pierwsze ujęcia AMR25. Aston Martin nie odkrył wszystkich kart | Analiza

Aston poszedł na całość

 

Już na pierwszy rzut oka widać, że w projekcie zaszło dużo zmian. Oczywiście uwagę przykuwają nowe sekcje boczne, które zostały znacząco przeprofilowane, o czym wspominaliśmy już wczoraj. Sidepody są odchudzone i bardziej wyrzeźbione, z głębszym podcięciem.

Pokrywa silnika różni się od tej, którą widzieliśmy na wczorajszych renderach. Mamy teraz też porządne wloty chłodzące, znacznie większe niż w AMR24. 

 

Co szczególnie jeszcze zwraca uwagę, to “płetwa rekina”, która pojawiła się w AMR25. Ma za zadanie poprawić przepływ powietrza w kierunku tylnego skrzydła. Celem jest uzyskanie większego docisku, nie zwiększając przy tym oporu. Zawieszenie pozostaje takie samo jak w poprzednim roku: z przodu i z tyłu mamy push-rod. 

Mamy również totalną zmianę podwozia i krawędzi podłogi, ale wygląda to na ewolucję wczesnych specyfikacji z ubiegłego roku. W zeszłym sezonie AM testował wiele podłóg, a Alonso przyznał, że ta pochodząca z pakietu ulepszeń na GP Japonii działała najlepiej. Można więc oczekiwać, że wykorzystają ją jako bazę do nowego modelu i rzecz jasna ulepszą. 

 

Kolejnym elementem, który miał ulec dużej zmianie to przednie skrzydło. I rzeczywiście, płyty końcowe są przycięte, aby lepiej zarządzać strumieniem powietrza w okolicach przednich kół. Przeprojektowano  też płaty, co wygląda jak porządna ewolucja specyfikacji, którą widzieliśmy w Astonie pod koniec sezonu. Główny płat został podniesiony. Nos jest teraz węższy i łączy się z główną częścią, jak w AMR23. 

Zmianom uległ także winglet przy halo, który teraz jest od niego odłączony. Tylne skrzydło również wygląda na całkowicie nowe. Siłownik DRS, który znajduje się na tylnym skrzydle, został odchudzony.

 

Cel to dobrze zacząć sezon 

Andy Cowell oraz Fernando Alonso nowe auto pod względem aerodynamiki i obietnicy dotrzymali. W nowym bolidzie zaszło dużo zmian, a wspomnieliśmy tylko o innowacjach zewnętrznych. Aston Martin, podobnie zresztą jak McLaren, wprowadził dużo poprawek, których nie zobaczymy bez rozebrania modelu na części pierwsze. 

Fernando Alonso amr25 Aston Martin Bahrajn

Fot. Aston Martin F1 / X

Czy te rozległe zmiany pozwolą stajni z Silverstone osiągnąć zaplanowane cele? W ekipie panuje na razie ostrożny optymizm. Jak wynika z pierwszych doniesień, chcą dobrze zacząć sezon w Australii, najlepiej jako piąty najlepszy zespół. Celem jest przede wszystkim nadrobienie trochę strat do czoła stawki, a także pokazanie, że zrozumieli wszystkie dotychczasowe problemy. 

O tym, czy nowy bolid okaże się konkurencyjny przekonamy się przy pierwszych kwalifikacjach w Melbourne. Jednak co ciekawe, Fernando Alonso i Andy Cowell skupiają się na formie AMR25, którą mamy dopiero zobaczyć po pierwszych pakietach ulepszeń.

Swoją prezentację zrobił dzisiaj także Mercedes i dość niespodziewanie Alpine. Tym samym pozostał tylko Red Bull, który jutro ma zaplanowany dzień filmowy. 

\
Reklama