Kiedy w 2015 roku Red Bull podpisał kontrakt z Maxem Verstappenem, szybko stało się jasne, że widzą w nim wyjątkowy talent. Awans z Formuły 3 prosto do Formuły 1 był odważnym krokiem, ale już w juniorskim zespole Toro Rosso Verstappen pokazywał, że ma zadatki na mistrza. Kluczem do sukcesu miało być okiełznanie jego temperamentu i doszlifowanie umiejętności, co – jak się później okazało – przyniosło efekty.
Jak podaje PlanetF1, strategia Red Bulla od początku zakładała inwestycję w młodego Holendra, który w 2016 roku trafił do głównego zespołu i od razu zachwycił, wygrywając debiutancki wyścig o Grand Prix Hiszpanii. Od tamtej pory jego kariera nabrała rozpędu, a w 2021 roku zdobył pierwszy tytuł mistrza świata. Red Bull zaczął budować zespół wokół Verstappena, co miało ogromny wpływ na pozostałych kierowców.
Jak styl Verstappena wpływa na innych kierowców?
Verstappen od lat preferuje bolid o specyficznej charakterystyce – z ekstremalną czułością na przednią oś. Jak wspominał były kierowca Red Bulla, Alex Albon, w artykule dla The Players’ Tribune w 2023 roku, zespół dostosowuje swoje auta do tego unikalnego stylu jazdy. Albon obrazowo opisał, że „gdybyś dmuchnął w kierownicę, samochód by się obrócił”, co dla wielu jego kolegów z zespołu stanowiło ogromne wyzwanie.
Taki sposób projektowania bolidu sprawił, że Verstappen zdominował swoich partnerów z zespołu. Najbliżej jego poziomu w latach 2016–2018 był Daniel Ricciardo, ale nawet on ostatecznie przegrał w liczbie punktów, zwycięstw i miejsc na podium. Kolejni kierowcy, tacy jak Pierre Gasly czy Alex Albon, nie byli w stanie sprostać oczekiwaniom i szybko żegnali się z zespołem.
Ta strategia przyniosła Red Bullowi sukcesy, ale jednocześnie ujawniła słabość drugiego fotela. Zespół z Milton Keynes stworzył środowisko, w którym Verstappen jest niekwestionowanym liderem, a jego partnerzy muszą zmagać się z bolidem, który nie zawsze pasuje do ich stylu jazdy. To rodzi pytanie, czy problem leży w kierowcach, czy w samym podejściu zespołu.
Sergio Pérez i Liam Lawson – kolejne ofiary systemu?
W 2021 roku Red Bull postanowił zatrudnić bardziej doświadczonego Sergio Péreza, licząc na stabilność i wsparcie dla Verstappena. Początkowo Meksykanin sprawdził się w tej roli, przyczyniając się do zdobycia przez zespół tytułu w mistrzostwach konstruktorów. Z czasem jednak jego wyniki zaczęły odstawać od osiągnięć Verstappena, a jego przyszłość w zespole stanęła pod znakiem zapytania i ostatecznym skreśleniem Meksykanina.
Na scenę wkroczył Liam Lawson, który po dwóch latach oczekiwania i zaledwie 11 startach w F1 jako zastępca Daniela Ricciardo dostał szansę w Red Bullu. Niestety, trafił na trudny moment – zespół zmagał się z problemami z wyważeniem bolidu, a konkurencja ze strony McLarena i Mercedesa rosła w siłę. Nawet Verstappen nie był już niepokonany, co dodatkowo skomplikowało sytuację.
Lawson w dwóch pierwszych wyścigach sezonu nie zdobył ani jednego punktu, a dostosowanie się do specyficznego stylu jazdy Verstappena okazało się dla niego – podobnie jak dla wielu poprzedników – niemal niewykonalne. Jego krótka przygoda z Red Bullem jest obecnie kompletnym fiaskiem, co ponownie skierowało uwagę na trudności związane z drugim fotelem w zespole.
Czy Red Bull sam stworzył swoje przekleństwo?
Powraca więc pytanie: czy drugi fotel Red Bulla jest naprawdę przeklęty? A może zespół znalazł się w punkcie, w którym nawet Verstappen nie jest w stanie wygrywać za kierownicą obecnego bolidu? Odpowiedź może leżeć gdzieś pośrodku – w połączeniu bezkompromisowego podejścia Red Bulla, specyficznego ustawienia samochodu i coraz silniejszej konkurencji.
Historia pokazuje, że kierowcy tacy jak Ricciardo, Gasly, Albon, Pérez czy Lawson mieli ogromne trudności z dorównaniem Verstappenowi. To niekoniecznie kwestia ich umiejętności, ale raczej efekt uboczny strategii zespołu, który postawił wszystko na jedną kartę – swojego lidera. W efekcie drugi kierowca zawsze znajduje się w cieniu, walcząc z bolidem, który nie został zaprojektowany z myślą o nim.
W sezonie 2025 Red Bull stoi przed wyzwaniem znalezienia następcy Lawsona, ale prawdziwym testem będzie odpowiedź na pytanie, czy zespół zdoła dostosować się do zmieniających się realiów Formuły 1. Bez tego „przekleństwo” drugiego fotela może trwać nadal, niezależnie od tego, kto zasiądzie za kierownicą.