Nie chodzi jednak tylko o wskrzeszenie dawnych konstrukcji – Stellantis planuje wprowadzić zarówno udoskonalone wersje istniejących silników, jak i zupełnie nowe modele, których świat jeszcze nie widział. Wśród nich znajdzie się między innymi nowa, większa jednostka V8, co w kontekście niedawnych trendów odchodzenia od takich napędów brzmi niemal rewolucyjnie. To wyraźny sygnał, że firma chce odzyskać zaufanie klientów i powrócić do swoich korzeni.
Zmiana kursu stała się możliwa po odejściu Carlosa Tavaresa, byłego szefa koncernu, którego rządy naznaczone były kontrowersyjnymi decyzjami. Tavares forsował szybkie przejście na napędy elektryczne, ignorując preferencje klientów, co doprowadziło do odpływu nabywców i w efekcie do jego dymisji. Teraz Stellantis stawia na to, co sprawdziło się w przeszłości, a jednocześnie otwiera się na innowacje.
Dlaczego Amerykanie kochają silniki V8?
Dlaczego Amerykanie tak bardzo upodobali sobie silniki ośmiocylindrowe? Na czele listy argumentów plasują się wysoka moc, imponujący moment obrotowy oraz charakterystyczny, głęboki dźwięk, który dla wielu jest synonimem prawdziwej motoryzacji. Jednak to nie wszystko – w USA silniki V8 cenione są również za relatywnie tanie utrzymanie i niskie koszty eksploatacji.
Kluczową rolę odgrywają tu ceny paliwa – litr benzyny w Stanach Zjednoczonych kosztuje obecnie mniej niż 4 złote. Dzięki temu jazda Fordem Mustangiem z silnikiem V8, który średnio spala 12 litrów na 100 kilometrów, okazuje się tańsza niż w Europie korzystanie z trzycylindrowej Škody Fabii, jeśli spojrzeć wyłącznie na koszt paliwa. To sprawia, że dla Amerykanów V8 to nie tylko emocje, ale i pragmatyczny wybór.
Ośmiocylindrowe jednostki nie są jednak kojarzone jedynie z samochodami sportowymi. W USA królują w ogromnych pick-upach i SUV-ach, które sprawdzają się w każdych warunkach pogodowych i na każdym terenie. Brak wysokich podatków za użytkowanie takich pojazdów, w przeciwieństwie do wielu krajów europejskich, tylko wzmacnia ich popularność wśród tamtejszych kierowców.
Carlos Tavares i jego kontrowersyjna wizja
Ostatnie lata w koncernie Stellantis upłynęły pod znakiem radykalnych zmian, za którymi stał Carlos Tavares. Były prezes postawił na błyskawiczne przejście na napędy elektryczne, uznając silniki spalinowe, w tym V8, za przeżytek. Decyzja ta spotkała się z oporem klientów, którzy zaczęli odwracać się od marek koncernu i wybierać konkurencję oferującą tradycyjne jednostki napędowe.
Efekty tej strategii były katastrofalne – sprzedaż Stellantisa znacząco spadła, a wizerunek firmy ucierpiał. Odejście Tavaresa stało się punktem zwrotnym, po którym zarząd postanowił wrócić do tego, co przynosiło sukcesy – silników V8. Teraz zamiast być wrogiem numer jeden, te potężne jednostki znów stają się wizytówką koncernu.
Jak donosi portal Mopar Insiders, produkcja w Dundee Engine Plant obejmie całą gamę silników HEMI, w tym wersje 5,7-litrową, 6,4-litrową oraz 6,2-litrową z doładowaniem. Udoskonalone konstrukcje mają sprostać współczesnym wymaganiom, a plotki o nowym, większym V8 tylko podsycają ciekawość fanów motoryzacji. To jasny sygnał, że Stellantis chce odzyskać utraconą pozycję na rynku.
Gdzie trafią nowe silniki V8?
Powrót silników V8 ma przede wszystkim ożywić ofertę pick-upa Ram 1500, w którym brak tych jednostek był szczególnie odczuwalny. Klienci tęsknili za mocą i charakterem, jakie oferowały wcześniejsze modele, a wraz z V8 powróci także topowa wersja TRX, będąca symbolem bezkompromisowej siły. To jednak nie koniec planów Stellantis.
SUV Dodge Durango również skorzysta na odrodzeniu ośmiocylindrowych jednostek. Model ten w ciągu najbliższych dwóch lat przejdzie gruntowną modernizację, a silniki V8 mają być jednym z jego atutów. Inaczej wygląda sytuacja z nowym Chargerem – w tym muscle carze nie przewidziano miejsca dla V8, co może rozczarować część fanów, choć Stellantis liczy na sukces sześciocylindrowej wersji.
Warto wspomnieć, że wcześniej silniki V8 produkowano w meksykańskiej fabryce Saltillo North Engine Plant, ale w zeszłym roku zakład przestawiono na produkcję sześciocylindrowego Hurricane’a. Plany Tavaresa zakładały całkowite wycofanie V8 po wyprzedaniu zapasów, jednak rynek zweryfikował tę wizję. Ostatecznie to klienci zadecydowali o powrocie tych kultowych jednostek, a Stellantis musi teraz nadrobić stracony czas.