Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

BMW traci dziennie ponad 40 mln zł z powodu ceł. Dlatego wzięło sprawy w swoje ręce

BMW każdego dnia traci ponad 40 mln złotych z powodu podwyższonych amerykańskich ceł na importowane auta. Ta gigantyczna kwota jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie, co zmusza niemieckich producentów do działania. Brak reakcji ze strony Unii Europejskiej sprawił, że BMW oraz inne niemieckie koncerny motoryzacyjne postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce.

bmw cła działania usa
Fot. BMW

Straty wynikające z ceł są szczególnie dotkliwe dla BMW, które według niemieckiego dziennika Handelsblatt traci dziennie 11,3 miliona dolarów, czyli ponad 42 miliony złotych. To suma, która szokuje nawet w kontekście dużych przedsiębiorstw motoryzacyjnych. Choć BMW posiada ważną fabrykę w Spartanburgu w USA, produkującą większość SUV-ów marki, cła na importowane modele, takie jak sedany czy kombi, znacząco obciążają finanse firmy.

W efekcie część producentów, w tym BMW, zdecydowała się ograniczyć dostawy na rynek amerykański, choć takie posunięcie niesie za sobą nierównomierne konsekwencje. Straty na poziomie miliona złotych dziennie byłyby już poważnym problemem, ale ponad 40 milionów to kwota, która zmusza do natychmiastowych działań. Niemieckie koncerny, nie mogąc liczyć na wsparcie unijnych polityków, rozpoczęły własne negocjacje z amerykańskimi władzami.

Negocjacje z Trumpem w poszukiwaniu rozwiązania

W kwietniu przedstawiciele BMW, Mercedesa i Volkswagena spotkali się z Donaldem Trumpem w Białym Domu, aby przedstawić propozycję rozwiązania problemu ceł. Brak działań ze strony europejskich polityków zmusił niemieckie koncerny do samodzielnego szukania kompromisu. Spotkanie to było pierwszym krokiem w kierunku złagodzenia skutków amerykańskiej polityki handlowej.

Obecnie niemieckie marki prowadzą intensywne rozmowy z amerykańskim ministrem handlu Howardem Lutnickiem. Proponują model „zrównoważonego eksportu”, który pozwoliłby na obniżenie ceł na importowane auta w zamian za większe inwestycje w amerykańskie fabryki. Trump, według doniesień, jest przychylny temu rozwiązaniu, widząc w nim szansę na rozwój gospodarczy w stanach, gdzie znajdują się zakłady niemieckich producentów.

Potencjalna zgoda może zostać osiągnięta już w przyszłym miesiącu, co jest istotne również z perspektywy politycznej. Republikańscy senatorowie z Karoliny Południowej, Alabamy i Tennessee naciskają na Trumpa, aby wsparł negocjacje. W tych stanach znajdują się kluczowe fabryki BMW, Mercedesa i Volkswagena, które zatrudniają tysiące pracowników i generują znaczące przychody dla lokalnych gospodarek.

ZOBACZ TAKŻE
Nawet profesjonaliści nie radzą sobie z absurdalnie ciężkim nowym BMW M5. Potwierdza to wypadek w MotoGP

Znaczenie niemieckich fabryk w USA

BMW zatrudnia w swojej fabryce w Spartanburgu 11 tysięcy osób, które w zeszłym roku wyprodukowały blisko 400 tysięcy samochodów. To największy zakład produkcyjny marki na świecie, odpowiedzialny za wytwarzanie wszystkich SUV-ów BMW, z wyjątkiem modeli X1 i X2. Mimo to import innych modeli, takich jak sedany, kombi czy kabriolety, wciąż generuje ogromne koszty związane z cłami.

Mercedes i Volkswagen również odczuwają skutki ceł, mimo posiadania fabryk w USA. W Tuscaloosa Mercedes zatrudnia 6 tysięcy pracowników, którzy w zeszłym roku wyprodukowali 260 tysięcy aut. Z kolei zakład Volkswagena w Chattanooga daje pracę 4,5 tysiąca osób. Średni roczny dochód pracowników tych fabryk przekracza 60 tysięcy dolarów, co czyni niemieckie marki atrakcyjnymi pracodawcami w regionie.

Niemieckie koncerny są ważnym elementem amerykańskiej gospodarki, a ich inwestycje w lokalne fabryki dają im silną pozycję w negocjacjach. Proponowany model „zrównoważonego eksportu” zakłada, że za każdy samochód wyprodukowany w USA firmy otrzymają kredyt, który obniży cła na importowane modele. To rozwiązanie może przynieść korzyści obu stronom, o ile nie zostanie storpedowane przez unijną biurokrację, która często komplikuje tego typu inicjatywy.

\
Reklama