Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Jim Farley uderza w dramatyczne tony. „Jeśli przegramy z Chinami, nie będzie Forda”

Szef Forda nie przebiera w słowach. Jego ostrzeżenie o chińskiej konkurencji wstrząsnęło amerykańską branżą motoryzacyjną.

Jim Farley Ford
Fot. Ford

Drastyczne ostrzeżenie szefa amerykańskiego giganta motoryzacyjnego

Jim Farley, dyrektor generalny Forda, wypowiedział się bez ogródek – postęp chińskich samochodów elektrycznych stanowi realne zagrożenie dla przyszłości amerykańskiej marki. Podczas swojego wystąpienia na Aspen Ideas Festival, szef jednego z najważniejszych producentów samochodów w USA wygłosił jedne z najbardziej stanowczych ostrzeżeń, jakie pamiętamy ze strony kierownictwa tradycyjnego producenta motoryzacyjnego. Farley otwarcie przyznał, że chiński przemysł motoryzacyjny stanowi rzeczywiste zagrożenie dla przetrwania Forda w perspektywie średnioterminowej.

„Jeśli przegramy tę konkurencję, nie będziemy mieli Forda w przyszłości” – stwierdził Farley poważnym tonem, po dogłębnej analizie niektórych samochodów elektrycznych pochodzących z Państwa Środka. Jego słowa, dalekie od przesady, odzwierciedlają poziom niepokoju panujący wewnątrz firmy w obliczu szybkiego rozwoju takich marek jak BYD, Nio czy Xpeng. To nie jest zwykła rywalizacja biznesowa – to walka o przetrwanie jednej z najbardziej ikonicznych marek motoryzacyjnych świata.

Wypowiedź dyrektora generalnego Forda wywołała szeroki oddźwięk w branży motoryzacyjnej i została odebrana jako sygnał alarmowy dla całego zachodniego przemysłu samochodowego. W czasie gdy wiele tradycyjnych marek wciąż debatuje nad swoją transformacją w kierunku elektromobilności, chińscy producenci już wprowadzają na rynek konkurencyjne pojazdy na skalę globalną. To wyraźny znak, że czas dyskusji się skończył, a nadszedł moment działania.

ZOBACZ TAKŻE
Ford (trochę) uniezależnił się od VW. Będzie sam produkował baterie

Prędkość rozwoju chińskich producentów budzi niepokój

Farley zapewnił, że najbardziej niepokoi go nie tylko cena chińskich pojazdów, ale przede wszystkim tempo, w jakim tamtejsi producenci doskonalą swoją technologię i efektywność przemysłową. „To najbardziej upokarzające, co widziałem w swojej karierze. 70% wszystkich pojazdów elektrycznych na świecie produkowanych jest w Chinach” – wyznał dyrektor generalny. Według niego chiński model biznesowy zdołał uprościć procesy produkcyjne, obniżyć koszty i jednocześnie utrzymać jakość przewyższającą zachodnią.

Podczas swojego wystąpienia CEO pochwalił również osiągnięcia takich marek jak Huawei czy Xiaomi, używając terminu „wyższość” w odniesieniu do nich. Co więcej, Farley wie, o czym mówi, bo wcześniej przyznał, że przez sześć miesięcy jeździł Xiaomi SU7, pierwszym samochodem elektrycznym tej firmy, i dosłownie wyznał, że był nim zachwycony. To osobiste doświadczenie nadaje jego ostrzeżeniom dodatkowej wiarygodności i pokazuje, że nie są to puste słowa, ale wniosek wyciągnięty z bezpośredniej konfrontacji z chińską konkurencją.

Szybkość adaptacji i innowacyjność chińskich producentów stanowią wyzwanie, z którym zachodni przemysł motoryzacyjny nigdy wcześniej się nie zetknął. Tradycyjne przewagi konkurencyjne, takie jak doświadczenie w produkcji czy rozpoznawalność marki, przestają wystarczać w obliczu technologicznego skoku, jaki wykonały chińskie firmy. To zmusza amerykańskich i europejskich producentów do fundamentalnego przemyślenia swoich strategii biznesowych.

ZOBACZ TAKŻE
Nowy Ford Mondeo stał się nieoczekiwanym hitem. Nie ma się jednak co dziwić

Transformacja przemysłowa jako klucz do przetrwania

Farley jasno zaznaczył, że Ford nie porzuci swoich korzeni. Marka będzie nadal stawiać na pojazdy o wysokim ładunku emocjonalnym, takie jak pickupy, SUV-y czy ikoniczny Mustang, które wciąż cieszą się dużym popytem na rynku północnoamerykańskim. Jednocześnie przyznał, że samo to nie wystarczy do przetrwania w nowej rzeczywistości rynkowej. „To wykracza daleko poza redesign czy strategię marketingową. Mówimy o transformacji przemysłowej, której jeśli nie podejmiemy z odwagą, może nas wykluczyć z gry w zaledwie kilka lat” – wyjaśnił CEO.

Słowa Farleya miały ogromny oddźwięk w Stanach Zjednoczonych i zostały zinterpretowane jako ostrzeżenie dla całego zachodniego przemysłu motoryzacyjnego. Jego wypowiedź jest szczególnie znacząca, ponieważ pochodzi od szefa jednej z najbardziej emblematycznych marek amerykańskich. Ten symboliczny i strategiczny przekaz nie powinien zostać zignorowany przez branżę, która stoi przed największym wyzwaniem w swojej historii.

Farley nie jest jedynym, który podniósł alarm w tej sprawie, ale jest jednym z pierwszych, którzy zrobili to z taką klarownością i stanowczością. Jego ostrzeżenie brzmi jak wezwanie do działania dla całego zachodniego przemysłu motoryzacyjnego. Czas na połowiczne środki się skończył, a przyszłość należy do tych, którzy potrafią się szybko adaptować i transformować w obliczu nowych wyzwań rynkowych.

\
Reklama