Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Norma Euro 7 zmienia zasady gry dla samochodów elektrycznych. Już nie będą bezemisyjne

Dotychczasowe normy emisji spalin w Unii Europejskiej stanowiły wyzwanie głównie dla pojazdów z silnikami spalinowymi. Od 2026 roku sytuacja ulegnie jednak zmianie, ponieważ nowe regulacje Euro 7 obejmą także samochody elektryczne. Po raz pierwszy w historii nie będą one uznawane za pojazdy całkowicie wolne od emisji, a ich producenci będą musieli sprostać określonym limitom emisji. To przełomowy moment dla branży motoryzacyjnej w Europie, który może zaskoczyć wielu kierowców i producentów.

Hyundai Tucson N-Line 2019 wydech
Fot. Kamil Rogala / Hyundai Tucson (N-Line)

Samochody elektryczne, dotychczas cieszące się szczególnymi przywilejami, takimi jak brak podatków od emisji CO₂ czy swobodny dostęp do stref niskiej emisji, staną się obiektem nowych regulacji. Wprowadzenie normy Euro 7 oznacza, że pojazdy te będą oceniane pod kątem emisji zanieczyszczeń, choć nie tych pochodzących z silnika czy spalin. Chodzi o inne źródła emisji, które do tej pory pozostawały w cieniu, a które teraz zyskały na znaczeniu w oczach ustawodawców.

Właściciele samochodów elektrycznych do tej pory czuli się pewnie, korzystając z licznych udogodnień, takich jak darmowe parkowanie w centrach miast czy brak ograniczeń w poruszaniu się po strefach ekologicznych. Jednak nowe przepisy mogą zmienić ten komfortowy krajobraz. Norma Euro 7 wprowadza konieczność monitorowania emisji, które nie są związane z układem napędowym, co stawia przed producentami nowe wyzwania technologiczne.

Zmiana ta wynika z faktu, że Unia Europejska zamierza podejść do emisji w sposób bardziej kompleksowy. Od listopada 2026 roku nowo homologowane pojazdy elektryczne będą musiały spełniać limity emisji cząstek stałych, a od końca 2027 roku obowiązek ten obejmie wszystkie nowo rejestrowane auta. Kluczowymi obszarami, na które zwrócono uwagę, są ścieranie opon oraz pył powstający podczas hamowania – dwa źródła zanieczyszczeń, które dotychczas były pomijane.

ZOBACZ TAKŻE
Cicha rewolucja elektryczna w Nepalu. 76% nowych aut to elektryki

Pył z hamulców – niewidoczne źródło zanieczyszczeń

Samochody elektryczne nie emitują gazów spalinowych, co było ich dotychczasową przewagą nad pojazdami benzynowymi czy Diesla. Jednak proces hamowania generuje mikroskopijne cząstki, które uwalniają się do powietrza, przyczyniając się do zanieczyszczenia środowiska. Szczególnie ciężkie pojazdy elektryczne, takie jak popularne SUV-y, obciążają układy hamulcowe bardziej niż lżejsze modele, co zwiększa emisję tych cząstek. Nawet nowoczesne systemy odzyskiwania energii podczas hamowania nie eliminują całkowicie potrzeby korzystania z tradycyjnych hamulców.

Norma Euro 7 wprowadza obowiązek precyzyjnego pomiaru emisji cząstek stałych powstających podczas hamowania. Pomiary te nie będą ograniczały się do warunków laboratoryjnych – obejmą również rzeczywiste sytuacje, takie jak zmienne temperatury, wilgotność czy ruch miejski. Oznacza to, że ciężki SUV elektryczny o masie własnej, na przykład, 2,5 tony, będzie podlegał bardziej rygorystycznym ocenom niż lekki samochód miejski z silnikiem spalinowym.

To nowe podejście do emisji zmienia sposób, w jaki postrzegamy pojazdy elektryczne. Dotychczas uznawane za całkowicie ekologiczne, teraz będą musiały zmierzyć się z koniecznością ograniczenia emisji cząstek, które nie pochodzą z silnika, lecz z mechanicznych elementów pojazdu. Producenci będą zmuszeni do opracowania nowych technologii hamulcowych, które zminimalizują uwalnianie pyłu do atmosfery.

Wprowadzenie tych regulacji ma na celu zwiększenie odpowiedzialności producentów samochodów elektrycznych za ich wpływ na środowisko. Choć brak spalin był ich atutem, nowe normy pokazują, że nawet pojazdy elektryczne mają swoje słabe punkty. To ważny krok w kierunku bardziej zrównoważonego podejścia do motoryzacji, które uwzględnia wszystkie aspekty emisji.

tańsze samochody tesli

Fot. Tesla

Ścieranie opon – cięższe pojazdy, większy problem

Oprócz hamulców, drugim kluczowym źródłem zanieczyszczeń w pojazdach elektrycznych są opony. Ich ścieranie, zależne od masy pojazdu i stylu jazdy, generuje mikroskopijne cząstki, które trafiają do środowiska, a nawet do powietrza, którym oddychamy. Ciężkie pojazdy z dużymi i szerokimi oponami, takie jak SUV-y, powodują znacznie większe ścieranie niż małe, miejskie auta z wąskimi kołami. Problem ten nasila się podczas przyspieszania, pokonywania zakrętów czy jazdy z wysoką prędkością.

Norma Euro 7 po raz pierwszy wprowadza limity emisji cząstek pochodzących ze ścierania opon na poziomie europejskim. Producenci będą musieli udowodnić, że ich pojazdy, niezależnie od rodzaju napędu, spełniają te wymagania. Oznacza to, że technologia napędu – czy to elektryczna, czy spalinowa – nie będzie już miała znaczenia. Opony stają się nowym czynnikiem wpływającym na emisję zanieczyszczeń, nawet w pojazdach, które nie spalają paliwa.

To nowe podejście zmusza producentów do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań, takich jak nowe mieszanki gumowe, które zmniejszą ścieranie opon. Wprowadzenie takich limitów może również wpłynąć na projektowanie pojazdów, zachęcając do tworzenia lżejszych modeli, które generują mniej zanieczyszczeń. W efekcie konsumenci mogą spodziewać się zmian w ofercie rynkowej, gdzie priorytetem stanie się minimalizacja wpływu na środowisko.

Zmiana ta podkreśla, że problem emisji w motoryzacji jest bardziej złożony, niż dotychczas sądzono. Nawet pojazdy uznawane za ekologiczne muszą zmierzyć się z nowymi wyzwaniami. Norma Euro 7 pokazuje, że każdy aspekt pojazdu – od napędu po materiały użyte do produkcji opon – ma znaczenie dla ogólnego bilansu ekologicznego.

ZOBACZ TAKŻE
Skoda Vision O. To elektryczny Superb czy Octavia?

Czy diesle będą czystsze od elektryków?

Na pierwszy rzut oka może wydawać się absurdalne, że samochód elektryczny mógłby być uznany za bardziej zanieczyszczający niż pojazd z silnikiem spalinowym. Jednak z technicznego punktu widzenia jest to możliwe. Nowoczesne diesle spełniające normę Euro 6d, wyposażone w katalizatory SCR i filtry cząstek stałych, emitują znacznie mniej zanieczyszczeń, niż wcześniej zakładano. W rezultacie kompaktowy samochód o masie 1,2 tony z silnikiem diesla może generować mniej cząstek stałych z hamulców i opon niż ciężki elektryczny SUV.

Nowa norma Euro 7 nie ma na celu rehabilitacji silników spalinowych, ale pokazuje, że podejście do emisji staje się bardziej holistyczne. Zamiast skupiać się wyłącznie na paliwie, regulacje uwzględniają teraz całą „łańcuch emisji”, w tym masę pojazdu i użyte materiały. To zmienia sposób, w jaki postrzegamy ekologiczność samochodów i zmusza do bardziej kompleksowej oceny ich wpływu na środowisko.

Wprowadzenie tych przepisów oznacza koniec prostego podziału na pojazdy „czyste” i „brudne”. Producenci będą musieli opracować nowe technologie, takie jak bezpyłowe systemy hamulcowe czy opony o niskim poziomie ścierania, aby spełnić wymagania normy Euro 7. Dla kierowców oznacza to konieczność zwracania uwagi na limity emisji, nawet jeśli jeżdżą pojazdami elektrycznymi.

Niektórzy krytycy zastanawiają się, czy nowe regulacje przyniosą znaczące korzyści dla środowiska w dłuższej perspektywie. Jedno jest jednak pewne – era, w której samochody elektryczne były automatycznie uznawane za wolne od emisji, dobiegła końca. Norma Euro 7 wprowadza nową perspektywę, która zmusza do uczciwej oceny wpływu wszystkich pojazdów na środowisko, niezależnie od ich napędu.

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama