Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Europa ma już 8 zbędnych fabryk. A sytuacja będzie się tylko pogarszać

Europejski przemysł motoryzacyjny boryka się z poważnym problemem nadmiaru mocy produkcyjnych, który prowadzi do zamykania fabryk i utraty miejsc pracy. Według analizy przeprowadzonej przez AlixPartners, na którą powołuje się agencja Bloomberg, w Europie istnieje aż osiem fabryk motoryzacyjnych, które są obecnie całkowicie zbędne. Średnie wykorzystanie mocy produkcyjnych w europejskich zakładach wynosi zaledwie 55%, co wskazuje na poważny problem z efektywnością.

fabryki produkcja europa mercedes
Fot. Mercedes

Najgorsza sytuacja panuje w koncernie Stellantis, gdzie fabryki działają na poziomie zaledwie 45% swoich możliwości. Taki stan rzeczy wynika z malejącego popytu na nowe samochody, zwłaszcza te z napędem elektrycznym, na który wiele firm postawiło w ostatnich latach. Brak zainteresowania ze strony konsumentów zmusza producentów do ograniczenia produkcji, co z kolei prowadzi do konieczności zamykania zakładów i redukcji zatrudnienia.

Sytuacja ta sprzyja zagranicznej konkurencji, zwłaszcza chińskim producentom, którzy coraz śmielej wchodzą na europejski rynek. Szacuje się, że do końca 2025 roku ich udział w rynku osiągnie 5%, a w kolejnych latach może wzrosnąć nawet do 6%. To oznacza, że europejskie fabryki wyprodukują o około 860 tysięcy samochodów mniej, co jeszcze bardziej pogłębi kryzys w branży.

Elektromobilność – ryzykowna strategia wielkich koncernów

W ostatnich latach europejskie koncerny motoryzacyjne, takie jak Volkswagen, postawiły niemal wszystko na rozwój elektromobilności, wierząc, że to przyszłość branży. Niestety, obecna forma napędów elektrycznych nie spełnia oczekiwań większości konsumentów, co prowadzi do spadku sprzedaży. Wysokie koszty produkcji oraz brak odpowiedniej infrastruktury dodatkowo komplikują sytuację.

Koncerny, które zbyt szybko chciały przejść ze spalinowych na elektryczne napędy, zmagają się teraz z podwójnym problemem: malejącym popytem i rosnącymi kosztami. Dodatkowym obciążeniem są unijne regulacje związane z tzw. zieloną polityką, które zwiększają presję na producentów. W efekcie, jeśli samochody elektryczne się nie sprzedają, nie ma potrzeby utrzymywania tak dużej liczby fabryk i pracowników.

Decyzja o masowym inwestowaniu w elektromobilność, bez odpowiedniego przygotowania rynku, okazała się ryzykowna. Wiele firm, zamiast dostosować się do realnych potrzeb klientów, podąża za trendami, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. To prowadzi do dalszego pogłębiania się problemów, z którymi boryka się europejski przemysł motoryzacyjny.

ZOBACZ TAKŻE
Volkswagen wstrzyma produkcję Golfa. Nie miał innego wyboru

Wzrost chińskiej konkurencji i jego skutki dla Europy

Rosnący udział chińskich producentów na europejskim rynku to kolejny cios dla lokalnych koncernów. Wzrost ich obecności, z prognozowanym 6% udziałem w rynku, oznacza, że coraz więcej samochodów sprzedawanych w Europie będzie pochodziło z Chin lub z nowych fabryk chińskich marek budowanych na terenie Europy. To bezpośrednie zagrożenie dla europejskich producentów, którzy tracą swoją konkurencyjność.

Zamykanie fabryk w Europie to proces kosztowny i czasochłonny. Według AlixPartners, zamknięcie jednego dużego zakładu zatrudniającego około 10 tysięcy pracowników może kosztować nawet równowartość ponad 6 miliardów złotych i trwać od roku do trzech lat. Przy ośmiu zbędnych fabrykach koszty te osiągają astronomiczne sumy, porównywalne z budżetem niektórych mniejszych państw.

Mniejsza liczba produkowanych samochodów oznacza także konieczność rozłożenia kosztów rozwoju na mniejszą liczbę pojazdów, co prowadzi do wzrostu ich cen. Droższe auta stają się mniej atrakcyjne dla konsumentów, co napędza spiralę spadku sprzedaży i dalszego kurczenia się branży. W efekcie Europa znajduje się w błędnym kole, z którego wyjście wydaje się coraz trudniejsze.

Redukcje zatrudnienia i przenoszenie produkcji za granicę

Kryzys w branży motoryzacyjnej zmusza koncerny do drastycznych cięć. Oliver Blume, szef koncernu Volkswagen, przyznał, że w ciągu ostatnich pięciu lat produkcja została zredukowana o około 20%, co oznacza spadek o ponad 700 tysięcy samochodów rocznie w przypadku samej marki Volkswagen. Aby dostosować się do rzeczywistości, firma planuje zwolnić 35 tysięcy pracowników, Audi 7,5 tysiąca, a Porsche około 4 tysięcy.

W odpowiedzi na trudności wiele firm decyduje się na przenoszenie produkcji do krajów o niższych kosztach pracy, czy nawet poza Europę, gdzie dodatkowo można liczyć na niższe koszty energii i mniejsze obciążenia biurokratyczne. To rozwiązanie, choć krótkoterminowo korzystne, dodatkowo osłabia europejski przemysł, który traci kolejne miejsca pracy i inwestycje.

Mimo tych problemów niektóre koncerny wciąż upierają się, że elektromobilność jest jedyną słuszną drogą. Tego rodzaju podejście może jednak prowadzić do dalszego pogorszenia sytuacji. Jeśli Europa nie zmieni szybko swojego podejścia, istnieje ryzyko, że w ciągu kilku lat stanie się drugim domem dla chińskich marek, które skutecznie wypełnią lukę pozostawioną przez lokalnych producentów.

ZOBACZ TAKŻE
Stellantis wstrzymuje sześć fabryk. Z powodu braku popytu

Perspektywy na przyszłość. Czy Europa odnajdzie zdrowy rozsądek?

Choć sytuacja w europejskim przemyśle motoryzacyjnym jest trudna, pojawiają się sygnały, że niektóre firmy zaczynają dostosowywać swoje strategie. Volkswagen i inne koncerny podejmują kroki w celu optymalizacji produkcji i redukcji kosztów, co może przynieść pewne pozytywne efekty. Jednak skala wyzwań wciąż pozostaje ogromna, a czas na zmiany jest ograniczony.

Kontynuowanie obecnej polityki bezrefleksyjnego inwestowania w elektromobilność może prowadzić do dalszego osłabienia europejskiej branży motoryzacyjnej. Konieczne jest znalezienie równowagi między innowacjami a realnymi potrzebami rynku, co wymaga powrotu do logiki i zdrowego rozsądku, które przez lata były fundamentem tego sektora.

Jeśli Europa nie podejmie szybkich i skutecznych działań, może stracić swoją pozycję na globalnym rynku motoryzacyjnym. Wzrost znaczenia chińskich producentów, w połączeniu z wewnętrznymi problemami, stawia przed Europą trudne wyzwanie. Pytanie brzmi, czy branża zdoła się zreformować, zanim będzie za późno.

\
Reklama