To bardzo świadomy ruch strategiczny – zamiast walczyć wyłącznie w segmencie baterii litowo-jonowych, chińscy inżynierowie postanowili przywrócić do życia trójkątny wirnik, który charakteryzuje się ekstremalnie niską masą i kompaktową generacją mocy – cech, których klasyczne silniki tłokowe po prostu nie są w stanie osiągnąć.
Za największy rozkwit tej konstrukcji odpowiada bez wątpienia Mazda, która przez dekady była praktycznie jedynym producentem masowo stosującym silniki Wankla w seryjnych samochodach. Chińczycy nie kopiują jednak bezmyślnie przeszłości. Postawili na nowoczesne materiały i technologie, które mają raz na zawsze zażegnać dwie największe bolączki klasycznego Wankla: nadmierne zużycie oleju oraz problemy z odprowadzaniem ciepła.
Efektem tych prac jest jednostka o mocy 53 kW, która waży zaskakująco mało. Osiągnięta dzięki temu gęstość mocy stawia nowy chiński silnik w zupełnie innej lidze niż większość współczesnych napędów hybrydowych z klasycznymi silnikami tłokowymi.
Mały, cichy, wydajny – idealny generator dla hybryd o wydłużonym zasięgu
Najważniejszą cechą R05E jest to, że w ogóle nie został zaprojektowany do bezpośredniego napędzania kół. Jego przeznaczeniem jest rola generatora w zaawansowanych hybrydach typu range-extender. Dzięki bardzo małym wymiarom i niemal całkowitemu brakowi wibracji można go umieścić praktycznie w dowolnym miejscu podwozia, maksymalnie zwiększając przestrzeń dla pasażerów lub ładunku.
Chiny wyraźnie odczytały aktualny klimat rynkowy Europy – najbliższe 8–10 lat to nie będzie era samochodów w 100% elektrycznych, tylko okres intensywnej transformacji w stronę hybryd. W tym wyścigu wygra ten, kto dostarczy najlżejszy i najbardziej efektywny silnik spalinowy pełniący funkcję dodatkowego źródła energii.
Chińska filozofia jest prosta: skoro Europa sama nie wie jeszcze, na jakie kompromisy będzie musiała pójść w 2035 roku, lepiej przygotować technologię, która sprawdzi się w każdym możliwym scenariuszu regulacyjnym.
Od wielkich dronów po samochody osobowe – podwójny wirnik już w planach
Choć R05E pierwotnie powstał z myślą o zastosowaniach lotniczych (drony dużej ładowności, eVTOL-y, czyli latające taksówki), prawdziwe zagrożenie dla europejskich producentów kryje się na asfaltowych drogach. Changan pracuje już nad wersją dwuwirnikową, która ma dostarczać ponad 110 kW (około 150 KM) i jest tworzona specjalnie z myślą o hybrydowych układach napędowych samochodów osobowych.
Rozpoczęcie seryjnej produkcji zaplanowano na 2027 rok. Changan wyraźnie szykuje się do zalania rynku modelami, które połączą charakterystyczną płynność jazdy elektrycznej z brakiem lęku o zasięg i konieczność szukania ładowarki.
Właśnie ta elastyczność i gotowość do różnych scenariuszy regulacyjnych może okazać się kluczowa w najbliższych latach – zwłaszcza gdy europejskie przepisy wciąż są pełne sprzeczności i niepewności.
Bruksela powinna się martwić – Chiny patentują przyszłość hybryd dalekiego zasięgu
Stella Li, szefowa BYD, otwarcie stwierdziła, że ewentualne złagodzenie lub przełożenie zakazu czysto spalinowych samochodów w 2035 roku nie zatrzyma chińskiej ekspansji, a wręcz może ją przyspieszyć. Szybkość adaptacji i gotowość do eksperymentowania z rozwiązaniami uznawanymi za technologiczne „starocie” przez Zachód to obecnie największa przewaga chińskich koncernów.
Jeśli silnik rotacyjny nowej generacji okaże się jednocześnie niezawodny, czysty i tani w produkcji, Chiny uzyskają narzędzie, które może kompletnie zmienić równowagę sił na rynku europejskim. Wyobraźmy sobie hybrydę, która waży tyle co przeciętny samochód benzynowy, zużywa połowę paliwa i bez trudu pokonuje 1000 km na jednym tankowaniu – a wszystko to dzięki silnikowi wielkości sporej skrzynki narzędziowej.
Jesteśmy świadkami narodzin nowego rozdziału w wojnie handlowej i technologicznej. Silnik Wankla, przez lata traktowany jako ciekawostka dla fanów, właśnie stał się jedną z najważniejszych figur na szachownicy współczesnej motoryzacji. Jeśli Changan dotrzyma harmonogramu, już w 2027 roku pierwsze egzemplarze mogą pojawić się na europejskich drogach – jako bardzo konkretne przypomnienie, że nie istnieje technologia ostatecznie przestarzała. Istnieją jedynie takie, których nie potrafiliśmy odpowiednio rozwinąć w odpowiednim momencie.