Od 500 tysięcy aut rocznie do granicy opłacalności
Fabryka w Poissy ma wyjątkowo bogatą historię przemysłową, która sięga 1940 roku. Zakład działał kolejno pod kontrolą Forda, następnie Chryslera i Peugeota, by w 2021 roku stać się częścią Stellantisa. Przez dekady był to jeden z ważniejszych ośrodków produkcyjnych we Francji, nieodłącznie wpisany w krajobraz przemysłowy regionu paryskiego.
Szczyt świetności fabryka osiągnęła w 1976 roku, gdy z jej taśm zjechało ponad 500 000 samochodów w ciągu jednego roku. To imponująca liczba, która świadczyła o potędze zakładu i skali ówczesnego europejskiego rynku motoryzacyjnego. Dziś jednak produkcja dramatycznie spadła i nie zbliża się nawet do tych wartości, co czyni utrzymanie fabryki w obecnym kształcie ekonomicznie niemożliwym.
Obecnie Poissy produkuje takie modele jak DS 3 oraz Opel Mokka. Według branżowych źródeł, w 2026 roku z zakładu wyjedzie zaledwie około 68 000 samochodów, co stanowi przepaść w porównaniu z 145 800 sztukami wyprodukowanymi jeszcze w 2023 roku. Tak drastyczny spadek wolumenu produkcji sprawia, że dalsze utrzymywanie fabryki w jej dotychczasowej formie jest po prostu nierentowne.
Fabryka aut zmieni się w centrum obiegu zamkniętego
Stellantis nie zamierza całkowicie zamknąć zakładu w Poissy, lecz przeprowadzić jego gruntowną transformację. Koncern planuje zainwestować około 100 milionów euro w przekształcenie fabryki w centrum nowych działalności przemysłowych, które wpisują się w globalne trendy zrównoważonego rozwoju i gospodarki o obiegu zamkniętym.
Nowa fabryka Poissy ma produkować komponenty dla innych fabryk grupy, zajmować się drukiem 3D części zamiennych, a przede wszystkim koncentrować się na regeneracji i recyklingu używanych pojazdów. Strategia ta jest zbliżona do tego, co Renault realizuje w ramach swojego programu Refactory, który stał się modelowym przykładem transformacji przemysłowej w branży motoryzacyjnej. Idea jest prosta: wartość nie tkwi już wyłącznie w produkcji nowych samochodów, ale w wydłużaniu życia tych już istniejących.
Konsekwencje dla zatrudnienia będą odczuwalne, choć Stellantis stara się łagodzić skutki restrukturyzacji. Obecnie w Poissy pracuje około 1 600 osób, a do 2030 roku liczba ta ma spaść do około 1 200, głównie na skutek naturalnego starzenia się kadry pracowniczej. Jednocześnie koncern zapowiada powstanie około 1 000 nowych miejsc pracy związanych z planowanymi działalnościami przemysłowymi.
Trzy plagi europejskiej motoryzacji
Aby zrozumieć decyzję Stellantisa, trzeba spojrzeć na szerszy kontekst europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Europa od lat zmaga się z chronicznym problemem nadwyżki mocy produkcyjnych: fabryki zostały zaprojektowane z myślą o znacznie wyższych wolumenach, tymczasem sprzedaż samochodów nadal nie wróciła do poziomów sprzed pandemii. W 2025 roku w Europie sprzedano 13,7 miliona aut, podczas gdy w 2019 roku było to 14,5 miliona.
Do tego dochodzą dwa kolejne czynniki, które razem tworzą wybuchową mieszankę dla branży. Tempo adopcji samochodów elektrycznych okazało się znacznie niższe od prognoz, co podkopuje rentowność producentów, którzy wcześnie postawili na elektromobilność i ponieśli ogromne nakłady inwestycyjne. Równocześnie chińscy producenci motoryzacyjni agresywnie zdobywają udziały w europejskim rynku, oferując produkty w konkurencyjnych cenach, a nawet zaczynają budować własne fabryki na terenie Europy.
Ta trzecia siła destrukcyjna – powolna elektryfikacja, presja cenowa ze strony Chin i niedobór popytu – zmusza wielkie koncerny do bolesnej restrukturyzacji ich przemysłowego śladu na Starym Kontynencie. W przypadku Stellantisa sytuację komplikuje dodatkowo trudne dziedzictwo po poprzednim dyrektorze generalnym, Carlosie Tavaresie, z którym musi zmierzyć się jego następca, Antonio Filosa. Zamknięcie linii produkcyjnej w Poissy jest jednym z pierwszych kroków na tej trudnej drodze naprawczej.