Connect with us

Czego szukasz?

Samochody

„Najgłupsze auto”. Clarkson zakończył test Volvo przed czasem

Jeremy Clarkson, legenda motoryzacyjnego dziennikarstwa i były gospodarz programu Top Gear, przedwcześnie zakończył test Volvo ES90 i oddał auto producentowi. Brytyjski dziennikarz opublikował na łamach „The Times” druzgocącą recenzję elektrycznego sedana, oceniając go jako „najgłupsze auto, jakie kiedykolwiek prowadził”. Wszystko za sprawą dwóch kluczowych wad, które sprawiły, że samochód stał się dla niego bezużyteczny.

jeremy clarkson
Fot. Amazon Prime Video

Zmora współczesnej motoryzacji

To, co kiedyś wymagało jednego intuicyjnego naciśnięcia guzika wymacywanego bez patrzenia, dziś skrywa się w siódmym poziomie menu dotykowego ekranu wielkości boiska piłkarskiego. Efekt jest taki, że zamiast skupiać się na prowadzeniu, kierowca musi ślęczeć wzrokiem nad ekranem, ryzykując przy tym oparzenie palców o rozgrzany plastik obudowy wyświetlacza. Clarkson w swojej recenzji uderza w dokładnie ten sam punkt.

Volvo ES90 – elektryczny odpowiednik modelu S90 – wymaga nurkowania w cyfrowych menu nawet przy najbanalniejszych czynnościach, takich jak regulacja koła kierownicy. Zamiast ułatwiać życie, auto nieustannie domaga się uwagi kierowcy, a gdy ten skupia wzrok na ekranie, natychmiast zaczyna go „besztać” za brak koncentracji na drodze. To błędne koło absurdu, w którym system sam prowokuje sytuację, za którą natychmiast karze użytkownika.

Clarkson podkreśla przy tym specyficzny problem, który dotyka kierowców w Wielkiej Brytanii, Japonii czy na Cyprze – a więc wszędzie tam, gdzie jeździ się lewą stroną drogi. „W porządnym aucie z gałkami i przyciskami możesz znaleźć to, czego szukasz, używając dotyku. Przy ekranie musisz na niego spojrzeć, żeby trafić w odpowiednią funkcję. A jeśli to zrobisz w Volvo, auto na ciebie krzyczy. Nienawidzę ekranów w samochodach, a te szczególnie nie sprawdzają się w krajach, gdzie trzeba obsługiwać je lewą ręką, co dla większości ludzi jest nienaturalne” – napisał dziennikarz w recenzji dla „The Times”

volvo es90

Fot. Volvo

volvo es90 wnętrze

Fot. Volvo

Technologia, która nie działa

Gdyby problemy z dotykowym ekranem były jedyną bolączką ES90, Clarkson być może dałby autu szansę i dotrwał do końca testu. Prawdziwy przełom nastąpił jednak, gdy do głosu doszedł system dostępu do pojazdu. Volvo ES90 zamiast tradycyjnego kluczyka używa karty zbliżeniowej – rozwiązania, które w teorii brzmi nowocześnie, a w praktyce okazało się dla dziennikarza źródłem koszmaru.

Po wyjściu ze spotkania Clarkson nie był w stanie otworzyć drzwi samochodu, który testował. Karta po prostu odmawiała współpracy. Dziennikarz został zmuszony wrócić do domu innym pojazdem, a następnie zadzwonić do kogoś, kto odblokował Volvo i przywiózł mu je pod dom. Gdy następnie próbował wsiąść do auta, musiał podjąć czternaście prób, zanim drzwi w końcu się otworzyły. A kiedy już usiadł za kierownicą, deska rozdzielcza wyświetliła komunikat: „Nie znaleziono kluczyka”.

W tym momencie dziennikarz podjął decyzję – zakończył test przed czasem i odesłał samochód do producenta. Jak przyznał wprost, kombinacja nieużywalnego podczas jazdy interfejsu i auta, do którego nie można wsiąść, to coś, czego w swojej długiej karierze jeszcze nie doświadczył. Właśnie ta mieszanka absolutnego braku funkcjonalności zaowocowała tytułem „najgłupszego auta, jakie kiedykolwiek prowadził”.

ZOBACZ TAKŻE
Clarkson, Hammond i May wracają do The Grand Tour. Nie tak, jak myślisz

Trzy gwiazdki i gorzka konkluzja

Ostateczna ocena w „The Times” to trzy gwiazdki na pięć. To mizerny wynik, choć – jak przypomina sam autor – bywało gorzej. Clarkson nie odmawia ES90 pewnych zalet: chwali jakość wykończenia wnętrza, przestronność kabiny i ogólny komfort jazdy. To właśnie te cechy uratowały auto przed kompletną klapą w punktacji. Testowany egzemplarz to wersja z silnikiem o mocy 338 koni mechanicznych i baterią o pojemności 92 kWh, której cena w Wielkiej Brytanii wynosi od 77 260 funtów. W Polsce ceny modelu startują od 299 900 zł.

Problem w tym, że nawet najlepsza jakość materiałów i znakomite właściwości jezdne nie są w stanie zrównoważyć fundamentalnych błędów inżynierskich i projektowych. Auto, które na każdym kroku denerwuje właściciela swoim „zachowaniem” i w ostatecznym rozrachunku faktyczną bezużytecznością w codziennych sytuacjach, przekreśla wszelkie swoje zalety. ES90 sprzedaje się zresztą niezwykle słabo. W całej Europie Volvo znajduje nabywców zaledwie na kilkaset egzemplarzy tego modelu. Recenzja Clarksona raczej nie poprawi tych statystyk.

\
Reklama