Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Jaecoo i Omoda mają problem. Ten ubezpieczyciel ma ich dość

Kilka chińskich marek samochodowych znalazło się w centrum poważnego kryzysu na europejskim rynku motoryzacyjnym. Jeden z ubezpieczycieli podjął decyzję o odmowie obejmowania ochroną ubezpieczeniową pojazdów takich producentów jak Changan, Voyah, KGM, Leapmotor, Jaecoo oraz Omoda. Przyczyną tej bezprecedensowej decyzji jest brak dostępności części zamiennych na lokalnym rynku.

omoda 9
Fot. Omoda

Ubezpieczyciel odmawia ochrony. Które marki znalazły się na czarnej liście?

Mowa o firmie Unive, jednym z wiodących ubezpieczycieli w Holandii. Wśród producentów, których pojazdy nie będą mogły zostać objęte standardową polisą ubezpieczeniową, znalazły się marki takie jak Hongqi, Changan, Voyah, KGM, Leapmotor, VinFast, Jaecoo, MHero i Omoda. W przypadku Dongfenga, Lucida, Nio i Zeekra ubezpieczyciel dopuszcza wyłącznie ubezpieczenie OC wobec osób trzecich, bez dodatkowych, standardowo oferowanych opcji ochrony.

Decyzja dotyczy więc dość szerokiej grupy producentów, którzy wciąż budują swoją obecność w Europie. Większość tych firm pochodzi z Chin i w ostatnich latach intensywnie próbują zdobyć udział w europejskim rynku motoryzacyjnym. Decyzja ubezpieczyciela stanowi poważny cios dla ich ambicji ekspansji na Starym Kontynencie.

Problem z częściami zamiennymi jest jednym z kluczowych wyzwań, przed jakimi stają nowe marki wchodzące na dojrzałe rynki motoryzacyjne. W przypadku chińskich producentów sieć dystrybucji części jest wciąż zbyt słabo rozwinięta, by zagwarantować sprawną obsługę posprzedażową. To właśnie ten argument stał się podstawą prawną i biznesową dla ubezpieczyciela do podjęcia tak radykalnego kroku.

Odmowa objęcia ochroną ubezpieczeniową może mieć daleko idące konsekwencje nie tylko dla samych producentów, ale również dla tysięcy klientów, którzy już zdecydowali się na zakup tych pojazdów. Posiadacze aut wymienionych marek mogą stanąć przed poważnymi trudnościami w uzyskaniu niezbędnych polis, co w wielu krajach jest wymogiem prawnym niezbędnym do poruszania się po drogach publicznych.

ZOBACZ TAKŻE
Nawet Goodyear nie daje rady z Chińczykami. Ma jednak plan

Brak części zamiennych to realne zagrożenie dla właścicieli chińskich aut

Problem z dostępnością części zamiennych do chińskich pojazdów nie jest kwestią czysto hipotetyczną. Warsztaty samochodowe w całej Europie coraz częściej alarmują o trudnościach z naprawą pojazdów nowych azjatyckich marek. Czas oczekiwania na części może wynosić tygodnie, a nawet miesiące, co całkowicie paraliżuje możliwość korzystania z samochodu po ewentualnej kolizji lub awarii. Dla ubezpieczyciela oznacza to realne ryzyko finansowe związane z koniecznością pokrycia kosztów zastępczego transportu lub długotrwałego przechowywania uszkodzonego pojazdu.

Z perspektywy towarzystw ubezpieczeniowych każda naprawa, która trwa nieproporcjonalnie długo ze względu na brak dostępności części, generuje dodatkowe koszty operacyjne. Ubezpieczyciel musi wówczas finansować pojazd zastępczy lub inne formy rekompensaty dla poszkodowanego kierowcy przez znacznie dłuższy czas niż w przypadku naprawy popularnych europejskich lub japońskich marek. To czyni kalkulację ryzyka dla tych pojazdów wyjątkowo niekorzystną z finansowego punktu widzenia.

Eksperci branżowi zwracają uwagę, że problem ten może dotyczyć w przyszłości jeszcze większej liczby chińskich producentów, jeśli ci nie zdecydują się na szybką budowę lokalnych sieci dystrybucji części i autoryzowanych serwisów. Bez odpowiedniej infrastruktury posprzedażowej żadna marka – niezależnie od jakości oferowanych pojazdów – nie jest w stanie skutecznie konkurować na europejskim rynku motoryzacyjnym w dłuższej perspektywie czasowej.

ZOBACZ TAKŻE
Chińskie Ferrari w końcu pokazane. Wygląda kosmicznie i ma 596 KM. Cena?

Ambitne plany kontra rynkowa rzeczywistość

Chińscy producenci samochodów od kilku lat intensywnie inwestują w podbój europejskich rynków, widząc w nich ogromny potencjał sprzedażowy. Marki takie jak Omoda, Jaecoo czy Leapmotor prezentowały swoje modele na największych europejskich targach motoryzacyjnych, starając się przekonać klientów atrakcyjnymi cenami i nowoczesnym wyposażeniem. Jednak sama oferta produktowa to za mało, by zbudować trwałą pozycję rynkową bez solidnego zaplecza serwisowego.

Decyzja ubezpieczyciela może stać się sygnałem ostrzegawczym dla całej branży i skłonić innych graczy rynku finansowego do podobnych kroków. Jeśli kolejne towarzystwa ubezpieczeniowe pójdą w ślady pioniera i zaczną odmawiać ubezpieczenia pojazdów chińskich producentów, ci ostatni znajdą się w niezwykle trudnej sytuacji, która może skutecznie zablokować ich dalszą ekspansję. Taki scenariusz byłby poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich wschodzących marek planujących wejście na rynki europejskie.

\
Reklama