Zmiana na szczycie
Od dwóch lat rozgrywki F1 Esports Series miały jednego króla. Był nim Jarno Opmeer, który mistrzem świata zostawał już 2-krotnie, w latach 2020 oraz 2021. Tym razem kierowca Mercedesa nie był w stanie obronić tytułu, a sezon zakończył na zaledwie 5. pozycji w klasyfikacji generalnej. W walce o przejęcie mistrzowskiego tronu po Opmeerze było kilku zawodników. Przez cały sezon łeb w łeb szli Lucas Blakeley, Frederik Rasmussen, Thomas Roonhar oraz Bari Boroumand. Ostatecznie tytuł mistrzowski zgarnął pierwszy z nich, a tuż za nim w powyższej kolejności uplasowali się pozostali zawodnicy. Dla Blakeley’a jest to pierwszy triumf końcowy w karierze, choć już rok temu nie zabrakło mu dużo. Kierowca McLaren Shadow zajął 3. miejsce, jedynie za Opmeerem oraz Rasmussenem.
Co ciekawe, zmianę mamy również w zestawieniu zespołowym. W roku 2020 najlepszą ekipą okazał się Red Bull. Austriacka stajnia nie zdołała obronić tego tytułu w 2021, kiedy to triumfował Mercedes na czele z Jarno Opmeerem. Jak się okazuje, zmianę warty mamy też w roku 2022. Nowym mistrzem konstruktorów został McLaren Shadow, który tegoroczną kampanię zakończył z ogromną przewagą nad Red Bullem i Haasem. Stajnia z Woking jako jedyna ze wszystkich ekip miała dwóch kierowców, którzy przez cały sezon byli w czołówce stawki, co miało diametralny wpływ na ich mistrzostwo.
LUCAS BLAKELEY IS 2022 F1 ESPORTS CHAMPION! 🧡#F1Esports #F1 @LucasBlakeley01 pic.twitter.com/Nk2z9F266F
— Formula 1 (@F1) December 16, 2022
Niesamowite emocje w czołówce
Tegoroczna kampania F1 Esports Series pokazała nam, że różnice między zawodnikami są minimalne. Podczas rozpoczęcia ostatniego eventu w tym sezonie realnych kandydatów do zdobycia mistrzostwa było aż pięciu. Jak już wiemy, tytuł zdobył Lucas Blakeley. Ostatecznie wicemistrzostwo wyszarpał Frederik Rasmussen, który dzięki zwycięstwu w Abu Zabi prześcignął Thomasa Roonhara. Tuż za podium uplasował się kolega zespołowy Blakeley’a, czyli Bari Boroumand, a czołową piątkę zamknął Jarno Opmeer. Trzeba jednak przyznać, że rywalizacja tej piątki w tym sezonie była niesamowicie emocjonująca.
Podczas przebiegu tegorocznej kampanii byliśmy świadkami kilku wydarzeń, które jeszcze bardziej zaostrzały rywalizację w czołówce. Pierwszym punktem przełomowym okazało się być Grand Prix Belgii. Podczas wyścigu na Spa zawiódł Thomas Roonhar, który zajął dopiero 7. pozycję i stracił sporo punktów do czołówki. W tym samym czasie swoją pierwszą w karierze wiktorię zdobył Bari Boroumand, a tuż za nim dojechał Rasmussen. Dzięki utracie „oczek” przez Roonhara i dobrym wyścigu jego rywali, różnice między nimi w klasyfikacji zmalały do niemalże zera. Podobna sytuacja miała miejsce rundę później, w Holandii. Na torze w Zandvoort triumfował Blakeley, a podium zamknęli Boroumand i Rasmussen. Kolejne straty punktowe poniósł Roonhar, który ten wyścig ukończył na 9. miejscu. Jak się jednak okazało, był to koniec gorszej dyspozycji kierowcy Haasa.
Roonhar i Rasmussen, czyli epickiego pojedynku ciąg dalszy
Kolejny zwrot akcji miał miejsce w Meksyku. Thomas Roonhar w pewnym momencie zmagań znalazł się w bezpośredniej walce z Frederikiem Rasmussenem o czołowe miejsca. Młody Holender po ostrej potyczce zdołał wyprzedzić swojego konkurenta z Red Bulla, co mu się wyraźnie nie spodobało. Jak się jednak okazało, 22-latek niestety nie okazał tego w zbyt sportowy sposób. Rasmussen bezprecedensowo wpakował się w Roonhara, przez co popsuł wyścig zarówno sobie, jak i kierowcy Haasa. Duńczyk został ukarany przesunięciem na starcie o 10 pól do GP USA.
Był to koniec spornych incydentów między tymi zawodnikami. Na 2. rundy przed końcem sezonu w Brazylii oraz Abu Dhabi, to Roonhar miał całkiem komfortową przewagę nad Rasmussenem w klasyfikacji. Jak się jednak okazało, kierowca Red Bulla nie złożył broni. Już na Interlagos kierowca Red Bulla odrobił 12 punktów, dzięki swojemu 2. miejscu oraz problemom Roonhara przy zmiennych warunkach. Duńczyk poszedł za ciosem również w Abu Zabi, gdzie zdołał wygrać wyścig. Ostatecznie mocny finisz sezonu pozwolił mu wyrwać wicemistrzostwo świata, a więc Thomas Roonhar musiał zadowolić się najniższym stopniem podium.
Wzloty i upadki wielkiego mistrza
Sinusoida to chyba najlepsze określenie dla tegorocznego występu Jarno Opmeera w mistrzostwach świata. 2-krotny triumfator F1 Esports Series w sezon wszedł bardzo dobrze zajmując 2. miejsce w Bahrajnie, jedynie za Lucasem Blakeley’em. Jednak już rundę później na Imoli, Opmeer nie zdobył żadnych punktów po kolizji z Brendonem Leigh. Holender w kolejnych wyścigach był w stanie regularnie kończyć w czołówce, jednak nadal brakowało mu zwycięstw. Kolejnym, niestety negatywnym, punktem przełomowym okazała się Monza. Zmagania na świątyni prędkości okazały się fatalne pod wieloma względami dla Opmeera, przez co nie był w stanie wywieźć stamtąd żadnych punktów. Marzenia o mistrzostwie oddalały się co raz bardziej.
W tamtym momencie 2-krotny triumfator F1 Esports wziął się w garść. Już następnego dnia podczas rundy w Meksyku byliśmy świadkami pięknego triumfu w wykonaniu Opmeera. Co ciekawe, Holender poszedł za ciosem i wygrał również w USA. Wtedy walka o mistrzostwo była jak najbardziej realna, a do końca kampanii pozostały 3. wyścigi.
Niestety jednak 22-latek nie zdołał obronić tytułu. Tak naprawdę swoje szanse pogrzebał już podczas kwalifikacji do GP Japonii, gdzie nie wyszedł z Q1 zajmując tragiczną 16. lokatę. W trakcie wyścigu jego nadzieje się odnowiły za sprawą heroicznego blokowania stawki przez jego zespołowego kolegę – Jake’a Benhama. Na nic to się jednak zdało. Jarno Opmeer na świeżych oponach pośrednich zaczął wyprzedzać Fabrizio Donoso. Niestety jednak w krętym pierwszym sektorze ciężko zdobywać pozycję z powodu dużej ilości szybkich zakrętów. Opmeer zdecydował się na wyprowadzenie odważnego ataku na konkurenta z Ferrari, jednak okazało się, że był to poważny błąd. Obaj zawodnicy nie zmieścili się w szybkim łuku, przez co kierowca Mercedesa musiał przedwcześnie zakończyć swój udział w Grand Prix. Jego szanse na mistrzostwo były już wtedy tylko matematyczne.
Sensacyjny debiutant
Bezapelacyjnie największą sensacją tegorocznych rozgrywek F1 Esports Series jest Thomas Roonhar. 17-latek, podobnie jak Poradzisz i Stachulec, dopiero w tym roku zadebiutował w mistrzostwach świata. Przed sezonem można było oczekiwać, że Holender będzie prezentował podobny poziom co Polacy, jednak stało się kompletnie inaczej.
Roonhar postanowił nie zwlekać i od razu wszedł do czołówki F1 Esports. Na większości torów kierowca Haasa miał najlepsze tempo z całej stawki. Głównym powodem, przez który Holender nie wywalczył sensacyjnego tytułu w debiucie był brak doświadczenia i uleganie rywalom w niekomfortowych sytuacjach. Gdy jednak przychodziło co do czego, to Roonhar pokazywał, że jest piekielnie szybkim kierowcą. Swój niesamowity sezon debiutancki 17-latek zakończył na 3. pozycji w klasyfikacji, ulegając jedynie Blakeley’owi oraz Rasmussenowi.
Jak spisali się Polacy?
Tegoroczna kampania F1 Esports była pierwszą od 2019, w której brali udział Polacy. W stawce mieliśmy Tomka Poradzisza, który reprezentował barwy Alfy Romeo. 17-latek wziął udział w 4. wyścigach sezonu. Mogliśmy oglądać go na Imoli, Zaandvort, Meksyku oraz Abu Zabi. Ostatecznie nasz zawodnik zdobył punkt podczas GP Holandii. O dramatycznych okolicznościach, w jakich udało się mu go zalokować przeczytacie klikając w przycisk „zobacz także”. Uważam, że jak na swój debiutancki sezon Tomek Poradzisz nie wykonał złej roboty. Zarówno w Meksyku, jak i w Abu Zabi miał realną szansę na punkty, jednak był wtedy wplątany w incydenty niezależne od niego. Miejmy nadzieję, że w 2023 nadal będziemy mogli oglądać go w najwyższej klasie tych rozgrywek.
Co ciekawe, Tomasz Poradzisz nie był jedynym naszym reprezentantem w tegorocznych zmaganiach F1 Esports Series. W stawce pojawił się również Piotr Stachulec, który ścigał się dla Haasa. 17-latek wziął udział w 6. rundach. W pozostałych jego miejsce zajmował Matthijs van Erven. Niestety nasz reprezentant nie zdobył ani jednego punktu, choć był niesamowicie blisko w Holandii. Piotrek Stachulec pewnie zmierzał po 6. miejsce na mecie, jednak Dani Moreno bezprecedensowo wypchnął go poza tor na tarkę, przez co kierowca Haasa obrócił się i spadł na sam koniec stawki. Na pewno w niektórych momentach sezonu Piotrek pokazywał bardzo mocne tempo, więc miejmy nadzieję, że amerykańska stajnia nadal utrzyma 17-latka w swojej ekipie.
Zaskakująco mocne AlphaTauri
Uważam, że w tej analizie warto również poruszyć wątek zespołu AlphaTauri. Włoską ekipę podczas tegorocznej kampanii reprezentowali Joni Tormala, Josh Idowu oraz Sebastian Job, czyli na papierze kierowcy z podobnym tempem. Dlatego też żaden z nich nie był zawodnikiem etatowym, co rundę wybierany był inny skład. W ostatecznym rozrachunku stajnia z Faenzy zaprezentowała się powyżej oczekiwań. Josh Idowu oraz Sebastian Job pokazali się z fenomenalnej strony. Obaj uplasowali się w czołowej dziesiątce klasyfikacji końcowej i zebrali łącznie ponad 100. punktów. Na dodatek Josh Idowu zdołał aż 3. razy wskoczyć na podium, co było zaskakująco dobrym wynikiem. Niestety jednak od swoich zespołowych partnerów odstawał Tormala. Fin zdołał tylko raz wejść do czołowej dziesiątki i ostatecznie sezon zakończył z 1. punktem. Mimo wszystko dyspozycja Idowu i Joba pozwoliła AlphieTauri zająć 6. miejsce w klasyfikacji konstruktorów z niedużą stratą do Alfy Romeo.
Zawód Ferrari
Na pewno jednym z największych negatywów tegorocznej kampanii w F1 Esports jest Ferrari. Stajnia z Maranello do sezonu 2022 podchodziła bardzo mocnym składem, który tworzyli wcześniejsi mistrzowie, czyli Brendon Leigh oraz David Tonizza, a ekipę uzupełnił Fabrizio Donoso. Na papierze Ferrari wyglądało na pretendentów do walki o czołowe lokaty, jednak rzeczywistość okazała się być zupełnie inna. Jedynym kierowcą włoskiej ekipy, który pokazał się z optymalnej strony był Brendon Leigh. 2-krotny mistrz świata tegoroczną kampanię zakończył na 8. miejscu w klasyfikacji generalnej, zbierając na swoje konto 49 punktów. Co ciekawe, 23-latek zdołał w tym sezonie wskoczyć na podium raz. Miało to miejsce w USA, kiedy to Leigh zajął 3. lokatę, którą wyszarpał po fenomenalnym pojedynku z Opmeerem, Roonharem oraz Boroumandem.
Na całkiem niezłym, choć nie bardzo dobrym sezonie w wykonaniu 2-krotnego mistrza świata, zakończyły się tegoroczne pozytywy dla Ferrari. David Tonizza oraz Fabrizio Donoso zdobyli łącznie zaledwie 30. punktów, co oznacza, że sam Leigh uzbierał ich więcej. Obaj ci kierowcy ani razu nie zakręcili się blisko podium i przez większość swoich występów byli raczej „outsiderami”. Słabe występy Tonizzy i Donoso przeplatane z całkiem solidną dyspozycją Brendona Leigh zagwarantowały Ferrari zaledwie 7. miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Na pewno nie jest to szczyt marzeń dla stajni z Maranello, patrząc na skład jakim dysponowali.
Tragiczna forma Astona Martina oraz Williamsa
Warto również wspomnieć o zespole, który mógł nastawiać się obiecująco na tegoroczną kampanię. Mowa tu Aston Martinie, który do sezonu 2022 podchodził w następującym składzie. Brytyjską stajnię reprezentowali doświadczony oraz we wcześniejszych latach piekielnie szybki Simon Weigang, bardzo obiecujący po świetnych występach w F1 Challangers John Evans oraz zaliczający powrót do stawki Manuel Biancollila. Przed startem sezonu można było oczekiwać walki o czołową piątkę w klasyfikacji, jednak stało się inaczej. Ogromny zawód sprawili Evans oraz Biancollila. Kierowcy ci nie zdołali wejść ani razu do czołowej dziesiątki, a ich forma była bardzo daleka od tej optymalnej. Troszkę lepsze występy notował Simon Weigang, choć zdobycie przez niego zaledwie 16 punktów nie jest zbyt okazałym dorobkiem jak na kierowcę kalibru Niemca.
Kolejnym zespołem, który ma za sobą fatalny sezon 2022 jest Williams. Stajnię z Grove w tegorocznej kampanii reprezentowali bardzo doświadczeni kierowcy, którzy mieli już za sobą całkiem okazałe epizody w F1 Esports. Mowa tu o Alvaro Carretonie, Daniele Haddadzie oraz Shanace Clay’u. Wszyscy z nich we wcześniejszych latach prezentowali niezły poziom, więc Williams mógł liczyć na całkiem solidny sezon. Jak się jednak okazało, dyspozycja stajni z Grove podczas tegorocznej kampanii była dramatyczna. Zdobyli oni zaledwie 8 punktów, z czego największym dorobkiem mógł pochwalić się Carreton, który sezon zakończył z 5 „oczkami”. Jeszcze gorzej zaprezentowali się Haddad oraz Clay, którzy zalokowali kolejno dwa oraz jeden punkt podczas całej kampanii. Na pewno nie był to sezon marzeń dla Williamsa. Zobaczymy, czy stajnia z Grove wykona progres za rok.