Albert Park z kolejną szansą
Uliczny tor zlokalizowany w parku Alberta w Melbourne słynie z kilku rzeczy. Są to między innymi wspaniali kibice, a także pogoda, która w przeszłości wpływała na losy kwalifikacji, a nawet wyścigów. Niestety jednocześnie sam tor nie należy do tych, które gwarantują nam tu emocjonujące ściganie. Nie zagwarantowała nam tego ani pierwotna konfiguracja toru, ani ta, którą wprowadzono w zeszłym roku. Australijski tor o długości 5,278 km gwarantuje nam wysokie prędkości oraz wyzwanie w kwalifikacjach. Niestety w samym wyścigu jedyną szansą na akcję poza momentem startu jest wznowienie po neutralizacji, bądź zmiana pogody. Jeśli chodzi o ten ostatni czynnik to piątkowe treningi mogą odbyć się z udziałem deszczu. Natomiast kwalifikacje oraz wyścig powinny rozegrać się na suchej nawierzchni.
Rok temu wygrał tu Charles Leclerc dla Ferrari przed Sergio Perezem. Natomiast pierwsze podium z Mercedesem wywalczył George Russell. Największą atrakcją wyścigu był Alex Albon zdobywający punkt po pokonaniu aż 57 z 58 okrążeń wyścigu na jednym komplecie twardych opon.
Kto i jakie ma szanse w GP Australii 2023?
Jeśli niezawodność oraz osławiona synchronizacja skrzyń biegów Red Bull Racing nie dadzą o sobie znać to kandydat do zwycięstwa może być tylko jeden. Max Verstappen wygląda na fenomenalnie dobrze przygotowanego do sezonu. Na czele stawki jedynie Fernando Alonso może dostarczyć nam emocji. Hiszpan w ten weekend stanie przed szansą wywalczenia 101. podium w karierze w F1. Co ciekawe, dotychczas wszyscy zawodnicy osiągający taką liczbę podiów w tej serii zdobywali sto pierwsze „pudło” poprzez wygrywanie danego wyścigu. Czy Hiszpan podtrzyma tę passę? To się okaże. Jeśli chodzi o to, co będzie się działo za jego plecami to Mercedes antycypuje, że forma ich ekipy względem Ferrari może wyglądać podobnie. George Russell przed weekendem zwrócił uwagę na podobieństwo między torem w Dżuddzie, a Melbourne pod kątem nawierzchni, a także szybkiego układu zakrętów.
Dalsza część stawki wygląda ciekawiej. Piątą siłą ponownie powinno być Alpine. To oznacza, że zdobycz punktowa ekip z dolnej piątki będzie zależeć od awaryjności aut czołówki. Podobnie może być w kwalifikacjach, choć na ulicznym torze ważny jest nie tylko samochód, alei i budowa pewności siebie. Zobaczymy, kto będzie w ten weekend szóstą siłą w stawce, a także czy Scuderia AlphaTauri i Yuki Tsunoda zdobędą punkty. Coraz więcej uwagi w negatywnym tego słowa znaczeniu może przyciągnąć McLaren. Ekipa z Woking po dwóch rundach okupuje koniec tabeli bez ani jednego punktu na koncie.
Co się działo w międzyczasie?
Przede wszystkim, rozgorzały dyskusje na temat sędziów wyścigowych FIA. Ci wywołali sporo kontrowersji w związku z karą dla Fernando Alonso, którą najpierw uznali za prawidłowo odsłużoną. Jednak potem zmienili oni zdanie nakładając na Hiszpana dodatkową karę dziesięciu sekund. Finalnie zespół Aston Martin wygrał apelację dotyczącą mechanika dotykającego samochodu podnośnikiem podczas odbywania kary powołując się na podobne przypadki z przeszłości. Federacja zapowiedziała uregulowanie tej sprawy w niedalekiej przyszłości. Jednakże na ten moment nadal niczego nie ogłoszono.
Pozostajemy w temacie ciała zarządzającego sportem. W sezonie 2022 mistrzostwa świata żyły między innymi walką ze zjawiskiem, które nosi nazwę porpoising. FIA w celu ograniczenia ryzyka wynikającego z oddziaływania wspomnianego zjawiska na samochody wprowadziła w ostatnich miesiącach szereg zmian. Jednymi z nich były regulacje dotyczące maksymalnej oscylacji pionowej samochodu, którą mierzono za pomocą czujników w trakcie treningów. Jeśli dany samochód przekraczał maksymalne dozwolone wartości to sędziowie techniczni nakazywali takiej ekipie podniesienie samochodu w celu redukcji wspomnianych oscylacji. Dokumentem regulującym tę sytuację była słynna „dyrektywa techniczna nr 39”, którą wprowadzono w połowie sezonu 2022. Jednak zdaniem serwisu RaceFans okazało się, że ową dyrektywę zniesiono i zdecydowano o zaprzestaniu jej stosowania w tym sezonie. Nadal jednak federacja będzie dokonywać samych pomiarów, ale nie wykorzysta ich w celu interwencji w wysokość zawieszenia jakiegokolwiek pojazdu.

Fot. Red Bull Conetnt Pool
Andretti i Panthera kontra Formula Equal
Od jakiegoś czasu trwa batalia Andretti Global o wejście do Formuły 1, które skutecznie blokuje mu Liberty Media. Amerykański zespół miałby wnieść do sportu nie tylko ekwiwalent marketingowy w postaci nazwiska Andretti, ale i markę Cadillac. Liberty Media dało do zrozumienia, że zgłosił się do nich inny projekt, który z oczywistego powodu miałby zyskać błogosławieństwo promotorów serii. Projekt ten nazywa się Formula Equal, a jego twórcą ma być Craig Pollock, który ma dysponować wsparciem finansowym z Arabii Saudyjskiej. Najważniejsze, co na ten moment wiemy o tym projekcie to to, że połowę całego zespołu od kierowców, przez inżynierów aż po zarząd ekipy miałyby stanowić kobiety. Celem organizacji miałaby być promocja kobiet w motorsporcie i ukazanie Arabii Saudyjskiej jako kraju traktującego płeć żeńską na równi z męską. Jest to nic innego jak sportwashing, który od dziesięcioleci jest modny w krajach arabskich.
Z innych istotnych informacji wiemy też, że baza zespołu miałaby znajdować się we wspomnianej Arabii. Kto miałby finansować ekipę, kto będzie nią zarządzał czy też kto dostarczy do niej silnik? Na te pytania nie znamy jeszcze odpowiedzi. Wygląda na to, że Liberty Media z wielką chęcią przyjęłaby taki zespół aniżeli Andretti, co do którego mamy znacznie więcej informacji. W czerwcu dowiemy się, kto przeszedł proces selekcji FIA. Ta wówczas oceni, jak dany kandydat zamierza poradzić sobie z finansami czy kwestiami technicznymi. Następnie kandydaci, którzy przeszli selekcję będą musieli porozumieć się z Liberty Media odnośnie miejsca w stawce. Tu oczywiście mówimy już o sezonie 2026, do którego nie zostało już zbyt wiele czasu.
Pirelli rozważy swoją przyszłość w F1
Włoski producent opon będący wyłącznym dostawcą ogumienia do mistrzostw świata od 2011 roku nie zdecydował jeszcze czy zamierza pozostać w Formule 1. Aktualna umowa wygaśnie wraz z końcem sezonu 2024. To oczywiście otworzyło pole do spekulacji odnośnie tego, kto mógłby zastąpić Pirelli w roli wyłącznego dostawcy. FIA otworzyła przetarg na wyłączną możliwość dostarczania opon do F1 na lata 2025 – 2027 z opcją przedłużenia na 2028. Umowa ma jednocześnie obejmować dostarczanie opon do F2 i F3.
Aktualnie nie wyłonił się jeszcze żaden faworyt. Mówi się, że zainteresowanie wyraził Michelin, który przy poprzednich przetargach lobbował za przejściem na opony 18-calowe, które już wprowadzono do mistrzostw świata. Zainteresowany mógłby być także Hankook, który obecnie dostarcza ogumienie Formule E. Z góry można powiedzieć, że na ten moment F1 nie jest zainteresowany Goodyear, ani przynależąca do niego Dębica. Wynik przetargu powinniśmy poznać jeszcze w tym roku. Przy wyborze decydujące będą nie tylko czynniki finansowe, ale i te związane z ekologią.
Wyścig o GP Australii 2023 w F1 wystartuje w niedzielę, 2 kwietnia, o godzinie 7:00 czasu polskiego. W ten sam weekend odbędą się także GP Argentyny MotoGP oraz wyścig IndyCar na owalu Texas Motor Speedway.