Było bardzo szybko
Jeśli mamy skupić się na pozytywach minionego wydarzenia to na pewno na plus zapiszemy tempo prezentacji. Dziesięć zespołów w niespełna dwie godziny z dwoma przerwami na występy artystyczne zaproszonych muzyków to dobry wynik. Z zegarkiem w ręku można powiedzieć, że każda ekipa dostała minimum siedem minut czasu antenowego. Zwykle sprowadzało się to do wyprowadzenia samochodu – a raczej makiety showcara. Następnie oddawano na moment mikrofon w ręce jednego kierowcy, lub szefa zespołu. Całość zwykle kończyła się wyprowadzeniem auta ze sceny.
Na szczęście nie było aż tak nudno. Każdy zespół przygotował nieco inną oprawę dla swojej części prezentacyjnej, co również jest na plus. Oryginalna była sonda uliczna, jaką zorganizował VCARB i być może ma nawet potencjał na memy i inne wstawki humorystyczne. Natomiast nieco czerstwe okazały się być animacje Astona Martina, które nawiązywały do scen akcji z filmów o agencie 007.

Fot. F1 / X
Myślę jednak, że największe wrażenie zrobił McLaren. Ekipa mistrzów świata spełniła mokry sen wielu kibiców. Otóż jak Williams czy Ferrari przygotowały filmy, w których te historyczne zespoły nawiązywały do swojej historii, tak „pomarańczowi” poszli o krok dalej. Oprócz takiego materiału, ujrzeliśmy także historyczne bolidy mistrzowskie tej stajni. Wśród nich był oczywiście MP4/4 czy poprzedni samochód, z którym McLaren zdobywał mistrzostwo świata konstruktorów, a także mistrzowski bolid Lewisa Hamiltona. Generalnie trzeba powiedzieć, że ten zespół doskonle zagospodarował czas na swoją prezentację i jednocześnie świetnie zagrał na emocjach kibiców.
Jeśli z kolei mielibyśmy wyliczyć wady to taką najpoważniejszą był brak efektu „wow”. Cała gala była do bólu poprawna. Jednakże miejmy też na uwadze to, że dodatkowe atrakcje czy dłuższe rozmowy z kierowcami mogłyby wydłużyć całe wydarzenie do trzech godzin.
Our livery… launched 🚀 #F175 || #RedBullRacing pic.twitter.com/zoVWtQEfUR
— Oracle Red Bull Racing (@redbullracing) February 18, 2025
Niektórzy zagrali F1 na nosie
Ogólnym założeniem tego wydarzenia było przedstawienie malowań zespołów na ten sezon. I dobrą praktyką byłoby utrzymanie go w tajemnicy przed kibicami aż do momentu wtorkowej prezentacji. Jednakże część barw znaliśmy jeszcze zanim odsłonięto je na O2 Arena w Londynie. Mowa tu chociażby o Williamsie, który w Walentynki pokazał nie tylko barwy, ale i całą konstrukcję. Natomiast najśmieszniejszą rzecz zrobił tu Haas. Amerykański zespół oficjalnie opublikował swoje malowanie w Internecie na około pięć minut przed ich „kolejką” na stadionie. Choć należy pamiętać, że pełne barwy, a także sama konstrukcja zostały przyłapane kilka dni temu na Silverstone. Natomiast najbardziej nosa Liberty Media utrze chyba Ferrari, które już dziś pokaże cały nowy bolid SF-25 w Maranello.
— Scuderia Ferrari HP (@ScuderiaFerrari) February 18, 2025
Coś, co „gustowe” tygrysy lubią najbardziej
Faktem jest, że to nie malowanie, a bolid jeździ i zdobywa punkty. Jednakże nie odbiera nam to możliwości oceny każdego z nich. Sauber utrzymał obrzydliwą intensywną zieleń z czernią, ale w tym roku nie objawiło się to w formie kwadracików. Nadal jest kiepsko, ale przynajmniej estetyka się poprawiła. William praktycznie bez zmian względem 2024. Natomiast mocno zaskoczył VCARB. Dawne Toro Rosso zaimplementowało białe malowanie, które mocno przypomina barwy Red Bulla z GP Turcji z lat 2020 i 2021. To kibicom zdecydowanie przypadło do gustu.
Bet you didn’t see this one coming 😏#F1 #VCARB #F175LIVE pic.twitter.com/iv5PLfKvzr
— Visa Cash App Racing Bulls F1 Team (@visacashapprb) February 18, 2025
Z drugiej strony zobaczyliśmy też sporo wzorów, które już znamy. I wcale nie mówimy tu o Ferrari, które dodało kilka białych elementów. Pasek na pokrywie silnika bolidu Scuderii przypomina ten, jaki „czerwoni” zastosowali na prototypie 499P w klasie Hypercar. Bez większych zmian za to był Williams, który wzbogacił się jedynie o naklejki nowego sponsora tytularnego. Natomiast Red Bull Racing można posadzić o zwolnienie całego działu grafików odpowiedzialnych za malowanie. Od 2016 roku widzimy ten sam koncept matowego samochodu, na którym zmieniają się najwyżej naklejki sponsorskie. Metodę kopiuj – wklej zastosował też McLaren, ale w ich przypadku kibice chyba jeszcze nie „przejedli” się tym wzorem i kolorami.
Słowem podsumowania można powiedzieć, że pierwsza tego typu gala przechodzi do historii jako raczej udana. Pomimo krytyki pomysłu po jego ogłoszeniu, okazało się, że udała się ona Liberty Media. Pod koniec bieżącego roku zobaczymy czy promotor F1 zdecyduje się na jej powtórzenie za rok. Teraz jednak to nie ona jest najważniejsza. Już dziś zaczynamy kolejne prezentacje. Zaś w przyszłym tygodniu odbędą się testy w Bahrajnie przed sezonem 2025. Ten wystartuje w połowie marca w Australii.