Sytuacja Nissana nie napawa optymizmem, zwłaszcza jeśli spojrzymy na jego obecną ofertę. Na polskim rynku wybór ogranicza się do kilku modeli SUV-ów i vanów, co trudno uznać za atrakcyjną propozycję dla klientów. Brak świeżości i innowacyjności w gamie produktów sprawia, że marka traci na znaczeniu, a jej przyszłość staje się coraz bardziej niepewna.
Bez zewnętrznego zastrzyku gotówki i gruntownej zmiany strategii Nissan może podzielić los innych upadłych gigantów motoryzacji. Tanie przejęcie przez rywali z Chin wydaje się coraz bardziej realnym scenariuszem, zwłaszcza że japońska firma nie potrafi obecnie przyciągnąć uwagi ani lojalnych klientów, ani nowych nabywców.
Symbol marki odchodzi w zapomnienie
Choć na innych kontynentach sytuacja Nissana jest nieco mniej dramatyczna, wciąż daleko jej do stabilności – to jak przejście z deszczu pod rynnę. Firma ogłosiła niedawno, że wycofuje z oferty legendarny model GT-R, nie planując jego następcy. Ten sportowy samochód, choć nie był liderem sprzedaży, odgrywał kluczową rolę w budowaniu wizerunku marki, będąc symbolem jej technologicznych możliwości.
GT-R, mimo upływu 18 lat od premiery, wciąż imponuje osiągami, konkurując z takimi tuzami jak Porsche czy Ferrari. Jego stopniowe wycofywanie z rynków na całym świecie – najpierw w Australii w 2021 roku z powodu nowych norm bezpieczeństwa, potem w Europie i USA – pokazuje, jak trudne czasy nastały dla Nissana. Ostatnim bastionem modelu była rodzima Japonia, ale i tam produkcja dobiega końca.
Marka poinformowała, że „zakończyła przyjmowanie zamówień” na GT-R, osiągnąwszy „planowaną kwotę produkcyjną”. Decyzja ta oznacza, że kultowy model, który przez lata definiował sportowy charakter Nissana, wkrótce stanie się jedynie wspomnieniem. To cios nie tylko dla fanów, ale i dla samej firmy, która traci jeden z ostatnich elementów wyróżniających ją na tle konkurencji.
Kiedy koniec produkcji Nissana GT-R?
Linie produkcyjne w fabryce Kaminokawa w prefekturze Tochigi zatrzymają się jeszcze w tym roku – najprawdopodobniej w drugiej połowie 2025 roku, choć dokładna data nie została podana. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że ostatnia generacja R35 będzie jednocześnie pożegnaniem z linią GT-R w historii Nissana. Marka dysponuje wprawdzie pewnymi rezerwami finansowymi, które chronią ją przed natychmiastowym bankructwem, ale bez radykalnych zmian w ofercie jej dni mogą być policzone.
Plany dotyczące następcy, czyli GT-R generacji R36, zakładały stworzenie w pełni elektrycznego pojazdu. W obecnych realiach rynkowych taki krok wydaje się jednak chybiony – zamożni klienci odwracają się od napędów bateryjnych, a konkurencja w postaci Tesli czy Lucida oferuje pojazdy łączące dynamikę z praktycznością. Nissanowi coraz trudniej znaleźć niszę, w której mógłby zaistnieć.
Modele takie jak Tesla Model S Plaid czy Lucid Air Sapphire wyznaczają nowe standardy w segmencie sportowych elektryków, pozostawiając Nissana w tyle. Japońska marka, mimo swojej długiej historii, nie potrafi odpowiedzieć na te wyzwania, co stawia pod znakiem zapytania jej zdolność do przetrwania w szybko zmieniającym się świecie motoryzacji.
Strategiczne błędy Nissana
Decyzje podejmowane przez zarząd Nissana, zwłaszcza pod wodzą Makoto Uchidy, od lat budziły kontrowersje. W ciągu ostatnich pięciu lat marka była wielokrotnie ostrzegana, że obrany kierunek prowadzi donikąd, ale nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Przykładem jest projekt z 2023 roku, w ramach którego klasyczny Skyline GT-R R32 został przerobiony na pojazd elektryczny – reakcją fanów było głównie rozczarowanie i krytyka.
Nissan uparcie stawiał na elektromobilność, ignorując głosy klientów, którzy domagali się innych rozwiązań. Próby narzucenia „zielonej wizji” zamiast wsłuchania się w potrzeby rynku mogą teraz okazać się gwoździem do trumny japońskiego producenta. Jeśli firma upadnie, będzie to pierwszy przypadek dużego gracza w branży, który poniósł klęskę z powodu nieuwzględniania preferencji swojej klienteli.