Connect with us

Czego szukasz?

Samochody

Nawet profesjonaliści nie radzą sobie z absurdalnie ciężkim nowym BMW M5. Potwierdza to wypadek w MotoGP

Niezbyt często dostajemy wiadomości o tym, że profesjonalny kierowca rozbija samochód, który z założenia ma zapobiegać wypadkom. Tym razem jednak mamy do czynienia z nowym BMW M5, które – jak się okazuje – nawet w rękach zawodowców może okazać się nie lada wyzwaniem. Jeden z takich incydentów miał miejsce niedawno na torze Circuit of the Americas (COTA), gdzie M5 pełniło rolę samochodu bezpieczeństwa w MotoGP, a jednak zakończyło swój występ w sposób spektakularny i kosztowny.

bmw m5 motogp
Fot. BMW

Samochód, który w zamyśle miał być symbolem precyzji i bezpieczeństwa, zszedł na dalszy plan, gdy kierowca – próbując efektownie pokonać zakręt driftem – stracił nad nim kontrolę i uderzył w barierę. Nie był to drobny incydent – auto po wielokrotnym kontakcie z przeszkodami najprawdopodobniej nadaje się już tylko na złom. To wydarzenie rzuca światło na problemy, z którymi boryka się nowa generacja M5 – zarówno pod względem konstrukcji, jak i masy.

Nie da się ukryć, że BMW stworzyło pojazd, który budzi kontrowersje. Waży ponad 2,5 tony, co czyni go jednym z najcięższych modeli w swojej klasie, a hybrydowy napęd, choć nowoczesny, wydaje się być bardziej kulą u nogi niż atutem. W efekcie nawet doświadczeni kierowcy, tacy jak ci obsługujący safety car na COTA, mają trudności z okiełznaniem tej maszyny – zwłaszcza w mniej sprzyjających warunkach, jak mokra nawierzchnia.

ZOBACZ TAKŻE
Co oznacza akronim BMW? Wbrew pozorom historia nie jest taka prosta

Sprzedaż BMW M5. Chwilowy sukces czy początek końca?

BMW z dumą podkreśla, że nowe M5 cieszy się sporym zainteresowaniem na rynku, ale czy ten entuzjazm potrwa długo? Początkowy sukces sprzedażowy opiera się na kilku filarach: lojalności fanów marki, którzy kupują każdą nową generację, wprowadzeniu wersji kombi przyciągającej nowych klientów oraz hybrydowego napędu, który – przynajmniej na papierze – obniża zużycie paliwa. Dzięki temu w krajach jak Holandia czy Francja M5 może być tańsze w eksploatacji niż klasyczna M3 z silnikiem spalinowym.

Jednak te atuty mogą okazać się krótkotrwałe. Po pierwsze, lojalni klienci kupują często w ciemno, nie zagłębiając się w szczegóły techniczne – ale co się stanie, gdy odkryją, że auto jest ciężkie, powolne i niepraktyczne? Po drugie, hybrydowy napęd, choć obniża oficjalne spalanie, w rzeczywistości nie zapewnia oczekiwanej dynamiki – po wyczerpaniu baterii osiągi spadają do poziomu mniejszej M3, co dla fanów serii M jest rozczarowaniem.

Trzecim czynnikiem napędzającym sprzedaż są mechanizmy podatkowe i dotacje na hybrydy, ale i tu kryje się pułapka. Gdy minie początkowa fascynacja, a właściciele zmierzą się z wysokimi kosztami wymiany baterii za kilka lat, entuzjazm może szybko wyparować. Eksperci przewidują, że podobnie jak w przypadku Porsche czy innego modelu BMW – XM – sukces M5 będzie tylko chwilowy, a potem czeka je bolesny spadek popularności.

Hybrydowa pomyłka. Czy BMW straciło wyczucie?

Nowe M5 miało być krokiem naprzód, ale wielu zarzuca mu, że jest krokiem w bok – i to nieudanym. Hybrydowy napęd, który miał połączyć ekologię z osiągami, w praktyce przynosi więcej problemów niż korzyści. Auto waży absurdalnie dużo, a dodatkowa masa nie przekłada się na lepsze osiągi – w porównaniu z poprzednikiem M5 przegrywa, gdy bateria się wyczerpie, co podważa sens całej konstrukcji.

Krytycy wskazują, że BMW mogło pójść w ślady konkurencji, stawiając na lżejsze i bardziej dopracowane rozwiązania, zamiast pakować do auta skomplikowany system, który utrudnia życie kierowcom. Incydent na COTA, gdzie profesjonalny kierowca nie zapanował nad M5, tylko potwierdza te zarzuty. Drift, który zakończył się kraksą, nie był przypadkiem – to efekt nieprzewidywalnego zachowania samochodu, który raz przyspiesza, raz zwalnia, zależnie od kaprysu hybrydowego układu.

BMW wydaje się być chwilowo zaślepione pierwszymi wynikami sprzedaży, ale historia pokazuje, że takie podejście rzadko się opłaca. Gdy kurz opadnie, a klienci zaczną dostrzegać wady – od ogromnej masy, przez słabe osiągi po potencjalne koszty serwisowe – marka może zmierzyć się z falą krytyki. Wypadek na torze jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, która może zatopić reputację tego modelu.

\
Reklama