Ponad 20 lat tradycji
Nazwa Motor Show fanom motoryzacji znana jest od 2000 roku. Wówczas zdecydowano się wydzielić wystawę samochodową z czerwcowych Międzynarodowych Targów Poznańskich i utworzyć osobną, wiosenną imprezę. W pierwszych latach jej istnienia nie odbywała się ona regularnie, dopiero w 2010 roku na stałe pojawiła się w kalendarzu, zajmując miejsce między połową marca a połową kwietnia. Było tak aż do 2020 roku, gdy z powodu pandemii imprezę najpierw przełożono na czerwiec, a następnie odwołano. To samo wydarzyło się rok później, gdy mimo ustalenia od początku czerwcowej daty, Motor Show się nie odbył. W związku z powyższym głód targów, a co za tym idzie oczekiwania, były naprawdę spore.
Ostatnie „przedpandemiczne” edycje tej imprezy były organizowane z prawdziwym rozmachem. Regularnie na przestrzeni kilkunastu hal pojawiało się nawet 200 wystawców (wliczając w to oczywiście firmy z branży mechanicznej, warsztatowej, detailingowej czy tuningowej), a producenci i importerzy aut gwarantowali 50-60 premier, nie tylko polskich, ale i czasami europejskich. Wspomnieć możemy chociażby Hyundaia Elantrę w 2016 roku. Największe marki prześcigały się w robieniu tytułowego „show”, sprowadzając prototypy supercarów (jak Mercedes-AMG Project ONE w 2018 roku) czy rajdowe i wyścigowe potwory (chociażby bolid F1 Alfa Romeo w 2019 roku). Normą były prezentacje aut kilkanaście dni po światowej premierze na targach w Genewie, a plac między halami 3 i 10 był pełen aut do jazd próbnych (pamiętacie armię Audi E-Tronów kilka lat temu?) lub zabudowany torem sprawnościowym Skoda AutoLab.

Tak było jeszcze kilka lat temu…
Jak na tym tle wypada Motor Show 2022?
Cóż… Jeśli w tym roku podobnie jak autor tekstu wchodziliście na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich od strony Dworca Głównego, po minięciu kas i zapłaceniu 4 zł za wieszak – ponieważ 140 zł wydane na czwartkowy VIP DAY to nadal było zbyt mało dla organizatora – jako pierwsze zobaczyliście… wiertarki. Przy całym szacunku do mojego ulubionego producenta elektronarzędzi, firmy Milwaukee, ten sektor zazwyczaj był zarezerwowany dla aut Mercedes-AMG. W najgorszym razie dla ogromnych kamperów i samochodów terenowych. Dalej można było zapoznać się z ofertą wyposażenia warsztatowego, części zamiennych, opon czy wszystkiego, czego można się spodziewać po Targach Techniki Motoryzacyjnej.
Gdzie zatem ulokowano Motor Show, skoro w hali 3A, od lat zajmowanej przez koncern Volkswagena prezentowano uszczelki, bębny hamulcowe i wyważarki do kół? Wspomniany już dziedziniec został podzielony na strefę foodtrucków, pusty plac oraz parking dla gości i wystawców. Na ofertę spożywczą nie można było narzekać, bo na każdym rogu wystawy dodatkowo kryła się kontenerowa kawiarenka MTP Cafe. Wymieniony wyżej plac miał posłużyć do pokazów motocyklowej kaskaderki oraz driftu. O tym jednak przedstawiciele mediów i VIP-y się nie przekonali – pokazy planowane były tylko na „zwykłe” dni imprezy.
VIP DAY potraktowany po macoszemu
Po przejściu przez nienadmuchany jeszcze baner TVN Turbo moim oczom ukazał się pawilon nr 5, który krył najważniejszą część wystawy. W zasadzie nie część, a… całość. W sąsiedniej hali nr 6 znajdowały się bowiem stanowiska firm tuningowych, detailingowych, zespołów rajdowych czy też wyścigowych. Można było przyjrzeć się driftowozowi Kuby Przygońskiego i zbić piątkę z samym kierowcą, można było też porozmawiać o technikaliach Formuły Student, chociażby z poznańskim zespołem PUT Motorsport. Wróćmy jednak do clou programu, do esencji targów – do premier nowych samochodów i prezentacji prototypów zapowiadających nadchodzące modele.

Jedna z pięciu ekip Formuły Student na targach
W tym roku na Motor Show koncept carów było okrągłe zero. Zero. To co napiszę za chwilę, pozwoli wam zrozumieć dlaczego tak się stało. Otóż… pojawił się tylko jeden producent. W zasadzie to przedstawicielstwo polskiego importera, no ale zawsze jest to oficjalna reprezentacja. Co najbardziej zaskakujące, nie był nim zazwyczaj licznie reprezentowany Volkswagen, Peugeot czy Ford, tylko koreański Ssangyong. Przygotował on nawet premierowy pokaz specjalnie na targi – krajowy debiut świętowała elektryczna odmiana crossovera Korando. We wstępie mówiłem o 60 premierach – na tegorocznych targach była tylko jedna! A przynajmniej jedyna zorganizowana bezpośrednio przez producenta importera. W ramach ciekawostki – obok Ssangyonga pokazano też nową markę wkraczającą na nasz rynek, czyli chińskiego Skywella.
Czym zatem wypełniono pozostałą część hali?
Jeden koniec zajęła kolejna z wspomnianych już kawiarenek, biuro targów oraz scena Kongresu MOVE, w tym roku mocno skupiającego się na elektromobilności. Z drugiej strony hali z kolei rozstawiła się ekipa TVN Turbo, reprezentowana chociażby przez Adama Klimka, Patryka Mikiciuka czy Grzegorza Dudę. Każdy z nich przywiózł też jeden ze swoich samochodów, ustawionych na mocno utrudniającym zrobienie zdjęć jaskrawoczerwonym dywanie. W czwartek, podczas Press/VIP DAY, telewizyjna scena pozostawała jednak pusta. Tak samo, jak smutny plac świętego Marka, czekający na weekendowe pokazy zwariowanych motocyklistów.

Fot. Piotr Orpel
Resztek honoru Motor Show 2022 bronili dilerzy
MB Motors, dealer Mercedesa, zaprezentował chociażby modele EQS i EQB, czy też nową C-klasę w nadwoziu kombi. Zdecydowanie szerszą ofertą pochwalić się mogła Grupa Karlik. Zobaczyć mogliśmy chociażby:
- nowego Range Rovera, po raz pierwszy w Polsce,
- Land Rovera Defendera V8 w obu wersjach nadwozia,
- Jaguara F-Pace SVR,
- Hyundaia Ioniq 5,
- nowego Peugeota 308,
- nowego DS 4,
- różne modele Bentleya i Rolls Royce
- elektryczne Renault Megane E-Tech – również po raz pierwszy w naszym kraju
- Ferrari SF90 Spider, F8 Tributo i kilka McLarenów

Fot. Piotr Orpel
Ostatnie luki zapełnili chociażby znany biznesmen/celebryta/pasjonat motoryzacji Joseph Amissah „The Collection” oraz firma LEVC, produkująca elektryczne londyńskie taksówki oraz bazujące na nich auta dostawcze.
Podsumowując – 4 dni, jeden producent, jedna premiera, zero koncept carów, jedna wypełniona hala i 57 tysięcy osób, które mogły w lepszy sposób spędzić ten kwietniowy weekend. Osobiście byłem na wszystkich edycjach Motor Show i Targów Techniki Motoryzacyjnej od 2009 roku. Na ostatnich 3 wydarzeniach robiłem regularnie po 400-500 zdjęć, przechodziłem po 20 kilometrów i nie byłem w stanie obejrzeć wszystkiego przez 8 godzin. W tym roku zdjęć zrobiłem 70, obejście całości w bardzo powolnym tempie zajęło 2 godziny, a zamiast robić drugą rundkę skupiłem się na wypiciu kawy i zjedzeniu kanapki z pastrami w strefie food trucków. Nie widzę przyszłości przed poznańskimi targami, nie w tej formie. Z racji wielu spędzonych tutaj dni i wieloletniego sentymentu, życzę im jednak jak najlepiej.