Nowe ograniczenie prędkości za chwilę nie tylko w Walii
BBC donosi, że we wtorek po południu walijski parlament przegłosował ustawę, która zmniejszy maksymalną dozwoloną prędkość w miastach z 30 mil na godzinę do 20 mil na godzinę od przyszłego roku. To tak, jakby limit w Polsce został zmniejszony z 50 km/h do 30 km/h. Według dokładnych przeliczeń to 48 km/h i 32 km/h, co tak naprawdę niewiele zmienia. Prawo to wejdzie w życie w Walii we wrześniu 2023 roku. Co ciekawe, Szkocja planuje wprowadzić identyczne przepisy.
Zwolennicy ograniczenia prędkości mają argumenty oczywiste dla tej sytuacji. Najważniejszym jest oczywiście próba zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Z najnowszych danych walijskiej policji wynika, że połowa wszystkich obrażeń powstałych w wypadkach ma miejsce na drogach o maksymalnej prędkości 30 mil na godzinę. Co ciekawsze, liczba ta wzrosła w ostatnich latach, bowiem w 2018 roku było to 40%. Według wyliczeń obniżenie maksymalnej dozwolonej prędkości ma siedmiokrotnie zwiększyć szansę na przeżycie osoby potrąconej przez samochód.
Drugim najważniejszym powodem jest rzecz jasna ochrona środowiska. Walia ogłosiła kryzys klimatyczny w 2019 roku i zobowiązała się do neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2050 r. Mniejsza dozwolona prędkość ma na celu zachęcenie ludzi do zmiany swojego zachowania i częstszego chodzenia, jazdy na rowerze czy korzystania z komunikacji publicznej.
Wśród ważnych powodów wymienia się również… oszczędności finansowe. Wprowadzenie ograniczenia do 20 mil na godzinę w miastach będzie kosztować 33 miliony funtów, ale prawodawcy obiecują oszczędności w wysokości 58 milionów funtów w perspektywie 30 lat. Jak to wyliczono? Głównym ich źródłem ma być zmniejszenie zapotrzebowania na służby ratunkowe i ograniczenie kosztów leczenia.
Co mówią przeciwnicy?
Przeciwnicy wprowadzenia nowych przepisów także mają jasne argumenty. Podnoszą, że wielu ludzi po prostu nie może podróżować pieszo, rowerem czy komunikacją miejską. Może to być spowodowane nie tylko sytuacją zdrowotną, ale także stanem faktycznym. Chodzi tu rzecz jasna o niewystarczającą infrastrukturę lub niedostosowany do potrzeb wszystkich mieszkańców transport publiczny.
Przeciwnicy wskazują także, że takie decyzje powinny zapadać po dokładnej analizie na szczeblu lokalnym, a nie rządowym. Władze Walii przyznały zaskoczone skalą protestów, że obniżenie limitu może być w niektórych miejscach nie najlepszym pomysłem, więc… pozwoli lokalnym władzom na wprowadzenie wyjątków.