W historii F1 znaleźć możemy pięć zawodniczek, który rywalizowały w F1: Maria Terese de Filippis (1958-1959), Lella Lombardi(1974-1976), Divina Galica (1976, 1978), Desiré Wilson (1979) oraz Giovanna Amati (1992).
Wśród tej piątki jedynie Lella Lombardi zdobyła punkty w królewskiej klasie. Miało to miejsce podczas GP Hiszpanii na torze Montjuïc w 1975 roku. Włoszka zajęła wówczas szóste miejsce, ponieważ wyścig został przerwany na 29. kółku z powodu wypadku Rolfa Stommelena. Lella wywalczyła 0,5 pkt.
W ostatnich latach byliśmy świadkami spięcia między kobietami w motorsporcie. Carmen Jorda, która miała możliwość jazdy bolidem F1 oraz bolidem Formuły E przyznała, że kobiety powinny starać się wejść do elektrycznej serii, ponieważ nie jest tak wymagająca fizycznie. Oburzyło to wówczas m.in Tatiane Calderon, która jakiś czas temu ogłosiła, że zostanie mistrzynią świata F1. a niedawno podjęła się zaangażowania w serię Super Formula.
Ostatnią kobietą, która brała udział w weekendzie wyścigowym F1 była Susie Wolff, która jechała w treningu na torze Silverstone w 2014 roku. Patrząc na skład F1 oraz ewentualny powrót Fernando Alonso i Roberta Kubicy w sezonie 2021, a także młodych kierowców z niższych serii m.in. Roberta Shwartzmana, Juri Vipsa i Micka Schumachera, raczej żadna kobieta w najbliższych latach nie zasili królowej sportów motorowych.
– Musimy spojrzeć na przyszłe pokolenie talentów Ferrari. Nasza Akademia szuka również kobiet. Powinny być częścią szkolenia i będziemy nad tym pracować, aby nastąpiło to w jak najbliższym czasie. Nasza idea pokazuje, że Ferrari zawsze inwestuje, aby być najlepsze w perspektywie długoterminowej – powiedział Mattia Binotto.