Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Ricardo Rosset – 107% to dla niego… za mało | Największe niewypały F1

Poprzednim bohaterem w artykule z serii Największe niewypały F1 był Szwajcar, Jean-Denis Deletraz. W królowej sportów motorowych zawitał w połowie lat 90. i za swoje “osiągnięcia” został określony mianem “typowego pay-drivera”. Tym razem pozostaniemy w podobnych klimatach, przesuniemy się w czasie zaledwie o rok od odejścia Szwajcara. Poznamy kierowcę, który chyba nie potrafił pogodzić się z tym, że najzwyczajniej w świecie jest za słaby na Formułę 1. Obwiniał wszystkich i wszystko, nasuwał teorie spiskowe, lecz nie zauważył, że to on jest swoim największym problemem. Oto historia znienawidzonego przez mechaników kierowcy, czyli Ricardo Rosseta.

Opublikowano

w dniu

Ricardo Rosset - Lola 1997
Fot. F1 / Twitter

Ricardo Rosset: Początki krótkiej kariery

Ricardo Rosset urodził się 27 lipca 1968 roku, w brazylijskiej miejscowości znanej z tego, że odbywa się tam wyścig Formuły 1. Oczywiście chodzi o Sao Paulo i tor Interlagos. Jego rodzina jest znana w kraju, ponieważ firma, którą prowadzą jest najbardziej wpływową grupą włókienniczą w Ameryce Łacińskiej. Młody Ricardo szukał dla siebie zajęcia i ostatecznie znalazł je. Były nim starty w wyścigach. Pierwsze wzmianki o udziale Rosseta pojawiły się w 1992 roku, wtedy 24-letni Brazylijczyk wziął udział w Formule Opel Lotus Euroseries. Zajął wówczas 17. miejsce w końcowej klasyfikacji i z optymizmem spoglądał na przyszłość.

Rok później kariera Ricardo nabrała rozpędu, gdyż dołączył do brytyjskiej Formuły 3. Ścigał się tam u boku takich kierowców, jak Pedro de la Rosa, czy Jan Magnussen. W barwach zespołu Alan Docking Racing, co prawda ani razu nie wygrał, lecz 3 razy stawał na podium. Całą rywalizację zakończył na bardzo dobrej piątej lokacie. O dziwo to nie wszystko, co spotkało Brazylijczyka na początku startów.

W kolejnej kampanii było jeszcze lepiej! Nasz bohater regularnie punktował, a końcówka sezonu w jego wykonaniu była znakomita. Fantastyczna passa zaczęła się dominacją na torze Snetterton, gdzie Ricardo Rosset zdobył tryplet – pole position, zwycięstwo i najszybsze okrążenie wyścigu. Później cztery razy z rzędu stawał na podium, a w klasyfikacji końcowej zajął piąte miejsce. Ciekawostką może być to, że jednym z rywali na torze był obecny dyrektor Red Bulla, Christian Horner.

w 1995 roku, Ricardo Rosset zadebiutował w Formule 3000, czyli ówczesnym odpowiedniku Formuły 2. Tam nasz bohater nie przestraszył się, a wręcz przeciwnie, ścigał się na równi z innymi. Poradził sobie znakomicie, wygrał w dwóch wyścigach, a raz stawał na drugim stopniu podium. Ostatecznie zakończył rywalizację z wicemistrzostwem. To osiągnięcie zostało docenione przez zarząd pewnego zespołu z królowej sportów motorowych.

ZOBACZ TAKŻE
Jean-Denis Deletraz - co on wyprawia?! | Największe niewypały F1

Rychły awans do Formuły 1

Po bardzo udanym sezonie, zarząd zespołu Footwork Arrows postanowił wykorzystać wiarę w talent Brazylijczyka oraz… hojne wsparcie sponsorów kierowcy. Tu zaczęto zastanawiać się nad tym, czy nie będzie kolejnym pay-driverem. Jednak wówczas jego wyniki nie wydawały się złe, dlatego postanowiono dać mu szansę pokazania się. Jego zespołowym partnerem został bardziej doświadczony Holender, ojciec Maxa Verstappena – Jos. Sezon po raz pierwszy rozpoczął się na torze Albert Park w Australii. Początek dla naszego bohatera nie był najgorszym na świecie, gdyż zakwalifikował się na osiemnastym miejscu, tracąc do Verstappena 0.9 sekundy. Jak się za chwilę dowiecie, jak na niego to nie tak sporo. Wracając, Ricardo Rosset przejechał cały dystans wyścigu i dojechał na dziewiątym miejscu! Co prawda, do mety dojechało zaledwie jedenastu kierowców, lecz mimo to, nie był to zły rezultat dla debiutanta.

Podczas kolejnego Grand Prix, które odbyło się w domowej Brazylii, Rosset jeszcze bardziej zbliżył się do Holendra. Stracił do niego zaledwie 0.3 sekundy. Wyścigu jednak nie ukończył, z powodu obrotu na mokrej nawierzchni. Kolejne starty były, lekko mówiąc przeciętne. Na osiem następnych wyścigów, do mety dojechał zaledwie dwa razy. Brazylijczyk popełniał sporo błędów, które kosztowały go i jego mechaników cały wysiłek. W Argentynie został wyprzedzony na starcie przez oba bolidy fatalnego Forti. Rosset twierdził, że nie zauważył świateł, lecz przez długi czas nie mógł sobie z nimi poradzić.

Najlepszym rezultatem Ricardo było ósme miejsce wywalczone na Węgrzech, jednak był ostatnim, który dojechał do mety. Do lidera stracił wówczas 3 okrążenia. Przez cały sezon, liczący 16 wyścigów, Rossetowi ani razu nie udało się pokonać Verstappena. Zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigach. Jego straty do Holendra w kwalifikacjach sięgały przeszło dwóch sekund. Nienajlepszy początek. Już w tym miejscu nasz bohater zaczął obwiniać mechaników za to, że padł ofiarą spisku. Uważał, że bolid na ówczesny sezon przestał być rozwijany, ponieważ zespół wykupił Tom Walkinshaw.

Ciekawa historia w zespole Lola

Po skargach pracowników zespołu na Rosseta, Arrows postanowił nie przedłużać z nim kontraktu. Swoje pieniądze przeniósł do nowego zespołu – MasterCard Lola. Jego nowym zespołowym partnerem został włoski debiutant, Vincenzo Sospiri. Cały zespół został stworzony od zera, w 1995 roku przetestowano prototypowy bolid, który nie został dopuszczony, ponieważ nie miał pokrywy silnika. Szef zespołu, Eric Broadley zapewniał o starcie zespołu z własnymi silnikami V10 w sezonie 1998.

Start został jednak przesunięty o rok wcześniej, to z uwagi na presję ze strony głównego sponsora Loli, MasterCarda. Postawiono ultimatum, albo zespół wystartuje w 1997, albo nie otrzyma wsparcia finansowego. Ostatecznie do GP Australii wystawiono bolid z fatalnym silnikiem V8 oraz z jeszcze gorszym nadwoziem. Samochody Loli nawet nie zmieniały poprawnie biegów. W kwalifikacjach obaj kierowcy nawet nie zbliżyli się do granicy 107%. Debiutant Sospiri okazał się o przeszło sekundę szybszy od Rosseta. Kiepski prognostyk dla Brazylijczyka. Po nieudanym Grand Prix, firma MasterCard postanowiła przestać finansować zespół i tak oto zakończyła się jedna z najkrótszych historii zespołów w Formule 1.

Ricardo Rosset i początek jego końca

W 1998 roku, Ricardo Rosset otrzymał ofertę startu w zespole Tyrrell, od nowego właściciela zespołu, Craiga Pollocka. Brytyjczyk kupił zespół, z myślą o przekształceniu go w British American Racing w 1999 roku. Na sezon 1998 szukał dwóch “pay-driverów”, którzy mieli zapewnić zastrzyk gotówki. Po tym, jak ogłoszono Rosseta, jako kierowcę zespołu, były właściciel Ken Tyrrell był tak wściekły, że opuścił zespół. Nowym zespołowym partnerem Brazylijczyka był Japończyk, Toranosuke Takagi, który debiutował w królowej sportów motorowych. Mimo to, Rosset był o prawie dwie sekundy wolniejszy od debiutanta. Bolesny cios. Wyścigu zaś nie ukończył, z powodu awarii skrzyni biegów. Schemat w kwalifikacjach powtórzył się w trzech kolejnych startach, Takagi był o wiele szybszy od Brazylijczyka. Japończyk nie był wybitnym kierowcą, walczył na poziomie początku drugiej dziesiątki, a mimo to był lepszy.

Po czasie, Ricardo Rosset stwierdził, że jest celowo spowalniany przez swój zespół, ponieważ w Tyrrellu, jak sam wspomniał “działały dwie siły”. W 2003 roku stwierdził, że “frakcja Hondy” faworyzuje japońskiego kierowcę, co jest przyczyną słabych rezultatów Brazylijczyka. Sytuacja analogiczna do tej z 2019 roku. Wówczas niektórzy kibice uważali, że w zespole Williamsa specjalnie podrzucano Kubicy słabsze podzespoły, niż Russellowi. Zostawmy teorie spiskowe na boku, wróćmy do naszego bohatera. W kolejnym wyścigu, a dokładniej w Hiszpanii, Rossetowi nie udało się zmieścić w 107% czasu lidera. Tym samym nie zakwalifikował się do wyścigu. Rzadkie osiągnięcie, które zostało powtórzone w Monako. Tam doszło do jeszcze ciekawszej sytuacji.

ZOBACZ TAKŻE
Toranosuke Takagi: Prawdziwy wyścigowy samuraj

Kwalifikacje w Monako i kolejne wpadki

Po kolejnej wpadce Rosseta, jego mechanicy musieli naprawić bolid kierowcy, który nawet nie przeprosił ich za swój błąd. Uważał, że to była wina pojazdu, którego kąt skrętu był za mały. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i postanowił udać się do sklepu Brazylijczyka. Nazwa “ROSSET” została zmieniona na “TOSSER”, co w lekkich słowach oznacza osobę głupią.

 

Cudem okazały się kwalifikacje do GP Francji, gdzie po raz pierwszy Rosset pokonał swojego zespołowego partnera. Powtórzyło się to jeszcze tylko raz. Wkrótce powiększył jednak swój dorobek wyścigów, do których się nie kwalifikował, ponieważ dokonał tego jeszcze 3 razy. Jego najlepszym rezultatem w sezonie 1998 było ósme miejsce wywalczone w Kanadzie. Pomijam fakt, że do mety dojechało dziewięciu kierowców. Z pewnością nie jest to powód do nadmiernego zadowolenia.

Ostatnią wpadką Rosseta w Formule 1 był start podczas pamiętnego GP Belgii. Po wielkim karambolu, w przeciwieństwie do innych kierowców, Brazylijczyk wydaje się, że się zagapił Wjechał w gąszcz porozbijanych pojazdów ze sporą prędkością, ale szczęśliwie nikomu nie stała się krzywda. Po sezonie nasz bohater postanowił zakończyć karierę i wrócić do rodzinnego interesu.

Ricardo Rosset i chwilowy powrót do sportu

Po siedmiu latach, Ricardo Rosset postanowił, że wróci do sportu, ponieważ za bardzo tęsknił za rywalizacją. Tym razem wziął udział w brazylijskich mistrzostwach GT3, gdzie, w opozycji do startów w Formule 1, szło mu całkiem nieźle. W ogólnym rozrachunku, w sezonie 2008 zajął ósme miejsce w klasyfikacji końcowej, z czterema zwycięstwami na koncie i jedenastoma podiami. Dwa lata później w Porsche GT3 Brazil zdobył tytuł mistrzowski, co powtórzył w 2013 i 2015 roku. Jak widać, najprawdopodobniej to tam odnalazł swoje powołanie. Od 2016 roku Rosset nie wykazuje aktywności sportowej, przynajmniej dotychczas.

Podsumowanie

Po bardzo udanej karierze juniorskiej wydawało się, że Ricardo Rosset może sobie poradzi w Formule 1. Jak widać, osoby, które tak uważały, myliły się. Brazylijczyk totalnie nie odnalazł się w wielkim świecie, a sukcesy, które święcił na rodzimym podwórku w kolejnych latach są raczej na skromnym poziomie. Bardzo ciężko jest znaleźć przyczynę tego stanu rzeczy. Z jednej strony Rosset miał bardzo trudny charakter, nie potrafił przyznawać się do błędów i obwiniał wszystko dookoła, poza samym sobą. Z drugiej zaś strony startował w zespołach, które nie oszukujmy się, nie święciły triumfów. Tylko jak wytłumaczyć fakt, że w tych samych bolidach, Ricardo przegrywał nawet z debiutantami? Być może kierowca dostał za mało czasu na testowanie i zapoznanie się z samochodami tej klasy? Nie wiem, trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama