Czego szukasz?

Formuła 1

Z paliwem czy bez paliwa? Dyskwalifikacja BAR-Hondy

Ekipa BAR-Honda stała się rewelacją sezonu 2004. W sezon 2005 wkroczyła jednak z problemami – zarówno natury technicznej, jak i prawnej.

BAR-Honda 2005
Fot. Twitter

Grand Prix San Marino 2005 pamiętane jest głównie z fantastycznego pojedynku Fernando Alonso z Michaelem Schumacherem – wyjątkowej walki na ostatnich okrążeniach pomiędzy dwiema wielkimi gwiazdami sportu i symbolicznego końca dominacji 7-krotnego mistrza świata.

Trzecią pozycję, włączywszy się do walki na ledwie moment, zajął wtedy Jenson Button z zespołu BAR-Honda. Dla panującego wówczas wicemistrza świata konstruktorów, start nowego sezonu okazał się bardzo wymagający. Wkrótce problemy pojawiły się już nie tylko na torze – ale także za kulisami. Konkretnie, w postaci zatargu z FIA.

2-1=605?       

Niedługo po ceremonii rozdania trofeów delegaci techniczni weszli do parku zamkniętego i rozpoczęli standardowe badanie samochodów. Kontrola przebiegała sprawnie aż do czasu, gdy przedmiotem testów stał się bolid oznaczony symbolem 007. Na co dzień prowadził go właśnie Button. Zważywszy bolid z paliwem i bez niego, delegaci odkryli, że ma on niedowagę, lecz nie to przysparzało wątpliwości. Wyniki wskazywały na duże prawdopodobieństwo zamontowania w samochodzie drugiego, ukrytego zbiornika, który mógł pomieścić nawet 11 kg paliwa.

Oznaczało to, że samochód mógł teoretycznie podróżować po torze poniżej wagi minimalnej, ustalonej wówczas na 600 kg na kwalifikacje i 605 kg na czas wyścigu. Zaskoczeni kontrolerzy natychmiast udali się do kierownictwa zespołu. BAR-Honda zapewniła ich jednak, że drugi zbiornik jest konieczny do prawidłowej pracy układu paliwowego, a bolid nigdy nie złamał regulaminu.

Argumenty przyjęto, a trzecie miejsce Buttona i szósta lokata drugiego samochodu Takumy Sato zostały potwierdzone. FIA dopatrzyła się jednak poważniejszego problemu i ponownie wszczęła postępowanie. Po pierwsze, udowodnienie, że ekipa wpompowała tyle paliwa, ile było trzeba, graniczyło z niemożliwością. Po drugie zaś, zespół mógł po prostu kłamać a propos ilości cieczy, która pozostała w baku po zawodach.

ZOBACZ TAKŻE
Grand Prix San Marino 2005. Bitwa stulecia o zwycięstwo na torze Imola

W normalnych warunkach, by sprawdzić rzeczywistą wagę bolidu po wyścigu, należało opróżnić główny bak. Jednakże dzięki ukrytemu zbiornikowi, część paliwa nadal mogła pozostawać w samochodzie, z dala od oczu sędziów. Przy odpowiednich wyliczeniach ta resztka mogłaby umożliwić przejście testu ważenia. I to pomimo faktu, iż w centralnym baku nie było już ani kropli życiodajnej dla silnika mieszanki.

FIA doszła do tych samych wniosków i wniosła sprawę do Sądu Apelacyjnego, domagając się kary wykluczenia BAR-Hondy z całego sezonu oraz ukarania ich grzywną w wysokości co najmniej miliona euro. W złożonym wniosku wyjaśniano: – Zespół z premedytacją chciał uzyskać nieprawną i nieuczciwą przewagę nad resztą ekip. Zadziałał w ten sposób szkodliwie wobec rywalizacji i wobec sportu motorowego w ogóle.

Batalia sądowa

W odpowiedzi na zgłoszenie powołano komisję czterech sędziów, która przystąpiła do realizacji procedur. Stajnia z siedzibą w Brackley natychmiast zareagowała poprzez powołanie swojego prawnika i dostarczenie dowodów, które miały wykluczyć ich winę i oczyścić imię z wszelkich zarzutów. Argumentacja opierała się na istnieniu kolektora paliwowego (nie zbiornika), o którym delegaci na torze rzekomo mieli być poinformowani.

Zespół przyznał, iż nie wypompował z niego paliwa przed ważeniem, ale wedle prawa wcale nie musiał tego robić. W świetle reguł ów kolektor nie był przecież traktowany jako zbiornik. W tym aspekcie zespół nie poczynił jednak dostatecznie wyczerpującego dochodzenia – pozostawiając lukę, którą FIA konsekwentnie wykorzystała. Federacja zdiagnozowała, że ekipa dopuściła się celowego oszustwa poprzez zatuszowanie faktów.

– Zaprojektowanie systemu paliwowego w taki sposób, by zmylić delegatów poprzez założenie, że z samochodu wypompowano paliwo, kiedy w rzeczywistości tego nie zrobiono, oznacza, że zespół jest winny przedstawienia fałszywych dowodów.

Po dwugodzinnych obradach komisja zdecydowała się przychylić do tego wytłumaczenia. Oficjalne oświadczenie Sądu brzmiało: – Wykonana przez zespół prezentacja zużycia paliwa nie gwarantuje, iż bolid był zgodny z wymagania dotyczącymi wagi minimalnej w trakcie trwania zawodów.

Może to się wydawać skomplikowane, ponieważ do powyższego oświadczenia dodano następującą notkę. – Sąd nie ma możliwości, by za pomocą podanych dowodów stwierdzić, czy Lucky Strike BAR-Honda popełniła oszustwo z premedytacją. Czy nie kłóci się to z pierwszym zdaniem? W tym wypadku nie, zespół bowiem musiał zostać ukarany za wyczyny w GP San Marino. Ponadto, nie poprosił o potwierdzenie, czy używany przez nich system jest legalny. Komisja uznała to za godne pożałowania zaniedbanie, podtrzymując wyrok.

Reperkusje

Na szczęście dla zespołu, zrezygnowano z podjęcia radykalnych kroków. Skończyło się na dyskwalifikacji obu kierowców z GP na Imoli, sześciomiesięcznym zakazie startów w zawieszeniu na rok, a także na wykluczeniu zespołu z dwóch kolejnych rund sezonu – Grand Prix Hiszpanii i Grand Prix Monako. Spowodowało to spore zmiany w rezultatach. Na trzecie miejsce wskoczył Alex Wurz, który zastępując Juana Pablo Montoyę, odjechał swój pierwszy wyścig od 2000 roku. Warto też wspomnieć o czwartym miejscu Jacquesa Villeneuve’a w Sauberze, co stanowiło dużą niespodziankę. Na ostatnią punktowaną lokatę, miejsce ósme, wskoczył z kolei Vitantonio Liuzzi – już w debiucie powiększając dorobek Red Bulla.

ZOBACZ TAKŻE
GP San Marino 1982, czyli eskalacja konfliktów w Formule 1

Kierownictwo BAR-Honda naturalnie nie zgadzało się z werdyktem. Dyrektor techniczny Geoff Willis przekonywał, że w żaden sposób nie złamano zasad. – Nigdy nie pozwoliłbym nikomu w zespole, by postąpił niezgodnie z przepisami. Podzielamy uczciwe podejście.

Podjęto jednak decyzję, by zaprzestać walki z wiatrakami. – Udajemy się do domu, chłopaki pakują sprzęt, sytuacja jest zrozumiała – mówił Nick Fry przed GP w Barcelonie. Szef ekipy nie chciał ryzykować grożących ekipie dodatkowych kar, włączając w to wspomniane wyrzucenie z mistrzostw. Max Mosley, prezes FIA, zwykł surowo obchodzić się z oszustami i podtrzymywał, że kara jest pobłażliwa. – Sprawa jest prosta. Poproszono zespół, by wypompował 15 litrów paliwa. Nie zrobili tego, ale powiedzieli co innego. Wobec tego sądzę, że potraktowano ich łagodnie.

Wśród kolegów z padoku BAR też nie znalazło poparcia. Otwarcie skrytykował ich chociażby Mike Gascoyne, zajmujący bliźniacze w stosunku do Willisa stanowisko, ale w zespole Toyoty. Zupełnym zbiegiem okoliczności, BAR-Honda nie wystartowała też w trzecim z kolei wyścigu na torze Indianapolis, lecz tę historię wszyscy znamy. Farsa z oponami Michelin i chaos na etapie podejmowania decyzji skazały kibiców na oglądanie atrapy zawodów z udziałem sześciu samochodów. Historia lubi płatać figle – większość winy za ten incydent, poza producentem opon, ponosi…Max Mosley.

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama