Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Zapomniana historia Nelsona Piqueta Jr. | Historia motorsportu

Nelson Piquet Jr. odszedł z F1 w niesławie. Jednak jego debiutancki sezon nie był wcale tak jednoznaczny, jak zwykło się uważać. Oto historia syna 3-krotnego MŚ F1.

Nelson Piquet Jr.
Fot. Twitter/F1 in the 2000s

Pierwsze skojarzenie z Grand Prix Singapuru 2008? Bezsprzecznie afera Crashgate. Drugie? Jej początek – Nelson Piquet Jr., który rozbija się w zakręcie nr 17, tracąc przyczepność tylnej osi po zbyt gwałtownym naciśnięciu pedału gazu. Żółte flagi natychmiast zapalają się w trzecim sektorze, chwilę później na tor wyjeżdża samochód bezpieczeństwa. Po półtorej godziny wygrana pada łupem Fernando Alonso.

Rok później kariera Piqueta w F1 jest już skończona. Zespół Renault wyrzuca Brazylijczyka po rozczarowującej pierwszej połowie sezonu, a Nelson wraz z ojcem rozpoczynają batalię o nagłośnienie prawdopodobnie największego skandalu w historii sportu. Gdzieś w tym wszystkim ginie historia młodego kierowcy z Kraju Kawy – znacznie ciekawsza niż się na pierwszy rzut oka wydaje. I na pewno nie dająca się opisać jednym słowem.

F1? Damy radę…

W chwili dołączenia do stawki Nelson Angelo Piquet, szerzej znany jako Nelsinho Piquet, był czwartym synem mistrza świata, któremu udało się dostać do Formuły 1. Pod swoje skrzydła wziął go zespół Renault. Młody Piquet, cieszący się znakomitą karierą juniorską, już dwa lata wcześniej wpadł w oko Flavio Briatore. Włoch wyciągnął go z ramion BAR-Hondy, gdzie Brazylijczyk poznawał tajniki F1 podczas sesji testowych.

Piquet miał bogate CV. W wieku ośmiu lat dominował na swoim podwórku w kartingu pod okiem surowego ojca, trzykrotnego mistrza świata. Gdy podwoił swój wiek, przekonał już Piqueta Seniora na tyle, by ten pozwolił mu zakończyć szkołę i przenieść się do bolidów jednomiejscowych – gdzie z finansowaną rodzinnym majątkiem ekipą Piquet Sports jak burza przechodził kolejne kategorie – m.in. Brytyjską F3, GP Makau, a wreszcie GP2.

W grudniu 2007 roku Piquet wreszcie osiągnął swoje marzenie – potwierdzono go jako partnera powracającego Fernando Alonso. Zaaferowany z dawna wyczekiwaną posadą, był zdecydowany pokazać swoje umiejętności. – To fenomenalna okazja zadebiutować w jednym z najlepszych zespołów, obok jednego ze zdecydowanie najlepszych kierowców. Dla debiutanta nie ma lepszego sposobu na start niż jazda obok dwukrotnego mistrza świata – diagnozował przed mikrofonami.

Nie do końca świadomy kosztów, jakie ponoszą debiutanci, Piquet był dobrej myśli. Poprzedni rok spędził jednak głównie na pokazach ulicznych i dniach marketingowych. Szumnie zapowiadany przez Renault program testów dał Brazylijczykowi ledwie kilka dni na przygotowania w samochodzie. Na jego szczęście, Briatore nie nakładał presji – Nelsinho miał doskonalić rzemiosło i prezentować tempo, do jakiego przyzwyczaił w tym krótkim okresie przygotowawczym.

To będzie dla mnie trudne wyzwanie […]przyznawał Piquet, ale nie dawał się zdołować. – Fernando nie jest dla mnie kolegą, którego muszę pokonać. Muszę po prostu uczyć się od innych, a nie próbować od razu z nim wygrywać. Jeżeli będę walczył, naciskał i bił się koło w koło jak za mistrzostwo, to się pogubię.

Bolesna konfrontacja

Już u progu sezonu Piquet ścierał się z nieprzychylnymi pogłoskami. Plotki mówiły, że etat zawdzięcza wyłącznie Heikki Kovalainenowi. Fin rozwijał się szybko i Briatore postanowił go zwolnić, obawiając się, że postawi wyzwanie Alonso. Cały świat obserwował implikacje zażartej rywalizacji kolegów z zespołu w McLarenie, więc Flavio, przeczuwając możliwą powtórkę z rozrywki, za wszelką cenę chciał uniknąć implozji. Piquet miał nie sprawiać Alonso problemów.

Do inauguracyjnego GP zakwalifikował się na 21 z 22 miejsc – przegrał nawet z bolidami Force India. Na starcie przebił się na 12. miejsce, ale z uszkodzeniami musiał wycofać się na 31. okrążeniu. Briatore, co intrygujące, nie skrytykował go za ten wyczyn – co jeszcze ciekawsze, za wyczyn dokładnie taki, jaki ojciec Piqueta osiągnął w swoim debiucie. 

– Jest młody, nie ma na nim żadnej presji. Zobaczymy, co wydarzy się w Malezji. Na razie może być spokojny – tłumaczył Flavio. Piquet miał jednakże poważne kłopoty z przystosowaniem się do bolidu – zwłaszcza w newralgicznych obszarach zarządzania ogumieniem i wyciągania tempa pod dużym obciążeniem paliwem. Podczas gdy Alonso zaskakiwał w czasówkach, Nelsinho walczył o wyjście z Q1.

ZOBACZ TAKŻE
Najbardziej ikoniczne malowania kasków w historii Formuły 1

Brazylijczyk już raz przeżył taki rok. W GP2 w sezonie 2005 testy rokowały pozytywnie, ale w wyścigach czegoś brakowało. – Przewidywałem, że ze spokojem znajdę się w czołowej trójce – wspominał dziennikarzowi Stephenowi Mossowi. – Podczas sesji większość czasu byłem pierwszy, drugi albo trzeci, ale w wyścigach samochód zaczął się notorycznie psuć.

Stare demony powracały. Co prawda na samą niezawodność Piquet nie narzekał, ale pięciu z siedmiu pierwszych rund nie ukończył. W Hiszpanii zakwalifikował się na 10 miejscu, ale rywalizację zakończył kolizją z Sebastienem Bourdais. W Turcji przebijał się przez stawkę, lecz finiszował na 15. pozycji. Monako miało większy potencjał, ale został on rozbity o energochłonną barierę w Sainte-Devote. Zagrywka va banque ze zmianą gum była odpowiednia, ale nie udało się zapewnić przyczepności tylnej osi.

Presja na barkach

Z zerowym dorobkiem punktowym Piquet był rozczarowaniem roku. Sam nie krył się z tym, że sezon układał się w pasmo niepowodzeń, ale nie tracił wiary. – Miałem trochę pecha, popełniłem też kilka błędów, ale jestem debiutantem i wciąż uczę się F1. Weekend przechodzi tutaj tak szybko […], trzeba od razu złapać porozumienie z samochodem. Przyzwyczajam się do tego i staram się robić wszystko, co w mojej mocy […].

Dla Renault, mimo zapowiedzi Nelsinho, że punkty przyjdą prędzej czy później, nastał czas poprawy. Dyrektor sportowy ekipy otwarcie do niej wzywał: – […] Nelson musi mieć więcej lepszych momentów niż gorszych, i musi zrobić to jak najszybciej. F1 to biznes, bardzo poważny biznes. Po drugiej stronie barykady, Pat Symonds z działu technicznego wyrażał się nieco łagodniej: Powtarzałem to często, ile znaczy dla sportowca wiara w siebie. Wszystko, co musi zrobić Nelson, to przekroczyć granicę i uwierzyć w siebie [a dobre wyniki przyjdą same – przyp. red.].

Nadzieje pokładano w Kanadzie. To tam przed rokiem tendencję odwrócił Kovalainen, który również zawodził Flavio na starcie rywalizacji. Piquetowi się to nie udało – podczas wyścigu obrócił się, ale na swoje usprawiedliwienie miał wadliwe hamulce. Z całego weekendu starał się wyciągnąć kilka pozytywów, a do nadchodzących zawodów na Magny-Cours podchodził optymistycznie.

Moim celem będzie Q3 i zdobycie punktów. Dobrze znam ten tor i to powinno ułatwić mi jazdę […] Pozostajemy skupieni, myślę, że po prostu muszę ciężko pracować i wyniki przyjdą. Zespół mnie wspiera, mamy jeszcze jedenaście wyścigów do końca roku […] Jestem pewien, że możemy zakończyć sezon mocnym akcentem.

W istocie, we Francji bolid spisywał się znakomicie i Nelson potwierdził, że konfiguracja nitki sprzyja jego stylowi jazdy. Zakwalifikował się na dziewiątym miejscu i przytomnie odpierał ataki duetu McLarena. W końcowej fazie wyścigu przypuścił nawet udany atak na Alonso, zdobywając pierwsze oczka za siódme miejsce.

Praca w cieniu

Do tej pory, poza wynikami, Brazylijczykowi przeszkadzała reputacja, a raczej jej pozory. Piqueta postrzegano jako talent, któremu drogę do F1 wykupił ojciec. Talent, któremu zdarzało się pokonywać Hamiltona, ale w ostatecznym rozrachunku, to Brytyjczyk zawsze wychodził na czoło. Wreszcie talent, który był, zdaniem części ekspertów, nazbyt arogancki i przeświadczony o własnej sile.

A jak było naprawdę? Wspomniany Stephen Moss przyznawał, że na pierwszy rzut oka Piquet wydawał się opryskliwy. – Nie chce spojrzeć mi w oczy, wierci się na krześle, cały czas sprawdza zegarek – pisał w reportażu. Wrażenie okazało się mylne. Nelsinho za osobliwą maską niecierpliwości i egoizmu ukrywał własną nieśmiałość.

ZOBACZ TAKŻE
Synowie mistrzów świata F1. Dlaczego rzadko się ich wspomina?

Świadomie uciekał od obrazu (dość stereotypowego), jakiego dorobił się jego ojciec. Obrazu bon vivanta padoku, wiecznie balansującego na krawędzi playboya. – Nie mógłbym żyć jak playboy nawet gdybym chciał. Nie wiem, co to za życie […] – tłumaczył Nelsinho. – Wszystko zrobiłem sam, dojrzałem i jestem gotowy pokazać, że mam możliwości wspięcia się wyżej i pokazywania się z dobrej strony.

Na doskonaleniu umiejętności spędzał wiele dni. Rutynowe codzienne treningi odbywał w większości samodzielnie, korzystając jedynie z pomocy trenera personalnego do zwiększenia ich efektywności. – Zawsze pracowałem sam – wspominał. – Mój ojciec bywał na wyścigach, ale nigdy nie opierałem się na nim, poza stroną finansową. W sprawach technicznych zawsze byłem ja i mój inżynier i mechanicy. Ojciec Nelsona odsunął się na boczny tor, gdy tylko młody Piquet wyjechał do Europy. Od tego czasu Brazylijczyk rozwijał się na własnych zasadach.

Konsekwentnie szedł do przodu, ale o wyniki wciąż było trudno. Na Silverstone w iście monsunowym deszczu stracił panowanie nad samochodem i wyleciał w żwir. Straty powetował sobie w Niemczech – kiedy plotki o jego rychłej dymisji znów nabierały na sile, a jego zespołowy kolega stwierdził, że dla Nelsinho kolejne punkty mogą okazać się zbyt dużym wyzwaniem.

Światełko w tunelu

Hiszpan przez pewien czas miał rację – w czasówce Piquet zajął katastrofalne siedemnaste miejsce. Na dystansie pierwszej części wyścigu niczego z tego nie odrobił. W desperackiej próbie ratowania wyniku Renault postanowiło zatankować bolid ilością paliwa o 30 galonów większą niż statystycznie. Ciężki samochód mocno niszczył opony.

Gdy jednak Timo Glock stracił panowanie nad Toyotą i z impetem uderzył w mur, Piquet znalazł się w pozycji idealnej. Tuż przed kraksą Niemca zjechał na jedyny pit-stop i wyprzedził wszystkich, kiedy aleja zakotłowała się podczas tankowania po neutralizacji. Dysponując relatywnie lekkim samochodem, walczył o triumf.

Czasami okrążeń przebijał nawet Alonso, ale Lewis Hamilton miał więcej asów w rękawie. Piquet zachował zimną krew i postanowił nie ryzykować nadmiernie, próbując powstrzymać Brytyjczyka wszelkimi możliwymi sposobami. Wyprzedzony przez Lewisa, obronił się przed Felipe Massą i dowiózł drugie miejsce dla Renault.

To był jego moment chwały, na który w pełni zapracował. – Jestem oczywiście bardzo zadowolony. Po kwalifikacjach myślałem, że to koniec weekendu, ale postawiliśmy na agresywną strategię, a zespół dokonał dobrych decyzji w czasie samochodu bezpieczeństwa. Potem musiałem już tylko skoncentrować się i trzymać tempo przy jednoczesnym doglądaniu opon. Wiedziałem, że Lewis jest ode mnie szybszy, więc nie chciałem podejmować zbędnego ryzyka. Drugie miejsce to znakomita nagroda dla całego zespołu – relacjonował.

Zapytany przez reporterów ITV, czy teraz fortuna się do niego uśmiechnie i zacznie regularnie meldować się w czołówce, odpowiadał: Nie sądzę, by to wiele zmieniło […]. Gdyby wyścig potoczył się normalnie, raczej nie byłbym w stanie zdobyć takiej pozycji. To dla mnie nadal trudne. […] Powoli, powoli się poprawiamy, ale mamy niekiedy problemy: kwalifikacje, opony – nie najlepiej idzie mi przystosowanie się do nich. […] Wciąż musimy się znacznie poprawić – puentował.

Wzloty i upadki

Dzięki wprowadzanym na bieżąco innowacjom model R28 stawał się coraz szybszy, ale Piquet tylko na Hungaroringu dotrzymał im kroku. W dość chaotycznym wyścigu przeciął linię mety na szóstej lokacie. Niestety w Walencji i na Monzy był tylko statystą, a w Belgii wyścigu nie ukończył. Potem wydarzył się Singapur.

Dlaczego Piquet zgodził się na kraksę? Na rozprawie sądowej tłumaczył: Z całego serca żałuję swojej decyzji, by podążyć zgodnie z zaleceniami. […] Teraz nie mogę uwierzyć, że zgodziłem się na ten plan, ale wtedy, kiedy go usłyszałem, czułem, że nie mogę się sprzeciwić. Koszmar tamtej nocy pozbawił Brazylijczyka złudzeń a propos polityki Flavio Briatore. Bagaż emocjonalny ciągnął się za nim aż do końca kariery w F1.

Poradził sobie z nim w Japonii, gdzie doskonale dopasowany bolid umożliwił Alonso zwycięstwo. Piquet przebił się wysoko i przez moment naciskał Kimiego Raikkonena w walce o trzecie miejsce. Finiszował czwarty – zachwycony zespół, dysponujący teraz samochodem niemal równym czołówce, podniósł obu kierowców na ręce w czasie fety pod podium.

Dla Brazylijczyka był to łabędzi śpiew. W Chinach dołożył jedno oczko, ale przed rodzimą publicznością nie zapracował na oklaski. Już na pierwszym okrążeniu popełnił kosztowny błąd i obrócił się, uderzając w barierę. W toku tego szalonego roku zgromadził łącznie 19 punktów w stosunku do 61 hiszpańskiego kolegi, stając się kolejną ofiarą Alonso. 

ZOBACZ TAKŻE
Grand Prix Singapuru 2008. Pierwszy nocny wyścig w historii F1

Sezon 2009 można z kolei opisać tylko jednym słowem – katastrofa. Renault przegapiło okazje związane z nowymi regulacjami. Fernando potrafił okazjonalnie zdobywać punkty, ale Piquet znów znacząco od niego odstawał. W pierwszych trzech rundach nie przebił się przez Q1, a w Chinach dwa razy rozbijał się i dojechał na odległej 16 pozycji.

Jedynym pozytywnym akcentem okazały się Niemcy. Na Nurburgringu ograł Alonso w kwalifikacjach, ale punktów nie zdobył. Kiedy nie dorzucił się do dorobku zespołu również na Węgrzech, Briatore postanowił go wyrzucić.

Epilog

Decyzja Włocha poruszyła lawinę. Nelsinho wysłał do FIA oficjalne oświadczenie, w którym wypunktował wszystkie detale tamtego feralnego weekendu na torze Marina Bay. W odpowiedzi, Renault wszczęło przeciw niemu postępowanie, oskarżając Piquetów (w walkę włączył się również ojciec kierowcy) o fałszywość i działanie na szkodę zespołu. Po sądowych rozprawach i wzajemnym obrzucaniu się inwektywami, Piquet otrzymał rekompensatę finansową, ale do F1 już nigdy nie wrócił. Przez moment łączono go z posadą w Ferrari (po kontuzji Massy), ale włoski zespół optował za Fisichellą.

Do dziś Brazylijczyk ma w padoku swoich zwolenników i zagorzałych przeciwników. Dla jednych jest ofiarą systemu działania Briatore i jego podwładnych – zwyczajnym niespełnionym talentem, dodatkowo skrzywdzonym niebywałym skandalem. Dla innych pozostaje oszustem, który najpierw zgodził się na zaprzeczenie idei sportu, a potem nieomal doprowadził swój zespół do upadku. Po ogłoszeniu postanowień sądu, Briatore i Symonds opuścili ekipę. Wycofali się także dwaj poważni sponsorzy: tytularny sponsor ING oraz wspierająca Alonso Mutua Madrilena, mocno ograniczając budżet.

Prawdziwego potencjału Nelsinho Piqueta w bolidzie królowej motorsportu już nigdy nie poznamy. Czy rzeczywiście miał szansę rzucić rękawicę dawnemu rywalowi, Hamiltonowi? Czy mógł liczyć na więcej laurów, gdyby pozwolono mu na prawidłowy rozwój i nie wciągnięto w rujnującą karierę farsę? Piquet przez lata nie chciał już rozmawiać o F1. Kiedy w 2017 roku zapytano go, czy ewentualnie chciałby wrócić, odrzekł: W odpowiednich warunkach tak. Ale mając na koncie przygodę z NASCAR, Formułą E (w tym mistrzowski tytuł) oraz Stock Car i WEC, to już scenariusz science-fiction.

5/5 (liczba głosów: 3)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama