Nasze profile w mediach społecznościowych

Testy nowych samochodów

TEST | Ford Puma ST X 1.5 EcoBoost M6 – zabawka dla dużych chłopców

Hot hatche zawsze wywołują u nas sporo emocji. Jednak w ostatnim czasie coraz częściej przybierają one postać crossoverów, a więc samochodów mających uterenowiony charakter. Ich producenci zarzekają się, że łączenie skrajności w tym przypadku nie jest niczym trudnym. Testowany przez nas Ford Puma ST pokazuje, że da się pogodzić oba te światy… nawet z pewną przewagą dla sportu. Zapewnia przy tym mnóstwo frajdy praktycznie z każdego przejechanego kilometra i wręcz skłania do „złego”.

Opublikowano

w dniu

Ford Puma ST
Fot. Piotr Parys

Ford Puma kojarzony jest z niewielkim coupe, które wytwarzano w latach 1997-2002. Samochód był popularny zwłaszcza wśród młodych ludzi. W 2019 roku, po 17 latach nieobecności Ford powrócił do tej nazwy. Tym razem przyjął ją miejski crossover o równie uwodzicielskich kształtach co pierwowzór. W ubiegłym roku mieliśmy okazję sprawdzić 155-konną odmianę ST-Line i już wtedy samochód zrobił na nas dobre wrażenie. Od razu wiedzieliśmy, że ma on potencjał do wykorzystania. Gdy miesiąc później zadebiutował Ford Puma ST, wiedzieliśmy, że będzie on świetnym hot hatchem… a właściwie hot crossoverem. Opis zakończyliśmy takim zdaniem: Z pewnością auto będzie dawało świetną frajdę z jazdy. Nie możemy się już doczekać testu wersji ST. Teraz, gdy jesteśmy już po teście wersji ST, możemy śmiało stwierdzić, że byliśmy w błędzie… jest bowiem jeszcze lepiej niż się spodziewaliśmy.

Ford Puma ST – uśmiechnięta i sympatyczna „żaba”

Ford Puma ST już samym swoim kolorem przyciąga spojrzenia przechodniów. Otóż nasz egzemplarz wyposażono w jaskrawozielony lakier metalik Mean Green (opcja za 5000 zł), który świetnie pasował do zgrabnego, aczkolwiek dość masywnego nadwozia miejskiego crossovera. Uważamy, że jest to najlepszy lakier w całej gamie Pumy, choć jednocześnie też najdroższy. Bardzo dobrze komponował się on z czarnymi akcentami Pumy ST w postaci grilla o strukturze plastra miodu z czerwonymi emblematem ST, przedniego splittera z napisem FORD PERFORMANCE, ramek wokół szyb, plastikowych wstawek na rantach drzwi, obudów lusterek, opcjonalnego dachu panoramicznego (4390 zł), całkiem sporego spojlera wieńczącego i wydłużającego optycznie dach oraz napisu PUMA na klapie bagażnika. Podobały nam się także 19-calowe felgi o wzorze gwiazdy, które skrywały pomalowane na czerwono zaciski hamulcowe.

Ford Puma ST

Tak jak wspomnieliśmy już rok temu przy okazji testu wersji ST-Line, Puma sprawia wrażenie małego Porsche Macana, m.in. za sprawą przodu z „uśmiechniętym” grillem oraz charakterystycznymi okrągłymi reflektorami LED-owymi i masywnymi nadkolami. Lusterka boczne umieszczono na poszyciu drzwi. Co ciekawe, pomimo, że wystają one znacznie poza obrys karoserii, mają one dość niewielkie rozmiary. W praktyce okazuję się w zupełności wystarczające dla niewielkiego, bowiem mierzącego raptem 4186 mm długości crossovera. Niepotrzebnie jednak zwiększają szerokość pojazdu, co bywa niekiedy problematyczne, zwłaszcza przy wymijaniu na wąskiej drodze. Generalnie jednak Ford Puma ST wygląda jak przystało na rasowego hot hatcha… pardon, „hot crossovera”. Zapomnieliśmy też wspomnieć o jeszcze jednym wyróżniku wersji ST, jakim są dwie okrągłe końcówki układu wydechowego.

Sporo sportowych detali, zarówno z zewnątrz, jak i w kabinie

W kabinie Pumy ST znajdziemy m.in.  spłaszczoną u dołu kierownicę z logo ST, sportowe fotele Recaro z Alcantarą i skórą po bokach, aluminiowe nakładki na pedały, dywaniki z napisem ST, przeszycia szarą nicią oraz listwy progowe z napisami Ford Performance. Kierowca może wybierać pomiędzy poszczególnymi trybami jazdy za pomocą dedykowanego przycisku na kierownicy lub też włączyć od razu tryb Sport za pomocą umieszczonego tuż obok przycisku S. Ciekawie prezentują się też listwy ozdobne na desce rozdzielczej ze szczotkowanego włókna węglowego (lub jego imitacji). 

Ford Puma ST - wnętrze

Wykonanie przyzwoite, choć jest jedna poważna wpadka

Jak na miejskiego crossovera, jakość wykonania jest przyzwoita. Mamy bowiem miękką górną część deski rozdzielczej oraz skórzane obicia na drzwiach i podłokietnikach. Pewien niesmak budzi jednak spasowanie pewnych elementów. O ile przyciski na kierownicy czy panelu klimatyzacji nie budzą zastrzeżeń (tak samo boczki drzwi), o tyle latający tunel środkowy wraz z podłokietnikiem to po prostu jakiś koszmar. W aucie za 150 000 zł coś takiego nie ma prawa się zdarzyć! Mieliśmy wrażenie, że cały tunel środkowy zaraz się wyłamie – po prostu wstyd i żenada. Możecie to nawet zobaczyć w naszej relacji na Instagramie. Już nawet nie wspominamy o trzeszczącym ekranie multimediów (wolnostojący), co akurat jest wybaczalne. Na szczęście jazda Pumą ST pozwoliła szybko zapomnieć o tej dość poważnej przecież wpadce.

Multimedia i ergonomia wymagają nieco dopracowania

Nim jednak przejdziemy do clou naszego testu, wspomnimy o paru innych kwestiach dotyczących wnętrza. Otóż pod względem ergonomii Puma wypada dobrze, choć system multimedialny SYNC3 sprawia wrażenie przestarzałego. Jego reakcja na dotyk i brak fizycznych przycisków-skrótów potrafiły irytować. Czasem zdarzało mu się nawet zawiesić. Plus za obecność Android Auto i Apple CarPlay, choć w obecnych autach uznajemy to raczej za standard niż ekstra dodatek. Resztę przycisków rozsądnie rozplanowano, także na kierownicy oraz panelu klimatyzacji. Także obsługa komputera pokładowego jest intuicyjna. Pewną rysą na ergonomii jest natomiast brak wysuwanego podłokietnika oraz tylko jedno gniazdo USB-A obok drążka zmiany biegów. Jego umiescowienie sprawia, że kabel potrafi przeszkadzać przy zmianie biegów. Zabrakło także podłokietnika dla pasażerów tylnego rzędu siedzeń.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Ford Puma 1.0 Ecoboost 155 mHEV ST-Line - powrót drapieżnika

Pod względem praktyczności Puma prezentuje się przeciętnie. Zarówno z przodu jak i z tyłu jest dość ciasno, choć same siedziska okazują się wygodne, przynajmniej dla szczupłych osób. Wsiadanie do tyłu utrudnia nieco mały otwór po otwarciu drzwi. Zabrakło też wejścia USB dla pasażerów tylnego rzędu (jest za to USB-C w schowku). Spory jest natomiast bagażnik, gdyż jego pojemność wynosi 456 litrów lub 1216 po złożeniu oparć kanapy. Warto jednak dodać, że litry „nabija” duży schowek pod podłogą, który zawiera dodatkowo odkręcany korek odpływowy, pozwalający na spuszczenie wody niczym z wanny. Minus należy się natomiast za brak choćby zestawu naprawczego (trochę słabo ze strony producenta). Gaśnicę i trójkąt umieszczono w dość nietypowym miejscu, bowiem pod fotelem pasażera.

Wyposażenie dość bogate

Wyposażenie testowanej Pumy ST było bogate i obejmowało szereg systemów bezpieczeństwa, np. układ martwego pola czy monitorowania ruchu poprzecznego przy cofaniu, tempomat (niestety zwykły), czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz dobrej jakości kamerę, 8-calowy dotykowy ekran systemu infotainment z nawigacją GPS, 12,3-calowy wyświetlacz wirtualnych zegarów, klimatyzację automatyczną, sterowanie głosowe, podgrzewane fotele, kierownicę i przednią szybę, przyciemniane tylne szyby czy elektrycznie otwieraną klapę bagażnika (1960 zł). Na szczególne pochwały zasłużył także bardzo dobry system audio firmy Bang&Olufsen.

Puma ST - detal

Ford Puma ST i jej niepozorne serce

Przechodzimy wreszcie do konkretów, więc „bestii”, która drzemie pod maską… A raczej bestyjki, bo ma ona raptem 1.5 litra pojemności i 3 cylindry. Jednostka pochodzi oczywiście z Forda Fiesty ST. Rozwija ona 200 KM i 320 Nm. Silnik ten korzysta z bezpośredniego wtrysku paliwa, zmiennych faz rozrządu oraz ma aluminiowe blok i głowicę a także zintegrowany z głowicą kolektor wydechowy. Wyposażono go także w system dezaktywacji jednego cylindra przy mniejszym obciążeniu. Moc trafia na przednie koła za pośrednictwem 6-biegowej skrzyni manualnej. Przyspieszenie 0d 0 do 100 km/h wynosi 6,7 s a prędkość maksymalna 220 km/h. Sportowy crossover Forda waży 1358 kg. Plus za obecność tradycyjnego hamulca ręcznego.

Miła niespodzianka

Trzeba przyznać, że podchodziliśmy początkowo do napędu Pumy ST dość sceptycznie. Przecież 3 cylindry i tak mała pojemność trochę mijają się z wyobrażeniem o hot hatchu. Wystarczyła jednak chwila za kierownicą pojazdu, byśmy zmienili zdanie. Przede wszystkim brzmienie jednostki napędowej okazało się zaskakująco dobre… Co ważne, nie było ono zasługą głośników, lecz wydechu, który posiadał jedną aktywną klapę sterującą przepływem spalin. Pozwalało to na efektowne strzały w trybach Sport oraz Track (wówczas automatycznie wyłączało się ESP). Za to przecież lubimy hot hatche.

Ford Puma ST od razu budzi uśmiech na twarzy

Druga kwestia to osiągi. Podawane przez producenta 200 KM okazało się naprawdę energicznym stadem, gdyż samochód (zwłaszcza w Sporcie) wręcz wyrywał ochoczo do przodu, niekiedy nawet wciskając w fotel. Podawane przez producenta przyspieszenie jest zatem jak najbardziej realne. Spora w tym zasługa dobrze zestrojonej skrzyni biegów, która miała krótkie drogi lewarka, a poszczególne biegi wchodziły szybko i precyzyjnie, co już samo w sobie sprawiało przyjemność. Mały Fordzik czuł się dobrze zwłaszcza powyżej 3000 obr./min., gdyż poniżej tej wartości dało się odczuć pewną turbodziurę. Zaś już powyżej 4000 obr./min. wyrywał wręcz z impetem. Dopiero powyżej 160 km/h dało się odczuć, że mamy do czynienia z małym silnikiem, gdyż wówczas zaczynało mu brakować tchu.

Puma ST podczas jazdy

Takie osiągi muszą jednak iść w parze z odpowiednio zestrojonym zawieszeniem. W tym przypadku również Ford Puma ST nas nie zawiódł. Zresztą amerykański producent wprowadził sporo zmian w zawieszeniu swojego crossovera. Objęły one bowiem stabilizatory, nową belkę skrętną (sztywniejsza o 40% w porównaniu do Fiesty ST), inne sprężyny oraz zmienione nastawy amortyzatorów. Poprawiono też reakcje układu kierowniczego (o 25%) a w układzie hamulcowym zastosowano o 17% większe tarcze niż w standardowej Pumie. Przednie tarcze mają 325 mm średnicy. W naszym egzemplarzu był też opcjonalny pakiet Performance zawierający mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, układ Launch Control oraz sportowy wskaźnik momentu zmiany biegów (4650 zł).

Układ jezdny godny hot hatcha

Faktycznie trudno doczepić się do układu jezdnego Pumy. Samochód prowadzi się niemal jak po sznurku, z łatwością pokonując kolejne zakręty, zaś bezpośredni układ kierowniczy o progresywnej charakterystyce działania zapewnia optymalne czucie tego, co dzieje się z kołami. Do sportowego charakteru auta pasują także ostre jak brzytwa hamulce, które wydają się być wręcz stworzone do ostrej, zero-jedynkowej jazdy. Owszem, komfort jazdy został dość mocno ograniczony przez sztywne zawieszenie i spore koła (225/40 R19), jednak wciąż Puma potrafi zapewnić niezbędne minimum komfortu na co dzień, nie licząc większych wybojów czy uskoków.  Za dobre prowadzenie auta odpowiadają także świetne opony Michelin PilotSport 4S. Czasami jednak, przy gwałtownym ruszaniu z miejsca lub szybkim braniu zakrętów, przedni napęd daje o sobie znać poprzez buksowanie kół czy „myszkowanie” przodu.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Cupra Ateca FL 2.0 TSI 300 DSG 4Drive - dobry i zły w jednym

Spalanie – „dychę” trzeba liczyć… ale

Pod względem zużycia paliwa szału nie ma. Trzeba się liczyć ze średnim zużyciem na poziomie 9-10 litrów na 100 km, jednak warto dodać, że często korzystaliśmy z możliwości Pumy ST. Jest to zatem akceptowalny wynik, ale nic ponadto. Podczas jazdy autostradą przy 140 km/h spalanie waha się w granicach od 8,5 do 9 l/100 km, zaś w mieście również trzeba liczyć około 9 l/100 km. Za to na drogach lokalnych podczas spokojnej jazdy wyniki z 6-tką z przodu nie są niczym szczególnym.

Tanio nie jest, ale konkurencji nie ma

Ford Puma ST startuje z pułapu 126 100 zł. Samochód już bazowo jest bogato wyposażony, praktycznie w większość wymienionych powyżej elementów. Jest też bogatsza i bardziej stylowa wersja X za 138 600 zł, którą właśnie mieliśmy okazję testować. Nasz egzemplarz wraz z kilkoma opcjami wyceniono na 154 600 zł, co jest dość wysoką kwotą jak na miejskiego crossovera. Należy jednak pamiętać, że konkurencja zapewne nie kosztowałaby mniej… o ile takowa by istniała. Puma ST jest póki co jedynym przedstawicielem i zarazem pionierem sportowych crossoverów segmentu B. 

Ford Puma ST X 1.5 Ecoboost M6 – podsumowanie

Ford Puma ST X 1.5 Ecoboost M6
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.5

Podsumowanie

Ford udowodnił, że nadwozie crossovera i 3-cylindrowy silnik nie przeszkadzają w stworzeniu świetnego hot hatcha. Puma ST zachwyca swoimi właściwościami jezdnymi oraz licznymi sportowymi detalami wizualnymi i nie tylko, podkreślającymi jego sportowy charakter. Trochę rażą tylko pewne niedostatki w spasowaniu materiałów oraz ciasne wnętrze. Wszystko jednak rekompensują z nawiązką osiągi pojazdu. Puma ST zapewnia niesamowitą frajdę z jazdy i wręcz nakłania do szaleństw. Jednocześnie nadaje się też do jazdy na co dzień. Brawa dla Forda, zwłaszcza, że niejako stworzył on tym modelem segment sportowych miejskich crossoverów.

Galeria – Ford Puma ST X 1.5 Ecoboost M6

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć, które wykonał dla nas Piotr Parys. Zapraszamy do zapoznania się z jego portfolio na profilu na Facebooku.

4.9/5 (liczba głosów: 7)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama