Connect with us

TEST | Ford Puma 1.0 Ecoboost 155 mHEV ST-Line – powrót drapieżnika

Ford Puma powrócił po wielu latach nieobecności. Z niewielkiego coupe przeistoczył się w stylowego SUV-a. W naszym teście sprawdziliśmy, czy Puma z zaledwie litrową jednostką pod maską godnie zastąpiła poprzednika oraz czy zasłużyła na miano miejskiego drapieżnika.

Opublikowano

w dniu

Ford Puma główne
Fot. Paweł Bartocha / Ford Puma

Ford Puma kojarzony jest z niewielkim coupe amerykańskiego producenta, które wytwarzano w latach 1997-2002. Samochód był popularny zwłaszcza wśród młodych ludzi. W 2019 roku, po 17 latach nieobecności Ford powrócił do tej nazwy. Tym razem przyjął ją miejski crossover o równie uwodzicielskich kształtach co pierwowzór. Nowa Puma stanowi jednak bezpośredniego następcę niezbyt dobrze sprzedającego się w Europie EcoSporta. Sprawdziliśmy, czy samochód zachował cokolwiek z pierwowzoru oraz czy jest w stanie rywalizować jak równy z równym z jakże silną konkurencją.

ZOBACZ TAKŻE
Ford Puma i pozytywne pierwsze wrażenie

Ford Puma – pierwsze wrażenie

Na początek kilka słów o wyglądzie nowej Pumy. Już sam jej widok crossovera od Forda nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Smukłe obłe kształty karoserii przyciągają wzrok i w pewnym stopniu nawiązują do pierwowzoru. Wrażenie robi zwłaszcza wyjątkowo masywny przód nadwozia z agresywnymi uwypuklonymi lampami w stylu Porsche Macana. W testowanym aucie były one LED-owe (3950 zł). W połączeniu z dużym grillem, który w wersji ST Line ma strukturę plastra miodu oraz wyraźnie zaakcentowanymi nadkolami Puma sprawia wrażenie większej niż jest w rzeczywistości.

reflektor 1

Fot. Paweł Bartocha / Przedni reflektor Ford Puma (2020)

Ford Puma – wygląd

Jeśli już o wymiarach mowa, są one typowe dla miejskich crossoverów. Ford Puma mierzy bowiem niecałe 4,19 m długości, 1,81 m szerokości oraz 1,54 m wysokości. Jego rozstaw osi liczy 2,59 m a prześwit to typowe dla tej klasy aut 165 mm. Jedynie, gdy spojrzymy na auto z boku oraz – zwłaszcza – od tyłu, to przekonamy się, że faktycznie crossover Forda do wielkich nie należy. Filigranowe tylne światła, wąskie nadwozie oraz stosunkowo niewielka pojedyncza końcówka układu wydechowego tylko to potwierdzają.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Ford Focus (Active) Kombi 2.0 EcoBlue 150 KM 8AT - rodzina w terenowym anturażu

Mimo to proporcje Pumy zasługują na słowa pochwały. Sam design również może się podobać. Nieco wydłużona linia boczna, 18-calowe felgi z oponami Continental o profilu 215/50 R18 oraz tylny spoiler są przyjemne dla oka. Wspomniane felgi i spoiler to atrybuty wersji ST Line, podobnie jak emblematy na przednich nadkolach. Świetnie prezentował się  niebieski metalizowany lakier Desert Island Blue (3050 zł), który nadawał autu jeszcze większego “pazura”, podobnie jak przyciemniane szyby (940 zł).

Ford Puma – wnętrze

Czas zajrzeć do kabiny. Wita nas znajomy widok, bowiem deska rozdzielcza do złudzenia przypomina tą znaną z miejskiej Fiesty. Mamy więc uporządkowany i łatwy w obsłudze kokpit. Główne miejsce zajmuje wolnostojący 8-calowy ekran systemu multimedialnego SYNC 3 z nawigacją i bardzo dobrym audio firmy Bang&Olufsen (opcja za 2420 zł). Jego obsługę ułatwiają dwa pokrętła oraz duże i szybko reagujące na dotyk pola. 

wnętrze Ford Puma 2020

Fot. Paweł Bartocha / Wnętrze Ford Puma (2020)

Pewne zastrzeżenia można mieć natomiast do “głupiejącej” nawigacji (niekiedy myliła nazwy miejscowości i ulic) a także nieco przestarzałej oprawy graficznej systemu SYNC 3, zwłaszcza na tle grupy Volkswagena. Przydałoby się także pokrętło do wyboru trybów jazdy. Wybieranie ich za pomocą przycisku jest niewygodne – umieszczono go za nisko i nie można wrócić do poprzedniego ustawienia.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Ford Focus CC – całoroczne cabrio

Trochę irytować mogą także wirtualne zegary, gdyż nie da się ich tak konfigurować i nie działają tak płynnie co w grupie VAGa. Są jednak estetyczne i łatwe w obsłudze. Komputerem pokładowym steruje się z kierownicy, co jest intuicyjnym rozwiązaniem. Ciekawostką jest możliwość przełączenia wskazań prędkościomierza na mile. Wtedy wyświetla nam się prędkość zarówno w milach jak i kilometrach na godzinę.

ST Line – atrybuty

Wyróżnikami odmiany ST Line są świetnie leżąca w dłoniach perforowana kierownica z grubym wieńcem, aluminiowe nakładki na pedały, embletaty ST-Line na progach oraz czerwone przeszycia na mieszku skrzyni biegów (aluminiowo-skórzana), fotelach, kierownicy i dźwigni hamulca ręcznego (na całe szczęście jest klasyczny). Oprócz tego znajdziemy też imitujące włókno węglowe listwy ozdobne na kokpicie i drzwiach.

detal Puma

Fot. Paweł Bartocha / Ford Puma (2020)

Jakość wykończenia

Pod względem jakości wykończenia Puma prezentuje przyzwoity poziom. Górną i środkową część kokpitu wykonano z miękkiego tworzywa. Estetyczne są także skórzane obszycia na drzwiach. Tapicerka na fotelach jest natomiast połączeniem ekoskóry (boczki) i materiału (środek). Tylne drzwi są z kolei całe plastikowe, jednak to norma w przypadku tej klasy aut. Spasowanie również stoi na przyzwoitym poziomie, nie licząc trzeszczących uchwytów na drzwiach.

Przestronność

Puma zapewni wystarczająco dużo miejsca dla czwórki pasażerów, jednak pięciu będzie już ciasno z racji wąskiej kabiny. Należy pochwalić głęboki schowek w podłokietniku oraz wygodną półkę na telefon. Pewnym zaskoczeniem jest natomiast bagażnik. Na pozór wydaje się on dosyć płytki, jednak pod jego podłogą skrywa się spory schowek wielkości skrzynki z piwem. Producent podaje, że pojemność przestrzeni ładunkowej to pokaźne jak na miejskiego crossovera 468 l.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Ford Focus (Active) Kombi 2.0 EcoBlue 150 KM 8AT - rodzina w terenowym anturażu

Wyposażenie

Parę słów o wyposażeniu Pumy. Na pokładzie miejskiego Forda znalazło się sporo “bajerów”. Część z nich już wymieniliśmy wcześniej, jak np. audio firmy Bang&Olufsen czy nawigacja. Oprócz tego znajdziemy też pakiety Winter (2640 zł) czy pakiet Driver Assistance (5500 zł). Pierwszy z nich zawiera m.in. podgrzewane fotele, kierownicę oraz przednią szybę.

tylna kanapa w Pumie 2020

Fot. Paweł Bartocha / Tylna kanapa Ford Puma (2020)

Drugi zaś obejmuje systemy bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy jak np. układ Lane Assist, monitorowanie martwego pola, układ zapobiegający kolizjom czy aktywny tempomat. Dobre doświetlenie wnętrza zapewnia dwuczęściowy otwierany elektrycznie dach panoramiczny (4390 zł). W standardzie wersji ST Line otrzymamy m.in. przednie i tylne czujniki parkowania, kamerę cofania (wyraźny obraz), system keyless, oświetlenie nastrojowe czy automatyczne światła drogowe.

Układ napędowy

Pod maską testowanej Pumy zagościła zaledwie litrowa turbodoładowana jednostka Ecoboost. Rozwija ona jednak 155 KM i 220 Nm. W połączeniu z dobrze zestopniowaną 6-biegową manualną skrzynią oraz układem mild hybrid ważącemu raptem 1205 kg autu bardzo dobre osiągi. Swoje prawdziwe oblicze Puma pokazuje w trybie Sport, kiedy wręcz można odnieść wrażenie, że auto chce “zerwać” asfalt. Samochód staje się wtedy narowisty i niczym drapieżnik czai się do ataku. Przy okazji poprawia się brzmienie jednostki na bardziej rasowe. 

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Volkswagen T-Roc R-Line 1.5 TSI 150 DSG – ma potencjał

Warto dodać, że poza zmniejszeniem zużycia paliwa (niewiele, ale zawsze coś) układ mild hybrid poprawia osiągi auta. Wchodzący w jego skład silnik elektryczny rozwija 16 KM i wspomaga jednostkę spalinową. W efekcie Puma rozpędza się od 0 do 100 km/h w 9 s (w praktyce wydaje się jeszcze szybsza) i rozwija – według producenta – 200 km/h. Przeszkadzać może jedynie często szarpiące sprzęgło – przy takiej charakterystyce nie wróżymy mu dużej trwałości.

tył Ford Puma 1

Fot. Paweł Bartocha / Ford Puma (2020)

Układ działa sprawnie i płynnie. Kiedy przyspieszamy, pojawia się ikonka turbosprężarki mówiąca o wspomaganiu jednostki spalinowej przez motor elektryczny. Natomiast po puszczeniu nogi z gazu pojawia się symbol baterii informujący o odzyskiwaniu energii z hamowania. Rekuperacja jest odczuwalna, bowiem auto nienaturalnie wytraca prędkość niczym w tradycyjnej hybrydzie. Miękka hybryda obejmuje m.in. alternator zintegrowany z rozrusznikiem oraz funkcję żeglowania, czyli rozbudowany system start&stop wyłączający silnik podczas toczenia się już przy prędkości kilkunastu km/h.

Zużycie paliwa

Parę słów o spalaniu. Ford Puma z litrową jednostką jest dosyć powściągliwy w kwestii zużycia paliwa. Średnie spalanie oscyluje w granicach 7 l/100 km, co należy uznać za dobrą wartość przy tej mocy i wysokim nadwoziu. Wyniki z szóstką z przodu również nie są żadnym wyczynem. Jednak – jak to w przypadku tak małych i wysilonych jednostek bywa – działa to w dwie strony. W przypadku dynamicznej jazdy, np. autostradą lub tzw. jazdy “zero-jedynkowej” zużycie gwałtownie rośnie, często zbliżając się lub wręcz przekraczając 9 l/100 km. Bak liczy 42 l, co pozwala na przejechanie blisko 600 km.

Ford Puma tył 2

Fot. Paweł Bartocha / Ford Puma (2020)

Ford Puma – wrażenia z jazdy

Najbardziej zaskoczył nas układ jezdny Pumy. Co prawda, spodziewaliśmy się iście Fordowskiego dopracowanego podwozia. jednak mimo wszystko był efekt WOW. Początkowo mieliśmy bowiem z tyłu głowy, że jedziemy SUV-em, a więc autem z wyższym prześwitem i wyżej położonym środkiem ciężkości. Po pierwszych paru zakrętach już zapomnieliśmy, że siedzimy w SUV-ie. Co prawda masywne nadkola z charakterystycznymi “garbami” sprawiały, że dalej czuliśmy się jak w znacznie większym aucie, to jednak dopracowany układ jezdny rozwiał nasze wszelkie wątpliwości.

Puma prowadzi się jak po sznurku, sprawiając wrażenie, jakby chciała coraz ostrzej i szybciej atakować zakręty. Pomaga w tym lubiąca obroty jednostka napędowa oraz skrzynia biegów z krótkimi drogami przełączania poszczególnych biegów. W połączeniu z bezpośrednim układem kierowniczym i sprawnymi, równie “zero-jedynkowymi” hamulcami crossover Forda sprawia wrażenie, jakby był niskim sportowym autem… Prawdziwym drapieżnikiem.

tylny reflektor

Fot. Paweł Bartocha / Tyny reflektor Ford Puma (2020)

Jak przystało na tą markę, zawieszenie Pumy świetnie łączy precyzję prowadzenia z wysokim komfortem jazdy, czego nie można było powiedzieć o konkurencyjnym Volkswagenie T-Rocu, który był po prostu sztywny. Dość powiedzieć, że Pumą się tak dobrze jeździ, że aż się nie chce wysiadać. Oczywiście w trybach Normal i Eco jest też dobrym autem do spokojnej jazdy po miejskiej dżungli i nie tylko.

Cena

Cenowo Ford Puma wypada całkiem przyzwoicie na tle swoich rywali. Bazowa wersja z benzynową jednostką 1.0 Ecoboost o mocy 95 KM startuje bowiem z pułapu 72 200 zł. Testowany wariant zaczyna się od 94 400 zł a egzemplarz, którym jeździliśmy, oznacza już wydatek rzędu około 123 000 zł. Z jednej strony jest to sporo, jednak na tle konkurencji crossover Forda wcale nie wypada tak źle. Dla przykładu, wspominany wcześniej Volkswagen T-Roc ze 150-konnym silnikiem 1.5 TSI to wydatek rzędu 150 tys. zł. Jest różnica. 

Ford Puma 1.0 Ecoboost 155 mHEV ST-Line – podsumowanie

Ford Puma 1.0 Ecoboost 155 mHEV ST-Line
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.5

Podsumowanie

Ford wykonał kawał dobrej roboty. Korzystając ze znanej i cenionej nazwy, stworzył równie emocjonujące a zarazem dopracowane auto, które w pełni zasługuje na miano drogowego drapieżnika. Nie przeszkadza w tym nawet mała jednostka napędowa, która dzięki wsparciu układu mild hybrid okazuje się zaskakująco dynamiczna a przy tym całkiem oszczędna. Puma ujmuje finezyjnym designem, doskonałym prowadzeniem, komfortem a także wieloma sportowymi akcentami wersji ST Line. Pewnej aktualizacji wymagają jedynie multimedia oraz wirtualne zegary. Śmiało możemy stwierdzić, że Puma to jeden z najlepszych miejskich crossoverów. Takie powroty lubimy.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama