Connect with us

TEST | Volkswagen T-Roc R-Line 1.5 TSI 150 DSG – ma potencjał

Volkswagen T-Roc jest promowany na jednego z bestsellerów niemieckiej marki. Mieliśmy okazję sprawdzić, czy miejski SUV z Wolfsburga z benzynową jednostką 1.5 TSI i skrzynią DSG stanowi dobrą alternatywę dla Golfa i spółki.

Opublikowano

w dniu

Volkswagen T-Roc 2020 przód 1
Fot. Adrian Drozdek / Volkswagen T-Roc (2020)

Kiedy w 2017 roku zadebiutował Volkswagen T-Roc, praktycznie od razu wiadomo było, że auto zostanie jednym z bestsellerów marki. Tak też się stało. Pomogło w tym modne nadwozie miejskiego SUV-a, które na dodatek – co dość nietypowe dla tej marki – ma bardziej swobodny, lifestylowy design. Postanowiliśmy sprawdzić, czy T-Roc faktycznie jest taki dobry, na jakiego się zapowiadał.

Volkswagen T-Roc wygląda… dobrze

Egzemplarz, którego otrzymaliśmy na testy, już z daleka przykuwał uwagę. Wszystko za sprawą żywego pomarańczowego lakieru “Energetic Orange” (4210 zł). Efekt poprawiały 19-calowe felgi (5010 zł), przyciemniane tylne szyby (650 zł) oraz kontrastowy czarny dach, który wizualnie oddzielała od reszty nadwozia chromowana listwa. Sylwetka mierzącego raptem 4,23 m długości nadwozia jest zwarta i zgrabna – auto może się podobać.

Ciekawym akcentem były trapezoidalne LED-owe obwódki pełniące rolę świateł do jazdy dziennej a także kierunkowskazów. Oprócz tego występowały też dodatki z pakietu R-Line takie jak emblemat R-Line za przednim nadkolem (niczym w Arteonie), lakierowana w kolorze nadwozia dolna część drzwi czy zmodyfikowane zderzaki. Rasowo wyglądające chromowane końcówki układu wydechowego były… atrapami.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Volkswagen Arteon 2.0 TSI 272 R-Line – klasa (pół)premium?

Wnętrze

Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca w kabinie było jak najbardziej pozytywne. Ergonomiczny i przemyślany kokpit jak to w Volkswagenie, gruba wygodna kierownica z emblematem R-Line niczym w Golfie R oraz całkiem wygodne siedziska… Czego chcieć więcej? Przede wszystkim lepszego wykończenia. Wszechobecne twarde i trzeszczące plastiki nie przystają Volkswagenowi. Twarda była nawet górna część deski rozdzielczej, a uchwyty na drzwiach trzeszczały za każdym razem, gdy się je chwyciło.

wnętrze

Fot. Paweł Bartocha

Jakość wykończenia

Bardzo kiepsko wykończono także tylne boczki drzwiowe. Twardy, trzeszczący i uginający się pod naciskiem plastik to nie jest coś, do czego przyzwyczaiły nas przez lata modele niemieckiej marki. Poza tym w trakcie testu dostrzegliśmy parę niepokojących oznak zużycia. Mowa tu o lekko wytartych mieszku dźwigni skrzyni biegów oraz pokrętle do regulacji głośności. Trochę wstyd jak na auto mające raptem 11 tys. przebiegu.

Dźwignia skrzyni biegów

Fot. Paweł Bartocha

Ergonomia

Na szczęście łatwa obsługa instrumentów pokładowych pozwalała przynajmniej częściowo zapomnieć o jakościowych uchybieniach Volkswagena. Centrum dowodzenia pełnił 8-calowy dotykowy ekran systemu multimedialnego, który był intuicyjny w obsłudze i dosyć sprawnie reagował na dotyk. Obsługa komputera pokładowego i aktywnego tempomatu za pomocą przycisków na kierownicy również była dosyć łatwa. Pochwalić należy także dobre nagłośnienie.

Jedyne zastrzeżenia można mieć do nieco nieczytelnej nawigacji (czasami jej komunikaty były niejasne). Szkoda też, że mapa nawigacji nie mogła być jednocześnie wyświetlana na ekranie systemu multimedialnego oraz na wyświetlaczu z wirtualnymi zegarami.

Wyposażenie

Testowany T-Roc był bogato wyposażony. W skład pakietu R-Line (8190 zł) poza wspomnianymi dodatkami na nadwoziu wchodzą także dywaniki, skórzana gałka dźwigni biegów, oświetlenie Ambiente (tylko na przednich drzwiach), aluminiowe nakładki na pedały, szara listwa ozdobna na desce rozdzielczej, czarna podsufitka, sportowa kierownica z emblematem R-Line oraz łopatkami do zmiany biegów oraz tapicerka siedzeń z tkaniny Carbon Flag/ArtVelours.

Oprócz tego auto wyposażono w pakiet Komfort (3450 zł), obejmujący nawigację Discover Media, pakiet zimowy, autoalarm, system rozpoznawania znaków drogowych, mobilne usługi online oraz App-Connect.

Warto też wspomnieć o rozbudowanym pakiecie Drogowym za 990 zł. Obejmował on elektrycznie składane i podgrzewane lusterka, reflektory główne LED z dynamiczną regulacją zasięgu, automatyczne światła drogowe, aktywny tempomat ACC do 210 km/h, czujnik deszczu, przyciemniane lusterko wsteczne, system awaryjnego hamowania w mieście, monitorowanie martwego pola czy zmęczenia u kierowcy oraz układ utrzymywania w pasie ruchu.

Volkswagen T-Roc

Fot. Adrian Drozdek / Volkswagen T-Roc (2020)

Wśród opcji znalazły się też siedzenia komfortowe (800 zł), funkcja obsługi głosowej (790 zł), kamera cofania (980 zł), pakiet przeglądów na 48 miesięcy lub 60000 km (1490 zł), bezprzewodowe telefonu (1710 zł) czy aktywne zawieszenie DCC (5450 zł).

Przestronność

Jak na stosunkowo niewielkie auto z rozstawem osi liczącym 2.59 m, T-Roc zaskakuje przestronnością i funkcjonalnością. Z tyłu wygodnie usiądzie dwójka nawet dosyć rosłych pasażerów. Pojemność bagażnika wynosi porządne 445 l, czyli aż o 60 l więcej niż w Golfie. Widoczność z przodu jest całkiem dobra, jednak z tyłu jest już gorzej z racji na szerokie słupki C. Z pomocą przychodzi na szczęście kamera cofania z wyraźnym obrazem. Nie trzeba też się martwić o jej czystość, gdyż jest schowana pod znaczkiem, który pełni również rolę przycisku do otwierania bagażnika.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Volkswagen Tiguan (Highline) 2.0 TSI 230 KM 4Motion - oaza spokoju

Volkswagen T-Roc: Układ napędowy

Testowany T-Roc miał pod maską popularną turbodoładowaną jednostkę benzynową o pojemności 1.5 litra. Rozwijała ona 150 KM oraz 250 Nm. Napęd trafiał na przednie koła za pośrednictwem 7-biegowej przekładni dwusprzęgłowej DSG. Działała ona nie do końca… przekonywająco. Zdarzało jej się bowiem szarpać i niepotrzebnie wkręcać silnik na obroty a innym razem miała sporą zwłokę w reakcji na dodanie gazu. Sytuację ratował nieco tryb Sport, jednak także i tam można było mieć pewne zastrzeżenia co do dynamiki auta.

Prawdziwy potencjał jednostki napędowej uwalniał się dopiero przy korzystaniu z manetek przy kierownicy. Auto chętnie nabierało prędkości, brzmiąc przy tym niczym hot hatch. Wtedy też dobrze radziło sobie z wyższymi prędkościami. Elastyczność również okazała się być dobra. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h według producenta wynosi 8,4 s a prędkość maksymalna 205 km/h. Całkiem ładnie – na manetkach jest to realne.

kierownica R-Line

Fot. Paweł Bartocha

Zużycie paliwa

Zużycie paliwa potrafiło pozytywnie zaskoczyć. Podczas jazdy w trybie Eco – wcale nie jakieś ślamazarnej – udało się zejść do niemal 6 l/100 km. Natomiast dynamiczna jazda bądź też poruszanie się po zatłoczonym mieście skutkuje zużyciem na poziomie ponad 10 l. Średnie spalanie w cyklu mieszanym było całkiem przyzwoite i oscylowało w granicach 8 l/100 km. Przy liczącym 50 litrów baku daje to zasięg na poziomie około 600 km.

Układ jezdny

Bardzo pozytywnie zaskoczył nas T-Roc w kwestii właściwości jezdnych. Niemiecki SUV prowadzi się bardziej jak hot hatch niż miejski podwyższony samochód. W dużej mierze odpowiadały za to niskoprofilowe opony Bridgestone Potenza o rozmiarze 215/40. Jedynie przy podbramkowych sytuacjach tył auta stawał się nieco nerwowy. Dobre prowadzenie miało jednak pewien skutek uboczny w postaci gorszego wybierania nierówności. Co prawda komfort jazdy był akceptowalny, jednak tak duże koła dawały o sobie znać niemal na każdej dziurze czy zapadniętej studzience.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Volkswagen Golf Highline BlueMotion 1.5 TSI 130 KM - oszczędność to jego drugie imię

Volkswagen T-Roc a jego cena

Cena testowanego T-Roca okazała się być nieco… kosmiczna. 152 290 zł to stanowczo za dużo jak za miejskiego SUV-a. Dla porównania, tyle samo kosztowała testowana ostatnio kompaktowa Kia Sportage, która miała mocniejszy silnik i bogatsze wyposażenie a poza tym była o blisko 30 cm większa.

Bazowy T-Roc Premium z tym samym silnikiem i skrzynią DSG kosztuje od 116 590 zł, co oznacza, że aż 35 700 zł naszej testówki stanowiły opcje. Za najtańszego T-Roca z jednostką 1.0 TSI 115 KM i skrzynią manualną trzeba dać przynajmniej 84 190 zł. Cóż Volkswageny zawsze były nieco droższe od konkurencji, ale to już chyba lekka przesada.

Podsumowanie:Volkswagen T-Roc Premium R-Line 1.5 TSI 150 DSG

Volkswagen T-Roc Premium R-Line 1.5 TSI 150 DSG
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.2

Podsumowanie

Volkswagen T-Roc okazał się bardzo zwinnym i świetnie jeżdżącym SUV-em, który potrafi zapewnić frajdę z jazdy… Pod warunkiem, że poruszamy się po równych drogach. W przeciwnym przypadku duże koła i sztywne zawieszenie dają o sobie znać w postaci ograniczonego komfortu jazdy. Samochód jest dobrą propozycją do miasta oraz w trasy a jego lifestylowy wygląd może się podobać. Niestety dość przeciętna jakość wykończenia oraz parę wpadek jakościowych pozostawiają pewną rysę na pozytywnym wizerunku tego auta. Zwłaszcza, że za tak wygórowaną cenę można oczekiwać znacznie więcej, poza tym Volkswagen przez lata przyzwyczaił nas do wysokiej jakości. Konkurencja robi to lepiej. A szkoda, bo T-Roc stanowi ciekawą propozycję wśród miejskich SUV-ów a także – w mocniejszych wersjach – stanowi alternatywę dla hot hatchy. Auto ma potencjał, tylko trzeba popracować nad jakością wykończenia.

Galeria 

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama