Czego szukasz?

Biznes

Polska potentatem w dziedzinie elektromobilności?

Ogłoszony przez premiera Morawieckiego plan rozwoju elektromobilności, wspierający auta elektryczne budzi kontrowersje. Mało kto wie, że Polska może być mekką dla … aut na wodór.

Toyota Mirai (2016) - tankowanie

„Milion samochodów elektrycznych na polskich drogach do 2025 r.”- właśnie tak brzmi główne założenie planu rozwoju elektromobilności. Planowany jest rozwój sieci ładowania aut elektrycznych. Do końca 2020 r. ma powstać 6000 punktów ładowania o normalnej mocy oraz 400 punktów do tzw. szybkiego ładowania, a także 70 stacji, oferujących gaz ziemny CNG. Ponadto w dużych miastach mogą powstawać strefy czystego transportu, po których będą mogły się poruszać auta elektryczne, wodorowe oraz na gaz CNG. Przewiduje się także zwolnienie samochodu elektrycznego z akcyzy. Kierowcy elektryków będą mogli poruszać się po buspasach oraz bezpłatnie parkować w centrach miast.

Plany a rzeczywistość

Oczywiście założenia brzmią pięknie, ale już widać, że plan jest obarczony dużym ryzykiem niepowodzenia – chodzi tutaj głównie o liczbę aut elektrycznych. Co prawda sprzedają się one coraz lepiej, ale nadal ich udział na rynku jest marginalny. Wynika to w dużej mierze z wad konstrukcji elektrycznych. Obecnie pojazdy elektryczne są drogie i mają w większości przypadków małe zasięgi. Poza tym na naładowanie baterii z domowego gniazdka potrzeba często kilkunastu godzin.

Fot. Nissan.pl / Nissan Leaf

Warto też dodać, że firma Greenway, budująca sieć punktów szybkiego ładowania, nałożyła niemałe opłaty za korzystanie z ładowarek (wcześniej były one darmowe). W zależności od czasu ładowania cena za kilowatogodzinę wynosi 1,89 lub 1,19 zł. Przykładowo koszt przejechania 100 km kompaktowym Nissanem Leafem  wyniesie według tych stawek 34 zł, co odpowiada spalaniu na poziomie blisko 7 litrów benzyny. A trzeba pamiętać, że Leaf ma niecałe 250 km realnego zasięgu. Należy też wspomnieć, że cena auta zaczyna się od 153 800 zł, podczas gdy zużywająca średnio niecałe 5 litrów benzyny na 100 km hybrydowa Toyota Auris startuje z pułapu 88 400 zł. Tańszy od Nissana jest nawet model marki Premium – Lexus CT, który kosztuje od 119 800 zł.

Węgiel receptą na „czyste” paliwo

Kolejna ważna kwestia, to źródło prądu. W Polsce energia elektryczna pochodzi w dużej mierze z elektrowni cieplnych opalanych węglem. W przypadku, gdy wzrośnie liczba aut elektrycznych, zwiększy się pobór prądu, a tym samym emisja CO2 do atmosfery. Efekt będzie więc odwrotny do oczekiwanego.

Fot. netcarshow.com / napęd wodorowy

Czy zatem plan dotyczący rozwoju elektromobilności w Polsce jest z góry skazany na porażkę? Wcale nie. Otóż odpowiedz tkwi w …węglu. Tak, to nie pomyłka. Polska jest potentatem w wydobyciu węgla. Mamy na tyle duże złoża tego paliwa kopalnego, że aż szkoda z tego nie korzystać. Co ma wspólnego uznawany za „brudny” węgiel z „czystym” napędem alternatywnym? Wbrew pozorom bardzo dużo. Z węgla bowiem łatwo można uzyskać wodór i to w dużych ilościach. Odbywa się to dzięki procesowi zwanemu gazyfikacją węgla. Gazyfikacja węgla polega na jego wypalaniu razem z parą, a efektem końcowym jest właśnie wodór oraz dwutlenek węgla. Poza tym jest to najskuteczniejszy sposób pozyskiwania wodoru.

Szansa dla Polski

Japończycy szybko zorientowali się o możliwościach, jakie daje węgiel i obecnie kupują wodór od Australijczyków, którzy – podobnie jak Polska –  wręcz „śpią na węglu”. Dla polskiej gospodarki byłby to strzał w dziesiątkę, ponieważ podupadające kopalnie otrzymałyby nowe życie, zmniejszyłaby się emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, a wodór stałby się tańszy i przez to bardziej dostępny. Z 1 tony węgla można pozyskać ok. 150 kg wodoru, co pozwoli na przejechanie około 18 000 km wodorową Toyotą Mirai. Mało tego, do produkcji wodoru można wykorzystać praktycznie każdy rodzaj węgla – kamienny, brunatny, a nawet ten klasyfikowany jako odpad. Obecnie produkujemy w Polsce ok 1 mln ton rocznie, co wystarczyłoby do napędzania ok. 5 mln pojazdów takich, jak Toyota Mirai, przy założeniu rocznego przebiegu na poziomie 20 000 km.

Fot. netcarshow.com / Toyota Mirai

Wodorowa rewolucja wymaga rzecz jasna sporych nakładów finansowych, potrzebnych na modernizację elektrowni (które jej potrzebują, bo mają już swoje lata) oraz zakup gotowych technologii gazyfikacji z USA lub Chin bądź opracowanie własnej. Należy też uwzględnić proces oczyszczania wodoru. Technologie te są jednak powszechnie stosowane. Ponadto samochody na wodór tankuje się w kilka minut, podobnie jak pojazdy spalinowe. Auta wodorowe nie emitują spalin, tylko parę wodną. Kosztowałoby to od kilkuset tys. euro do kilku miliardów, w zależności od wielkości inwestycji. Warto jednak zaznaczyć, że podobną kwotę polski rząd zarezerwował właśnie na rozwój elektromobilności.

Potrzeba zaangażowania ze strony władz

Pisząc o szansach dla Polski, czuję pewien niesmak wobec zaangażowania (albo raczej jego braku) ze strony polskiego rządu. Mam tu na myśli zwłaszcza nieobecność Premiera Morawieckiego oraz Minister Przedsiębiorczości – Jadwigi Emilewicz – na otwarciu fabryki Toyoty, produkującej przekładnie bezstopniowe do samochodów hybrydowych. Zamiast nich obecny był … Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii – Marcin Ociepa. Na uroczystości obecny był za to ambasador Japonii Tsukasa Kawada, który otwarcie powiedział o współpracy rządów Polski i Japonii w dziedzinie napędu wodorowego, ponieważ obecnie ten typ paliwa jest zbyt drogi w pozyskaniu. Receptą na to byłaby właśnie gazyfikacja węgla. Szkoda tylko, że polski rząd nic nie działa w tym zakresie, a inwestycja Toyoty w Wałbrzychu była ku temu świetną okazją.

Jaka więc przyszłość czeka motoryzację w Polsce? Czy staniemy się wodorową potęgą? Wszystko zależy od działań rządu. Póki co, zaliczył on już jedną poważną wpadkę w tej kwestii. Samochody elektryczne mają póki co zbyt dużo ograniczeń i nie są one tak ekologiczne, jak wodorowe. Polska jak mało które państwo ma potencjał do rozwoju i popularyzacji technologii pozyskiwania wodoru. Gospodarka mogłaby na tym bardzo skorzystać. Miejmy nadzieję, że premier i jego sztab wyniosą wnioski ze swoich błędów i również dostrzegą szansę dla Polski w wodorze i zdecydują się rozwój tej technologii.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama