Ewolucja amerykańskiej szkoły - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

Ewolucja amerykańskiej szkoły

Niegdyś samochody tworzono z dużym naciskiem na ich trwałość i wieloletnią ,bezawaryjną eksploatację. Obecne auta są bardziej skomplikowane, a przez to mniej trwałe. Do której grupy możemy przypisać Chryslera 300M?

Opublikowano

w dniu

Fot. netcarshow.com / Chrysler 300M

Jakiś czas temu opisywaliśmy Chryslera Intrepida, który był typowym przedstawicielem starej amerykańskiej szkoły tworzenia samochodów. Cechowała go prostota, trwałość oraz nieco archaiczne wnętrze, po którym widać było upływ lat. A jak na jego tle prezentuje się jego bezpośredni następca, czyli model 300M?

Przede wszystkim samochód prezentuje się zupełnie inaczej niż jego poprzednikOstre linie nadwozia i kształty typowe dla aut z lat 90. ustąpiły miejsca obłym liniom, typowym dla przełomu XX. i XXI w. Nie oznacza to, że 300M jest brzydki. Wręcz przeciwnie. Amerykańska limuzyna klasy średniej wyższej nadal prezentuje się okazale i masywnie, ale jednocześnie nie wyróżnia się już tak z tłumu jak Intrepid. Pozbyto się jednej z największych bolączek poprzednika, a więc słabychświateł przednich. W 300M mają one dużo większe klosze, które rzucają dosyć mocny snop światła. W Europie dostępne były nawet reflektory soczewkowe, ale opisywana wersja pochodzi z rynku amerykańskiego i ma zwykłe lampy halogenowe. Z tyłu nie mamy już charakterystycznej blendy świetlnej, tylko dwa osobne klosze świateł. “Jajowata” linia nadwozia została podkreślona przez chromowane listwy. Akcentem przejętym z Intrepida są elementy z lakieru fortepianowego, takie, jak np. obudowy lusterek.

Kabina nie tylko wygląda dużo nowocześniej, ale jest też zdecydowanie lepiej wykończona. Tak naprawdę jakością użytych tworzyw niewiele odstaje od konkurentów z Europy. Nie brakuje tu miękkich tworzyw. Znalazły się one nawet na boczkach przednich i tylnych drzwi oraz na tunelu środkowymDolną partię drzwi wyłożono przyjemnym w dotyku filcem. Jedynie spasowanie niektórych elementów bywa przeciętne, choć i tak jest duży postęp w stosunku do Intrepida. Sam projekt deski rozdzielczej jest ciekawy i elegancki. Nie brakuje tu różnych smaczków stylistycznych, jak np. wskaźniki w stylu retro z chromowanymi obwódkami czy analogowy zegarek na szczycie kokpitu z logo marki. Ładnie prezentuje się również skórzana dźwignia automatu oraz drewniane wstawkiKomputer pokładowy umieszczono tuż pod lusterkiem wstecznym, co trochę rozprasza podczas jazdy. Poza tym obsługa jest intuicyjna, a wyposażenie bogate. Obejmuje ono skórzaną tapicerkę, elektryczną regulację i podgrzewanie foteli kierowcy i pasażera, automatyczną klimatyzację, tempomatESP, a nawet pamięć ustawień fotela kierowcy.

Co do siedzisk, to są one bardzo obszerne i niezwykle wygodne. Pod tym względem jest jeszcze lepiej niż w poprzedniku. Z tyłu ilość miejsca jest podobna, ale dzięki lepszemu wyprofilowaniu siedzisk i zagłówkom, a także wyposażeniu auta w podłokietnik, podróż jest wygodniejsza. Pomyślano również o zapewnieniu dobrej funkcjonalności. Sam bagażnik nie tylko jest większy (ma aż 530 l w wersji z kołem dojadowym), ale również dzięki składanej kanapie w proporcji 40:60 można go łatwo powiększyć. Pozbyto się jednej z wad Intrepida, a więc dużych zawiasów. W 300M klapę bagażnika podtrzymują stosunkowo niewielkie teleskopy. Ma to jednak swoją cenę w postacimniejszego otworu załadunkowego.

O ile w przypadku stylistyki zdecydowano się na rewolucję, o tyle technicznie już mniej. Samochód bazuje na platformie poprzednika, na co wskazuje chociażby ten sam rozstaw osi, wynoszący 2,87 m. Co ciekawe, 300M jest aż o 10 cm krótszy i o 1 cm niższy od i tak niewysokiego poprzednika. Mierzy 5,02 m długości i 1,42 m wysokości. Był to nieco ukłon w stronę rynku europejskiego.Szerokość nadwozia na poziomie 1,89 m pozostała bez zmian. Także automatyczna skrzynia biegów pozostała ta sama. Dalej ma 4 przełożenia, zmienia je płynnie i bez szarpnięć i ma długą reakcję na kickdown. Pewną nowością jest wprowadzony przy okazji liftingu z 2001 r. (testowany egzemplarz był z 2003 r.) tryb sekwencyjny. Działa on przyjemnie, aczkolwiek przy tak małej ilości biegów pozostawia pewien niedosyt.

Gamę silnikową tworzyły dwie jednostki benzynowe V6. Słabsza miała pojemność 2,7 litra i rozwijała 200 KM. Rozrząd bazował na łańcuchu, a za jej konstrukcję odpowiadało MitsubishiDrugi motor to dobrze znana konstrukcja Chryslera o pojemności 3,5 l. Co ciekawe, bazuje ona na pasku rozrządu. W 300M silnik ten miał 252 KM mocy i blisko 340 Nm momentu obrotowego. I właśnie ten drugi motor pracował pod maską opisywanego egzemplarza.

Skoro moc jest tak pokaźna, to i osiągi nie powinny pozostawiać wiele do życzenia. Tutaj małe zaskoczenie. Otóż Intrepid zapewniał lepsze doznania z jazdy, a subiektywne odczucie mocy było w nim lepsze niż w 300M. Nie, żeby nowszy model był zawalidrogą. Po prostu jego 252 KM muszą napędzać cięższe aż o 150 kg auto. Skrzynia biegów, jak już wspomniałem,  również nie należy do szybkich. Co prawda, jak się go przyciśnie do ściany, to potrafi pokazać pazury, zwłaszcza przy wyższych obrotach, tj. od 3000 obr./min wzwyż (motor kręci do prawie 7000 obr./min). Sam motor woli jednak niskie obroty. Ale przy tej mocy przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 8,8 s wrażenia nie robi, podobnie, jak ograniczona elektronicznie do 180 km/h prędkość maksymalna.  Poza tym przy tej mocy napęd powinien być przenoszony na tylną, a nie na przednią oś.

Poruszmy teraz kwestię spalania, którego wielu kierowców obawia się w pojazdach amerykańskich. Czy Chrysler 300M pali dużo? I tak i nie. Jeśli jeździmy nim w trasy, to spalanie zwykle nie przekracza 10 litrów. Na autostradzie przy 140 km/h potrafi nawet zejść do 8 l/100 km. Za to w mieście potrafi przekroczyć nawet 16 l/100 km.  W cyklu mieszanym auto pali 12 litrów, co jest typowym wynikiem dla pojazdu tej klasy z tego typu silnikiem. Nie dziwi więc, że wielu użytkowników decyduje się na montaż  instalacji LPG, tym bardziej, że jednostka dobrze znosi zasilanie gazem. Nasz egzemplarz akurat nie był “zagazowany”.

Jeśli chodzi o komfort jazdy, to Chrysler 300M jest bardzo wygodny, nawet bardziej od poprzednika. Jednocześnie jest bardziej zwarty, choć nadal ma tendencję do bujania. Mimo, że układ kierowniczy jest bardziej bezpośredni, a hamulce wyraźnie lepsze – w czym zasługa m.in. tarcz z tyłu – samochód nie przepada za zakrętami oraz za sportową jazdą. Za to jego zawieszenie połączone ze znakomitym wyciszeniem kabiny (gruba mata wygłuszająca jest nawet w bagażniku i na tylnych nadkolach) wręcz izoluje podróżujących od świata zewnętrznego, a pasażerów wręcz skłania do spania.

Podsumowując, model 300M jest udanym rozwinięciem Chryslera Intrepida. Jednocześnie jest dużo nowocześniejszym autem ze znacznie bogatszym wyposażeniem i lepiej wykończonym wnętrzem. Trochę szkoda, że zatracił narowisty charakter i prostotę poprzednika, ale taka jest cena “uwspółcześnienia”. Żeby model był konkurencyjny, producent musiał wyposażyć go w większą ilość elektroniki. Na szczęście samochód nadal jest typowym amerykańskim kanapowcem. Także ogólnie rzecz biorąc, ewolucja starej amerykańskiej szkoły poszła w dobrym kierunku.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama