Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Samochody elektryczne

Honda e – pierwsze wrażenia. Gadżeciarski elektryk z ograniczeniami

W zalewie podobnych, często mało oryginalnych aut Honda e wygląda jak prawdziwy rodzynek. Ilość smaczków stylistycznych idących w parze z udanym designem i mnóstwem nowinek technologicznych robi nie lada wrażenie. Elektryk Hondy ma jednak też pewne ograniczenia. Mieliśmy okazję przez kilka godzin przetestować Hondę e.

Honda e

Patrząc na współczesne samochody, można często odnieść wrażenie, że są one bardzo podobne do siebie. Kolokwialnie mówiąc są one robione „na jedno kopyto”. Dlatego tym bardziej byliśmy ciekawi Hondy e, która wyróżnia się z tłumu przeciętnych, „typowych” samochodów. Już sam design japońskiego elektryka jest jedyny w swoim rodzaju. Nawiązuje on bowiem do pierwszej generacji Hondy Civic z 1972 roku. Sportowa sylwetka i dodatki w stylu retro okraszone nowoczesnymi elementami „robią robotę”. To jednak początek dziesiątek smaczków, które posiada elektryczna Honda e. Podzieliliśmy się z wami naszymi wrażeniami z pierwszych jazd nową elektryczną Hondą.

Honda e – samochód jedyny w swoim rodzaju

Honda e zadebiutowała w 2019 roku jako pierwszy seryjny samochód elektryczny japońskiej marki. Bazuje ona na nowej, modułowej płycie podłogowej, która ma być wykorzystana do budowy innych elektrycznych modeli. Samochód wyróżnia się bardzo ciekawym designem w stylu retro, który odwołuje się do starych modeli z lat 70-tych. Robi to oczywiście przy użyciu współczesnych technologii, jak np. LED-owych reflektorów. Honda e jest zgrabnym i wzbudzającym uśmiech na twarzy mieszczuchem, który już od samego widoku wzbudził w nas sympatię. Przedni pas z okrągłymi reflektorami wraz z ich ringami do jazdy dziennej wygląda wręcz uroczo i pasuje do gadżeciarskiego i lifestylowego charakteru Hondy e.

Honda e

Lampy połączono błyszczącym czarnym plastikowym pasem, który w połączeniu z kontrastującym, czarnym dachem świetnie komponował się z białym perłowym lakierem nadwozia. Podobny zabieg zastosowano także w przypadku tylnych okrągłych lamp, przez co zarówno przód jak i tył nadwozia wyglądają dość podobnie, a niektórzy mogą je nawet ze sobą pomylić. Sprytny zabieg stylistów Hondy. Bardzo dużą wagę projektanci przywiązali do aerodynamiki. Malutkie kamery zamiast lusterek i chowane w nadwoziu klamki drzwi przednich niczym w Tesli, a także ukryte w słupku C klamki filigranowych tylnych drzwi to tylko niektóre z nowoczesnych zabiegów aerodynamicznych, które znajdziemy w miejskiej Hondzie. 

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Renault Zoe R135 Intens Z.E. - w mieście nie ma sobie równych

Honda e – udane połączenie stylistyki retro i nowoczesności

Ciekawym akcentem jest też czarna klapka na masce, skrywająca gniazdko do ładowania auta. Klapkę można otworzyć za pomocą przycisku na kluczyku. Gdy podniesiemy maskę, ukazuje nam się układ napędowy, zaś sama maska ma wycięcie niczym w Dodge’u Chargerze z „Szybkich i Wściekłych”, co wygląda dość zabawnie, ale pasuje do „wesołego” charakteru Hondy. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że Honda e wygląda trochę jak hot hatch, co dodatkowo potwierdzają 17-calowe felgi z oponami 205/45 (wyróżniające testowaną odmianę Advance – bazowo są 16-tki). Trochę zaskoczyła nas obecność bezramkowych szyb. Honda e jest naprawdę miejskim autem, gdyż mierzy ona raptem 3,9 m długości, 1,75 m szerokości oraz 1,43 m wysokości. To wszystko przy rozstawie osi liczącym 2,54 m. 

Honda e

Kabina Hondy e, czyli nowoczesny minimalizm

Równie sporych fajerwerków spodziewaliśmy się po kabinie małej Hondy… I ani trochę nie zawiedliśmy się. Kokpit wygląda niezwykle nowocześnie, a przy tym minimalistycznie. Jest on tak naprawdę jednym wielkim ekranem, składającym się z aż pięciu (a właściwie nawet sześciu) wyświetlaczy. Dwa z nich umieszczono przy słupkach A i pokazują one obraz z kamer zastępujących lusterka. Rozwiązanie to wymaga co prawda przyzwyczajenia, jednak nie trwa to długo i okazuje się wbrew pozorom wygodne i sprawdza się w miejskiej dżungli… No może poza małym wyjątkiem – gdy jedziemy ruchliwą arterią, kamery nieco przybliżają znajdujące się na sąsiednich pasach samochody, przez co wydaje nam się, że nie mamy miejsca na zmianę pasa ruchu. W rzeczywistości jest inaczej. 

Honda e

Kolejny wyświetlacz znajduje się przed kierowcą. Ma on 8,8 cala przekątnej i pełni rolę wirtualnych zegarów, zaś jego obsługa i grafiki są podobne jak w Hondzie Jazz. Zresztą dwuramienna kierownica (nomen omen wygodna) też pochodzi ze wspomnianej hybrydy. Idąc dalej spotykamy się z kolejnym ciekawym rozwiązaniem, które przypominać może… Porsche Taycana. Mowa tu o dwóch sąsiadujących ze sobą ekranach dotykowych systemu infotainment. Są one takiej samej wielkości i niemal się ze sobą stykają. Są one niezależne od siebie i konfigurowalne (oba mają 12,3 cala przekątnej). Dzięki temu np. kierowca może na swoim ekranie mieć włączoną nawigację, zaś pasażer zmieniać stację radiową na drugim. Ot bajer, ale przydatny i z pewnością podobne rozwiązanie trafi też w przyszłości do innych samochodów.

Aż 6 ekranów w kabinie – mimo to nie przeraża

Plus za bezprzewodowy Apple CarPlay, gniazda USB-A i USB-C oraz gniazdko 23oV, np. do ładowania laptopa. Zaskoczyła nas natomiast obecność gniazda HDMI. Wspomnieliśmy też o szóstym ekranie. Otóż jest nim wirtualne lusterko wsteczne, które okazuje się dość wygodne w użytkowaniu. W każdej chwili jednak kierowca może je wyłączyć, wracając do tradycyjnego lusterka wstecznego. Razem z kamerami bocznymi i szeregiem kamer, zarówno z przodu, tyłu, boku jak i 360 stopni, tworzy wirtualny obraz całego samochodu. Plus za dobrą jakość obrazu wszystkich kamer. Jest to o tyle istotne, że chcąc parkować tyłem, jesteśmy wręcz skazani na kamery. Z drugiej strony jest to łatwe, zaś brak lusterek i kompaktowość kamer je zastępujących pozwala na wjeżdżanie w różne ciasne luki. Trzeba jedynie uważać na bezramkowe szyby przy wysiadaniu w ciasnych miejscach.

Honda e

W kabinie Hondy e znalazło się jednak parę akcentów dla tradycjonalistów. Zresztą wystarczy wspomnieć już o samym wykończeniu, gdyż całe panele drzwi oraz tapicerkę wykonano z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału w stylu starych kanap. Dzięki temu całkiem obszerne siedzenia okazują się wygodne. Nawet na tylnej kanapie, mimo niewielkich wymiarów auta, jest relatywnie komfortowo (oczywiście biorąc pod uwagę gabaryty modelu e). Kolejnym nietypowym akcentem jest kieszonka na telefon w dolnej partii konsoli środkowej, a także imitujące drewno wstawki na kokpicie. W tak nowoczesnym samochodzie, jakim jest Honda e, dosyć sporym zaskoczeniem in plus okazało się fizyczne pokrętło regulacji głośności i parę fizycznych przycisków-skrótów. Pod nimi znalazł się też klasyczny panel jednostrefowej automatycznej klimatyzacji.

ZOBACZ TAKŻE
Nowa Honda e: Znamy coraz więcej szczegółów [+dynamiczne zdjęcia]

Funkcjonalność – OK, ale bez szału

Generalnie miejsca w kabinie jest wystarczająco jak na samochód miejski, ale nic poza tym. To samo tyczy się bagażnika, gdzie miejsce zajmowały dodatkowo torby z kablami, które powinny być schowane w jakimś przeznaczonym do tego miejscu, a nie zabierać miejsce  na bagaże. Zresztą jest go raptem 171 litrów, także typowo na torby z zakupami. Na tylnej kanapie dosyć ciężko się też zajmuje miejsce z racji na niewielki otwór drzwiowy.

Moc, osiągi i… ograniczenia związane z zasięgiem

Mieliśmy do czynienia z topową odmianą Advance, która rozwija 154 KM i 315 Nm (standardowa Honda e rozwija 136 KM). Baterie o pojemności 35,5 kWh wystarczą na pokonanie około 200 km w warunkach miejskich, co jest absolutnie wystarczającą wartością do dużego miasta. Ale tylko do niego, gdyż w trasę strach tym autem jechać właśnie ze względu na ograniczony zasięg. Co prawda, nie mieliśmy okazji sprawdzić, ile faktycznie auto zrobi na jednym ładowaniu, jednak biorąc pod uwagę typowo miejski styl jazdy i tempo ubywania zasięgu, deklarowane przez komputer 200 km wydaje się być wiarygodne.

deta

Za to do osiągów Hondy e absolutnie nie można się przyczepić. Samochód rozpędza się od 0 do 100 km/h w 8,3 sekundy i rozpędza się według producenta do 145 km/h (licznikowe 150 km/h). Co ciekawe, miejska Honda ma napęd… na tylną oś. W trybie Sport autko naprawdę potrafi pokazać pazura niczym hot hatch.

Single Pedal Control – nieraz się naprawdę przydaje

Honda e oferuje również funkcję Single Pedal Control, która umożliwia kierowcy przyspieszenie i spowolnienie samochodu tylko za pomocą pedału przyspieszenia. Gdy pedał zostanie wciśnięty do podłogi, samochód przyspieszy jak zwykle, a po jego zwolnieniu następuje automatyczne hamowanie regeneracyjne i samochód zwolni. Single Pedal Control poprawia komfort jazdy w środowisku miejskim i zmniejsza potrzebę korzystania z wielu pedałów. W praktyce działa to po prostu jak bardzo wydajna rekuperacja i przydaje się zwłaszcza podczas dojeżdżania do aut stojących w korku lub zjeżdżania z górki, np. z piętrowego parkingu. Tryb ten uruchamia się jednym przyciskiem obok przycisków służących do wyboru trybu jazdy.

deta

Jędrne zawieszenie Hondy e pasuje do zwinnego, lifestylowego charakteru tego auta. Pozwala ono stabilnie i przyjemnie pokonywać kolejne zakręty, czerpiąc przy tym radość z jazdy. Mimo sporych felg nie jest ona okupiona brakiem komfortu. Co prawda, większe wyrwy dają się we znaki podróżującym, jednak większość niedoskonałości jezdni jest całkiem sprawnie filtrowana.

Zwinny i sympatyczny elektryk, lecz bardzo kosztowny

Na koniec to, co w przypadku Hondy e boli nas najbardziej, a więc cena. Bazowa Honda e kosztuje od 155 200 zł, zaś testowana odmiana Advance to już wydatek rzędu 168 200 zł. Co prawda, auto jest niemal kompletnie wyposażone. Mamy bowiem szereg systemów bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy, nawigację, Bluetooth, skórzaną i podgrzewaną kierownicę, podgrzewane fotele, czujniki parkowania z przodu i z tyłu wraz z zestawem kamer i asystentem parkowania, LED-owe reflektory, przyciemniane szyby tylne, system dostępu bezkluczykowego i wiele innych gadżetów. To jednak naprawdę sporo jak za auto miejskie, nawet elektryczne. Konkurencja w postaci Mini Electric i Renault Zoe jest o co najmniej 20 tys. zł tańsza.

detal

Honda e: Podsumowanie

Podsumowując, Honda e okazała się bardzo przyjemnym autem do miasta, które ujmuje wyszukaną stylistyką retro oraz zwinnością i kompaktowością. Ma przy tym tyle różnych smaczków i gadżetów, że nie sposób jej nie polubić. Pewne rozwiązania w niej, jak np. kamery zamiast lusterek czy futurystyczna kabina, mogą na początku trochę przerażać. Jednak po pewnym czasie można się do nich przyzwyczaić i cieszyć się zdobyczami współczesności. Zmiany nawyków wymaga też parkowanie z racji na totalną digitalizację pojazdu. Z pewnością niektóre osoby, zwłaszcza mniej obyci z technologią cyfrową przedstawiciele starszego pokolenia, będą podchodzić z dystansem do miejskiej Hondy. Dla młodszych ludzi jednak Honda e będzie świetnym środkiem lokomocji do dużych, ruchliwych miast… tylko do nich z racji na mały zasięg. Gdyby tylko jeszcze cena była bardziej przystępna…

detal

4.7/5 (liczba głosów: 8)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama