MotoClassic 2018 - święto nie tylko klasyków - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

MotoClassic 2018 – święto nie tylko klasyków

Z pozoru niewielka impreza motoryzacyjna, w której główną rolę odgrywają klasyczne samochody. W rzeczywistości obraz postępu, jaki poczyniła motoryzacja przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Opublikowano

w dniu

Fot. Adrian Drozdek / MotoClassic 2018

Na początek nadmienię, że byłem na tym evencie po raz pierwszy, mimo, że nie była to pierwsza odsłona tej imprezy. Jako, że częściej mam styczność ze współczesnymi samochodami, to byłem przekonany, że obejście terenu wystawy, składającej się z samych klasyków, zajmie mi maksymalnie 2 godziny. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem zawijaną kolejkę po bilety (na co najmniej godzinę stania). Na szczęście udało mi się otrzymać akredytację.

Zatrzęsienie klasyków

Przejdźmy do sedna. Od razu po wejściu na główny dziedziniec byłem pozytywnie zaskoczony mnogością aut. W tegorocznym MotoClassic uczestniczyło ponad 300 pojazdów zabytkowych z lat  1886-1990. Bardzo ciekawie wyglądały ustawione na środku dziedzińca Mercedesy SL W113, tzw. Pagody z klubu Pagoda SL Klub Polska, niemal kilkanaście sztuk. Był to bowiem także II międzynarodowy zlot członków tego klubu. Obok nich stały najstarsze auta z końca XIX i początku XX w.

Fot. Adrian Drozdek / Mercedes SL W113 Pagoda

Niedaleko była scena i podest, gdzie międzynarodowe jury pod przewodnictwem projektanta Pagody – Paula Bracq’a – oceniało stylizację załóg pod względem historycznym i wybierało laureatów. Wśród laureatów pojawił się przykuwający wzrok Saab Sonett III. Tegoroczną imprezę prowadzili Krzysztof Ibisz oraz Włodzimierz Zientarski.

Wczoraj i dziś

Nie zabrakło także wystawy pojazdów militarnych należących do grup rekonstrukcyjnych. Warto wspomnieć także o odbywającym się w trakcie eventu I Międzynarodowym Zlocie Alpine w Polsce. Pojawiło się m.in. rajdowe Alpine Renault A110 1300S, które zajęło 1 miejsce w Rajdzie Czech w 1968 r. oraz – również rajdowe – Alpine Renault A110 1800 gr.IV, które brało udział w Rajdzie Maroka w 1974 r. Na specjalnym stoisku zaprezentowano również najnowsze Alpine A110, zaprezentowane w 2017 r.

Fot. Adrian Drozdek / Alpine A110 1968

Obok nowego Alpine swoje najnowsze modele zaprezentowało Ferrari. Były to GTC4Lusso oraz Portofino. Pomiędzy nimi stała klasyczne czerwone 288 GTO. Taki zabieg bardzo dobrze pokazuje kolosalny postęp, jaki się dokonał w ciągu kilkudziesięciu lat. Jednocześnie przypomina o pielęgnowaniu przez markę swojej historii.

Swoje stoisko miały też samochody amerykańskie. Klasyki z USA zdominował Ford Mustang I generacji. Pojawiło się też Corvette C2 Stingray, tzw. „płaszczka” oraz tradycyjny krążownik szos, czyli Lincoln Continental.

Fot. Adrian Drozdek / Chevrolet Corvette C3 Stingray

Miłym zaskoczeniem była dla mnie obecność także najnowszych i najbardziej luksusowych pojazdów, w tym Lamborghini Urusa i Bentley’a Continentala GT. Dla kontrastu naprzeciwko stał stary Land Rover Series II – praprzodek Defendera.

Targi w plenerze

Kawałek dalej znajdowała się duża łąka, na której znajdowały się klasyczne Volkswageny oraz wystawa najnowszych modeli poszczególnych marek, m.in. Toyoty, Suzuki, Audi, Porsche, Lexusa, BMW, Mercedesa, Jaguara, Forda oraz grupy FCA. Poczułem się wręcz jak na plenerowych targach motoryzacyjnych. Obecne były nawet modele niedostępne jeszcze w salonach bądź dopiero co wprowadzone do sprzedaży, np. Audi Q8, Jeep Grand Cherokee Trackhawk, Jaguar I-Pace czy Lexusy ES 300h i UX 250h.

Fot. Adrian Drozdek / Lexus ES 300h

Dla amatorów off-roadu przewidziano nawet próby terenowe (niestety na fotelu pasażera) na pokładzie najnowszego Land Rovera Discovery. Strefę gastronomiczną otaczały różnorakie old- i youngtimery, np. Jaguar E-Type czy Aston Martin DB4, a także Mercedesy i BMW.

Obraz postępu

Podsumowując, wydarzenie MotoClassic to nie tylko zwykły zlot klasycznych samochodów. To także obraz zmian, jakie zaszły w motoryzacji w ciągu wielu dziesiątek lat. I w tym kontraście tkwi największy atut tej imprezy. Można ją polecić zarówno fanowi starych, jak i nowych aut. Sam przekonałem się, że pozory mylą. Okazało się bowiem, że na to wydarzenie można poświęcić cały dzień i nadal można czuć niedosyt. Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji MotoClassic we Wrocławiu.

Samochody

Czy bać się nietypowych samochodów używanych [CZĘŚĆ III]

Oprócz niekonwencjonalnych modeli na rynku wtórnym nie brakuje także tych popularnych z nietypowym źródłem napędu. Wskażemy także modele, przy zakupie których trzeba zachować ostrożność.

Opublikowano

w dniu

Fot. netcarshow.com / Volkswagen Passat CC
Poprzednia1 z 2

Producenci tzw. popularnych modeli często oferowali także ich wersje niszowe, pod których maskami mieściły się silniki rodem z większych modeli. Takie odmiany stanowiły zazwyczaj margines sprzedaży. Z kolei na rynku wtórnym stają się łakomymi kąskami, gdyż niejednokrotnie mają niskie przebiegi i są zadbane. Poza tym kuszą ceną, gdyż mają największy spadek wartości. Oto kilka przykładów aut z nietypowymi jak na swoją klasę silnikami, którymi warto się zainteresować.

Skoda  Superb II /Volkswagen Passat B7/ Passat CC (3,6 V6)

Przedstawiciele segmentu D od Skody i Volkswagena we flagowych wersjach otrzymały sporą jak na swoją klasę jednostkę V6 o pojemności 3,6 l. Rozwijała ona 260 KM w Skodzie i okrągłe 300 KM w Volkswagenie. Łączono ją z trwałym napędem 4×4, opartym na układzie Haldex oraz dwusprzęgłową skrzynią DSG (po ok. 200 000 km może generować koszty). Silnik nie jest przesadnie oszczędny (średnio ok. 12/13 l). Zapewnia on jednak dobre osiągi (w Skodzie 6,5 s, a w VW nawet 5,5 s od 0 do 100 km/h) i jest trwały. Posiada bezpośredni wtrysk paliwa i łańcuch rozrządu, który należy regularnie kontrolować. Jednostkę można polubić także za wysoką kulturę pracy. Zarówno Superb II i Passat B7 to idealne samochody rodzinne. Są bardzo przestronne, wygodne i mają spore bagażniki (zwłaszcza kombi). Osoby poszukujące bardziej oryginalnego nadwozia mogą sięgnąć po czterodrzwiowe coupe na bazie Passata – model CC. Auto jest przestronne i zaskakująco praktyczne (bagażnik o pojemności 532 l).

Fot. netcarshow.com / Skoda Superb II

Za rozsądne Superby i Passaty CC z 3,6 V6 trzeba przeznaczyć przynajmniej ok. 55, 60 tys zł. Będą to egzemplarze z 2012 r. sprzed liftingu z niskimi przebiegami ok. 100-120 000 km. Oczywiście można znaleźć tańsze Superby, jednak będą one miały przebiegi dochodzące do nawet 300 000 km (większość ofert). Podaż aut jest ograniczona.

Ford S-Max 2,5 R5 Turbo

Minivan Forda o dynamicznej sylwetce był oferowany z kultowym już silnikiem benzynowym 2,5 R5 z turbodoładowaniem. Z tego samego silnika korzystał m.in. Focus ST Mk2. Jednostka jest dynamiczna i trwała, a przy okazji pięknie brzmi. Średnie spalanie oscylujące w granicach 11,12 l wydaje się do przełknięcia jak na osiągi, jakie oferuje silnik. S-Max przyspiesza od 0-100 km/h w 7,9 s, a mowa tu przecież o sporym 7-osobowym minivanie klasy średniej. S-Max uchodzi także na najlepiej jeżdżący model w swojej klasie.

Fot. netcarshow.com / Ford S-Max

Ceny przyzwoitych S-Maxów z 2.5 R5 rozpoczynają się już od niecałych 22 000 zł. Podaż jest przeciętna, ale dosyć łatwo o egzemplarz z rozsądnym przebiegiem. Poza tym poprawnie eksploatowana jednostka wytrzymuje duże przebiegi. Możemy także liczyć na bogate wyposażenie.

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi to z jednej strony klasyczny sedan klasy średniej, a z drugiej motoryzacyjna egzotyka. Auto oferowano tylko przez niecałe 5 lat (od 2009 do 2014 r.), a jego sprzedaż była niewielka. Samochód jest niedoceniany, gdyż oferuje zgrabne, dynamiczne nadwozie i jest trwałe. Pod maską znalazła się prosta wolnossąca jednostka benzynowa z wtryskiem wielopunktowym, rozwijająca 178 KM z pojemności 2,4 l. Standardowo napęd trafiał na przednie koła za pośrednictwem manualnej 6-biegowej skrzyni, a opcjonalnie oferowany był napęd obu osi połączony z bezstopniową skrzynią CVT. Silnik zapewnia przyzwoite osiągi (w wersji ze skrzynią ręczną 7,8 s od 0 do 100 km/h) i średnie zużycie paliwa na poziomie 9 l/100 km. Główne mankamenty auta to ograniczona przestronność i niewielki bagażnik (461 l).

Fot. netcarshow.com / Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi już w standardzie było bogato wyposażone. Obecnie stanowi ciekawą propozycję na rynku wtórnym. Większość egzemplarzy ma dosyć niskie przebiegi (ok. 150 000 km) oraz atrakcyjną cenę (ok. 37 000 zł). Za tą cenę dostaniemy egzemplarz z polskiego salonu z 2010 r. Podaż tego modelu jest ograniczona.

Poprzednia1 z 2