Nasze profile w mediach społecznościowych

Testy nowych samochodów

TEST | Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV 2WD – do odważnych świat należy

Wypuszczając nową generację Tucsona, Koreańczycy postąpili dość ryzykownie decydując się na tak odważny design. Sądząc jednak po ilości nowych Tucsonów na drogach wydaje się to być dobry krok. W naszym teście Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV w topowej odmianie Platinium udowodnił, że świat należy do odważnych, przekonując dopracowanym napędem hybrydowym oraz stylowym nadwoziem. Nie obyło się jednak bez paru wpadek.

Opublikowano

w dniu

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI Platinium
Fot. Piotr Parys / Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV Platinium

Kiedy blisko rok temu debiutował nowy Hyundai Tucson, byliśmy pod sporym wrażeniem odwagi Koreańczyków, którzy zdecydowali się na tak śmiałą metamorfozę modelu. Oferowany od 2015 roku poprzednik był bowiem raczej stonowany, nie kryjąc się z tym, że jego głównymi oponentami są modele popularnych marek w postaci np. Volkswagena Tiguana czy Forda Kugi. W nowej generacji Tucson zmienił się jednak diametralnie w krzykliwego, bardzo odważnie zaprojektowanego i nowoczesnego SUV-a, który już chciałby podebrać choćby paru klientów markom premium. Nasz test pokazał, że ma ku temu sporo atutów, jednak do premium jeszcze trochę mu brakuje. 

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV – naprawdę stylowy, choć budzi podziały

Zacznijmy od wyglądu, gdyż to właśnie on jest dla jednych największym atutem tego modelu, zaś innych wręcz odstrasza. My jednak zaliczamy się do tej pierwszej grupy. Design Tucsona jest bowiem oryginalny i krzykliwy. Pasuje on zatem do azjatyckiego rodowodu auta. Nadwozie tego mierzącego równe 4,5 m długości SUV-a prezentuje się masywnie i agresywnie, przez co samochód sprawia wrażenie większego niż jest w rzeczywistości. Swoje robi też stylistyka przedniego pasa, która optycznie poszerza Tucsona. Jest on zresztą najbardziej charakterystycznym elementem designu pojazdu. Ciekawie prezentują się zwłaszcza wkomponowane w sporą atrapę chłodnicy LED-owe światła, co daje świetny efekt zwłaszcza nocą. Boczne partie reflektorów zdobi wzór z teselowanych trójkątów podobnych do kształtu poszczególnych segmentów lamp.

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV Platinium

Nawiązaniem do tego motywu są tylne lampy połączone LED-owym pasem świetlnym, po bokach których również znajdują się podobne wzory. Trochę dziwnie na tle tak nowoczesnego wzornictwa oświetlenia prezentują się umieszczone na tylnym zderzaku paski z kierunkowskazami i światłem wstecznego. Nietowym zabiegiem jest też wyeksponowane na klapie bagażnika logo marki, które wymusiło zamontowanie wycieraczki tylnej szyby pod spojlerem dachowym. Zostawia ona jednak sporo niedoczyszczonych fragmentów szyby.

Typowo koreański, odważny design

Patrząc na sylwetkę Tucsona, widać pewne nawiązania do nowej Kii Sportage (albo raczej to Kia nawiązuje do starszego o kilka miesięcy Hyundaia). Mamy zatem dość ostro podkreśloną linię dachu z oddzielającą czarny dach aluminiową listwą ozdobną od reszty nadwozia. Granatowy lakier Teal za 2900 zł średnio nam jednak przypadł do gustu, ale to kwestia wyboru. Prezencję pojazdu poprawiały także 19-calowe felgi o atrakcyjnym wzorze.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Kia Sportage GT-Line 1.6 T-GDi 7DCT 4WD - obraz postępu

Kabina – futurystyczna, lecz przejrzysta

Równie nowocześnie i ciekawie prezentuje się kabina nowego Tucsona. Główną rolę w kabinie Tucsona odgrywają ekrany – jeden o przekątnej 10,25 cala zastępuje zegary a drugi – również tej samej wielkości – obsługuje system infotainment. Poniżej niego znalazł się również dotykowy panel klimatyzacji. Ciekawym akcentem jest wkomponowanie kratek wentylacyjnych w listwy ozdobne na desce rozdzielczej. Poprawia to nie tylko efekt wizualny, ale również cyrkulację powietrza w kabinie. Z kolei czteroramienna kierownica przypomina nową Sonatę. Początkowo wymaga to przyzwyczajenia, gdyż w aucie sporo się dzieje, jednak po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów wszystkie wspomniane elementy okazały się przejrzyste i wygodne w obsłudze, nawet dotykowy panel klimy. Nie przeszkadzał nam nawet brak pokrętła do regulacji głośności, gdyż przyciski-skróty (dotykowe) logicznie pogrupowano.

Hyundai Tucson Platinium - deska rozdzielcza

Jakość wykończenia Tucsona również stoi na dobrym jak na kompaktowego SUV-a poziomie… Dobrym jak na markę popularną. Nie znajdziemy bowiem żadnych skórzanych przeszyć (ich rolę pełnią wstawki ze średnio przyjemnej w dotyku tapicerki na desce rozdzielczej i drzwiach) czy połaci drewna lub aluminium. Owszem, są połacie lakieru piano black na konsoli środkowej i niewielkie na drzwiach, jednak tego akurat nigdy nie pochwalaliśmy. Materiały są jednak miękkie w dotyku, zaś poszczególne elementy dobrze spasowane i nie wydają żadnych niepożądanych odgłosów. Nie podobał nam się za to fakt, że w słońcu pokryty lakierem piano black kokpit centralny bardzo się kurzył. Potencjalnego użytkownika może to bardzo irytować na dłuższą metę.

Przyzwoite wykonanie i ergonomia, choć czegoś brakuje

Pod względem ergonomii obsługi również jest dobrze. System infotainment zapewnia dosyć spore możliwości personalizacji i opcję podzielnego ekranu, dzięki czemu kierowca może w tym samym czasie korzystać z nawigacji (jego część jest większa), zaś podróżujący obok pasażer np. zmieniać stację radiową. Sam interfejs jest całkiem logicznie pogrupowany i przypomina trochę smartfony oparte na Androidzie. Można też dostosować ustawienia poszczególnych funkcji pojazdu pod siebie, np. pozycję fotela, lusterek, stację radiową czy temperaturę klimatyzacji, poprzez stworzenie własnego profilu. Tak naprawdę głównym zarzutem dla multimediów Tucsona jest zbyt wolne wczytywanie trasy „wklepanej” do nawigacji.

Spodobała nam się też czteroramienna kierownica z logicznie pogrupowanymi przyciskami. Aktywny tempomat można obsługiwać, niczym w Volvo, za pomocą jednego przycisku – super. Same przełączniki na kierownicy są podobne do tych, jakie znaliśmy z dotychczasowej Kii Sportage. Zaskoczyła nas czytelność wyświetlacza wirtualnych zegarów. Mimo braku daszka przeciwsłonecznego nad nimi nigdy bowiem nie mieliśmy problemów z odczytaniem ich wskazań. Łatwa jest też obsługa komputera pokładowego za pomocą przycisków na kierownicy. Dobrym rozwiązaniem okazała się także obsługa skrzyni biegów za pomocą przycisków. Sam tunel centralny jest masywny niczym w aucie amerykańskim, jednak pasowało to do charakteru pojazdu.

detal w Hyundaiu Tucsonie

Hyundai Tucson – przestronny i funkcjonalny SUV

Również przestroność i funkcjonalność Tucsona zasłużyły na pochwały. Zarówno przednie i tylne siedziska są obszerne i wygodne, a podróżowanie nawet w 5 osób (oczywiście środkowa powinna być drobniejsza) nie stanowi większego wyzwania. choć na dłuższą metę może być trochę męczące. W porównaniu do poprzednika bagażnik urósł z 514 do 546 litrów i jego pojemność okazuje się w zupełności wystarczająca. Można go też łatwo powiększyć składając oparcia kanapy dzielone w proporcji 40:60. W kabinie nie brakuje też schowków i półek. W drzwiach co prawda są one dość małe, jednak spokojnie zmieszczą butelkę z napojem. Spory jest za to schowek w podłokietniku (nomen omen wygodnym). Schowki wygospodarowano też po bokach tunelu centralnego, zaś pod panelem klimatyzacji znalazła się półka na telefon (niestety bez ładowarki indukcyjnej).

Bogate wyposażenie i parę ciekawych gadżetów

Wyposażenie testowanego Tucsona w topowej odmianie Platinium było bardzo bogate. Począwszy od skórzanych foteli z elektryczną regulacją, podgrzewaniem i wentylacją (tylne zewnętrzne siedziska miały „tylko podgrzewanie”), wchodzących w skład pakietu Leather za 8500 zł, przez zestaw dobrej jakości kamer łacznie z widokiem 360 stopni, trójstrefowej klimatyzacji, nawigacji, funkcji Android Auto i Apple CarPlay, elektrycznie otwieranej klapy bagażnika, aż po szereg systemów bezpieczeństwa. Wśród nich znalazły się m.in. bardzo płynnie i przyjemnie działający aktywny tempomat, funkcja monitorowania martwego pola, ostrzeganie o kolizji oraz o nadjeżdżającym pojeździe (działała naprawdę dobrze… przynajmniej do pewnego czasu, ale o tym nieco później) czy funkcję monitorowania o zmęczeniu kierowcy, system Lane Assist oraz przypominanie o pasażerach z tyłu przy wysiadaniu z auta.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Hyundai Tucson (N-Line) 1.6 T-GDI 177 KM – rodzina ze sportem we krwi

Było też parę naprawdę ciekawych gadżetów, które robiły zapadły nam w pamięci i potrafiły być naprawdę przydatne. Po pierwsze rozbudowanie systemu monitorowania martwego pola o dodatkowe kamery pokazujące obraz z martwego pola na wyświetlaczu wirtualnych zegarów. W zależności od tego, czy włączyliśmy lewy czy też prawy kierunkowskaz, obraz był pokazywany na miejscu prędkościomierza lub obrotomierza. Co ważne, był on dobrej jakości – ciekawi nas, czemu inni producenci nie wpadli na podobny pomysł. Kolejnym wyróżnikiem Tucsona była możliwość zdalnego podjeżdżania w przód lub w tył o kilka metrów za pomocą przycisków na pilocie. Trzeba było jednak odpalić ten system w aucie, więc jest to raczej gadżet. Bez opracowania stosownej aplikacji na smartfona będzie raczej ciekawostką niż realną korzyścią. 

W tak nowoczesnym i designerskim, a ponadto drogim samochodzie (prawie 200 tys. zł) brakowało nam oświetlenia ambiente oraz LED-owych lampek w podsufitce. Trochę to dziwi, zwłaszcza, że konkurencja wyposaża w takie rozwiązania już tańsze i niżej pozycjonowane modele. 

Czyżby choroby wieku dziecięcego?

W naszym tygodniowym teście nie obyło się niestety bez wpadek. W pierwszy dzień po odebraniu auta posłuszeństwa odmówił immobilizer, w efekcie czego samochód nie chciał odpalić. Trzeba było zdjąć obudowę bezpieczników i za każym razem wkładać znajdującą się przy pilocie kostkę od immobilizera do wtyczki, by móc jechać autem. Dzień po tym zdarzeniu wysiadły niemal wszystkie systemy bezpieczeństwa (prawdopodobnie błąd powiązany z niedomaganiem immobilizera), w efekcie czego nie mogliśmy korzystać z aktywnego tempomatu, monitorowania zmęczenia kierowcy, funkcji Lane Assist czy awaryjnego hamowania. Trochę to słabo świadczy o świeżym samochodzie z przebiegiem zaledwie 14 000 km. Wierzymy, że są to typowe bolączki wieku dziecięcego i Hyundai dopracuje elektronikę w Tucsonie, gdyż w przeciwnym wypadku samochód może być problematyczny w dłuższej eksploatacji.

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV- dopracowana i przyjemna hybryda

Żadnych zarzutów nie mamy natomiast do układu napędowego koreańskiego SUV-a. Testowany Hyundai Tucson korzystał z układu hybrydowego opartego na 1.6-litrowej turbodoładowanej jednostce benzynowej 1.6 T-GDI o mocy 180 KM, współpracującej z silnikiem elektrycznym rozwijającym 60 KM. Łączna moc układu wynosi 230 KM, zaś maksymalny moment obrotowy 350 Nm. Jest to zatem klasyczna pełna hybryda (HEV). Napęd trafia na przednią oś za pośrednictwem automatycznej 6-stopniowej przekładni automatycznej. Są też odmiany z 4WD, jednak nasza testówka miała tylko „ośkę”.

Tucson

Nie mogliśmy narzekać na osiągi Tucsona. Producent podaje przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 8,3 sekundy i prędkość maksymalną na poziomie 193 km/h. Subiektywnie jednak były one lepsze, zwłaszcza w trybie Sport, gdy auto nawet lekko potrafiło wciskać w fotel. Podobała nam się też elastyczność i płynność pracy układu napędowego. Co prawda, automat niekiedy się trochę zastanawiał jednak nie było to specjalnie uporczywe. Kultura pracy i wyciszenie silnika również stoją na wysokim poziomie, gdyż nawet przy 140 km/h w aucie panuje cisza i spokój. Do 140 km/h samochód rozpędza się bez większych problemów, zaś powyżej zaczyna łapać zadyszkę, aczkolwiek nie jest ona rażąco duża. Dziwić może jedynie obecność zaledwie dwóch trybów jazdy – Eco i Sport, gdyż konkurencja oferuje ich więcej. Nam to jednak nie przeszkadzało, gdyż nawet w Eco osiągi były w zupełności wystarczające.

SUV nie musi wcale dużo palić…

Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem okazało się spalanie hybrydowego Tucsona. Otóż w całym, liczącym prawie 1500 km teście, samochód spalił średnio 6,8 l/100 km, co jest świetnym wynikiem jak na ważącego ponad 1,7 tony SUV-a. Co więcej poszczególne wyniki spalania nie odbiegały zbytnio od tych podawanych przez producenta. Hyundai podaje bowiem zużycie paliwa na poziomie 6,4 l/100 km, a więc tylko o 0,4 l mniej niż nasze testowe. Na autostradzie przy prędkości 140 km/h Tucson palił tylko 7,2 l/100 km, zaś w mieście około 5,5 l. Najbardziej zaskoczył nas jednak podczas spokojnej jazdy drogami krajowymi, gdzie potrafił zejść do 4,7 l/100 km. Rekordowo uzyskaliśmy nim nawet 3,2 litra na 100 km. Na liczącym 52 litry baku przejedziemy około 750-800 km.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Qashqai 1.3 DIG-T 160 AT Tekna+ - lepsze wrogiem dobrego

Nastawiony na komfort

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV Platinium jest również bardzo przyjemny podczas jazdy. Samochód zestrojono z myślą o komforcie, zaś swoje dokładają też stosunkowo wysokie opony o rozmiarze 235/50 R19. Nie ma co nim zbytnio jednak szaleć po zakrętach, gdyż się przechyla. Także układ kierowniczy i hamulce również nie zachęcaja do sportowych zapędów. Trochę zabrakło nam wydajniejszej rekuperacji. Prześwit też nie imponuje, gdyż liczy 17 cm. Jest to jednak dobry samochód rodzinny w trasy oraz do miasta. Wszelkie nierówności są dobrze filtrowane, nie zakłócając podróżującym wygodnej jazdy Tucsonem.

Ceny – do wyboru do koloru, lecz nie są okazyjne

Hyundai Tucson występuje zarówno z turbodoładowanymi benzyniakami z układem mild hybrid, turbodieslem, wspomnianą odmianą HEV oraz hybrydą plug-in PHEV. Bazowa odmiana ze 150-konnym benzyniakiem 1.6 T-GDI, skrzynią manualną i napędem na przód w wersji Modern oznacza koszt rzędu 105 900 zł. Topowe Platinium z tym samym silnikiem kosztuje 135 900 zł. Wariant z dwusprzęgłową przekładnią DCT występuje od wyższej wersji Smart, kosztującej 129 900 zł. 180-konny benzyniak w odmianie Smart z przekładnią DCT i napędem 2WD to koszt 140 900 zł. 136-konny turbodiesel o tej samej pojemności jest o 4 tys. zł droższy. Pakiet N-Line do każdej wersji kosztuje dodatkowe 5 tys. zł. Na szczycie oferty stoi 265-konna hybryda plug-in, zaczynająca się od 167 000 zł za wersję Smart.

przedni reflektor w Tucsonie

Nasz wariant, a więc 1.6 T-GDI HEV startuje z pułapu 133 900 zł a odmianę Modern, co jest rozsądną ofertą. Testowane przez nas topowe Platinium startuje od 175 900 zł. Opisywany egzemplarz wraz z kilkoma dodatkami i pakietami wyceniono natomiast na 198 500 zł. Jest to już zatem spora kwota, jednak konkurencja z podobnym napędem i wyposażeniem wcale nie jest tańsza. 

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV Platinium 2WD – podsumowanie

Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV 2WD Platinium
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.6

Podsumowanie

Nowy Hyundai w testowanej odmianie HEV Platinium udowodnił, że jest poważnym graczem w segmencie kompaktowych SUV-ów. Jego popularność jest odzwierciedleniem licznych atutów, jakie prezentuje ten samochód. Poza ciekawym wyglądem, który jednak nie wszystkim przypadnie do gustu oraz przestronnym i estetycznym wnętrzem Hyundai oferuje świetny układ napędowy, który jest nie tylko dynamiczny i komfortowy, ale przede wszystkim zadziwiająco oszczędny. Nie jest to rzecz jasna sportowy samochód, a raczej nastawiony na komfort pochłaniacz kilometrów, któremu niestraszne też miasto czy polne drogi. Topowy wariant Platinium nie jest co prawda okazją cenową, jednak usprawiedliwia to bogatym wyposażeniem i wieloma ciekawymi funkcjami.  Koreańczycy muszą jedynie popracować nad elektroniką pokładową, by systemy bezpieczeństwa działały jak należy. 

Galeria – Hyundai Tucson 1.6 T-GDI HEV Platinium 2WD

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć, które wykonał dla nas Piotr Parys. Zapraszamy do zapoznania się z jego portfolio na jego stronie paryspiotr.pl oraz jego profilu na Facebooku.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama