Największe rozczarowanie
Sezon 2021 Formuły 1 jest w znacznej większości koszmarem dla zespołu Astona Martina. Powracający do stawki konstruktor chciał z miejsca atakować podium. Wszystko dlatego, że zespół bazował na mocnych fundamentach ekipy Racing Point, która w 2020 była jedną z najlepszych w stawce. Niestety spory błąd konstrukcyjny związany ze zbyt mocnym wzorowaniem się na Mercedesie sprawił, że ekipa prowadzona przez Otmara Szafnauera z miejsca była na straconej pozycji.

Fot. Aston Martin Cognizant F1 Team / Zespół Astona Martina rozczarował w 2021 roku
Lance Stroll i Sebastian Vettel, zamiast rywalizować z topowymi graczami, często tułają się na końcu stawki i odpadają nawet w pierwszej części kwalifikacji. W ostatnim GP Arabii Saudyjskiej ta sztuka udała się obu kierowcom jednocześnie. Gorsze czasy uzyskali tylko kierowcy Haasa, co daje powody do obaw. Takowe ma na pewno szef zespołu Lawrence Stroll. Kanadyjczyk oprócz ogromnych oczekiwań, wykłada ponadto tak samo duże pieniądze po to, by zespół Astona Martina zdominował Formułę 1.
Jego najmocniejszą kartą przetargową na ten moment wydaje się być silnik. 62-latek blisko współpracuje z Toto Wolffem, który również ma udziały w brytyjskiej legendzie. Dlatego właśnie na ten moment zespół Lawrence’a Strolla korzysta z jednostek Mercedesa. Kłóci się to jednak z wizją biznesmena, który chciałby, żeby prowadzona przez niego ekipa była zespołem fabrycznym. W tym celu Aston miałby zaczął produkcję własnych silników, w nowo powstałej fabryce, której budowa rozpoczęła się kilka miesięcy temu.
Przyszłość Astona Martina
Oczywiście zespół nie jest w stanie zrobić tego samodzielnie. Dlatego właśnie Stroll zaczął się bacznie przyglądać możliwościom które daje mu wejście do sportu Audi oraz Porsche. Już od dawna mówi się bowiem o tym, że niemieccy giganci koncernu Volkswagena z ogromnym doświadczeniem w sportach motorowych bardzo mocno rozważają pojawienie się w Formule 1 w 2026 roku. Na wtedy zaplanowano najbliższe „odmrożenie” jednostek, pozwalając na znaczną ingerencję w ich działanie.
Trudno ocenić na ten moment, czy któraś z tych marek zgodziłaby się na to, że Aston Martin będzie się nazywać zespołem fabrycznym, bazując na podwalinach kogoś innego. Na pewno jednak zarówno Porsche, jak i Audi, będzie chciało wejść do współpracy ze Strollem, jeśli tylko jego długoterminowy plan dojdzie do skutku. 62-latek przekonał do siebie kilku ważnych pracowników innych zespołów, którzy w przyszłym sezonie będą już pracować na dobro Astona Martina. Ponadto biznesmen zapewnił już pracownikom dostęp do nowego tunelu aerodynamicznego, a także symulatora. Widać więc, że Lawrence Stroll naprawdę walczy o dobro zespołu. Przynajmniej na razie trzeba mu więc zaufać, że jego ekipa poszybuje w górę stawki.