To koniec projektu, który wytrwał pięć lat
Serwis drivetribe.com został założony pod koniec listopada 2016 r. Poza Clarksonem, Hammondem i Mayem zaangażował się w niego inwestor Ernesto Gottfried Schmitt. Założenie witryny było jednym z pomysłów na spieniężenie swojego wizerunku rok po odejściu z „Top Gear”. Historia ta jednak skończy się z końcem stycznia – po nieco ponad pięciu latach.
Projekt nigdy nie był przeraźliwie popularny, a według wielu doniesień nie odnosił także sukcesów finansowych. Niedawno wprowadzono szereg zmian, które spowodowane były problemami w branży motoryzacyjnej. Jak się jednak okazało cięcia nie pozwoliły na przetrwanie projektu. We wspólnym oświadczeniu potwierdzili to wszyscy trzej prezenterzy znani z „Top Gear”, wprost podając przyczynę tego stanu rzeczy.
Powody są oczywiste
„Od wielu miesięcy borykamy się z poważnymi wyzwaniami, które niestety zmierzają donikąd. Przedłużający się globalny niedobór chipów spowodował szereg wyzwań dla przemysłu motoryzacyjnego i doprowadził do poważnych redukcji budżetów marketingowych” – można przeczytać na początku oświadczenia. Całkiem miło, że zostało to zaznaczone na początku bez jakiejś korpo gadki o straceniu pasji do prowadzenia strony internetowej.
„Wszyscy jesteśmy naprawdę rozczarowani, że wyzwania w tym sektorze – któremu trwająca pandemia nie pomogła w najmniejszym stopniu – po prostu uniemożliwiły kontynuowanie działalności w obecnej formie” – wyznał Jeremy Clarkson. James May był mniej sentymentalny i wskazał, że ostatecznie DriveTribe to biznes, który nie wytrzymał dziejących się na świecie zdarzeń.
Cóż, generalnie obaj mają rację, ale nie do końca. Wiele serwisów w trakcie pandemii przetrwało, a wręcz urosło. Rozumiemy jednak, że DriveTribe jak mało który był zależny od budżetów marketingowych, które zapewniały twarze Hammonda, Clarksona i Maya.
Jakość dziennikarstwa tam często nie była najwyższa, co uważamy za kolejny powód zamknięcia serwisu. Być może pięć lat temu twórcy wyobrażali to sobie inaczej, niż pisanie przez nikomu nieznanych autorów nikomu niepotrzebnych analiz, jak tej czy Sebastian Vettel powinien startować w Extreme E. Według similarweb.com, drivetribe.com w grudniu odnotował zaledwie 760 tysięcy wizyt. Dla motohigh.pl byłby to świetny wynik, ale dla globalnego serwisu promowanego przez bardzo znanych dziennikarzy?
Małe pocieszenie
Z Internetu zniknie strona drivetribe.com, natomiast żywe pozostaną media społecznościowe, które mają być regularnie aktualizowane. Zaopiekować się nimi ma bowiem Richard Hammond, co z pewnością jest jakimś pocieszeniem dla fanów DriveTribe. Nawet jeśli nie będą mogli poczytać artykułów, to nadal będą mogli podyskutować w ramach społeczności serwisu.
Użytkownicy DriveTribe uzyskali możliwość pobrania całego zawartości z serwisu do końca miesiąca, aby nie stracić jej po zniknięciu strony z Internetu.