Niespodziewana kłoda pod nogi
Nie będziemy w tym tekście pisać o wszystkich kontrowersjach związanych z Teslą. Nie będzie też ani słowa o wątpliwej jakości elektrycznych samochodów z Teksasu. Skupimy się tylko i wyłącznie na Elonie Musku, który chciał wybielić swój wizerunek, ale się nie udało. Całą sprawę nagłośnił serwis protocol.com. Chodzi o przekupstwo kompletnie nieznanej publicznie osoby, aby poprawić postrzeganie swojej osoby.
Jeden z najbogatszych ludzi na świecie odkrył w listopadzie ubiegłego roku, że na Twitterze istnieje konto, które… monitoruje ruch jego prywatnego odrzutowca. Uruchomił je 19-letni student Jack Sweeney. Mężczyzna rzecz jasna nie korzysta z żadnych tajemnych danych, a stworzył bota, który wykorzystuje publiczne dane o ruchu prywatnych samolotów i automatycznie je publikuje. Warunkiem są oczywiście wybrane zdarzenia, a wiec głównie start i lądowanie.
Profil szybko zyskał popularność, a obecnie obserwuje go już ponad 134 tysiące osób. Przejrzyście pokazuje on, że Elon Musk lata niezwykle regularnie, z pewnością w ten sposób nie przyczyniając się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Szefowi Tesli nie spodobała się ta działalność, a więc zdecydował się spróbować jej zapobiec.
Miliarder zbyt nisko wycenił studenta
Zadzwonił więc do Sweeneya i zaoferował mu 5 tysięcy dolarów za zlikwidowanie konto. Wytłumaczył to faktem, że martwi się o swoje bezpieczeństwo. Jest to oczywiście istotny powód, ale nie sądzimy, by był prawdziwy. Ktokolwiek chciałby śledzić Muska w jego samolocie może to czynić za pomocą wielu aplikacji. Wyjątkowość tego konta na Twitterze powoduje fakt, że odpowiednio przetwarza one publiczne informacje i zbiera całość w swoisty dziennik, dokumentując ślad emisyjny właściciela Tesli.
19-letni student nie wchodził w większą polemikę z biznesmenem. Odpowiedział, że rozumie jego obawy, ale stworzenie całego mechanizmu kosztowało go dużo wysiłku i zaoferowana kwota jest po prostu niewystarczająca. Wyszedł z kontrpropozycją, że usunie konto w zamian za 50 tysięcy dolarów. Uzasadnił to faktem, że w tej kwocie sfinansuje swoje studia i „może kupi sobie Teslę Model 3”. Szef amerykańskiej marki samochodów elektrycznych ostatecznie nie przystał na tę propozycję, uznając, że nie jest ona dla niego uczciwa.
Tak naprawdę Elon Musk wsadził sam siebie „na minę”. Pierwotnie mógł zaoferować wyższą kwotę, a w późniejszej licytacji od razu był na straconej pozycji. Gdyby nawet Jack Sweeney przystał na jego propozycję, ale później ją nagłośnił, pojawili by się jego naśladowcy. I co, Elon Musk każdemu miałby płacić po 50 tysięcy dolarów? Konto @ElonJet w ten sposób pozostaje aktywne, a cała sytuacja przyniosła mu dużo popularności. W ciągu ostatnich dni pojawiło się tam bowiem 30 tysięcy nowych subskrybentów.
Nie zrozumcie nas źle, bogaty i odnoszący sukcesy w biznesie człowiek może robić ze swoim czasem i pieniędzmi, co tylko zechce. Jednak jego działania, także te w związku z tą sytuacją, nie pasują nam do postaci zbawiciela planety, który stara się walczyć ze zmianami klimatycznymi za pomocą samochodów elektrycznych.