Akcenty z F1 podczas igrzysk olimpijskich
Rozważania pt. „Motorsport na igrzyskach olimpijskich” należałoby zacząć od analizy zaangażowania w nie obecnych ekip. W 2006 roku na ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie mieliśmy okazję podziwiać bolid Scuderii Ferrari. Ferrari 248 F1prowadzone przez Lucę Badoera wykonało kilka bączków na płycie Stadionu Olimpijskiego. Wcześniej mechanicy w czerwonych strojach wykonali pokazowy pit stop. Włoska stajnia od momentu imprezy z 2006 r. współpracuje również z komitetem olimpijskim swojego kraju, pomagając w przygotowaniach między innymi bobsleistów. Scuderia użycza sportowcom swojego tunelu aerodynamicznego i pomaga w aspektach technicznych.

Fot. YouTube / Pokaz autorstwa Scuderii Ferrari podczas ceremonii otwarcia ZIO 2006 w Turynie
Podobne działania możemy zaobserwować ze strony McLarena i Williamsa. Brytyjskie zespoły poza zimowymi zmaganiami wspierają też np. kolarzy podczas letniego sezonu olimpijskiego. O ile czerwona strona Formuły 1 nie mogła przypisać sobie zbyt wielu sukcesów w tej roli, to ich rywale już owszem. Natomiast dziadek Romaina Grosjeana, byłego kierowcy między innymi Lotusa i Haasa był olimpijczykiem. Fernand Grosjean startował dwukrotnie na igrzyskach w narciarstwie alpejskim. W historii sportu znalazło się też kilka przypadków z przeszłości, kiedy to zawodowi kierowcy startowali na tej imprezie.
Czy jakikolwiek sport motorowy był bliski igrzysk?
Jeśli mowa o samych zmaganiach olimpijskich to wyścigi samochodowe odbyły się jako zawody pokazowe w 1900 roku, a osiem lat później nastała szansa na kolejną rywalizację przy pomocy silnika spalinowego. Były to zawody motorowodne. Jednak nigdy później nie wrócono już do tych koncepcji. Jeśli chodzi natomiast o inne rozgrywki międzynarodowe w sportach motorowych, to na myśl nasuwa się World Games z 2017 roku, które odbyły się we Wrocławiu. Te zawody często nazywane są igrzyskami sportów nieolimpijskich. Na tamtych zawodach pojawił się żużel jako dyscyplina pokazowa. Jeśli chodzi o rywalizację reprezentacji w motorsporcie, to seria A1 Grand Prix jest warta uwagi.
We wspomnianych wyścigach brały udział swoiste kadry narodowe niczym na igrzyskach olimpijskich. Kierowcy, ekipa w garażu i sponsorzy musieli pochodzić z jednego kraju. Samochody miały malowania w narodowych barwach. Ta idea jednak nie przetrwała długo. Mimo kilku przerw i prób reaktywacji pomysł upadł ostatecznie w 2014 roku.
Motorsport na igrzyskach olimpijskich. Jak mogłyby wyglądać zawody bolidów jednomiejscowych na igrzyskach olimpijskich?
Na pewno nie startowałyby w nich bolidy Formuły 1, to oczywiste. Pierwszym oraz najważniejszym punktem, jaki powinien spełniać sport olimpijski to równość szans. Dlatego bolidy powinny mieć jednakową specyfikację. Tak samo, jak w seriach juniorskich towarzyszących F1. Wtedy największą różnicę stanowiliby sami zawodnicy i ewentualnie ich ekipa podczas pit stopu. Przecież to brzmi jak kwintesencja czystej, sportowej rywalizacji, wręcz olimpijskiej… Drugim ważnym punktem jest dostępność i budżety. Koszty powinny być jak najniższe, by federacje krajowe były w stanie zbudować bolid.
F1 sprint qualifying in Italy? 🇮🇹
Only the reigning men’s 100m champion Lamont Marcell Jacobs could start it 🌬️ pic.twitter.com/dxYoerHQOm
— AW (@AthleticsWeekly) September 11, 2021
Ewentualną alternatywą w przypadku zbyt dużych wymagań finansowych na budowę bolidów oraz części zamiennych byłyby zawody kartingowe na igrzyskach. Mogłyby one odbywać się również równolegle z rywalizacją jednomiejscowych samochodów. Warto też dodać, że każdy sztab miałby okazję sprawdzić swoją nowinkę np. w ustawieniach pojazdu, ale nie mogłoby dojść do aktualizacji pakietu aero.
Kto by zajmował się dostarczaniem komponentów?
By promować równość szans i sportowy duch, samochody powinny być identyczne w każdym aspekcie, także silnikowym. Wydaje mi się, że nie byłoby problemu ze znalezieniem dostawcy komponentów na czele z jednostką napędową. Volkswagen, Honda i wiele innych koncernów samochodowych stara się podążać za trendami oraz pozytywnymi wartościami. Idealnym sposobem na ich promowanie jest sport. Wielka oglądalność, pozytywna impreza, duże pieniądze. Myślę, że firmy z tej branży „zabijałyby się” o to, by promować wyścigi bolidów na igrzyskach. Byłyby twarzą tej nowej dyscypliny olimpijskiej nie tylko jako sponsor techniczny, ale i uczestnik.
Specjalistami od marketingu nie jesteśmy, ale czuję, że byłby to dobry ruch biznesowy producenta, który podjąłby się takiego zadania. Jednak wątpimy, by dostawcą był ktoś związany z F1. Moim zdaniem igrzyska byłyby szansą na wejście do motorsportu jakiejś nowej marki. Przy okazji producent silników najprawdopodobniej byłby partnerem technologicznym całej imprezy. Obecnie taką funkcję pełni Toyota.

Fot. Haas F1 Team/ Soczi Autodrom – tor wokół areny zmagań ZIO 2014
Kolejni organizatorzy największej imprezy sportowej świata stawiają coraz mocniej na ekologiczne rozwiązania. Przykładem takich działań marketingowych było zrezygnowanie z tradycyjnego znicza olimpijskiego w Pekinie w 2022 roku. Tłumaczono tę decyzję ograniczaniem emisji dwutlenku węgla. Dlatego jednostka napędowa musiałaby spełniać określone wymogi. Zwykły silnik spalinowy odpada.
Prawdopodobnie bolidy miałyby w sobie jednostki hybrydowe. Innym pomysłem na niskoemisyjność byłoby napędzanie samochodów za pomocą energii elektrycznej, czy wodoru.
W kwestii dostarczania opon, by utrzymać równość szans, też potrzebny byłby jeden producent. Obecnym partnerem igrzysk jest japoński Bridgestone. Ta firma mogłaby bez większych problemów dostarczać ogumienie dla bolidów rywalizujących w olimpijskich zmaganiach.
Gdzie miałyby być organizowane takie zawody?
Największe serie bolidów jednomiejscowych, czyli Formuła 1 oraz FE coraz bardziej kierują swoje zainteresowanie w stronę torów ulicznych. I właśnie takie rozwiązanie byłoby moim zdaniem najrozsądniejsze. Drogi i tak są zamykane ze względu na biegi maratońskie, czy zawody w chodzie sportowym. Jeśli jednak gospodarz igrzysk dysponowałby torem najwyższej kategorii FIA, to nie widzę problemu na nim rozegrać finały nowo powstałej dyscypliny.
Czy byłby sens startować tylko w jednym wyścigu raz na 4 lata?
Myślę, że nie byłoby z tym problemu. Zawodnicy w takiej nietypowej dyscyplinie, jaką jest motorsport, często zmieniają zespoły oraz klasy, w jakich się ścigają nawet w trakcie sezonu. Wielokrotnie zdarza się, że kierowca przyjeżdża na tylko jedną rundę sezonu. Przykładami są takie wyścigi jak Indianapolis 500, 24h Le Mans, 24h of Daytona itd. Jednakowoż ciekawie byłoby dookoła turnieju olimpijskiego stworzyć nową serię, w której każdy startowałby jako członek swojej reprezentacji. Dodatkowo do organizacji takich zawodów mądrze byłoby powołać jakąś nową organizację poza FIA, która zajmowałaby się jedynie „motorsportem olimpijskim”.
This October Sochi will witness F1 Grand Prix and the track goes through the Olympic Park! #olympics #legacy pic.twitter.com/4iAEPFnGpI
— Olympics (@Olympics) July 9, 2014
Motorsport na igrzyskach olimpijskich. Jacy zawodnicy braliby udział?
Zakładam, że nikt z czołowych kierowców świata nie zrezygnowałby ze swojego głównego zajęcia na rzecz igrzysk, gdyby te kolidowały z ich sezonem, a tak prawdopodobnie mogłoby być w większości przypadków. Dodatkowo w kontrakcie, niektórych uczestników ścigania na wysokim poziomie jest zapisek zakazujący im startów w innych zawodach, poza główną serią. Dlatego zakładam, że igrzyska byłyby kolejną szansą na pokazanie się młodych, aspirujących zawodników. Można by przyjąć formułę taką jak w boksie. Gdzie olimpijskie zmagania są furtką do zawodowej kariery. Oczywiście istnieje możliwość, że władze np. F1 wraz z zespołami umożliwiłyby start swoim asom i dopasowały terminarz raz na 4 lata.
Jak rozdawane byłyby medale?
Kolorowe krążki otrzymywaliby… właśnie, kto? Dobrze wiemy, że w sporcie motorowym liczy się cały zespół, a nie tylko kierowca, chociaż jego wyniki są najbardziej widoczne dla przeciętnego widza. Umówiliśmy się już na to, że bolidy byłyby takie same z wyjątkiem narodowych barw namalowanych na maszynie. Być może powinien startować jeden bolid na krajowy komitet olimpijski. Medale powinna otrzymywać cała ekipa przebywająca w garażu oraz na torze. Mechanicy, inżynierzy wyścigowi, stratedzy itd. Oczywiście kierowca. Zgodnie z nowym mottem olimpijskim „szybciej, wyżej, mocniej – razem” nie byłoby indywidualnego tytułu, a drużynowy.

Fot. F1 Experiences / Alex Zanardi, czyli dwukrotny złoty i raz srebrny medalista z Letnich Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie. Swoje tytuły zdobył w kolarstwie w klasie H4. 4 lata później Włoch wywalczył także medale w Rio de Janeiro
Motorsport na igrzyskach olimpijskich. Jak to się potoczy dalej?
Na razie oprócz pojedynczych głosów kibiców nie widzę większego zainteresowania ideą poruszoną przez mnie. Robert Kubica zdobywający dla Polski medal igrzysk olimpijskich dalej pozostanie tylko marzeniem. Czołowe serie sportów motorowych chcą być jednak coraz lepiej kojarzone. Jako rozrywka dla rodziny, jako promotor dobrych wartości takich jak rywalizacja, honor, wysiłek. Odchodzi się od wizerunku wyścigów jako czegoś wyłącznie dla koneserów zapachu benzyny. Zachodzi zmiana z kierowców-bad boyów, wszechobecnego tytoniu czy alkoholu, półnagich pań na serial familijny. Wydaję mi się, że dodanie tej dyscypliny do grona sportów olimpijskich pomogłoby poprawić jeszcze bardziej jej wizerunek. Utożsamiałoby to ją z pięknymi wartościami, jakie niesie za sobą, obiektywnie mówiąc najważniejsze wydarzenie czterolecia w świecie sportu.