Czego szukasz?

Formuła 1

Schumacher i Hakkinen – szacunek do przeciwnika | Pamiętne rywalizacje

Michael Schumacher i Mika Hakkinen, dwaj wielcy kierowcy, których rywalizacja stała się symbolem końcówki XX w. w królowej sportów motorowych. Ich pierwsze potyczki miały miejsce jeszcze w czasach juniorskich i już wtedy dochodziło między nimi do arcyciekawych starć. W swoich pierwszych latach w Formule 1 nie walczyli ze sobą zbyt często, lecz wszystko zmienił 1998 rok, kiedy to zespoły McLarena i Ferrari przygotowały znakomite pojazdy dla swoich kierowców. Jazda na limicie przepisów, kontrowersje, fenomenalne manewry wyprzedzania, to główne skojarzenia z walką Niemca i Fina o mistrzowski tytuł. Jak dokładnie wyglądała cała rywalizacja oraz jak mimo walki na torze znalazło się miejsce na szacunek dla przeciwnika?

Schumacher i Hakkinen
Fot. Twitter

Schumacher i Hakkinen – pierwsze starcie

Michael Schumacher i Mika Hakkinen stoczyli swój pierwszy większy pojedynek jeszcze zanim dołączyli do Formuły 1. Miało to miejsce w listopadzie 1990 roku na chińskim torze w Makau. Wówczas zarówno Schumacher, jak i Hakkinen ścigali się w Formule 3, gdzie Michael święcił triumfy w serii niemieckiej, zaś Mika zdominował Wielką Brytanię. Wyścig w Makau, podobnie jak obecnie, rozdzielono na dwa etapy. Jedyną różnicą jest fakt, że w 1990 roku oba wyścigi liczyły po tyle samo okrążeń. Pierwszy przebiegł spokojnie, Fin zdominował w sesji kwalifikacyjnej i ze spokojną przewagą ukończył na prowadzeniu. Niesamowita walka odbyła się chwilę później w trakcie drugiego startu, mimo że nic tego początkowo nie zapowiadało.

Szybko po ruszeniu z pól prowadzenie objął „Schumi”, lecz to fiński rywal znajdował się w lepszej sytuacji. Do zwycięstwa w całym cyklu wystarczyło, żeby dojechał do mety trzy sekundy za Niemcem. Obaj zdominowali wyścig i uciekli reszcie stawki. Wiadomym było, że to między nimi rozstrzygnie się batalia o finalny triumf. Pod koniec rywalizacji Schumacher popełnił drobny błąd, który okazał się punktem zwrotnym. Hakkinen znacznie lepiej pokonał jeden z zakrętów, co pozwoliło mu zbliżyć się do przeciwnika. Na prostej wykorzystał tunel aerodynamiczny i spróbował wykonać manewr wyprzedzania, lecz Schumacher niespodziewanie wykonał lekki ruch w tę samą stronę. Kierowca Marlboro Team Theodore wjechał prosto w tylny spojler Niemca, po czym uderzył w ścianę, kończąc w ten sposób rywalizację. Michael Schumacher zaś dojechał do mety na prowadzeniu, mimo jazdy bez skrzydła, co wzbudziło spory podziw. Rywalizacja dwóch przyszłych mistrzów rozpoczęła się w dość kontrowersyjny sposób.

Schumacher i Hakkinen - Makau 1990

Fot. Twitter

Moment posuchy

Hakkinen i Schumacher awansowali do Formuły 1 w 1991 roku. Fin zadebiutował w barwach Lotusa podczas inauguracji sezonu w Stanach Zjednoczonych. Początek w jego wykonaniu nie należał do wybitnych, lecz jak na debiutanta prezentował się całkiem przyzwoicie. Pierwsze i jak się okazało jedyne punkty w trakcie całej kampanii zdobył podczas GP San Marino. Zajął wówczas piąte miejsce, jednak warto wspomnieć, że wyścig ten ukończyło zaledwie jedenastu kierowców. Schumacher dołączył do zespołu Jordana dosyć niespodziewanie, gdyż zastąpił aresztowanego Bertranda Gachota. Swoim znakomitym występem w kwalifikacjach do GP Belgii oczarował cały świat. Ukończył je z siódmym czasem i pokonał swojego doświadczonego zespołowego partnera o prawie sekundę. Wyścigu jednak nie zakończył z uwagi na awarię sprzęgła.

Lata mijały, lecz drogi obu kierowców na jakiś czas rozeszły się. Michael Schumacher zdobył dwa mistrzowskie tytuły w latach 1994-1995, po czym dołączył do Ferrari. Mika Hakkinen zaś zajął fotel McLarena, który początkowo nie pozwalał na walkę o mistrzostwo. Nie dość powiedzieć, że Fin odniósł swoje pierwsze zwycięstwo dopiero podczas kontrowersyjnego GP Europy w 1997 roku. Właśnie wtedy Schumacher pokazał jedno ze swoich kilku obliczy, walki nieczystej, brudnej. Raz taka sztuka mu się udała, w 1994, kiedy pokonał w taki sposób Damona Hilla. Tym razem nie powtórzył tego w starciu z Jacquesem Villeneuvem. Ostatecznie za swój haniebny czyn został zdyskwalifikowany z całego sezonu 1997. Wszystko zmieniło się rok później poprzez przetasowania w stawce. Nowi faworyci i początek walki o tytuł dwóch bohaterów tego materiału.

ZOBACZ TAKŻE
Najlepsze zakończenia sezonów w historii Formuły 1

Schumacher i Hakkinen – pierwsza walka o mistrzostwo

Nadszedł rok 1998. Pierwszą kluczową zmianą przed rozpoczęciem kampanii było odejście z Williamsa ojca ich sukcesu, inżyniera Adriana Neweya. Co prawda Brytyjczyk formalnie już rok wcześniej odszedł z zespołu z Grove do McLarena, lecz wtedy nie mógł wpłynąć na istniejący już projekt MP4/12. Zajął się więc bolidem, który wykorzystano cztery miesiące później. Kolejnym ciosem dla mistrza konstruktorów z 1997 roku była rezygnacja z Formuły 1 ich dotychczasowego dostawcy silników, Renault. W nowym sezonie używali przestarzałych jednostek francuskiej marki, lecz pod szyldem Mecachrome. Po Ferrari, jak co roku, spodziewano się zaciekłej walki o najwyższe cele. Początek jednak nie układał się po ich myśli, o czym świadczy przede wszystkim fakt, że po sześciu wyścigach strata Schumachera do prowadzącego Hakkinena wynosiła ponad dwadzieścia punktów.

Szybko okazało się, że Newey stworzył arcydzieło, które ochrzczono nazwą McLaren MP4/13. Poza Hakkinenem znakomicie prezentował się również jego zespołowy partner, David Coulthard, o którym nie należy zapominać. Szkot toczył zażarty bój o trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej z drugim kierowcą Ferrari, Eddie’m Irvine’emm. Wiadomym było, że walkę o tytuł stoczą Schumacher i Hakkinen. Fin fenomenalnie rozpoczął sezon od dwóch zwycięstw oraz drugiego miejsca w Argentynie. Niemiec zaś nieco do niego tracił, głównie przez awarię silnika podczas inauguracji w Australii. Wydawało się, że sytuacja zmieniła się po wyścigu o GP San Marino na torze Imola. Wtedy to kierowca McLarena zakończył przedwcześnie rywalizacje, a Michael Schumacher dojechał na drugim miejscu. Dzięki temu zniwelował swoją stratę do trzech punktów. Praktycznie cała pierwsza połowa sezonu to sinusoida tego, kto wygra. Dwa wyścigi pod rząd wygrał Hakkinen, aby kolejne trzy zdominował Schumacher.

Środek kampanii 1998

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło podczas deszczowego GP Wielkiej Brytanii. Przez prawie całą rywalizację prowadził fiński kierowca, lecz pod koniec popełnił błąd, po którym Niemiec go wyprzedził. Schumacher miał jednak nałożoną karę doliczenia dziesięciu sekund lub stop-go. Zespół postanowił ściągnąć go do boksu… tuż przed minięciem linii mety. Okazało się, że stanowisko Ferrari znajduje się za metą. Można zatem uznać, że swojej kary nie odbył, jednak po wielu protestach i sporach uznano go za zwycięzcę wyścigu.

Przed GP Austrii na prowadzeniu klasyfikacji generalnej nadal utrzymywał się Mika Hakkinen, lecz jego przewaga nad Michaelem Schumacherem wynosiła zaledwie dwa punkty. Na pierwszych okrążeniach austriackiego wyścigu doszło do znakomitej walki obu pretendentów do tytułu. Szybko po starcie prowadzenie objął Hakkinen, jednak po zjeździe samochodu bezpieczeństwa Schumacher zbliżył się. Wszystko odbywało się na limitach, jednak zgodnie z zasadami walki fair. Zwycięsko z tego starcia wyszedł kierowca McLarena, który utrzymał nerwy na wodzy, czego nie można powiedzieć o Niemcu. Ten przestrzelił najpierw jedno hamowanie, przez co stracił kilka pozycji, a po chwili wypadł z toru i stracił skrzydło. Pozbawił się szans na zwycięstwo, ale po znakomitym powrocie zdołał wyszarpać podium. W Niemczech i na Węgrzech byliśmy świadkami głównie rywalizacji strategicznej, w której raz zwyciężył jeden, aby potem ten drugi się odkuł.

Schumacher i Hakkinen

Fot. Twitter

Schumacher i Hakkinen odpadają z wyścigu

Następnym wyścigiem było deszczowe GP Belgii, podczas którego doszło do pamiętnego karambolu na pierwszym okrążeniu. Po ponownym starcie Hakkinen obrócił się na samym początku, a w jego bolid wpadł Johnny Herbert. Wydawało się, że Schumacher ma zwycięstwo w kieszeni, wystarczyło, aby wyprzedził Damona Hilla. Brytyjczyk ścigał się wówczas w średnim Jordanie i raczej nie dawano mu większych szans. Niemiec uporał się z nim i prowadził przez praktycznie całą rywalizację. Wtedy niespodziewanie na dziewiętnaście kółek przed końcem doszło do kolejnej ogromnej kontrowersji. Schumacher dublował Davida Coultharda, jednak mgła oraz opady deszczu były na tyle spore, że kierowca Ferrari nie zauważył go, wjechał prosto w jego tył i urwał koło. Tym samym niespodziewanie triumf zgarnął wspomniany wcześniej Hill, co było jednocześnie pierwszym zwycięstwem dla zespołu Eddiego Jordana.

GP Belgii 1998

Fot. Twitter

Zrównanie się punktami

Kwalifikacje do GP Włoch na torze Monza padły łupem Schumachera, którego strata w klasyfikacji generalnej nadal wynosiła siedem punktów. Jego rywal startował trzeci, gdyż przegrał jeszcze z Jacquesem Villeneuvem z Williamsa. Niemiec wystartował fatalnie, zaś jego rywal wręcz przeciwnie. Hakkinen od razu wyprzedził zarówno Kanadyjczyka, jak i swojego głównego oponenta. Ponadto szczęście McLarena było podwójne, ponieważ na drugą lokatę awansował David Coulthard. Nie trwało ono jednak za długo. Chwilę po starcie Fin przepuścił swojego zespołowego kolegę, co mogło zwiastować problemy techniczne. Do najgorszego scenariusza doszło na szesnastym okrążeniu, kiedy Coulthard wypadł z rywalizacji po awarii silnika. Oprócz tego bardzo szybko do Hakkinena zbliżył się szarżujący Schumacher, który z czasem złapał rytm.

Zaczęła się kolejna znakomita walka koło w koło do szykany Roggia. Kierowca McLarena robił wszystko, aby tylko utrzymać się z przodu, lecz kompletnie nie miał tempa. Dlatego też na hamowaniu do Lesmo już Michael Schumacher obejmował prowadzenie. Pod koniec wyścigu Hakkinen miał nieco lepsze tempo od Schumachera i zaczął go doganiać. Na sześć okrążeń przed metą doszło u niego do awarii hamulców i wypadł z toru. Wydawało się, że to koniec, lecz utrzymał obroty silnika i kontynuował rywalizację. Ostatecznie zwyciężył kierowca Ferrari, zaś jego przeciwnik dojechał do mety na czwartym miejscu ze sporą stratą. Okazało się, że to właśnie rozwijający się problem z hamulcami spowodował jego nagłą utratę tempa.

 

Piękna walka

Na tor Nurburgring, Schumacher i Hakkinen jechali z tą samą liczbą punktów. Od tej pory każdy błąd miał kluczowe znaczenie dla walki o mistrzowską koronę. Kwalifikacje to istny majstersztyk w wykonaniu Ferrari, gdyż pierwsze pole należało do Michaela Schumachera, zaś drugie do Eddiego Irvina. Mika Hakkinen startował trzeci i wierzył w ponowny słaby start swojego rywala. Nie tym razem, obaj kierowcy włoskiej stajni wystartowali wręcz znakomicie i pozostali na dwóch pierwszych miejscach. Czołowa trójka dość szybko uciekła od reszty i to głównie tam działa się cała akcja.

Hakkinen uporał się z Irvinem na czternastym okrążeniu, po czym rozpoczął szaleńczą gonitwę. Z każdym kolejnym kółkiem ustanawiał najlepsze czasy aż Schumacher zjechał do boksów. „Latający Fin” przedłużył swój stint i pozostał na torze cztery okrążenia dłużej. Ten zaskakujący manewr opłacił się, ponieważ wyjechał na tor tuż przed kierowcą Ferrari. Od razu doszło do starcia dwóch pretendentów. Niemiec szukał luki, lecz Hakkinen pozostał nieugięty i nie pozwalał na wiele. Finalnie po kilku okrążeniach zaciętej gonitwy Schumacher zaczął tracić tempo i Hakkinen zdobył upragnione dziesięć punktów. O wszystkim zadecydować miało GP Japonii.

Hakkinen - GP Luksemburga 1998

Fot. Twitter

Schumacher i Hakkinen walczą w Japonii

W Kraju Kwitnącej Wiśni najszybszy w kwalifikacjach był „Schumi”, lecz jego przewaga nie była znacząca. Tuż obok uplasował się Hakkinen, któremu wystarczyło dojechać tuż za Niemcem. Do niebywałej sytuacji doszło jeszcze na polach startowych. Na początku silnik zgasł Jarno Trullemu, aby podczas drugiej próby wystartowania to samo przytrafiło się… Michaelowi Schumacherowi. Tym samym Mika Hakkinen startował z pierwszego miejsca, zaś Michael z końca. Wyprzedzenie wszystkich kierowców wraz z „Latającym Finem” było mało prawdopodobne. Po chwili rywalizacja ostatecznie się rozpoczęła. Schumacher pokazał wówczas serce do walki, gdyż praktycznie od razu awansował na dwunaste miejsce i nadal przebijał się w górę stawki. Zjechał do alei serwisowej będąc na piątej lokacie i wciąż starał się za wszelką cenę gonić czołówkę. Przez moment był trzeci, lecz pod koniec najechał na porozrzucane na torze części i przebił oponę. Wyścig spodziewanie zwyciężył Hakkinen i tym samym zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski.

Mistrz 1998

Fot. Twitter

Kilka wyścigów walki w 1999

Ferrari wchodziło w sezon 1999 z ogromnym zapałem i nadziejami na pokonanie McLarena. Dla Schumachera i Hakkinena inauguracja zdecydowanie nie należała do udanych. Temu pierwszemu zgasł silnik przed rozpoczęciem, dlatego startował z końca stawki. Drugi zaś przez pewien czas prowadził w wyścigu, lecz po zjeździe samochodu bezpieczeństwa na osiemnastym okrążeniu miał kłopot z przyspieszaniem. Mimo wciskania gazu jego pojazd odmawiał posłuszeństwa, dlatego na następnym okrążeniu zjechał do boksów i wycofał się z rywalizacji. Drugą rundą kampanii było GP Brazylii, które ukończyło zaledwie dziewięciu kierowców. Fin, który startował z pierwszego pola zdominował i zdobył swoje pierwsze punkty w 1999 r. Tuż za nim dojechał Michael Schumacher, który nie zdołał dogonić pędzącego kierowcy McLarena, zaś podium uzupełnił Heinz-Harald Frentzen. U tego drugiego Niemca na ostatnim okrążeniu skończyło się paliwo i na jego szczęście był ostatnim niezdublowanym kierowcą, dlatego to on zajął trzecie miejsce.

W GP San Marino i GP Monako, Schumacher się odkuł i odrobił stratę z nawiązką. Hakkinen prezentował się nieco gorzej, wyścigu na Imoli nie ukończył mimo trzeciego pole position z rzędu, zaś w Monako był dopiero trzeci. Nie utrzymał swojego tempa, które po kwalifikacjach wydawało się wręcz znakomite. Kolejne dwa wyścigi to odbicie się Fina, który nabrał wiatru w żagle. Zdominował on wyścig w Hiszpanii, zaś w Kanadzie zwycięstwo podarował mu jego rywal. Schumacher na trzydziestym okrążeniu wpadł w słynną „ścianę mistrzów”, na wyjściu z ostatniego zakrętu. Nazwa ta wzięła się stąd, że podczas tego wyścigu trzech mistrzów świata zakończyło tam swój udział w rywalizacji. Byli to wspomniany Niemiec, Jacques Villeneuve oraz Damon Hill.

Rozbite Ferrari - GP Kanady 1999

Fot. Twitter

Koszmarny wypadek i wielki powrót

Niestety Schumacher i Hakkinen nie rywalizowali ze sobą za długo podczas sezonu 1999. Na samym początku rywalizacji o GP Wielkiej Brytanii w bolidzie Ferrari doszło do awarii hamulców. W jej wyniku „Schumi” wypadł z zakrętu Stowe i ze sporą prędkością uderzył w ściany, przy czym złamał nogę. Nieszczęśliwe zakończenie walki o tytuł. Fin miał w drodze po swój drugi tytuł innego przeciwnika, którym niespodziewanie był drugi kierowca włoskiej stajni, Eddie Irvine. Reprezentant Wielkiej Brytanii zaskakiwał swoją dobrą formą od pierwszego Grand Prix i podtrzymał ją do praktycznie samego końca. Schumacher powrócił do ścigania na dwie ostatnie rundy.

 

Od razu wrócił w wielkim stylu, gdyż zdobył pole position z przeszło sekundową przewagą. Obaj kierowcy Ferrari wystartowali znakomicie i po chwili Schumacher oddał prowadzenie swojemu koledze, który walczył o tytuł. Niemiec dwoił się i troił, żeby tylko Hakkinen go nie wyprzedził. Fin po serii pit stopów stracił trzecie miejsce na korzyść Herberta z zespołu Stewarta i musiał myśleć o tym, żeby nadrobić tę pozycję. Wyprzedził go zbyt późno, żeby walczył o zwycięstwo. Zwyciężył Irvine przed zespołowym partnerem, który dotrzymał obietnicy i go przepuszczał. Irlandczyk jechał do Japonii z czterema punktami przewagi nad Hakkinenem.

Kwalifikacje ułożyły się bardzo niekorzystnie dla Irvine’a, który startował dopiero piąty. Ponadto Irlandczyk poważnie rozbił swój bolid. Mika Hakkinen zaś zajął drugie pole startowe, przegrywając o cztery dziesiąte sekundy z Schumacherem. Znakomicie wystartował kierowca McLarena, który od razu objął prowadzenie i uciekł Niemcowi. Irvine ciągle utrzymywał się w okolicach trzeciego miejsca, co nie wystarczało mu do zdobycia mistrzostwa. Michael Schumacher postarał się, aby emocji nie zabrakło. Ciągle doganiał Hakkinena, który musiał zwyciężyć, aby przypieczętować swój drugi tytuł. Mika po raz kolejny pokazał swoją piekielnie mocną psychikę, wytrzymał presję ze strony Ferrari i ostatecznie obronił się, dzięki czemu obronił mistrzowską koronę.

Mistrz 1999

Fot. Twitter

Schumacher i Hakkinen – do trzech razy sztuka Michael

Rok później stajnia z Maranello położyła główny nacisk na stworzenie niezawodnej konstrukcji. Ferrari F1-2000 oprócz tego miał znacznie ulepszone chłodzenie oraz zmieniono rozkład masy. Ciężka praca już na początku przyniosła skutki, gdyż Schumacher zwyciężył w trzech pierwszych wyścigach sezonu. Trzeba jednak wspomnieć, że Hakkinen miał w tych startach ogromnego pecha. W Australii, Brazylii i San Marino startował z pierwszego pola, jednak aż dwa razy odpadł z rywalizacji. W obu przypadkach zawinił samochód MP4/15, napędzany silnikami Mercedesa.

Na torze Imola doszło do pięknej walki Schumachera i Hakkinena. Przez praktycznie cały wyścig byli blisko siebie, a nawet razem zjechali do boksów na pierwsze dotankowanie. Wtedy McLaren postanowił wlać swojemu podopiecznemu nieco mniej paliwa, co odbiło się później. Po drugiej serii pit stopów okazało się, że to kierowca Ferrari znajduje się w lepszym położeniu i to on objął prowadzenie. Mika Hakkinen do samego końca starał się zmniejszyć stratę, szukał błędów przeciwnika, lecz Michael Schumacher wytrzymał presję. W GP Wielkiej Brytanii dominował Barrichello, lecz awaria w jego bolidzie spowodowała odpadnięcie z rywalizacji. Na czele stawki był zatem David Coulthard, za którym uplasowali się Hakkinen i Schumacher. Tym razem nie doszło między nimi do walki.

Niezły początek Ferrari

W słonecznej Hiszpanii do czasu drugiego pit stopu dwaj pretendenci do tytułu walczyli ze sobą nieustannie. Prowadził Schumacher, który czuł się bardzo pewnie po udanych kwalifikacjach, lecz tego dnia jego zespół popełniał błędy. Pierwszym był nieco przedwczesny wyjazd z boksu po pierwszym stincie. Wówczas Niemiec najechał na jednego z mechaników, który trzymał rurę doprowadzającą paliwo. Znajdował się jednak przed Hakkinenem, który próbował dogonić przeciwnika. Kierowca Ferrari miał na swoje nieszczęście kolejne problemy po zjeździe na drugie dotankowanie. W tym samym momencie do alei zjechał Mika Hakkinen, dlatego kluczowe było wykonanie idealnego pit stopu. Ta sztuka nie udała się mechanikom w czerwonych strojach i Schumacher wyjechał ze stanowiska aż dziesięć sekund później.

GP Europy odbywało się na niemieckim torze Nurburgring, gdzie w sesji kwalifikacyjnej najlepszym okazał się David Coulthard, przed Schumacherem i Hakkinenem. Fiński kierowca wystartował jak z procy, znalazł lukę pomiędzy Szkotem, a Niemcem i na hamowaniu do pierwszego zakrętu to on znajdował się na czele. Walka o prowadzenie toczyła się między nimi od samego początku. Michael podążał za Miką jak cień, obaj kierowcy prezentowali przepiękną i czystą walkę. Ostatecznie na jedenastym okrążeniu Ferrari znalazło się przed McLarenem po dość odważnym ataku od wewnętrznej do szykany przed ostatnim zakrętem toru. W pewnym momencie spadł deszcz, a Schumacher w takich warunkach czuł się jak ryba w wodzie. Powiększył swoją przewagę i pewnie zwyciężył. Pokonał Hakkinena o niecałe czternaście sekund, a na dodatek zdublował wszystkich oprócz Fina.

ZOBACZ TAKŻE
Nürburgring - historia najtrudniejszego toru F1 | Tory Formuły 1

Schumacher i Hakkinen – Niemiec traci przewagę

Wyścigi w Monako i Kanadzie nie przyniosły oczekiwanej walki Schumachera i Hakkinena. W Monte Carlo obaj mieli sporo pecha, a zwłaszcza ten pierwszy, który nie ukończył GP, w którym prowadził. Dwa tygodnie później odbił sobie nieszczęście z europejskiego księstwa i zwyciężył w Montrealu. Na tym etapie Michael Schumacher prowadził w klasyfikacji generalnej z ponad dwudziestoma punktami przewagi nad Coulthardem i Hakkinenem. Wówczas nad bolidem Ferrari pojawiły się czarne chmury. „Schumi” nie ukończył trzech kolejnych wyścigów i w przeciągu miesiąca roztrwonił całą przewagę. Obaj kierowcy McLarena bezlitośnie wykorzystali potknięcia Niemca i zmniejszyli swoją stratę do lidera do zaledwie dwóch punktów. Warto wspomnieć, że przed GP Węgier Hakkinen i Coulthard mieli ich po tyle samo.

Tor Hungaroring był świadkiem ciekawej walki Schumachera i Hakkinena. Już przed wyścigiem było wiadomo, że kwestia tytułu nie jest jeszcze rozstrzygnięta, dlatego w kwalifikacjach trzech pretendentów startowało z trzech pierwszych pól. Tym razem Coulthard pokonał swojego zespołowego kolegę o zaledwie trzy setne części sekundy. Szkot jednak zaspał na starcie i Fin od razu go wyprzedził, po czym napędzał się w tunelu aerodynamicznym za Michaelem Schumacherem. Postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował na hamowaniu do pierwszego zakrętu. Ten ryzykowny manewr opłacił się, ponieważ znalazł się przed Ferrari i nie doszło do kolizji. Później skutecznie powiększał swoją przewagę i nawet strategia Włochów nie pomogła w odrobieniu jej. Hakkinen zwyciężył, za nim był Schumacher, który nieznacznie pokonał Davida Coultharda.

Hakkinen przed Schumacherem

Fot. Twitter

Fenomenalny manewr

W Belgii Hakkinen zdobył wyczekiwane od GP Austrii pole position, zaś Schumacher startował dopiero czwarty. Niemiec jednak na przesychającym torze odnalazł się znakomicie i już po czterech okrążeniach zajmował drugą lokatę. Fin wkrótce zjechał do alei serwisowej i zmienił opony na przeznaczone na suchą nawierzchnię. To okazało się kluczowe, gdyż na tym samym okrążeniu najechał na tarkę w zakręcie Stavelot i obrócił się. Wyprzedził go przy tym Michael Schumacher, który powiększył przewagę i zjechał do boksów kilka kółek później.

Po trzydziestu czterech okrążeniach i drugich pit stopach Schumacher znajdował się na prowadzeniu, lecz zaczął tracić tempo. Hakkinen dojechał do niego i próbował kilkukrotnie atakować, lecz Niemiec nie planował poddawać się. Wykonywał ryzykowne manewry obronne, co przez moment opłacało się. Fin był wściekły i zaatakował raz jeszcze na czterdziestym okrążeniu. Na prostej Kemmel oprócz pretendentów do tytułu znalazł się dublowany Ricardo Zonta. Mika napędzał się za Michaelem, który hamował do Les Combes z linii wyścigowej. Kierowca McLarena zszedł maksymalnie do wewnętrznej, opóźnił hamowanie i wyprzedził swojego rywala w przepięknym stylu. To pozwoliło mu ostatecznie zwyciężyć. Pamiętny jest obrazek Hakkinena, który tłumaczył po wyścigu Schumacherowi, co jego manewry mogły wywołać. Niemiec o dziwo nie protestował, lecz przyznał mu rację.

 

Dominacja Schumachera

Na Monzy doszło do poważnego incydentu na pierwszym okrążeniu i w jego wyniku z rywalizacji odpadło sześciu kierowców. Wśród nich byli David Coulthard i Rubens Barrichello, którzy mieli pomóc swoim zespołowym partnerom w walce o zwycięstwo. Schumacher wziął sprawy w swoje ręce i mimo prób Hakkinena pewnie wygrał. Dwa tygodnie później w Stanach Zjednoczonych ponownie znalazł się na najwyższym stopniu podium. Na nieszczęście Fina, w jego bolidzie zapalił się silnik, dlatego też odpadł z rywalizacji, gdy znajdował się na drugim miejscu. Przed wyścigiem w Japonii przewaga Niemca wynosiła osiem punktów. Do przypieczętowania mistrzostwa wystarczyło, żeby zdobył o trzy punkty więcej od Miki Hakkinena.

Upragniony tytuł

W kwalifikacjach Niemiec pokonał swojego rywala o zaledwie dziewięć tysięcznych sekundy, co zwiastowało arcyciekawą walkę. Tak też było, gdy lepiej z pól startowych wystartował Hakkinen i to on objął prowadzenie. Ta dwójka szybko uciekła reszcie stawki i wiadomym było, że kwestia zwycięstwa rozstrzygnie się pomiędzy nimi. Fin prezentował znakomite tempo i z każdym kolejnym okrążeniem powiększał swoją przewagę. Dramaturgia zwiększyła się na dwudziestym dziewiątym kółku, kiedy zaczął kropić deszcz.

Cała przewaga kierowcy McLarena zmalała do zaledwie sekundy. Schumacher pokazał wówczas swój kunszt podczas jazdy na mokrej nawierzchni. Po wcześniejszym zjeździe Miki Hakkinena, Michael kręcił znakomite czasy okrążenia, co zaprocentowało po jego wizycie u mechaników. Wyjechał z przewagą czterech sekund nad rywalem i jechał po upragniony tytuł. Hakkinen nie poddawał się, dojechał na nieco ponad sekundę do Niemca i próbował wywołać presję. Psychika kierowcy Ferrari była silniejsza i finalnie zwyciężył w GP Japonii i tym samym po raz trzeci został mistrzem.

Wyścig w Malezji był tylko formalnością. Schumacher znów startował z pierwszego pola i pokonał Hakkinena o prawie pół sekundy. Na starcie znów Fin okazał się lepszym i wyprzedził oponenta. Ponadto przed Niemcem znalazł się również David Coulthard. Po chwili okazało się, że znakomity start Fina był spowodowany falstartem, za co otrzymał karę dziesięciu sekund stop-go. Ferrari walczyło z drugim kierowcą McLarena, który stawiał sporo oporu. Finalnie mistrz z 2000 roku wygrał z przewagą siedmiu dziesiątych sekundy na mecie. Trzecie miejsce zajął Barrichello, zaś Hakkinen dopiero czwarte.

Schumacher zdobywa tytuł

For. Twitter

Kiepski sezon Hakkinena i koniec rywalizacji

Schumacher po zdobyciu tytułu nie zamierzał spocząć na laurach i kontynuował swoją dominację. Dla Hakkinena początek 2001 był koszmarny. Nie dość, że jego samochód był powolny to ciągle zmagał się z problemami technicznymi. Ponadto miał ogromnego pecha, a najlepszym tego przykładem było GP Hiszpanii. Fin prowadził przez praktycznie cały wyścig i na ostatnim okrążeniu wybuchł mu silnik. Dzięki temu to Michael Schumacher znalazł się na najwyższym stopniu podium zamiast załamanego Hakkinena. Mika przyznał również, że utracił chęć do rywalizacji o zwycięstwa po zobaczeniu osiągów samochodu. GP Stanów Zjednoczonych to ostatnie zwycięstwo w jego karierze, zaś po wyścigu w Japonii zakończył swoją karierę w królowej sportów motorowych. Zajął dopiero piąte miejsce w klasyfikacji końcowej, a jego strata do Schumachera wynosiła prawie sto punktów.

Ostatnia wygrana Miki - GP USA 2001

Fot. Twitter

Podsumowanie

Rywalizacja Michaela Schumachera i Miki Hakkinena jest wizytówką końcówki lat 90. Myśląc o tym okresie pierwsze co przychodzi na myśl, to walka czarno-białego McLarena z czerwonym Ferrari. Patrząc dokładniej na całokształt tej walki trzeba przyznać, że było w niej coś szczególnego. Pomimo ogromnych celów, w trakcie starcia znalazło się miejsce na szacunek pomiędzy oboma pretendentami. Schumacher był znany ze swoich kontrowersyjnych manewrów przed 1998 rokiem, jednak obraz ten zmienił się po rywalizacji z Hakkinenem. Michael wspomniał po latach, że Fin był jedynym przeciwnikiem, którego poważnie się obawiał. Oprócz tego przyjął jego słowa krytyki po GP Belgii, co również pokazuje jak obaj panowie do siebie podchodzili. W przeciwieństwie do takich par, jak Prost-Senna, czy Hamilton-Verstappen, walka Schumachera i Hakkinena była piękna w podejściu do przeciwnika. Szacunek był kluczowym czynnikiem, który można powiedzieć, że stał wyżej od ostatecznego triumfu.

5/5 (liczba głosów: 3)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama